Wesołego Alleluja, Polsko Ludowa!

Wesołego Alleluja, Polsko Ludowa!

Autorzy: Antoni Kroh

Wydawnictwo: Iskry

Kategorie: Kultura / sztuka

Typ: e-book

Formaty: PDF

Ilość stron: 500

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 25.90 zł

Dzieje polskiej sztuki ludowej opowiedziane przez wybitnego etnografa, znawcę i zbieracza twórczości artystów chłopskich, wnikliwego obserwatora ewolucji polskich gustów artystycznych, tłumacza i pisarza.

Barwnie przedstawione sylwetki twórców, mecenasów ich działań, kolekcjonerów i pasjonatów twórczości artystów ludowych pozwalają zrozumieć fenomen, jakim było powszechne zainteresowanie, kupowanie i promowanie prac malarzy, rzeźbiarzy i rzemieślników chłopskich.

Pełna humoru, ale i goryczy z powodu gwałtownej zmiany artystycznych upodobań, relacja dla jednych będzie dokumentem historycznym, wielu czytelnikom przypomni także ich żywe zainteresowanie sztuką chłopską, a z pewnością będzie ciekawą lekturą o czasach niedawnych, bezpowrotnie minionych.

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 1

WESOŁEGO

ALLELUJA

POLSKO

LUDOWA

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 2

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 3

Antoni Kroh

WESOŁEGO

ALLELUJA

POLSKO

LUDOWA

czyli o pogmatwanych

dziejach chłopskiej

kultury plastycznej

na ziemiach polskich

Kroch 3.1:Layout 1

10/23/14

10:24 AM

Page 4

Opracowanie graficzne: Janusz Barecki

Redakcja: Tadeusz Nowakowski

Korekta: Dobrosława Pańkowska

Źródła i autorzy fotografii oraz ilustracji:

Archiwum Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu strony: 17;

Archiwum Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku strona: 268;

Antoni Berbeka strony: 161, 169, 195; Bogusław Błażewicz strona: 276;

Piotr Droździk strona: 148; Michał Drzymała strona: 187; Antoni Kroh strony: 15, 33, 38, 59, 68

69, 86, 124, 126, 127, 131, 132, 143, 163, 167, 168, 170, 171, 172, 173, 174, 177, 178, 181, 182, 183, 188, 191, 199, 205, 207, 210, 221, 228, 231, 234, 235, 236, 273, 274, 283, 286, 289; Bartosz Kroh strona: 303; Jacek Kurzeja strony: 48, 213; Maria Teresa Maszczak strony: 117, 120, 154; Andrzej Mleczko strona: 79; Michał Załuski strony: 123, 125, 126, 135, 144, 146, 147, 155, 184, 229, 254, 255, 256

Wkładka kolorowa:

Archiwum Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu strona: 1;

Krzysztof Bodziony strona: 19 (d);

Katarzyna Ceklarz strona: 13 (d); Piotr Droździk strony: 6, 7;

Antoni Kroh strony: 9 (g), 14, 18 (g), 23 (d); Maja Kroh strona: 12 (d); Paweł Kroh strony: 9 (d), 10, 11, 12 (g), 13 (g), 15, 17, 18 (d), 20, 21; Jacek Kurzeja strona: 22; Mieczysław Magiera strona: 16;

Wojciech Migacz strona: 19 (g); Małgorzata Wojtowicz-Wierzbicka strona: 24; Michał Załuski strony: 2, 3, 4, 5, 8

Jeśli nie zaznaczono inaczej, rzeźby i obrazy pochodzą ze zbiorów

Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu

ISBN 978-83-244-0383-7

Copyright © by Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014

Copyright © by Antoni Kroh, 2014

Wydawnictwo Iskry

al. Wyzwolenia 18

00-580 Warszawa

tel./fax 22 827 94 15

iskry@iskry.com.pl

www.iskry.com.pl

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 5

Rozróżniajmy sztukę ludową

od ludowodemokratycznej

STANISŁAW JERZY LEC

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 6

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 7

DziękujęPrzyjaciołomtejksiążki.JużWydobrzewiecie,komu,więcniewy-

mieniam. Dziękuję za wszystko i proszę o jeszcze.

