Wiersze

Wiersze

Autorzy: Juliusz Słowacki

Wydawnictwo: Ossolineum

Kategorie: Klasyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 20.50 zł

Pierwsze wydanie w serii Biblioteka Narodowa twórczości lirycznej Juliusza Słowackiego, opatrzone obszernym wstępem, w którym biografia wieszcza została przedstawiona w kontekście jego pracy poetyckiej. Autorami opracowania są wybitni znawcy spuścizny literackiej poety, niejednokrotnie już podejmujący się edycji dorobku artystycznego Słowackiego – Jacek Brzozowski i Zbigniew Przychodniak.

JULIUSZ SŁOWACKI

Wiersze

Wstęp i opracowanie

JACEK BRZOZOWSKI

ZBIGNIEW PRZYCHODNIAK

Wydanie pierwsze

Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Wrocław 2013

BIBLIOTEKA NARODOWA

Wydawnictwo Biblioteki Narodowej pragnie zaspokoić pełną potrzebę kulturalną i przynieść zarówno każdemu inteligentnemu Polakowi, jak i kształcącej się młodzieży

WZOROWE WYDANIA NAJCELNIEJSZYCH

UTWORÓW LITERATURY POLSKIEJ I OBCEJ

w opracowaniu podającym wyniki najnowszej o nich wiedzy.

Każdy tomik Biblioteki Narodowej stanowi dla siebie całość i zawiera bądź to jedno z arcydzieł literatury, bądź też wybór twórczości poszczególnych pisarzy.

Każdy tomik poprzedzony jest rozprawą wstępną, omawiającą na szerokim tle porównawczym, w sposób naukowy, ale jasny i przystępny, utwór danego pisarza. Śladem najlepszych wydawnictw obcych wprowadziła Biblioteka Narodowa gruntowne objaśnienia tekstu, stanowiące ciągły komentarz, dzięki któremu każdy czytelnik może należycie zrozumieć tekst utworu.

Biblioteka Narodowa zamierza w wydawnictwach swych, na daleką metę obliczonych, przynieść ogółowi miłośników literatury i myśli ojczystej wszystkie celniejsze utwory poezji i prozy polskiej od wieku XVI aż po dobę współczesną, uwzględniając nie tylko poetów i beletrystów, ale także mówców, historyków, filozofów i pisarzy pedagogicznych. Utwory pisane w językach obcych ogłaszane będą w poprawnych przekładach polskich.

Z literatury światowej Biblioteka Narodowa wydaje wszystkie te arcydzieła, których znajomość niezbędna jest dla zrozumienia dziejów piękna i myśli ogólnoludzkiej.

Do współpracy zaprosiła redakcja Biblioteki Narodowej najwybitniejszych badaczy naszej i obcej twórczości literackiej i kulturalnej, powierzając wydanie poszczególnych utworów najlepszym każdego znawcom.

Kładąc nacisk na staranność opracowań wstępnych i objaśnień utworów, Biblioteka Narodowa równocześnie poczytuje sobie za obowiązek podawać najdoskonalsze teksty samych utworów, opierając się na autografach, pierwodrukach i wydaniach krytycznych.

Fragment deklaracji z pierwszych tomów Biblioteki Narodowej

Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp

Nota wydawnicza

Bibliografia (wybór)

Spis skrótów

Wiersze

I. Wilno i Krzemieniec (luty 1825 – styczeń 1829)

Elegia. Tłomaczenie z Lamartina

Księżyc

Melodia przez Tomasza Moora. Pożegnanie

Melodia Moora

Melodia 1

Melodia 2

Dumka ukraińska

Nowy Rok

Sonet

Wiersz w sztambuchu Ludwika Szpitznagla wyjeżdżającego do Egiptu

Sonet I

Sonet II

Sonet III

Sonet IV

II. W Warszawie (luty 1829 – marzec 1831)

Strofa Spensera

Piosnka dziewczyny kozackiej (z romansu historycznego)

Hymn („Bogarodzica! Dziewico...”)

Oda do wolności

Kulik

Pieśń legionu litewskiego

III. Wrocław – Drezno – Londyn – Paryż (marzec 1831 – grudzień 1832)

Nie wiadomo co, czyli Romantyczność. Epilog do Ballad

Do Michała Rola Skibickiego, podpułkownika wojsk Rzeczypospolitej Kolumbijskiej, poświęcając mu powieści wschodnie Mnicha i Araba

Paryż

Duma o Wacławie Rzewuskim

IV. W Szwajcarii (grudzień 1832 – luty 1836)

Tam byli, kędy śnieżnych gór błyszczą korony... [W sztambuchu Marii Wodzińskiej]

Przeklęstwo. Do ***

Rozłączenie

Stokrótki

Chmury

Ostatnie wspomnienie. Do Laury

V. Rzym – Neapol – podróż na Wschód – Florencja (luty 1836 – grudzień 1838)

Rzym

Sumnienie

W imionniku Pani B[aronowej] R.

Hymn („Smutno mi, Boże...”)

Wielmożny Panie... [Do Zenona Brzozowskiego]

Z listu do księgarza

O Gibelinie, laurowy upiorze...

Ułamki

[Listy poetyckie z Egiptu]

Do Teofila J[anuszewskiego]

Piramidy

Na szczycie piramid

List do Aleksandra H. (pisany na łódce nilowej)

Z Nilu – do

Pieśń na Nilu

Piramidy, czy wy macie... [Rozmowa z piramidami]

O stepowy mój namiocie...

O nie! o nie – chołodziec mój...

I porzuciwszy drogę światowych omamień...

Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika...

Do A.M.

Sonet II. Do A.M.

Ofiarowanie

Do Zygmunta

VI. W Paryżu – powrót (grudzień 1838 – 12 lipca 1842)

Ułamek z greckiej podróży. Grób Agamemnona

Testament mój

Na sprowadzenie prochów Napoleona

Do E.

Chciałbym, ażeby tu wpisane słowo... [W albumie Elizy Branickiej]

Miłość Ojczyzny, o! to słońce świetne... [W sztambuchu Szembeków]

Anioły stoją na rodzinnych polach...

Pogrzeb kapitana Meyznera

Polska! Polska! o! królowa...

O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady... [Do Joanny Bobrowej]

VII. Paryż – lata ostatnie (13 lipca 1842 – 3 kwietnia 1849)

Tak mi, Boże, dopomóż

Przemówił, strzelił i od kuli ginie...

Śmierć, co trzynaście lat stała koło mnie...

Młodości, uwierz w sny czyste i złote...

Mój Adamito – widzisz, jak to trudno...

Chór duchów izraelskich

Przez Furie jestem targan ja, Orfeusz...

Kiedy się w niebie gdzie zejdziemy sami...

Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi... [W pamiętniku Zofii Bobrówny]

Gdy na ojczyznę spojrzą oczy Lolki... [Do Ludwiki Bobrówny]

Dziecina Lolka na rzymskich mogiłach...

Bo to jest wieszcza najjaśniejsza chwała...

Narodu mego krwią pisane czyny...

[Dziwi mię u]czta – gdzie światła gorą...

Do pastereczki siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad Oceanem

Patrz, nad grotą...

Na jednej górze podczas zawieruchy...

Co nam zdrady!... Jest jedna kolumna w Warszawie... [Uspokojenie] (redakcja brulionowa)

Uspokojenie (redakcja 68-wersowa)

Wiesz, Panie, iżem zbiegał świat szeroki...

Oto Bóg, który łona tajemnic odmyka...

Matecznik

Jeżeli kiedy – w tej mojej krainie...

Duch życia – to anioł dumny... [W sztambuchu nieznanej osoby]

O! Boże Ojców moich... Tobie chwała...

Zachwycenie

To było w duchu, Ojcze! a tymczasem...

Radujcie się, Pan wielki narodów nadchodzi...

Na drzewie zawisł wąż...

Bóg duch, innego zwać nie będziecie...

Chwal Pana, duszo moja...

Jeżeli ci Pan nie zbuduje domu...

Najpiękniejszy, najświętszy Boga tron na ziemi...

Wierzę

Przy kościołku...

Nastał, mój miły, wiek eschylesowy...

Śni mi się jakaś wielka a przez wieki idąca...

W starym kościołku na Woli... [Sowiński w okopach Woli]

Gotują się na powstanie... [Vivat Poznańczanie!]

Dusza się moja zamyśla głęboko...

Ileż dni przejdzie mi dziecinnych na łowach motyli...

Mój Król [i] mój Pan – to nie mocarz żadny...

Takiego ludów w sobie przerażenia...

Teraz pod żadną światową się władzę...

Nie używałem leków i lekarzy...

Wspomnienie pani de St. Marcel z domu Chau[mont]

Wielcyśmy byli i śmieszniśmy byli...

Dajcie mi tylko jedną ziemi milę...

I ujrzałem te bałwany...

Kiedy prawdziwie Polacy powstaną...

Niedawno jeszcze wasze mogiły...

Niedawno jeszcze – kiedym spoczywał uśpiony...

Biada wam – gdy się budzi duch i obudzony...

Los mię już żaden nie może zatrwożyć...

Prowadził mnie na bardzo ciemne wężowisko...

Polsko, ojczyzno! padaj ze mną na kolana...

Wyjdzie stu robotników...

Do Franciszka Szemiotha

Jest najsmutniejsza godzina na ziemi...

Daję wam tę ostatnią koronę pamiątek...

Snycerz był zatrudniony Dyjanny lepieniem...

Ty głos cierpiący podnieś – i niech w tobie...

Jak najcudniejsza w kwiatach jutrzenka wstaje...

Gdyby o Tobie, Panie, nie zostało...

Lata piękne, złote, ciche...

Święta Ojczyzno moja – pozwól memu duchowi...

Słuchaj, młody człowieku...

W dziecinne moje cudne lata...

O! wielki Boże – o Panie wszechmocny...

Anioł ognisty – mój anioł lewy...

Na górze, która jako szmaragd była...

Panie! jeżeli zamkniesz słuch narodu...

Córka Cerery [I i II]

A ona, bywało...

Prąd sprawy idzie przez Boga zaczęty...

Do Autora Skarg Jeremiego

O Polsko moja! tyś pierwsza światu...

Do hr. Gustawa Ol[izara] podziękowanie za wystrzyżynkę z gwiazdeczką i Krzemieńcem

Zadrzy ci nieraz serce, miła matko moja... [Do matki]

Całą potęgą ducha cię wyzywam...

Do Ludwika Norwida w braterstwie idei świętej list

O patrzcie, bracia, duchowy świat...

Baranki moje...

Z dolin zasutych żwirem...

Proroctwo

W ostatni dzień – w ostatni dzień...

Do Ludwika Norwida

Powstał naród wykonawca...

Panie, o którym na niebiosach słyszę...

Gdy noc głęboka wszystko uśpi i oniemi...

W ciemnościach postać mi stoi matczyna...

Związano wieniec z rzeczy przeklętych...

Jak dawniej – oto stoję na ruinach...

Ten sam duchowi płomienny szlak...

O! nieszczęśliwa, o! uciemiężona...

A jednak ja nie wątpię – bo się pora zbliża...

Narody lecz...

Pośród niesnasków – Pan Bóg uderza...

I wstał Anhelli... z grobu... za nim wszystkie duchy...

Kiedy pierwsze kury Panu śpiewają...

Jako zmoczona w słotny dzień ptaszyna...

[Przypowieści i epigramaty]

[I] Boga w Trójcy pojmuję – w moich piersiach gości...

[II] – Ja ci mówię, że czynisz dziś rzecz bardzo smutną...

[III] Gdym był jak anioł, co w niebo kołace...

[IV] Dawniej mówiłeś, Janie: „Majątku nie zjadłszy”...

[V] Zdrowy rozsądek z myślą walczył Kolumbową...

[VI] Napełń się przenajświętszym ducha Sakramentem...

[VII] Karty się dają wszystkie wytłomaczyć tuzem...

[VIII] Otrzymawszy wprzód na to jednomyślną zgodę...

[IX] Chcesz wiedzieć, czym dziś byłby nasz kraj odzyskany...

[X] Możnemu, który dzisiaj dom upięknia sobie...

[XI] Zemścił się włos – na pomoc woła dzisiaj sztuki...

[XII] Przeczułby człowiek, który z ducha rzecz rozbiera...

[XIII] Kłaniał się Francuz, wszystkie pozdrawiał karety...

[XIV] Francja jest krajem ugod – począwszy od mody...

[XV] Prośba szewca

[XVI] Kredyt p. Cieszk[owskiego]

[XVII] Chcesz widzieć kraj bogatym? Wynajdź na to sposób...

[XVIII] Ten tylko od pieniędzy procent płacić może...

[XIX] Z ducha jest ruch – pieniądze za nim jak szaleńce...

[XX] Gdybyś twego dochodu grosz wydał i stracił...

[XXI] Z rozrzutnika dziś płynie – lecz fontanna licha...

[XXII] Ani rola, ni handel, ni prac rozdzielenie...

[XXIII] Za Jowisza konałem niegdyś śmiercią krwawą...

[XXIV] Gdyby chciał sprawę ducha odnowić Hiszpanem...

[XXV] Któryś pono, pan wielki podobno, Mopanku...

[XXVI] Zgodzić się z wolą Boga? łatwo w tym zawinić...

[XXVII] Sam tylko wąż przeklęty Jehowy wyrokiem...

