Biała księżniczka

Biała księżniczka

Autorzy: Philippa Gregory

Wydawnictwo: Książnica

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 464

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 19.14 zł

Pretendent do angielskiej korony zwołuje armię, podważając legalność dynastii Tudorów. Ale czy rzeczywiście jest jednym z zaginionych książąt z Tower, czy też zwykłym oszustem wrogiem Henryka Tudora i jego żony, księżniczki Yorku?

Kiedy Henryk VII Tudor zdobywa koronę Anglii w bitwie pod Bosworth, wie, że aby zjednoczyć królestwo targane wojną domową, przyjdzie mu poślubić księżniczkę z wrogiej dynastii Elżbietę York. Ona jednak nadal kocha poległego króla, Ryszarda III, a jej krewni wciąż marzą o odnalezieniu zaginionego następcy tronu z rodu Yorków i powrocie do władzy.

Po ślubie z Henrykiem Elżbieta staje przed decyzją, która wpłynie na losy kraju. Musi wybrać między Tudorami a Yorkami, między własnym mężem a chłopcem utrzymującym, że jest jej bratem powracającą do domu różą Anglii.

WROCŁAW 2014

Tytuł oryginału

The White Princess

Koncepcja graficzna okładki

© CHERLYNNE LI

Fotografia na okładce

© RICHARD JENKINS

Projekt okładki

MARIUSZ BANACHOWICZ

Redakcja

JUSTYNA STAWARZ

Korekta

IWONA WYRWISZ

Skład

MONIKA DROBNIK-SŁOCIŃSKA

Copyright © 2013 by Philippa Gregory

First published by Touchstone, a Division of Simon & Schuster, Inc.

All rights reserved.

Niniejsza powieść stanowi wytwór wyobraźni. Jakiekolwiek odniesienia do wydarzeń, miejsc i postaci historycznych mają charakter fikcyjny. Wszelkie podobieństwo do pozostałych osób żyjących lub zmarłych, wydarzeń i miejsc jest całkowicie przypadkowe.

Polish edition © Publicat S.A. MMXIV (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Wydanie elektroniczne 2014