Szczególną wdzięczność chciałbym jednak wyrazić Zbigniewowi Wolaninowi

z Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, opiekunowi zbiorów sztuki ludowej

i naiwnej, mojemu następcy. Pracował kilkakrotnie dłużej ode mnie, w nieporów-nanie trudniejszych warunkach. Za moich czasów, czyli w latach siedemdziesią-

tych, sztuka neoludowa cieszyła się życzliwym zainteresowaniem władz, a zarazem kulturalnych elit, potem to się rozpłynęło, wyschła rzeka pieniędzy i dostojnych go-

ści, zostawiając pustkę.

Zbyszku, przyjmij, proszę, wyrazy szacunku.

Dziękuję za pomoc pracownikom Muzeum Etnograficznego w Krakowie,

Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, Muzeum Okręgowego w Rzeszowie,

Muzeum Regionalnego w Jaśle, Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku

oraz Sądeckiej Biblioteki Publicznej w Nowym Sączu.

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 8

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 9

Trzeba uprawiać

nasz ogródek

Zjawiskoznanehistorykomkultury:gigantycznytrudpokoleńnaukowców

i praktyków, wychodzący z przesłanek częściowo lub całkowicie błędnych,

niespójnych, a więc skazany na nieuchronną klęskę – wydaje obfity plon. Lecz nie ten spodziewany, ale zgoła inny. Rolnikom się nie zdarza, by posadzili ziem-niaki, a wzeszły pomidory czy arbuzy. Inteligentom i owszem.

Konstruktorzy perpetuum mobile, budując prototypy samoczynnych

machin mających wykonywać pracę bez pobierania energii albo w całości zamieniać na pracę ciepło z otoczenia, nie zdołali oszukać praw fizyki, ale mimo-chodem stworzyli wiele rozwiązań technicznych, z których korzystamy do dziś.

Alchemicy całe stulecia poszukiwali kamienia filozoficznego (miał on obracać powszechnie występujące metale w złoto), a także eliksiru życia, zapewniające-go ludziom wieczną młodość. Tym płonnym eksperymentom zawdzięczamy

podstawy nowoczesnej chemii (również farmakologii, przedłużającej życie mi-lionom ludzi), odkrycie wielu pierwiastków i związków chemicznych, produk-cję pierwszej w Europie porcelany. Zadaniem astrologii, ongiś szacownej, potężnej, rozbudowanej dziedziny wiedzy łączącej elementy astronomii i filo-zofii, było przepowiadanie ziemskich wydarzeń na podstawie układu planet i gwiazd. Badania astrologiczne były sowicie opłacane przez możnowładców, lecz bardzo niebezpieczne z racji swego upolitycznienia – w przypadku nie-trafnej diagnozy jej autor, bywało, kończył w lochu albo na torturach. Astrolo-gowie pisali więc swoje horoskopy stylem zawiłym, rozwlekłym, wtykając co się zmieści specjalistyczną terminologię – ale tak, by nie powiedzieć niczego

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 10

10

ANTONI KROh • WESOŁEGO ALLELUJA POLSKO LUDOWA

konkretnego. Nawiązuje do niej, zapewne nieświadomie, szczególna maniera ję-

zykowa, udoskonalona i niebywale rozwinięta przez cywilizację naszych cza-sów, dzisiaj zwana nowomową (słowo to wprowadzone w 1949 roku przez

Georga Orwella niosło zgoła inną treść), a przez młodzież mojej generacji

„smutną mową”, „mową trawą”, „drętwą gadką”, „chińską mową do polskiego

ludu” (ew. „przez zamknięty lufcik”), „mową do składu desek”, „dzyndzoleniem”, „młóceniem słomy”, „ociosywaniem mgły”, „biciem piany”, „przepycha-niem powietrza”, „…kotka przy pomocy młotka”* – określenia nieobyczajne