[XXVIII] Abd el Kader, w pustyniach za Atlasu grzbietem...

[XXIX] Kościoł twój tam, skąd Boskie płynie ci natchnienie...

[XXX] O krzyż Cię proszę modlitwą gwałtowną...

[XXXI] Pan Bóg kazał nam walczyć siłą każdą siłę...

[XXXII] Nie to człek duchowny, podług Zana słów...

[XXXIII] Więc mowa narodowość stanowi niemiecką...

[XXXIV] Szli krzycząc: „Polska! Polska!” – wtem jednego razu...

[XXXV] Gdyby instynkt nie szeptał: „Wiecznąś jest istotą”...

[XXXVI] Za to Hiszpania w prochu powalona leży...

[XXXVII] Religiji, która się w duchu krajów wzmaga...

[XXXVIII] Nieranność Achillesa, a stąd jego dzielność...

[XXXIX] Ludzie wielcy – a z siebie ruch urodzić zdolni...

[XL] Chcąc światłem się wydostać z krainy upiorów...

[XLI] Ziarnem Polski być jeden prosty człowiek może...

[XLII] O grzechu pierworodnym pytasz mię z uśmiechem...

[XLIII] Cmentarze są za miastem – wszakże im nie szkodzą...

[XLIV] Z pogardzicieli rzemiosł – potomstwo wyrosło...

[XLV] Za głosem Bossueta wszystko dziś wykrzyka...

[XLVI] Narodowoście, które sama forma wiąże...

[XLVII] Znajdź najszlachetniejszego – a potem, cierpliwy...

[XLVIII] Ksiądz rękę we mnie włożył, uwiązał za duszę...

[XLIX] W Bogu, w duchu, w idei, mówisz, cel daleki...

[L] Coś – coraz żywszym z grobu podnosi Polaka...

[LI] Gdzie jest Bóg tego księdza? gdzie do Niego droga...

[LII] Dajesz do nieba paszport opłacony złotem...

[LIII] Jeśli się duchem w gwiazdy jak kamień wyrzucę...

[LIV] Powiem ci przypowiastkę. Oto w głębi jarów...

[LV] Kiedy się boisz duchów – widać – żeś jest dzielny...

[LVI] Możesz się bawić światem, póki cię Duch Boży...

[LVII] Nie wiecie, co się dzieje? Ku duchowej stronie...

[LVIII] O konstytucjach jak o fortepianach słyszę...

[LIX] Prawo Mojżesza w globie wyryte głęboko...

[LX] Sto dam za grosz – tym, którzy jałmużnę uczynią...

[LXI] Lud mówi – gdy zobaczysz, że gdzie skarby płoną...

[LXII] Małą jest wadą strój modny nowy...

[LXIII] Drą się o wolność – Boże, nachylaj im grzbietu...

Alfabetyczny spis utworów

Przypisy

Seria Biblioteka Narodowa ukazuje się pod patronatem

Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redaktor Biblioteki Narodowej: STANISŁAW BEREŚ

Zastępca Redaktora Biblioteki Narodowej: PAWEŁ PLUTA

Redaktor tomu: ANNA SOKOLSKA

Redakcja techniczna: STANISŁAWA TRELA

Skład: JAROSŁAW FURMANIAK

Copyright © 2013 by Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Wydanie I, Wrocław 2013

ISBN 978-83-61056-51-5

Zakład Narodowy im. Ossolińskich

ul. Szewska 37, 50–139 Wrocław

e-mail: bn@znio.pl

www.oss.wroc.pl

Konwersja: eLitera s.c.

WSTĘP

Juliusz Słowacki był dla współczesnych autorem przede wszystkim poematów i dramatów: pierwszych wydał czternaście[1], drugich – dziewięć[2]. Wiersze – a napisał ich ponad dwieście pięćdziesiąt – przedstawiają się na tym tle nader skromnie. Za życia poety ukazało się ich zaledwie dwadzieścia kilka (część wydano anonimowo, bez jego wiedzy i zgody[3]): Sonet, Sonet I, Sonet II, Sonet III, Sonet IV, Hymn („Bogarodzica! Dziewico...”), Oda do wolności, Kulik, Pieśń legionu litewskiego, Nie wiadomo co, czyli Romantyczność, Do Michała Rola Skibickiego, podpułkownika wojsk Rzeczypospolitej Kolumbijskiej, poświęcając mu powieści wschodnie „Mnicha” i „Araba”, Paryż, Duma o Wacławie Rzewuskim, Przeklęstwo. Do[4]. Zupełnie inaczej niż dla nas, dzisiaj – mistrz „rymu błyskawicowego”, twórca „liryków w pełni romantycznych”[5], autor wierszy, urywków, fragmentów składających się na obszerny zbiór o wyrazistej historii.

Biografia liryczna Juliusza Słowackiego układa się w niezaplanowaną, żywiołowo narastającą opowieść o duchowych przygodach osobowości wybitnej, niezwykłej, przeżywającej najgłębiej zarówno doświadczenia wspólne (społeczne, narodowe), jak i dramaty własnego serca. Poeta wkracza na scenę literacką w momencie, gdy jest ona już – po manifestach romantyzmu niemieckiego i angielskiego (w końcu XVIII i początkach Xix wieku) i przełomowych tomach Mickiewicza – dobrze zagospodarowana. Słowacki należy do romantyków o pół pokolenia „spóźnionego” wobec głównej fali literatury romantycznej; problem „późnego przyjścia” i dominacji Mickiewiczowskiego paradygmatu długo będzie prześladował autora Beniowskiego, wyzwalając reakcje obronne, poszukiwanie własnego języka i środków ekspresji. Stąd zapewne swoiście „książkowy”, erudycyjny charakter początkowych enuncjacji lirycznych, wielość odniesień literackich do poezji angielskiej i francuskiej. Pierwsze lata twórczości lirycznej przyniosą wypróbowywanie zastanych kodów poezji sentymentalnej i klasycystycznej, stylizacji ludowych i tonów patriotycznych. Później, w latach trzydziestych i czterdziestych, duch poszukiwań i eksperymentu przyniesie odkrycia oryginalne i nadzwyczajne. Liryczne „ja” Juliusza Słowackiego będzie gromadzić doświadczenia coraz bardziej niezwykłe, przekraczać kolejne granice kulturowe i intertekstualne. Liryka lat ostatnich będzie liryką stanów granicznych, doświadczeń mistycznych, ciągle ponawianą próbą wypowiedzenia niewyrażalnego.