ISBN 978-83-245-8175-7

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

e-mail: ksiaznica@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Dedykacja

Zamek w Sheriff Hutton, Hrabstwo Yorkshire – Jesień 1485 roku

Wielki Trakt – Jesień 1485 roku

Pałac Westminsterski – Jesień 1485 roku

Pałac Westminsterski – 30 października 1485 roku

Pałac Westminsterski – Listopad 1485 roku

Pałac Westminsterski – Grudzień 1485 roku

Pałac Westminsterski – Boże Narodzenie 1485 roku

Pałac Coldharbour, Londyn – Uczta Bożonarodzeniowa 1485 roku

Pałac Westminsterski – 18 stycznia 1486 roku

Pałac Westminsterski – Luty 1486 roku

Pałac Westminsterski – Marzec 1486 roku

Pałac Westminsterski – Kwiecień 1486 roku

Pałac Westminsterski – Maj 1486 roku

Pałac w Sheen – Lato 1486 roku

Sanktuarium Świętego Swituna, Winchester – Wrzesień 1486 roku

Wielka Sala Sanktuarium Świętego Swituna, Winchester – 19 września 1486 roku

Wielka Sala Sanktuarium Świętego Swituna, Winchester – 24 września 1486 roku

Pałac Westminsterski – Boże Narodzenie 1486 roku

Tower w Londynie – Wiosna 1487 roku

Pałac w Sheen – Wiosna 1487 roku

Kolegiata Matki Boskiej Polnej, Norwich – Lato 1487 roku

Kolegiata Matki Boskiej Polnej, Norwich – Lato 1487 roku

Zamek w Coventry – Lato 1487 roku

Zamek w Kenilworth, Hrabstwo Warwickshire – Czerwiec 1487 roku

Zamek w Kenilworth, Hrabstwo Warwickshire – 17 czerwca 1487 roku

Zamek w Lincolnie – Lipiec 1487 roku

Pałac Westminsterski – Sierpień 1487 roku

Pałac w Greenwich – Listopad 1487 roku

Pałac w Sheen – Wiosna 1488 roku

Zamek w Windsorze – Lato 1488 roku

Pałac w Greenwich – Boże Narodzenie 1488 roku

Pałac Westminsterski – Wiosna 1489 roku

Pałac w Greenwich – Jesień 1489 roku

Pałac Westminsterski – Listopad 1489 roku

Pałac Westminsterski – 28 listopada 1489 roku

Pałac w Greenwich – Czerwiec 1491 roku

Pałac w Sheen – Wrzesień 1491 roku

Pałac Westminsterski – Jesień 1491 roku

Pałac Westminsterski – Grudzień 1491 roku

Pałac w Sheen – Luty 1492 roku

Opactwo w Bermondsey – Lato 1492 roku

Pałac w Greenwich – Czerwiec 1492 roku

Pałac w Greenwich – Lato 1492 roku

Pałac w Greenwich – Lato i jesień 1492 roku

Pałac w Greenwich – Zima 1492 roku

Pałac Westminsterski – Wiosna 1493 roku

Zamek w Kenilworth, Hrabstwo Warwickshire – Lato 1493 roku

Northampton – Jesień 1493 roku

Pałac Westminsterski – Zima 1493 roku

Pałac w Greenwich – Lato 1494 roku

Pałac Westminsterski – Jesień 1494 roku

Tower w Londynie – Styczeń 1495 roku

Pałac Westminsterski – Luty 1495 roku

Zamek w Worcesterze – Lato 1495 roku

Pałac Westminsterski – Jesień 1495 roku

Pałac Westminsterski – Listopad 1495 roku

Pałac Westminsterski – Boże Narodzenie 1495 roku

Pałac w Sheen – Zima 1496 roku

Pałac w Sheen – Marzec 1496 roku

Pałac Westminsterski – Jesień 1496 roku

Tower w Londynie – Lato 1497 roku

Pałac w Woodstock, Hrabstwo Oxfordshire – Lato 1497 roku

Pałac w Woodstock, Hrabstwo Oxfordshire – Jesień 1497 roku

Wschodnia Anglia – Jesień 1497 roku

Pałac w Sheen – Jesień 1497 roku

Pałac w Sheen – Boże Narodzenie 1497 roku

W drodze – Wiosna 1498 roku

Tower w Londynie – Lato 1498 roku

Pałac Westminsterski – Lato 1498 roku

Tower w Londynie – Lato 1498 roku

Pałac Westminsterski – Jesień 1498 roku

Pałac w Greenwich – Zima i wiosna 1499 roku

Wyspa Wight – Lato 1499 roku

Pałac Westminsterski – Lato 1499 roku

Pałac Westminsterski – Jesień 1499 roku

Pałac Westminsterski – Sobota, 23 listopada 1499 roku

Pałac Westminsterski – 28 listopada 1499 roku

Pałac Westminsterski – Zima 1499 roku

Od autorki

Bibliografia

Gardens for the Gambia

Dla Anthony’ego

ZAMEK W SHERIFF HUTTON, HRABSTWO YORKSHIRE

JESIEŃ 1485 ROKU

Pragnę, żeby te sny się skończyły. Klnę się na Boga, że tego pragnę!

Jestem tak zmęczona, że mogłabym nie wychodzić z łóżka. Mogłabym przespać cały boży dzień, od rana do wieczora co rusz wcześniejszego i smętniejszego. Za dnia potrafię myśleć tylko o spaniu. Jednakże nocami ze wszystkich sił staram się nie zasnąć.

Udaję się do jego cichych zaciemnionych komnat, gdzie w złotym świeczniku płonie świeca, mimo że on już nigdy ma nie ujrzeć światła. Słudzy co dzień w południe zapalają nową świecę, której następnie ubywa co godzinę, mimo że dla niego czas utracił wszelkie znaczenie. W wiecznej ciemności, w ciemnej wieczności czas się nie liczy, choć mnie ciąży na barkach nieludzkim brzemieniem. Cały długi dzień czekam na nadejście zmierzchu i odgłos żałobnych dzwonów wzywających na kompletę, aby wtedy w kaplicy zmówić modlitwę za jego duszę, mimo że już nigdy nie usłyszy mego szeptu ani stonowanego śpiewu kościelnych chórów.

Później mogę się już położyć do łóżka. Leżę i bronię się przed zaśnięciem, ponieważ nie jestem w stanie znieść obrazów, które przynosi sen. Albowiem śnię o nim. Noc po nocy śnię wyłącznie o nim.

W dzień przybieram maskę, ukrywam swoje prawdziwe oblicze za wymuszonym uśmiechem, roziskrzonym wzrokiem, cerą napiętą jak pergamin i tak samo cienką. Głosowi nadaję czyste, łagodne brzmienie, wypowiadam słowa pozbawione jakiegokolwiek znaczenia, a czasem gdy trzeba, nawet śpiewam. W nocy zapadam się w pościel, jakbym tonęła w wodzie, jakbym nurkowała w głębinie, jakby odmęty brały mnie w posiadanie niczym morską syrenę, i wówczas na chwilę ogarnia mnie ulga, jak gdyby pod powierzchnią wyciekał ze mnie smutek, jak gdyby prądy rzeki Lete mogły sprowadzić na mnie zapomnienie i porwać mnie do nieprzeniknionej pieczary snu. Wszakże w końcu przychodzą sny.

Nie śnię o jego śmierci – ujrzenie, jak pada na polu bitwy, byłoby koszmarem najgorszym ze wszystkich. Nie, nigdy nie śnię o bitwie ani o jego ostatniej szarży na straż przyboczną Henryka Tudora. Nie widzę więc, jak wyrąbuje sobie drogę toporem. Nie widzę nacierającej nań armii Tomasza Stanleya, nie widzę, jak zostaje wysadzony z siodła ani jak zawodzi go prawe ramię w obliczu bezlitosnego ataku kawalerii; nie słyszę, jak krzyczy: „Zdrada! Zdrada! Zdrada!”. Nie widzę, jak Wilhelm Stanley podnosi jego koronę i wkłada na głowę innego człowieka.