z żalem pomijam. Astrologia zrodziła astronomię, bez niej nie byłoby lotów w kosmos ani wielu innych rzeczy. Zaś horoskopy dostosowały się do cywiliza-cji współczesnej – okraszają czasopisma i strony internetowe. Ich twórcy, wol-ni od strachu i wszelakiej odpowiedzialności, mogą się odegrać za stulecia traumy i bezkarnie wypisywać największe dyrdymały, w które zresztą wierzy niemało czytelników, a Kościół uznał za słuszne je potępić. Zdaniem wielu z nas, ludzi przełomu XX i XXI wieku, znaki zodiaku określają ludzkie cha-raktery. Lew jest taki, Wodnik siaki, Panna owaka. Niektórzy, dobierając się w pary, sięgają do tej wiedzy. Sposób jak każdy inny; najwyżej trafi się, jak to uj-mowała moja babcia, „typ spod ciemnej gwiazdy”.

Średniowieczne dysputy na palące, aktualne tematy, na przykład ile aniołów może tańczyć na końcu szpilki albo dlaczego anioły wchodzą i schodzą po Ja-kubowej drabinie, a nie posługują się skrzydłami, także się przydały – wzboga-ciły folklor.

* * *

Zainteresowanie sztuką ludową w XIX i XX wieku, próby jej adaptacji na po-

trzeby odbiorców miejskich, podnoszenie ludowego do godności narodowego, opieka nad chłopskimi artystami – przyniosły przebogaty plon, choć ideologia była pokrętna i wewnętrznie sprzeczna, a postulaty – głoszone ze świętym ogniem w sercu – niespójne, a niekiedy groteskowe, gdy spojrzeć na nie z dys-tansu. Skomentujmy je pokrótce, ani przez chwilę nie zapominając o błogosła-wionych owocach owej ciężkiej, ofiarnej pracy pokoleń.

** Barbara Magierowa, Antoni Kroh, Panoptikum współczesnej polszczyzny. W przygotowaniu.

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 11

11

TRZEBA UPRAWIAć NASZ OGRóDEK

Sztuka ludowa jest odwieczna, wywodzi się z pradziejów.

Rozkwit strojów regionalnych był skutkiem poprawy losu chłopów, co nastą-

piło po ich uwłaszczeniu, w drugiej połowie XIX wieku. Zależność między pa-radnymi strojami a poziomem materialnym ludności wiejskiej wydaje się

oczywista. Można to było obserwować jeszcze niedawno; kolorowe gorsety, ob-szyte cekinami, dziś uważane za typowo góralskie, pojawiły się w Bukowinie Tatrzańskiej na początku lat trzydziestych XX wieku, razem z pierwszymi

pensjonatami dla gości; miejscowe dziewczyny zaczęły tam gotować i sprzątać i miały za co się stroić.

Jak w średniowieczu wyglądało odzienie, wnętrze izby chłopskiej, przed-

mioty codziennego użytku, czy można mówić o ówczesnej sztuce ludowej –

wiemy niewiele, jako że wówczas nikt tego nie dokumentował, a przypadkiem zachowane świadectwa to okruchy, niepozwalające na w miarę pełną rekon-strukcję.

Sztuka ludowa jest rodzima, wolna od zapożyczeń. To emanacja ducha

narodu, krynica polskości, odbicie naszego charakteru narodowego.

Twierdzili tak zgodnym chórem najwybitniejsi znawcy przedmiotu od koń-

ca XIX wieku aż po schyłek PRL. To był pewnik, powtarzany z najgłębszą wia-rą, również wtedy, gdy na znacznych obszarach Rzeczypospolitej przeważali Ukraińcy, Białorusini i Litwini. Wynikała z niego oczywista konsekwencja: sko-ro sztuka ludowa, bez względu na region czy dyscyplinę, jest wcieleniem polskości, a zarazem artystycznej doskonałości – jedno z drugim stanowi przecież całość – obowiązkiem człowieka kulturalnego jest zachwycać się nią, propago-wać, manifestować. Między innymi strojem. „Bardzo wiele pań przebiera się po chłopsku” – czytamy w Na przełęczy Witkiewicza. W portkach góralskich chodził Bronisław Dembowski (badacz kultury ludowej Podhala), Jan Gwal-bert Pawlikowski (działacz ochrony przyrody, orędownik utworzenia Tatrzań-

skiego Parku Narodowego, właściciel „Domu pod Jedlami”), wielu innych

wybitnych przybyszów. Podhalańskie serdaki były noszone przez elity, widać to na starych fotografiach (Stanisław Witkiewicz, Stefan Żeromski, Władysław Ślewiński, Jan Kasprowicz).