Czytając wiersze Słowackiego należy pamiętać, że stanowiły one jedną z form literackiej ekspresji; publiczności literackiej poeta był znany przede wszystkim jako autor poematów i dramatów. Trudno więc ciąg wypowiedzi lirycznych mechanicznie oddzielać od innych sfer twórczości. Zarazem, z tych samych racji, i z naturalnych właściwości rodzaju lirycznego, z zasady skoncentrowanego wokół osobowości piszącego, wiersze autora Rozłączenia należy widzieć w ścisłym związku z kolejami życia autora. Chodzi tu zarówno o tradycyjnie rozumianą biografię „życiorysową”, faktograficzną, jak i o psychologiczno-duchowe doświadczenia poety. Tak pojmowane wiersze Słowackiego warto czytać jako – zewnętrzną i wewnętrzną – autobiografię romantyka.

PIERWSZE STRUNY MŁODZIEŃCZEJ LIRY

(1825–1829)

Młodzieńcze próby poetyckie Juliusza Słowackiego mają charakter wybitnie liryczny. Są też wyraźnie związane z realiami życia rodziny w Krzemieńcu i w Wilnie. Autor Kordiana był synem profesora Liceum Krzemienieckiego, Euzebiusza, który objąwszy uniwersytecką katedrę wymowy i poezji, w 1811 roku przeniósł się do Wilna. W 1814, po śmierci ojca, pięcioletni Juliusz wrócił z matką do rodzinnego miasta; w 1818, po zawarciu drugiego małżeństwa przez matkę (z profesorem medycyny Augustem Bécu), rodzina na powrót osiadła w Wilnie. Poeta zdobywał staranne wykształcenie w domu i w Liceum Krzemienieckim (ukończył tu pierwszą klasę), a następnie w Gimnazjum Wileńskim (1819–1825). W latach 1825–1828 odbył studia prawnicze – na uniwersytecie, który w latach wcześniejszych, w toku śledztwa nad związkami filomatów i filaretów, został poddany bezwzględnej akcji przeprowadzonej przez senatora Mikołaja Nowosilcowa (fala aresztowań wśród młodzieży uniwersyteckiej i licealnej, wyroki m.in. na Mickiewicza, Czeczota, Zana, zmiana władz i relegowanie „nieprawomyślnych” profesorów).

Lata dzieciństwa i młodości Słowackiego, zakłócone śmiercią ojca (1814) i ojczyma (1824), to lata nauki, studiów uniwersyteckich, życia w wąskim kręgu rodzinnym, wakacyjnych wyjazdów w okolice Wilna, pierwszych podróży na Podole i Ukrainę. Powstaje w tym czasie kilkanaście wierszy, które świadczą o poszukiwaniach przez młodego autora własnej drogi poetyckiej. Wszystkie, z wyjątkiem Dumki ukraińskiej (utworu najdłuższego, jedynego, o którego publikacji Słowacki myślał), zostały zapisane w osobistym notatniku, tzw. Rękopisie nicejskim, prowadzonym od 1825 do 1832 roku[6]. Pozostają świadectwem rozległych lektur, oczytania w poezji angielskiej i francuskiej, uważnej obserwacji najnowszych tendencji w literaturze polskiej i europejskiej.

Początki twórczości autora Balladyny są silnie związane ze stylem życia i kulturą literacką domu Słowackich-Bécu; matka, niezwykle wrażliwa, była typem sawantki, oczytanej w literackich nowościach, rozmiłowanej w literaturze sentymentalnej i romantycznej – w jej salonie na początku lat dwudziestych bywali uczeni wileńscy i literaci, wśród nich Adam Mickiewicz. Niektóre swoje utwory Juliusz wpisywał do pąsowego sztambucha matki, widnieją tu m.in. autografy pięciu sonetów oraz wiersz adresowany do Ludwika Spitznagla. Kilkanaście młodzieńczych wierszy Słowackiego powstało w latach 1825–1828. Wśród pierwszych, z lat 1825 i 1826, znalazły się przekłady i naśladowania z poezji francuskiej i angielskiej. Tłumaczenia i parafrazy utworów pochodzących z popularnych wówczas w całej Europie cykli Medytacji poetyckich Alphonse’a Lamartine’a i Melodii irlandzkich Thomasa Moore’a – są dowodem pracy nad warsztatem literackim, celowych ćwiczeń poetyckich. Ale nie tylko. Zarówno bowiem Elegia z Lamartine’a, jak i seria czterech Melodii, przetworzonych z francuskich wersji Melodii irlandzkich Moore’a, świadczą, że młody poeta, czerpiąc z repertuaru konwencji bliższych sentymentalizmowi i klasycyzmowi niż romantyzmowi, potrafił dać wyraz światopoglądu przenikniętego pesymizmem i rezygnacją oraz nastrojowością ulotnych chwil. Pierwsze utwory Słowackiego przenika świadomość kruchości szczęścia i przemijalności wrażeń, choćby najsilniejszych. Dominuje brak wiary w przyszłość, swoista atrofia woli, tony skargi na niezrozumienie; te stany ducha pozostają jednak wyabstrahowane z konkretniejszych realiów, nie znajdują wyrazistszych uzasadnień i motywacji.

Kilka wierszy z 1826 roku (Melodia Moora, Melodia 2, Nowy Rok) zawiera aluzje do miłosnych perypetii poety, zafascynowanego starszą odeń o siedem lat Ludwiką, córką profesora Jędrzeja Śniadeckiego. Słowacki spotykał ją w Wilnie i na wakacjach w podwileńskich Jaszunach, majątku Śniadeckich. Uczucia poety nie znalazły odwzajemnienia (Ludwika obdarzy wielkim uczuciem rosyjskiego oficera, syna wileńskiego gubernatora), staną się odtąd jednym z powracających motywów liryki autora Rozłączenia. W pierwszych wierszach warstwa aluzji erotycznych, wyzbytych zmysłowości, współtworzy atmosferę elegijnego rozmyślania nad utraconym szczęściem, pogłębia tony skargi na nieczułość świata.

Drugim chronologicznie, a pierwszym oryginalnym lirykiem poety jest liczący sto dwadzieścia wersów Księżyc, wiersz datowany 26 marca / 7 kwietnia 1825. Na podkreślenie zasługuje epicki zakrój utworu, stanowiącego autobiograficzną opowieść o dojrzewaniu i zarazem metapoetycką refleksję o roli poezji. To potwierdzenie, że tok filozoficznej refleksji we wczesnych wierszach Słowackiego, pomimo abstrakcyjności i eliptyczności ujęcia, jest ważnym składnikiem autorefleksji egzystencjalnej i poetyckiej. Przez badaczy wiersz jest oceniany różnie: jako „elegijna wprawka” (Czesław Zgorzelski), „surowy notatnik liryczny” (Stefan Treugutt), a ostatnio – jako utwór „piękny i tajemniczy” (Kwiryna Ziemba)[7]. Z perspektywy psychologii głębi i w kategoriach wyobraźni poetyckiej wiersz jawi się jako zaszyfrowany, symboliczny autoportret poety, zapis traumatycznych doświadczeń rodzinnych (śmierć ojczyma, więź z matką i córkami Augusta Bécu, Aleksandrą i Hersylią) i wyraz poszukiwania remedium w poetyckim marzeniu. Nieodłącznym atrybutem autora jest „lira” (w. 50), zdolna wyrazić stany „rozkoszy, smutku lub radości” (w. 52). To zarazem wiersz, w którym przez kostium klasycystycznych personifikacji i lamartinowskich fraz przeziera, choć w mglistej osjanicznej scenerii nocy i księżycowego światła, prawdziwe Wilno Słowackiego z lat dwudziestych.