Nie śnię o niczym podobnym i dzięki Bogu choć za to. Dość, że te i straszniejsze obrazy prześladują mnie na jawie. Towarzyszą mi na każdym kroku, nawet kiedy rozprawiam o niezwyczajnych tegorocznych upałach, o trapiącej ziemię suszy, o marnych zbiorach. Niestety sny, które śnię nocami, są jeszcze przykrzejsze, znacznie przykrzejsze od tego, gdyż śpiąc, wyobrażam sobie, że leżę w jego ramionach i że budzę się na delikatny dotyk jego warg na moich ustach. Śnię, że przechadzamy się w ogrodach, snując plany na przyszłość. Śnię, że noszę pod sercem jego dziecko, że na zaokrąglonym brzuchu czuję jego ciepłą dłoń i że uśmiecha się do mnie z zachwytem, kiedy obiecuję, że dam mu syna, syna, którego tak potrzebuje, dziedzica dynastii Yorków, angielskiego księcia, dziecię zrodzone z naszej miłości. „Ochrzcimy go Artur”, mówi. „Na cześć Artura z Camelotu. Dla dobra Anglii...”

Ból, który mnie dopada po przebudzeniu, gdy uświadamiam sobie, że to był tylko sen, z dnia na dzień przybiera na sile. Klnę się na Boga, że najbardziej ze wszystkiego pragnę przestać śnić.

Najdroższa córko Elżbieto!

Sercem i modlitwą jestem z Tobą, moje dziecko, wszelako nadeszła pora, ażebyś postąpiła jak królowa, do której to roli się narodziłaś.

Nowy król, Henryk Tudor, życzy sobie, abyś dołączyła do mnie w pałacu westminsterskim, a wraz z Tobą również Twoje siostry i kuzynostwo. Zważ, proszę, że nie cofnął danego Ci słowa. Wszystko wskazuje na to, że ślub się odbędzie.

Wiem, że nie na to liczyłaś, moja droga, jednakowoż Ryszard nie żyje i tamta część Twojego życia jest już zamkniętym rozdziałem. Zwyciężył Henryk, a naszym zadaniem jest uczynić Cię jego żoną i królową Anglii.

Zaklinam Cię, ażebyś usłuchała starej matki w jeszcze jednej sprawie: przybądź do Londynu uśmiechnięta i radosna, jak przystało oblubienicy wyglądającej spotkania z narzeczonym. Prawdziwa księżniczka nie obnosi się ze swoją żałobą. A Ty urodziłaś się księżniczką i spadkobierczynią długiej linii niewiast, którym nie można odmówić dzielności. Zatem głowa do góry i uśmiech na usta, najdroższa Elżbieto! Będę na Ciebie czekać i również się uśmiechać.

Twoja kochająca matka,

Elżbieta

królowa wdowa.

Czytam ten list uważnie, ponieważ moja matka nie należy do osób prostolinijnych i jej słowa mogą być podszyte czymś, czego nie sposób dojrzeć na pierwszy rzut oka. Potrafię sobie wyobrazić, jak ekscytuje ją kolejna w rodzinie szansa na koronę Anglii. Elżbieta Woodville to niewiasta nieposkromionych ambicji. Widywałam ją na samym dnie, wszakże nigdy nie widziałam jej spokorniałej – nawet wtedy, gdy owdowiała i odchodziła od zmysłów z rozpaczy.

Rozumiem, dlaczego mi każe, abym wyglądała na szczęśliwą, abym zapomniała, że mężczyzna, którego pokochałam, zginął i skończył w nieoznakowanym grobie, abym wykuła przyszłość naszego rodu, zmuszając się do małżeństwa z jego wrogiem. Henryk Tudor ściągnął do Anglii po latach wygnania, spędziwszy większość życia na oczekiwaniu, i stoczył wygrany bój, pokonał prawowitego władcę, mego ukochanego Ryszarda, przez co stałam się częścią jego łupów, jak cała Anglia. Gdyby to Ryszard zwyciężył pod Bosworth – któż mógł przypuszczać, że tak się nie stanie? – byłabym teraz jego małżonką i królową. Wszakże zginął zasieczony przez zdrajców: ludzi, których sam powołał pod broń i którzy przysięgali mu wierność. W efekcie muszę poślubić Henryka i zapomnieć, że przez prawie półtora roku całym sercem miłowałam Ryszarda i przewodziłam jego dworowi jako niekoronowana królowa. Tak, muszę o tym wszystkim zapomnieć i trzymać kciuki, aby inni także zapomnieli.

Czytam matczyny list zaraz po jego dostarczeniu, wciąż stojąc pod łukiem bramnym zamku w Sheriff Hutton, po czym odwracam się i ruszam w stronę zabudowań, wprost do wielkiej sali z umieszczonym pośrodku kamiennym paleniskiem, na którym płonie ogień, przez co powietrze jest ciepłe i nieprzejrzyste od dymu. Mnę pojedynczą kartkę i rzucam ją na rozżarzone drwa, by sczezła w płomieniach. Taki los musi spotkać każdą wzmiankę na temat mej miłości do Ryszarda i jego obietnic mi składanych. Nie jest to jedyny sekret, który chowam przed światem. Będąc gadatliwą młodziutką księżniczką, wychowywałam się na dworze królewskim otwartym na intelektualne wyzwania, gdzie można było pomyśleć, powiedzieć i podyktować zgoła wszystko, jednakże po śmierci mego ojca króla z konieczności posiadłam umiejętności szpiega.