ów święty zapał, ze sporą domieszką farsy i blagi, opisał Marian Rosco Bogdanowicz. Oto w 1885 roku we Lwowie, z okazji wielkiego balu, utworzono:

Kroch 3.1:Layout 1

10/20/14

11:19 AM

Page 12

1

antonI KRoh • WESoŁEGo aLLELUJa PoLSKo LUdoWa

(. .) zawsze cieszącą się powodzeniem, choć już trochę banalną grupę krakowską, do której należały prawie wszystkie młode panie i panny z towarzystwa.

Cieszyły się wówczas wielkim powodzeniem we Lwowie dwie księżniczki ho-

henlohe, Maria i nora (. .). Księżniczki hohenlohe zapragnęły koniecznie wziąć udział w naszej grupie krakowskiej! obie były bardzo lubiane i zżyte z towarzy-stwem lwowskim, toteż ich życzenie chętnie spełnione zostało. Ponieważ nie umie-jąc po polsku nie byłyby mogły brać udziału w śpiewkach, poddano ten dziki projekt, by kilka krakowiaków przetłumaczyć na francuski! Powierzono ten „wy-czyn” poetycki Leonowi Skorupce. Gdy dziś sobie przypomnę ten szczyt groteski, odczuwam jakiś rodzaj retrospektywnego wstydu! ale wówczas, gdy po uroczystym polonezie i ognistym mazurze, odtańczonych przez Sienkiewiczowskie postacie, doskonale ukostiumowane i poprawnie oddane przez grupy mieszczaństwa lwow-skiego, wpadliśmy na salę w kilkadziesiąt par krakowskich, prowadzonych przez Stanisława niezabitowskiego i panią Cesię Badeniową, i odtańczywszy z werwą wyuczone figury, stanęliśmy przed panią alfredową [Potocką, żoną namiestnika Ga-licji – a.K.] siedzącą w majestacie przed wszystkimi innymi patronesami i huknęli-

śmy ten niezapomniany, a w Wodzireju Zapolskiej uwieczniony krakowiak: nous sommes comme-ça, comme-ci

Comme-ça, comme-ci,

Garçons de Cracovie!

Garçons de Cracovie etc.

nie zdawaliśmy sobie chyba sprawy z tej bezdennej śmieszności, a publiczność uzna-

ła to za bardzo „eleganckie”.

Miało to być, jak się każdy łatwo domyśli, tłumaczenie najpopularniejszego kra-kowiaka: „alboż my to jacy tacy, jacy tacy, chłopcy krakowiacy”.

W każdym razie nasza grupa miała ogromne powodzenie*.

Przebierano się także w Bronowicach:

ŻYd

(. .) pan dzisiaj w kolorach się mieni;

pan to przecie jutro zruci

** Marian Rosco Bogdanowicz, Wspomnienia, t. I. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1959.

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 13

13

TRZEBA UPRAWIAć NASZ OGRóDEK

PAN MŁODY

Narodowy chłopski strój

ŻYD

no, pan się narodowo bałamuci,

panu wolno, – a to ładny krój, –

to już było.

PAN MŁODY

no, to jeszcze wróci*.

Damskie kreacje ze zgrzebnego płótna z ludowymi haftami były w latach

trzydziestych szalenie en vogue. Janina Orynżyna, jedna z największych postaci w dziejach polskiej sztuki ludowej, od 1920 roku kierująca tymi sprawami w Ministerstwie Przemysłu i handlu, po wojnie współtwórczyni Cepelii, wspo-minała:

Ogłaszano konkursy na najpiękniejszą suknię z płótna lnianego. Sensacją opisywaną w gazetach było pojawienie się pani Beckowej, żony ministra spraw zagranicznych, w kostiumie z płótna ludowego na wystawie lniarskiej w Warszawie. Przedtem jeszcze miał miejsce zorganizowany przez panią ministrową i połączony z cocktailem pokaz haftów ludowych w dużej hali bazarowej na Tamce [w warszawskiej siedzibie Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego – A.K.]. Damy z dyplomacji pojawi-

ły się wyłącznie w sukniach z płótna ludowego, ozdobionych haftem regionalnym.