Księżyc jest dowodem, że Słowacki niezwykle wcześnie, właściwie już na etapie pierwszych prób literackich, osiągnął głęboką świadomość swojego powołania poetyckiego, przeszedł od lekturowych egzaltacji i dziecięcych marzeń o sławie do realizowania misji poety. Kilka lat później, w Paryżu w 1832 roku, napisze w Pamiętniku:

pamiętam, że będąc małym dzieckiem i zapalenie nabożny, modliłem się nieraz: O Boże! daj mi sławę choć po śmierci, a za to niech będę najnieszczęśliwszym, pogardzonym i nie poznanym w moim życiu[8].

Wśród juweniliów szczególne miejsce przypada cyklowi sonetów. Znamy z autografów Sonet („Już północ...”), datowany 16 / 28 stycznia 1827, oraz Sonety I–IV, napisane jesienią tego roku. Trzy inne sonety, numerowane VI–VIII, ogłosił w 1842 – wraz z wymienionymi – petersburski noworocznik „Niezabudka”[9]. Czy wszystkie wyszły spod pióra Słowackiego, nie wiadomo. Sam poeta w Pamiętniku wspominał, że w grudniu 1827 w grze towarzyskiej „przegrał kilkanaście” sonetów, dodawał wszakże: „lecz i tak nigdy długu nie oddałem”[10]. Autorstwo sonetów VI–VIII jest wątpliwe[11]; ostatecznie przyznaje się im status wierszy przypisywanych poecie. Podobnie jak wierszowi Matka do syna, ponoć napisanemu w Krzemieńcu w 1829 roku – dalekiemu od poziomu innych poezji Słowackiego z tego okresu.

Sonety, co do których autorstwa nie ma wątpliwości, tworzą konsekwentny cykl, zespolony podobieństwem motywów, pesymistycznego nastroju, wyraźnych reminiscencji z Mickiewiczowskich sonetów odeskich. Przynoszą utrzymany w minorowej tonacji obraz perypetii serca, bezowocnej wędrówki duszy w poszukiwaniu szczęścia. Stanowią zarazem wyraźne przejście na stronę romantycznej poetyki.

Odrębne miejsce w młodzieńczym dorobku Słowackiego zajmuje Dumka ukraińska, przejaw romantycznego zwrotu ku ludowości i zainteresowania folklorem. To w istocie ćwiczenie stylistyczne, przegląd motywów dumy historycznej i stylizacji na folklor ukraiński w wersji praktykowanej przez niezwykle wówczas popularnego Józefa Bohdana Zaleskiego. W rytmie ośmiozgłoskowego wiersza słychać również echa sentymentalnej czułości.

Liryka osobista młodego Słowackiego przybiera kształt zróżnicowanych form wersyfikacyjnych, dość konwencjonalnej, sentymentalnej z ducha, frazeologii „czystych łez”, „złotej nadziei”, „zniszczonego serca”; jest to zarazem retoryka filozoficznej medytacji, rozmyślań nad sensem życia rozpatrywanego u jego początków z perspektywy pesymistycznego finału. Taką wymowę ma napisany w lutym 1827 Wiersz w sztambuchu Ludwika Szpitznagla wyjeżdżającego do Egiptu, w którym motyw pożegnania został ujęty w ramy inicjalnej i końcowej refleksji o fatum „wiecznie” oddzielającym przyjaciół. To wiersz-zapowiedź długiej serii lirycznych pożegnań poety (Tam byli, kędy śnieżnych gór błyszczą korony... [W sztambuchu Marii Wodzińskiej], Rozłączenie, Ostatnie wspomnienie. Do Laury, Do Zygmunta, O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady... [Do Joanny Bobrowej], Bo to jest wieszcza najjaśniejsza chwała...) i zarazem pierwszy w liryce Słowackiego przykład dochodzenia do mistrzostwa w operowaniu kontrastowymi zestawieniami, budowania znaczeń poprzez antytetyczne zderzenia kategorii czasu i przestrzeni.

Za Czesławem Zgorzelskim wolno stwierdzić, że pomimo wielości inspiracji literackich, zwłaszcza z poezji obcej, i znacznej konwencjonalności pierwszych utworów oraz korzystania z bogatego repertuaru środków stylu klasycystycznego i sentymentalnego – wyraziście obecnym patronem juweniliów Słowackiego stał się Adam Mickiewicz. Można wręcz mówić o roli autora Romantyczności jako mistrza, autorytetu (młody Juliusz miał zresztą okazję widywać go w salonie rodziców na początku lat dwudziestych). Zgorzelski pisze o wpływie Mickiewiczowskiej techniki operowania paralelizmem świata ludzkiego i natury, „metody obiektywizacji” refleksji lirycznych, o przejmowaniu „niektórych sposobów rozwijania wątku lirycznego”[12]. To skutek dość naturalnej sytuacji, w której młodemu poecie przyszło wstępować na arenę literacką po pierwszych, doniosłych publikacjach przełomu romantycznego (i to w wymiarze europejskim), po dwóch wileńskich tomach Poezyj Mickiewicza z 1822 i 1823 roku. Zakres doświadczeń życiowych obu poetów był zupełnie odmienny; Juliusz Słowacki kształtował swój język poetycki w lekturowym świecie tradycji dawnych i najnowszych literatury europejskiej, linia Mickiewiczowska (z czasem coraz silniejsza) stanowiła tylko jedną z możliwych inspiracji.

Po kilku latach poeta krytycznie spojrzał na swoje juwenilia. 20 lipca 1832 pisał w Pamiętniku:

wiersze te prawdziwie noszą w sobie cechę sentymentalizmu kobiecego, pachną myszką; ale wtenczas zdawały mi się bardzo pięknymi...[13]

Żadnego z juweniliów nie opublikował, potwierdzając tym warsztatowy, ćwiczeniowy charakter swoich pierwszych prób poetyckich.

Na początku lutego 1829 wyjechał z Krzemieńca do Warszawy. Zamykał tym wyjazdem lata swojego życiowego i literackiego terminowania.