Pod powiekami zbierają mi się łzy, być może za sprawą gryzącego dymu, a być może z całkiem innego powodu, wszelako wiem, że nie pora na płacz. Ocieram twarz i kieruję się do pokaźnej komnaty na szczycie zachodniej wieży zamku służącej młodszym dzieciom za bawialnię i salę lekcyjną. Dzisiejszego ranka uczy je śpiewu moja szesnastoletnia siostra Cecylia, toteż już na schodach słyszę rytmiczne pobrzękiwanie tamburynu. Muzyka milknie, gdy otwieram drzwi i wchodzę do środka, zastępują ją głośne prośby, bym wysłuchała skomponowanego właśnie utworu. Moja dziesięcioletnia siostra Anna od maleńkości pobiera nauki u najlepszych mistrzów, starsza od niej o dwa lata kuzynka Małgorzata ma godny pozazdroszczenia słuch muzyczny, a będący jej rówieśnikiem kuzyn Edward może się pochwalić pełnym słodyczy sopranem przywodzącym na myśl dźwięki fletu. Z przyjemnością spełniam prośbę całej trójki, po czym biję brawo.

– Przynoszę wam wieści.

Edward Warwick, młodszy brat Małgorzaty, unosi dużą głowę znad tabliczki do pisania.

– Dla mnie też? Dla mnie też? – dopytuje.

– Tak, dla ciebie także. I dla twojej siostry Małgorzaty, i dla Cecylii, i dla Anny. Mam wieści dla was wszystkich. Jak wiecie, Henryk Tudor zwyciężył na polu walki i zasiądzie na tronie Anglii.

Królewskie dzieci mają przygaszone miny, aczkolwiek odebrały nazbyt dobrą szkołę, aby wyrazić żal z powodu śmierci pokonanego wuja, Ryszarda. Zamiast się odezwać, czekają, co jeszcze powiem.

– Nowy król potraktuje sprawiedliwie wszystkich swoich lojalnych poddanych – mówię, gardząc sobą za to, że jak papuga powtarzam słowa sir Roberta Willoughby’ego, który przywiózł list od mojej matki. – Tymczasem wzywa nas, dzieci Domu Yorków, do stolicy.

– Czyli jednak Henryk zasiądzie na tronie – obwieszcza głuchym tonem Cecylia. – Zasiądzie na tronie Anglii.

– Oczywiście, że tak! Któż... któż by inny? – potykam się na tym rzuconym mimochodem pytaniu, jakby zapachniało ono zdradą. – To zrozumiałe, że nowym królem Anglii zostanie Henryk. Przecież zdobył dla siebie koronę na polu bitwy. A teraz przywróci nam wszystkim dobre imię i uzna w nas potomków dynastii Yorków.

Cecylia robi chmurną minę. W tygodniach poprzedzających wyruszenie w pole król Ryszard wydał ją za Ralpha Scrope’a, tego miernotę, a zrobił to tylko po to, by Henryk Tudor nie mógł jej pojąć za żonę, gdybym ja mu się jednak odwidziała. Cecylia podobnie jak ja jest księżniczką z dynastii Yorków, a to oznacza, że każdy mężczyzna, który nas poślubi, może sobie rościć pretensje do tronu. Mój powab prysł, kiedy oszczercy zaczęli rozgłaszać, że zostałam kochanicą Ryszarda, natomiast Cecylię poprzedni monarcha osobiście skazał na mezalians. Moja siostra utrzymuje, że małżeństwo nie zostało skonsumowane, że ślub był w jej oczach nieważny od początku i że teraz pani matka doprowadzi do jego unieważnienia. Prawda jest jednak taka, że Cecylia jest obecnie baronową Scrope, żoną pokonanego yorkisty, co oznacza, że gdy Anna i ja odzyskamy należne tytuły i znów będziemy księżniczkami z królewskiego rodu, ona pozostanie tylko upokorzoną baronową, nawet jeśli nikt nie ma pojęcia, gdzie obecnie podziewa się Ralph Scrope.

– Właściwie to ja powinienem zasiąść na tronie – wtrąca Edward, ciągnąc mnie za rękaw. – Jestem następny w kolejce, prawda?

Odwracam się do niego.

– Skądże znowu – zaprzeczam łagodnym tonem. – W żadnym razie nie mógłbyś włożyć korony. To prawda, że wywodzisz się z dynastii Yorków i że wuj Ryszard wyznaczył cię na swego następcę, jednakże musisz pamiętać, że wuj Ryszard nie żyje, a nowym królem jest Henryk Tudor. – Głos mi drży, kiedy mówię „Ryszard nie żyje”. Robię pauzę, biorę głęboki oddech i próbuję jeszcze raz. – Ryszard nie żyje, chyba to wiesz, co, Edwardzie? Rozumiesz, że nie ma już króla Ryszarda? Z tego wynika, że nie jesteś jego następcą.

Wbija we mnie puste spojrzenie, a ja obawiam się, że nie zrozumiał ani słowa z tego, co przed chwilą mu powiedziałam, aż tu nagle jego ogromne piwne oczy wypełniają się łzami, a on sam spuszcza wzrok i wraca do przepisywania greckiego alfabetu. Spoglądam przez moment na jego ciemię porośnięte gęstymi ciemnymi włosami i myślę sobie, że jego dzika, zwierzęca żałość niczym nie różni się od mojej żałoby. Tylko że ja muszę szczebiotać i uśmiechać się na okrągło...

– Nie pojmie tego. – Cecylia zwraca się do mnie szeptem, żeby nie usłyszała jej Małgorzata. – Już mu mówiłyśmy, raz za razem. Nie ma dość oleju w głowie, aby w to uwierzyć.

Zerkam na siedzące w milczeniu rodzeństwo – Małgorzata pomaga Edwardowi kreślić litery greckiego alfabetu – i uznaję w myślach, że muszę być równie niemądra jak mały Warwick, ponieważ też nie potrafię uwierzyć. W jednej chwili Ryszard maszerował na czele niezwyciężonej armii wystawionej przez największe rody królestwa, w drugiej otrzymaliśmy wiadomość, że został pobity: trzej jego najzaufańsi przyjaciele siedzieli sztywno w siodłach i w bezruchu przyglądali się rozpaczliwej szarży, którą przypuścił, jakby był to zwykły turniej, jakby oni byli widzami, on zaś śmiałym rycerzem, a wszystko to tylko zabawą w słoneczny dzień – zabawą, która może przybrać różny obrót, lecz w której warto ponieść ryzyko.

Potrząsam głową. Jeśli zacznę o nim myśleć, jeśli wyobrażę go sobie nacierającego samotnie na wroga – z moją rękawiczką zatkniętą za płytę napierśnika tuż nad sercem – rozpłaczę się, a przecież pani matka wyraźnie zabroniła mi płakać.

– Pojedziemy do Londynu! – rzucam ożywionym głosem, jakby cieszyła mnie ta perspektywa. – Na dwór królewski! Zamieszkamy znów w pałacu westminsterskim, razem z panią matką i siostrzyczkami Katarzyną i Brygidą.

Dwie sieroty po księciu Clarence podnoszą zlęknione spojrzenia.

– A co ze mną i z Edwardem? – pyta Małgorzata. – Gdzie my będziemy mieszkali?

– Pewnie z nami – dorzucam wesołym tonem. – Tak, bez wątpienia z nami!

– Hurra! – raduje się Anna, podczas gdy Małgorzata tłumaczy na boku młodszemu bratu, że wybierają się do Londynu i że będzie mógł całą drogę pokonać w siodle niczym mały rycerz.

Cecylia natomiast ujmuje mnie pod łokieć i niespokojnie odciąga na stronę.

– A ty? – pyta. – Wyjdziesz za króla? Pomimo tego, coście robili z Ryszardem? Henryk puści wszystko w niepamięć?

– Nie wiem – odpowiadam i wyrywam się jej. – Skoro już o tym mowa, nikt nic nie robił z Ryszardem. A już zwłaszcza ty, moja siostra, niczego nie widziałaś i o niczym nie piśniesz słowa. To jasne, że wszyscy chcą wiedzieć, czy Henryk mnie poślubi czy nie. Wszakże odpowiedź na to pytanie zna tylko on jeden... No, może dwoje ludzi: on i ta stara wiedźma, jego matka, której się wydaje, że ma prawo decydować o wszystkim.

WIELKI TRAKT

JESIEŃ 1485 ROKU

Podróż na południe ciepłą wrześniową porą upływa nam miło, toteż mówię eskortującym nas zbrojnym, że nie ma powodów do pośpiechu. Pokonujemy krótkie odcinki drogi, gdyż młodsze dzieci jadą na kucykach i nie są w stanie wytrzymać w siodle dłużej niż trzy godziny. Ja dosiadam własnego wierzchowca, rosłego kasztanka, którego dostałam w prezencie od Ryszarda, ażebym mogła mu dotrzymywać towarzystwa w przejażdżkach. Cieszę się z tej przeprowadzki, cieszę się, że zostawiam w tyle zamek w Sheriff Hutton, gdzie zamierzaliśmy wznieść pałac mogący rywalizować z Greenwich, że porzucam ogrody, w których spacerowaliśmy pod rękę, i wielką salę, w której tańczyliśmy do najlepszej muzyki, i kaplicę, gdzie ująwszy moją rękę, obiecał, że poślubi mnie, jak tylko wróci z pola bitwy. Co dzień oddalam się od tego miejsca bardziej i mam nadzieję, że odległość stłumi wspomnienia. Usiłuję uciec przed snami, lecz nieustannie ściga mnie ich echo podobne do uporczywych duchów.

Edward zdaje się podekscytowany podróżą, wyraźnie sprawia mu radość otwarta przestrzeń na wielkim trakcie i to, że ludzie wylegają, aby na własne oczy zobaczyć, ile się ostało z dynastii Yorków. Ilekroć gdzieś przystajemy, poddani ściągają, by nam błogosławić, biją ukłony przed Edwardem, którego wciąż mają za dziedzica Yorków, ostatniego dziedzica Yorków, mimo że nasza dynastia poniosła klęskę i wszem wobec wiadomo o nowym królu: nie znanym nikomu Walijczyku, przybłędzie przybyłym bez zaproszenia z Bretanii, Francji czy jeszcze skąd indziej po drugiej stronie Kanału Angielskiego. Mały Edward lubi udawać, że jest prawowitym monarchą, który zmierza do Londynu na koronację. Skłania głowę i ściągnąwszy czapkę, macha ręką rozradowany na widok ludzi wylegających z domów i warsztatów, kiedy przejeżdżamy przez jakieś miasteczko. Chociaż codziennie mu powtarzam, że udajemy się na koronację nowego króla Henryka, zapomina o tym, jak tylko ktoś z tłumu krzyknie: „À Warwick! À Warwick!”.