I. WILNO I KRZEMIENIEC

(LUTY 1825 – STYCZEŃ 1829)

Elegia

Tłomaczenie z Lamartina*

*

Rwijmy różę, nim wdzięków jej nadejdzie zguba;

Piękną wiosną się cieszmy, zapachem kwiecistym,

Oddajmy nasze serca samym żądzom czystym,

Kochajmy się bez miary! o ty, moja luba.

*

5

Tak majtek,[w. 5] uderzony w strasznym fali biegu,

Widzi swój wątły statek bliski zatonienia,

Na brzeg swe obłąkane[w. 7] obraca wejrzenia

I żałuje, choć późno, przyjemności brzegu.

Ach, jak by on chciał teraz w swych przodków ukryciu,[w. 9]

10

Wśród osób, co w pamięci tkwią mu zawsze tkliwie,

Bez chwały, niebezpieczeństw pędzić dni szczęśliwie,

Krain i bogów nigdy nie porzucać w życiu.

*

Tak człowiek, kiedy smutna starość go zagarnie,

Po upłynionej wiośnie dręczy się i smuci.

15

Ach, niech mi, rzecze, jeszcze miły czas powróci,

Któren dla mnie w młodości upłynął tak marnie.

Mówi – śmierć mu odpowie, a wezwane bogi,

Pchnąc go w grób, nie zważają na prośby i żale,

By się mógł schylić, nawet nie dozwolą wcale,

20

I zerwać kwiat, wśrzód życia zapomniany drogi.

Kochajmy się, moja luba!

Śmiejmy się z trosk, co dusze kołyszą śmiertelnych.

Czcze[w. 23] dymy są to, życia połowy ich zguba

W opuszczeniu dóbr rzetelnych.

25

Niechaj nas blask wielkości i pychy nie łudzi,

Nadzieję długą władcom zostawiajmy ludzi,

A my, niepewni jednej godziny i chwili,

Gdy mamy czarę[w. 28] życia, czas, byśmy z niej pili.

*

Czy laurem[w. 29] będą nasze uwieńczone skronie,

30

Albo tam, gdzie okropna igrała Bellona,[w. 30–31]

W marmurze, miedzi nasze wyryją imiona,

Czy kwiatem, co dziewicy piękne rwały dłonie,

Skroń nasza będzie wieńczona –

Wszyscy na jednym brzegu mamy koniec życia.

35

Cóż z tego w moment rozbicia,

Czy to na sławnym statku siekłem wód przestworze,

Czy to na rybaka łodzi

Wśrzód burzy, wpośrzód powodzi

Lękliwie płynę przez morze.

Wilno, 2 lutego 1825.

Autograf pt. Elegia. Tłomaczenie z Lamartina datowany: „Wilno 2 lutego 1825” znajdował się w Rękopisie nicejskim, s. 14–17. Pierwodruk: Dzieła 1949, s. 3–4.

Wiersz powstał 2/14 lutego 1825 w Wilnie.

Tekst według DW VIII, s. 23–24.

Księżyc

1

Wstąpiłeś już, księżycu, na niebieskie szczyty

I niepewnymi śniegi powlokłeś błękity,

A twój promień niepewny, blady i srebrzysty,

Odbija się o kryształ lodu przezroczysty,

5

Lub na gałęzie giętkiej i wzniosłej topoli,

Z którą szumny Akwilion[w. 6] lub Zefir swawoli

I opadłymi z liści gałęziami chwieje,

Twój promień to się skryje, to znów zajaśnieje.

2

Gwiazd tysiące, na nieba jaśniejąc błękicie,

10

Zdają się przyrodzeniu[w. 10] nowe wlewać życie;

Gdzieniegdzie pośrebrzone mijają się chmury;

Ty panem się zdajesz uśpionej natury.

Lecz czemuż twoje drzące i blade promienie

Nie rozpędzą zupełnie czarne nocy cienie?

15

Ty obrazem nadziei w smutnej jesteś duszy:

Otrze ona łez kilka, całkiem nie osuszy.

3

Ale oto już widać nadchodzącą chmurę,

Ta wkrótce w cieniu całą pogrąży naturę.

Nadeszła; już nie widać pięknego księżyca;

20

Lecz wiatr zawiał, znów niebo się rozjaśnia;

Wiatr burzliwy, gwałtowny przedarł obłok mglisty

I znowu w dawnym blasku błysnął księżyc czysty,

Jak cnota i poczciwość,[w. 23] czernione potwarzą,

Prędzej czy później zawsze w blasku się okażą.

4

25

O ty, imaginacją obdarowana żywą,[w. 25–46]

Która duszę posiadasz tak czułą, tak tkliwą,

Na której czarnych oczach i ustach z koralu[w. 27]

Maluje się twa dusza w radości lub w żalu –

Ty, co tak często w wiejskiej samotna ustroni,

30

Wsparłszy głowę na białej jak alabastr[w. 30] dłoni

I wpół okryta ciemnym swych włosów pierścieniem,

Przeglądałaś sklepienie nieba z zachwyceniem,

Nie ścierając łzy czystej, nie tłumiąc westchnienia,

Księżycowi zwierzałaś swoje zasmucenia –

35

Ty doznałaś, ty pojmiesz, jak nasza myśl tkliwa

Mimowolnie się z więzów ciała wydobywa

I gdy pomiędzy światy urojone wzleci,

Tysiące miłych myśli w naszym sercu wznieci.

Wtenczas drząca, jak w wodzie drzy promień księżyca,

40

Długo nieznana w duszy nadzieja zaświéca.

Lecz jak po tych marzeniach straszne jest ocknienie!

Znów dusza w czarne smutku pogrąża się cienie,

Równie straszna, jak tego nieszczęsnego człeka,

Któremu gdy się zamknie zdjęta snem powieka,

45

W lubym śnie ukochane ogląda osoby:

Przebudza się – cóż widzi? niestety, ich groby.[w. 46]

5

Płyń, płyń, gwiazdo, spokojnie przez nieba obłoki!

A póki ty przebiegniesz horyzont wysoki,

Lub nim znikniesz, gdy zorzy nadejdą promienie,

50

Moją lirę[w. 50] tymczasem zajmie przypomnienie

Chwil, na które ty patrząc z nieba wysokości,

Widziałaś mnie w rozkoszy, smutku lub radości.

6

Siostry, na tę wspomnijcie!... przy szerokim stawie[w. 53–76]

Siedliśmy przy księżycu na pięknej murawie;

55

Pod nogami wód czystych spokojne przestrzenie;

W nich tysiąc gwiazd wzruszało jedno wiatru tknienie;

Kościołek opuszczony na jednym stał brzegu,

Na nim porósł mech biały, podobny do śniegu,

Czyli tak się wydawał przy świetle księżyca?

60

W nim prochy dawniejszego leżały dziedzica.