Jego siostra Małgorzata zwraca się do mnie w wieczór poprzedzający nasz wjazd do stolicy.

– Wasza książęca mość, mogę na słówko?

Uśmiecham się do niej. Matka nieszczęsnej zmarła w połogu, przez co Małgorzata jako bardzo młode dziewczę musiała zastąpić braciszkowi oboje rodziców i jeszcze zarządzać rodową siedzibą. Ojcem Małgorzaty i Edwarda był Jerzy książę Clarence, stracony w Tower na rozkaz mego ojca, za poduszczeniem mojej matki. Małgorzata nie żywi o to urazy, choć na szyi zawsze nosi medalion z kosmykiem włosów swojej matki, a na nadgarstku cienką bransoletę z dyndającą srebrną baryłką ku pamięci swego ojca. Ci, którzy znajdują się najbliżej tronu, są narażeni na największe niebezpieczeństwo – Małgorzata wie o tym już w wieku dwunastu lat. W dynastii Yorków latorośle giną nagminnie niczym kocięta zdenerwowanej czymś kotki.

– O co chodzi? – pytam ją delikatnie, widząc, że dziecięce czoło ma zmarszczone.

– Martwię się o Edwarda.

Milczę. Wiem, że jest bardzo oddana swemu bratu.

– Martwię się o jego bezpieczeństwo.

– Jak to?

– Jest ostatni z rodu Yorków, ostatni z dynastii – zwierza mi się. – To znaczy są oczywiście inni Yorkowie, choćby dzieci naszej ciotki Elżbiety księżnej Suffolk, jednakże nie da się ukryć, że Edward jest ostatnim żyjącym synem spłodzonym przez któregokolwiek z synów Ryszarda Plantageneta: twego ojca króla Edwarda, mego ojca księcia Clarence i naszego wuja króla Ryszarda. Wszyscy oni nie żyją.

Na wzmiankę o Ryszardzie znów drga we mnie struna znajomego bólu, jakbym była lutnią o nazbyt mocno naciągniętych chórach.

– Tak – potwierdzam – to prawda. Wszyscy oni nie żyją.

– Tak samo ich męscy potomkowie. Z wyjątkiem mojego brata... – Spogląda na mnie z niepewnością w oczach.

Albowiem nikt nie wie, jaki los spotkał moich braci Edwarda i Ryszarda, których ostatnio widziano, kiedy bawili się na dziedzińcu przed Tower, a potem machali z okien wieży. To znaczy nikt nie wie z całą pewnością, ale wszyscy podejrzewają, że obaj chłopcy nie żyją. Chowam przed światem swoją wiedzę na ten temat, choć znikoma to wiedza.

– Wybacz – bąka Małgorzata. – Nie chciałam cię zasmucać...

– Nic się nie stało – zapewniam ją, jak gdyby rozmowa o zniknięciu moich braci nie potęgowała dodatkowo mego bólu. – Obawiasz się, że król Henryk zamknie twego brata w londyńskiej Tower, podobnie jak król Ryszard zamknął tam książęta? I że Edward również nigdy nie wyjdzie na wolność?

Mnie dłonią suknię.

– Nie wiem nawet, czy powinnam go zawozić do Londynu! – wykrzykuje ze zdenerwowaniem. – Może raczej trzeba nam wsiąść na statek i pożeglować do Flandrii, do naszej ciotki? Nie mam pojęcia, jak się do tego zabrać. Nie mam dość pieniędzy, by opłacić taki rejs. Nie mam nikogo, kogo mogłabym spytać o radę. A jak ty uważasz? Czy należy wywieźć Edwarda z Anglii? Ciotka Małgorzata na pewno zajęłaby się nim dobrze przez wzgląd na pamięć swego brata i miłość do Domu Yorków. Zrobimy tak? Wiedziałabyś, od czego zacząć?

– Król Henryk nie skrzywdzi twojego brata – rzekę. – Przynajmniej na razie. Może o tym pomyśleć później, gdy jego władza okrzepnie i ludzie przestaną mu patrzeć na ręce, pilnując go na każdym kroku i oceniając jego działania. Za to w najbliższych miesiącach będzie wyłącznie szukał przyjaciół. Wygrał bitwę, lecz teraz musi jeszcze zdobyć królestwo. Nie wystarczy zabić poprzednika, trzeba jeszcze zyskać poparcie poddanych i włożyć koronę na głowę. Nie zaryzykuje więc obrazy dynastii Yorków i wszystkich, którzy nas kochają. Ha, biedak będzie być może musiał mnie poślubić, żeby ich ułagodzić!

Małgorzata uśmiecha się do mnie.