Lecz jakież jeszcze psalmów słychać w nim śpiewanie?

To miejsce smutny starzec obrał za mieszkanie;

Licząc lat dziewięćdziesiąt, upadłszy na sile,

Jedną nogą na ziemi, a drugą w mogile,

65

Przy prochach tego, dawniej któremu on służył,

Prosi, by jego dzieciom życie Bóg przedłużył.

Dalej chatki wieśniacze, w każdej ogień błyskał,

Wieśniak wracając z pola swoje dzieci ściskał,

A dla dziewcząt przywoził rwane w polu wianki:

70

Niezabudki, bławatki, lilije, tymianki.

Szum wody, co z wysokiej spadała góry,

Odległe psów szczekanie, szum wiatru ponury,

Co w swoim bystrym locie zatrzymany lasem,

Giął sosnowe konary z okropnym hałasem –

75

Z tym połączone głosów melodyjne brzmienie

Wprawiało duszę, serce w jakieś zachwycenie.

7

Lecz jakimiż światłami gmachy Wilna tleją?

Tysiącznymi lampami ulice jaśnieją,

Ogniami oświecony szczyt góry wysoki,[w. 79–80]

80

Niosąc zamek na barkach, wznosił się w obłoki

I jakby na powietrzu zawieszony sztuką,

Czarnoksięską się zdawał być stawian nauką.

Bulwary jak arabskie[w. 83] świetniały ogrody,

Oświecone w fontanny wytryskały wody –

85

I ty wtenczas, księżycu, wzniesion z miną hardą,

Na pałające światła patrzałeś z pogardą;

A gdy tylko się wzniosłeś na nieba lazurze,

Każden przyznał, że sztuka nie zrówna naturze.

8

I tę mi, o księżycu, przypomniałeś chwilę,

90

Gdy to po raz ostatni bawiłem się mile,

Gdy przy twoim srebrzystym i bladym promieniu

Pod gruszą na darniowym spocząłem siedzeniu.

Wilia[w. 93] się wydawała jako śrebrne błonie,

Zefir przyjemny kwiatów niósł w powietrzu wonie,

95

Rybacy w łódce czyste przepływali wody

I z radością ryb pełne ciągnęli niewody.[w. 96]

Ich głos echa bliskości w ciągłe wprawiał grzmienie,

Nad wodą tu, owdzie błyskały płomienie

Ogniów, które, po dziennej chcąc odpocząć pracy,

100

Zapalili do Niemna płynący wieśniacy:[w. 100]

Jak ten wieczór był piękny! lecz losie okrutny:

Byłem wesół – nazajutrz nieszczęśliwy, smutny.

9

Lecz cóż to? jakież słychać płacze i kwilenia?

Jakież łzy, jakież smutne spostrzegam odzienia?

105

To człowieka w wieczności prowadzą ustronie,[w. 105–112]

Co uwielbian za życia, opłakan po zgonie,

Co był sierot, ubogich, przyjaciół wsparciem,

Co nie mógł ścisnąć dzieci przed powiek zawarciem.

Tłumy ludu się snuły w milczeniu głębokiem;

110

Każden z wlepionym w trumnę, łzami zlanym okiem

Chce choć raz jeszcze miłe odebrać spojrzenie,

Co osładzało troski i nędzy cierpienie.

I ty wtenczas, księżycu, przyjemnie jak zorza

Zabłysnąłeś wśrzód nieba pysznego przestworza:

115

Chmury się rozstąpiły na twoje skinienie,

Zdawało się, że nieba otwarłeś sklepienie,

A oświeciwszy trumnę śrebrzystym promieniem,

Zdałeś się w niebo wznosić jego duszę z drzeniem.

10

Lecz księżyc zaszedł, struna zerwała się z brzękiem,[w. 119–120]

120

Ostatnim konającym żegnając mnie jękiem.

1825 roku, 26 marca.

Autograf pt. Księżyc datowany: „1825 roku 26 marca” znajdował się w Rękopisie nicejskim, s. 4–12. Pierwodruk: Dzieła 1949, s. 5–8.

Wiersz powstał 26 marca/7 kwietnia 1825 w Wilnie.

Tekst według DW VIII, s. 25–28.

Odmiany: Dzieławr poprawiały 12 zdajesz na wydajesz, 25 obdarowana na obdarzona, 98 tu, owdzie na tu [i] owdzie, 107 ubogich, przyjaciół na ubogich [i] przyjaciół. W DW VIII, s. 19 odnotowano analogiczne poprawki, ale ich nie wprowadzono; sugerowano ponadto poprawki: 20 rozjaśnia na rozświeca bądź znów na i znowu (możliwa również poprawka: się rozjaśnia na swe rozjaśnia lica), 71 spadała na upadała. Data pod wierszem – w Dzieławr i DW VIII omyłkowo: 1825 roku, 20 marca.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

PRZYPISY

WSTĘP

[1] W I tomie Poezji z 1832 Powieści poetyczne: Żmija, Jan Bielecki, Hugo, Mnich, Arab. W III tomie Poezji, wydanym w 1833, Lambro i Godzina myśli. Później: Anhelli, 1838; Ojciec zadżumionych w El-Arish, W Szwajcarii i Wacław w tomie Trzy poemata, 1839; Poema Piasta Dantyszka herbu Leliwa o piekle, 1839; Beniowski. Poema. Pięć pierwszych pieśni, 1841; Król-Duch [Rapsod I], 1847.

[2] W II tomie Poezji z 1832 Poezje dramatyczne: Mindowe i Maria Stuart. Później: Kordian, 1834; Balladyna, 1839; Mazepa, 1840; Lilla Weneda, 1840; Ksiądz Marek, 1843; Sen srebrny Salomei, 1844; Książę Niezłomny (z Calderona de la Barca), 1844.

[3] Bezimiennie i bez zgody autora: Sonet, Sonety I–IV i Do Autora trzech „Psalmów”, bez wiedzy Słowackiego: Pogrzeb kapitana Meyznera oraz, prawdopodobnie, Na sprowadzenie prochów Napoleona. Wymieniamy wiersze według chronologii ich powstania.

[4] Nigdy też nie planował osobnej edycji swoich wierszy. Po powrocie z podróży na Wschód (czerwiec 1837) wspominał wprawdzie o wydaniu albumu poetycko-rysunkowego (zob. notę ogólną do [Listów poetyckich z Egiptu]), nie wydaje się jednak, żeby można tu było mówić o tradycyjnym tomie drobnych „poezyj”. Zob. też przyp. 83.

[5] Juliusza Słowackiego rym błyskawicowy. Analizy i interpretacje, red. S. Makowski, Warszawa 1980; Cz. Zgorzelski, Liryka w pełni romantyczna. Studia i szkice o wierszach Słowackiego, Warszawa 1981.