– Byłaby z ciebie wspaniała królowa! I jaka piękna! A ja mogłabym spać spokojnie, bo chyba wzięłabyś Edwarda pod swoją opiekę? Strzegłabyś go, prawda? Wiesz przecież, że mój brat nikomu nie zagraża. Oboje, Edward i ja, bylibyśmy wierni dynastii Tudorów. Wierni tobie...

– Jeśli zostanę królową, zadbam, aby włos nie spadł mu z głowy – obiecuję, równocześnie myśląc o tym, ile istnień zależy od tego, czy uda mi się sprawić, aby Henryk dotrzymał złożonego mi przyrzeczenia. – Tymczasem uważam, że powinniście udać się z nami do Londynu, gdzie wszyscy będziemy bezpieczni pod skrzydłami mojej matki. Ona wie, jak się zachować. I wszystko już sobie zaplanowała.

Małgorzata zdaje się wahać. Między moją matką a jej, Izabelą Neville, była zła krew; później oboje z Edwardem wychowywali się pod okiem żony Ryszarda, Anny, która traktowała Elżbietę Woodville jak śmiertelnego wroga.

– Naprawdę o nas zadba? – pyta z powątpiewaniem Małgorzata. – Okaże dobroć Edwardowi? Wiecznie słyszałam, że pragnie zguby mojej rodziny...

– Pani matka nie ma nic do ciebie ani do małego Edwarda – zapewniam. – Jest waszą ciotką. Będzie was chronić jak własne dzieci. Wszyscy należymy przecież do Domu Yorków.

Małgorzata daje się przekonać. Ufa mi. Na wszelki wypadek nie przypominam jej, że pani matka miała kiedyś dwóch synów, starszego Edwarda i młodszego Ryszarda, których kochała nad życie, lecz których nie zdołała ochronić. Ani że nikt nie wie, gdzie obecnie podziewają się moi braciszkowie.

PAŁAC WESTMINSTERSKI

JESIEŃ 1485 ROKU

Przy wjeździe do Londynu nikt nas nie wita, a kiedy później w wąskich uliczkach spostrzega nas kilka mieszczek i paru czeladników, próbując wiwatować na cześć Yorków, eskorta zwiera szyki i przyśpiesza do kłusa, ażeby jak najprędzej znaleźć się za bramami królewskiego pałacu, które zamykają się za nami z głuchym szczękiem. Wszystko wskazuje na to, że król Henryk nie życzy sobie rywali konkurujących z nim o serca mieszkańców Londynu, który uczynił swoją stolicą. Na stopniach pałacu westminsterskiego czeka na nas pani matka z najmłodszymi siostrzyczkami: sześcioletnią Katarzyną i czteroletnią Brygidą, które trzymają się jej spódnic każda z jednej strony. Zeskakuję niezgrabnie z konia, na którym jechałam przez cały czas po męsku, i zanim się spostrzegę, już jestem w matczynych objęciach, wdychając znajomą woń wody różanej i włosów, podczas gdy pani matka trzyma mnie mocno i poklepuje po plecach. Znienacka wybucham płaczem i łkam z powodu utraty ukochanego i przekreślenia przyszłości, którąśmy razem planowali.

– Sza! – rzecze pani matka stanowczo i przepuszcza mnie do środka, aby przywitać się z resztą mojego rodzeństwa i kuzynostwem.

Następnie rusza za mną, z Brygidą na ręku i Katarzyną uczepioną jej wolnej dłoni oraz z tańczącymi wokół niej Anną i Cecylią. Śmieje się i wygląda na szczęśliwą i znacznie młodszą, niż wskazywałaby metryka mówiąca, że liczy już sobie czterdzieści osiem lat. Ma na sobie granatową suknię podtrzymywaną w talii błękitnym skórzanym paskiem, a włosy upięła z tyłu i ukryła pod aksamitnym niebieskim czepkiem. W korytarzach wykładanych kamienną posadzką rozbrzmiewają echem donośne dziecięce głosy, kiedy prowadzi nas wszystkich do swych prywatnych apartamentów, gdzie zasiada z najmłodszą Brygidą na kolanach.

– Teraz możecie mi wszystko opowiedzieć! – rzuca. – Powiedz, Anno... naprawdę przejechałaś całą drogę konno? To nie lada wyczyn. Edward, drogi chłopcze, czy jesteś zmęczony? Twój kucyk sprawował się jak należy?...

Wszystkie odzywają się naraz, a Brygida i Katarzyna dokładają swoje trzy grosze, podskakując i próbując coś wtrącić od siebie. Cecylia i ja cierpliwie czekamy, aż harmider ucichnie, a pani matka obdarza nas uśmiechem, częstując dzieci kandyzowanymi śliwkami i rozwodnionym piwem, dzięki czemu nareszcie się uspokajają i zasiadłszy przed kominkiem, pałaszują przysmaki.

– I jak się miewają moje dwie dorosłe panny? – zwraca się w końcu do nas. – Cecylio, chyba znowu urosłaś... jak tak dalej pójdzie, niedługo będziesz równie wysoka jak ja. A ty, Elżbieto, wydajesz mi się blada i zdecydowanie za szczupła. Nie masz przypadkiem kłopotów ze snem? Tuszę, że nie umartwiasz się i nie pościsz zanadto?

– Elżbieta nie ma pewności, czy Henryk ją poślubi czy nie – wypala Cecylia. – Jeśli nie, co będzie z nami wszystkimi? Co będzie ze mną?

– Ależ oczywiście, że Henryk poślubi twoją siostrę – odpowiada spokojnie pani matka. – To pewne. Rozmawiałam już z jego matką w tej sprawie. Oboje mają świadomość, że zarówno w parlamencie, jak i na prowincji sprzyja nam zbyt wiele znaczących osób, aby roztropnie było im się nie narażać taką obrazą Domu Yorków. Tak więc to już postanowione. Zresztą oświadczył się przed rokiem i teraz za późno na wycofanie danego słowa. Małżeństwo z naszą Elżbietą od samego początku stanowiło część jego planów inwazji i podstawę porozumienia z poplecznikami.

– I nie gniewa się o króla Ryszarda? – drąży Cecylia. – O Ryszarda i Elżbietę? O to, co robili?

Pani matka zwraca na dokuczliwą córkę pełne spokoju spojrzenie.

– Nic mi nie wiadomo na temat świętej pamięci uzurpatora Ryszarda – oznajmia, jak było do przewidzenia. – Podobnie jak tobie. A król Henryk ma jeszcze bardziej skąpe wiadomości.

Cecylia otwiera usta, jakby chciała się sprzeczać, wszelako jedno lodowate spojrzenie pani matki ucisza ją natychmiast.

– Król Henryk ma również bardzo skąpe wiadomości dotyczące jego nowego królestwa – dodaje pani matka bez mrugnięcia okiem. – Większość życia spędził bowiem za granicą. Dlatego będziemy mu doradzać i informować o wszystkim, o czym powinien się dowiedzieć.

– Ale Elżbieta i Ryszard...

– To akurat jedna z tych spraw, o których nie powinien się dowiedzieć.

– No tak! – złości się Cecylia. – Tylko że chodzi o nas wszystkich, a nie wyłącznie o Elżbietę! Elżbieta nie jest tu jedyna, choć zachowuje się tak, jakby nikt oprócz niej się nie liczył. Nasi kuzyni bez przerwy dopytują, czy na pewno im nic nie grozi, a Małgorzata szczerze się martwi o bezpieczeństwo brata. A ja? Jestem w końcu mężatką czy nie? Jaka mnie czeka przyszłość?

Pani matka marszczy czoło na ten potok żalów. Cecylia wyszła za mąż w wielkim pośpiechu tuż przed tym, zanim pan młody wyruszył w pole, tak że nawet nie było czasu na noc poślubną. A teraz oblubieńca nie sposób nigdzie znaleźć, król zaś, który go ożenił, nie żyje i wszystkie plany wzięły w łeb. Cecylia może być równie dobrze panną na wydaniu jak wdową bądź nawet porzuconą żoną. Nikt nie ma pewności w tej sprawie.

– Matka króla Henryka, lady Stanley, zaopiekuje się dziećmi Jerzego. Ma również plany co do ciebie. Wyrażała się nader ciepło o tobie i twoich siostrzyczkach.

– Matka króla Henryka zawiaduje dworem? – pytam cicho.

– Jakie plany? – domaga się konkretów moja uparta siostra.

– Powiem ci więcej, kiedy sama będę miała jasność – odpowiada Cecylii pani matka, po czym mówi do mnie: – Usługują jej na kolanach i tytułują „waszą wysokością”, kłaniając się w pas jak królowej.

Krzywię się pogardliwie.

– Nie rozstałyśmy się w wielkiej przyjaźni...

– Gdy zostaniesz żoną Henryka i koronują cię na królową Anglii, to ona będzie musiała kłaniać się tobie bez względu na to, jakie tytuły nosi – rzecze nie przejęta moim wyznaniem pani matka. – Czy cię lubi czy nie, wyjdziesz za jej syna i basta. – Na tym zakończywszy rozmowę z nami, odwraca się do dzieciarni. – A teraz pokażę wam wszystkim wasze komnaty.

– To nie będziemy mieszkać w tych samych komnatach co zawsze? – pytam, zanim zdążę pomyśleć.

Uśmiech pani matki wydaje mi się z lekka wysilony.

– Oczywiście, że nie zajmujemy komnat królewskich. Lady Stanley zaanektowała je dla siebie. Resztę najlepszych apartamentów zasiedlili krewni jej męża. My musimy się zadowolić tym, co zostało. Tobie przypadnie w udziale dawna komnata lady Stanley. Wygląda na to, że zamieniłyśmy się z nią miejscami...

– Lady Stanley zamieszka w apartamentach królowej? – nie wierzę własnym uszom. – Nie powinny być raczej moje?

– Jak widać, nie – odpowiada pani matka. – Przynajmniej na razie, do dnia ślubu i koronacji. Do tego czasu ona będzie przewodzić temu dworowi, co wielkim staraniem daje do zrozumienia każdemu, kto się napatoczy. Ponoć zażądała, aby nazywać ją Królową Matką!

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Trzy siostry, trzy królowe Ostatnia żona Tudora. Poskromienie królowej Klątwa Tudorów Biała księżniczka Złoto głupców. Zakon ciemności Krucjata 

POLECANE W TEJ KATEGORII

A ja żem jej powiedziała Opowiadania bizarne Amy i Isabelle Homo deus Biała chryzantema Jankeski fajter