[6] Zob. Spis skrótów.

[7] Cz. Zgorzelski, op. cit., s. 8; S. Treugutt, Pisarska młodość Słowackiego, Wrocław 1958, s. 18; K. Ziemba, Wyobraźnia a biografia. Młody Słowacki i ciągi dalsze, Gdańsk 2006, s. 56 (interpretacja Księżyca na s. 47–93).

[8] Dzieła 1959 XI, s. 162 – tu i dalej zastosowano skróty przyjęte w niniejszej edycji, zob. Spis skrótów.

[9] Zob. noty do Sonetu oraz Sonetów I–IV.

[10] Dzieła 1959 XI, s. 158.

[11] Zob. Wiersze 2005, s. 692.

[12] Cz. Zgorzelski, op. cit., s. 13.

[13] Dzieła 1959 XI, s. 155.

WIERSZE

I. WILNO I KRZEMIENIEC

(LUTY 1825 – STYCZEŃ 1829)

ELEGIA. TŁOMACZENIE Z LAMARTINA

Wiersz jest dość wiernym tłumaczeniem utworu pt. Méditation douzième. Élégie Alphonse’a de Lamartine (1790–1869), wybitnego przedstawiciela romantyzmu francuskiego, poety, dyplomaty, polityka. Lamartine opublikował m.in. cykle liryczne Méditations poétiques (1820), Nouvelles méditations poétiques (1823), pamiętnik podróży na Bliski Wschód (Souvenirs, impressions, pensées et paysages..., 1835). Jego utwory należały do ulubionych lektur młodego Słowackiego (zob. S. Treugutt, Pisarska młodość Słowackiego, Wrocław 1958, s. 13–19). Zob. tekst oryginalny elegii Lamartine’a w: Wiersze 2005, s. 699–702.

[w. 5] majtek – członek załogi okrętu wykonujący proste prace, marynarz.

[w. 7] obłąkane – tu: ogarnięte rozpaczą, nieprzytomne albo: błądzące, błędne.

[w. 9] w swych przodków ukryciu – w znaczeniu: pod osłoną przodków (u Lamartine’a: Au toit de ses aïeux).

[w. 23] Czcze – próżne, płonne.

[w. 28] czara – niskie, szerokie naczynie, z którego dawniej pito wino, miód i inne napoje.

[w. 29] laur – drzewo z rodziny wawrzynowatych; tu: wieniec z liści laurowych, który w kulturze antycznej stanowił trofeum zwycięzców zawodów sportowych, a także nagrodę dla wybitnych twórców, poetów.

[w. 30–31] motyw upamiętnienia sławy żołnierskiej na polach bitew; Bellona – w mitologii rzymskiej bogini wojny.

KSIĘŻYC

[w. 6] Akwilion [...] Zefir – w mitologii greckiej i rzymskiej Akwilon (łac. aquilo) – ostry wiatr północno-wschodni; Zefir (łac. zephyrus): wiatr łagodny, ciepły.

[w. 10] przyrodzenie – przyroda, natura.

[w. 23] poczciwość – poważanie, honor, uczciwość; w etyce stoickiej zaliczana wraz z cnotą do najwyższych przymiotów człowieka.

[w. 25–46] ustęp ten odnosi się do matki poety i przedstawia jej szczególny sentyment do księżyca; korespondencja rodzinna Słowackich przynosi wiele potwierdzeń tego sentymentu (zob. Listy rodziny, s. 58–59, 62, 103–104, 273, 281, 303–304). O autobiograficznym i metapoetyckim charakterze wiersza zob. K. Ziemba, Wyobraźnia a biografia. Młody Słowacki i ciągi dalsze, Gdańsk 2006, s. 56–67.

[w. 27] koral – czerwone rafy skał koralowych; tu: określenie koloru ust.

[w. 30] alabastr – alabaster: minerał, odmiana marmuru; cenny materiał rzeźbiarski i dekoracyjny.

[w. 46] cóż widzi? niestety, ich groby – aluzja do nieodległej w czasie śmierci drugiego męża matki poety, Augusta Bécu (zob. przyp. do w. 105–112), oraz jej pierwszego małżonka, Euzebiusza Słowackiego (1812). Groby obu znajdują się na wileńskim cmentarzu Rossa.

[w. 50] lira – instrument muzyczny (atrybut Apollina, opiekuna sztuk), tu: alegoria poezji.

[w. 53–76] przywołanie okoliczności spotkań rodzinnych w majątku Mickuny (nad rzeką Wilejką, koło Wilna), należącym do rodziny pierwszej żony Augusta Bécu; przed rokiem 1825 Słowacki spędzał w Mickunach wakacje. Siostry – przyrodnimi siostrami poety były córki doktora Bécu, Aleksandra (później Mianowska, 1804–1832) i Hersylia (później Januszewska, 1808–1872).

[w. 79–80] wysoki [...] zamek – Góra Zamkowa i stojący na niej Zamek Gedymina w Wilnie (obecnie tzw. Zamek Górny).

[w. 83] arabskie [...] ogrody – tzw. ogrody islamu, słynące bogactwem kwiatów, fontann, kaskad (np. Alhambra w Hiszpanii, ogrody Abbasydów pod Bagdadem).

[w. 93] Wilia (lit. Neris) – rzeka, nad którą leży Wilno; błonie – błonia, łąki, murawy.

[w. 96] niewody – sieci do łowienia ryb.

[w. 100] do Niemna płynący wieśniacy – rzeka Wilia wpada do Niemna pod Kownem.

Tekst [w. 105–112] mowa o Auguście Bécu (1771–1824), ojczymie poety, który zginął od pioruna w dniu 26 sierpnia/7 września 1824. August Bécu był w Wilnie profesorem medycyny, lekarzem szpitala Sióstr Miłosierdzia, prezesem Towarzystwa Lekarskiego; wprowadził na Litwie szczepienia przeciw ospie. W zupełnie innym, niekorzystnym świetle – jako agenta i zausznika senatora Nowosilcowa w śledztwie filomatów i filaretów w l. 1823–1824 – przedstawił go Joachim Lelewel w opublikowanej w czasie powstania listopadowego broszurze Nowosilców w Wilnie w roku szkolnym 1823–1824 (1831), a następnie Adam Mickiewicz w III części Dziadów (1832).

[w. 119–120] struna zerwała się z brzękiem, / Ostatnim konającym żegnając mnie jękiem – tłumaczenie z elegii A. de Lamartine’a Umierający poeta; tu zarazem przywołanie przewodniego motywu poetyckiej liry (zob. przyp. do w. 50).

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Balladyna Kordian Król Duch. Le Roi-Esprit. Poème inachevé Wiersze Lambro - powstańca grecki. Powieść poetyczna w dwóch pieśniach Król Duch