Modele były uszyte i skomponowane przez najwykwintniejszy wówczas dom mody.

Od dłuższego czasu, mając wciąż do czynienia z tkaninami ludowymi i haftem, wypróbowywałam je na własnych sukniach i kostiumach. (. .) To wkładałam koszu-lę z czarnym haftem podolskim jako bluzkę, to znów naszywałam na suknię gotowe szlaczki haftowane na płótnie. Każda taka kreacja była albo sukcesem, albo pomył-

ką w stosowaniu sztuki ludowej do mody. (. .) Szczególne kłopoty miałam z pierwszym samodziałem z wełny poleskiej. Nieodtłuszczony, miał przykry zapach, kłuł

i rozciągał się tak, że przybywało materiału więcej niż na jedną referentkę przemysłu ludowego. Ale jego szyk i powodzenie kazały zapomnieć o tym, że męczył jak wło-siennica. (. .) Dzięki pochwałom prasy po słynnym cocktailu na Tamce moja kur-

** Stanisław Wyspiański, Wesele. Dramat w 3 aktach. Kraków 1901.

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 14

14

ANTONI KROh • WESOŁEGO ALLELUJA POLSKO LUDOWA

piowska suknia stała się przyczyną mego wycofania się z Zarządu Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego. Ta suknia rozpętała intrygi zazdrosnych działaczek, które przekonywały ministrowe, pragnące popierać sztukę ludową, że jestem największą szkodniczką w tej dziedzinie. Porzuciłam wtedy pracę społeczną (. .).

Krój ludowy i piękno haftu kurpiowskiej sukienki sprawiły, że mogłam ją nosić jeszcze pięć lat, nie oglądając się na zmiany mody. W czasie oblężenia Warszawy jej haft skusił jakąś złodziejkę, ale udało mi się suknię odzyskać i sprzedać haftowane rękawy za dolary w czasie okupacyjnej biedy*.

W latach sześćdziesiątych artystyczna młodzież odkryła dla siebie baranie kożuchy pokryte brezentem, atrybut tramwajarzy i cieciów. Chodziły w nich największe elegantki, wyglądały prześlicznie… Kreacja ta była zwana potocznie

„sztuczny proletariusz”. W kożuszki z Zakopiańskich Warsztatów Wzorcowych ubrano polskich reprezentantów na zimową olimpiadę w Grenoble (1968). Od-nieśli duży sukces (w tej dziedzinie). Również w latach sześćdziesiątych ZWW

wypuściły serię damskich kreacji inspirowanych folklorem, według projektów Grażyny hase. Wiele osób się nimi zachwycało.

Nieskażona polskość strojów ludowych… Niektóre legendy mówią co innego.

Męski strój Lachów Sądeckich narodził się jakoby w czasach potopu.

Na zamku sądeckim, obsadzonym szwedzką załogą, był skład mundurów. Miej-

scowi odbili zamek, najeźdźców wycięli w pień, splądrowali magazyn i przebra-li się w zdobyczne uniformy na znak triumfu, zaś następne stroje, szyte

na miejscu, kopiowały te pierwsze, stopniowo się modyfikując. Zresztą etnogra-fowie twierdzą, że to nieprawda. Natomiast prawdą jest, że ta legenda żyje.

Początki stroju księżackiego: biskupowi łowickiemu, bywającemu w Waty-

kanie, spodobały się mundury tamtejszej gwardii. Pozazdrościł, sprowadził je do swego pałacu, przebrał służbę. Z biegiem lat rozpełzły się po okolicy. Stąd pomarańczowy kolor w pasiakach i bufiaste portki. A więc jeden z najbardziej wyróżniających się polskich strojów ludowych byłby – przynajmniej po części –

dziełem mistrzów włoskiego renesansu? Gdy już o tym wiemy, nasuwa się dale-

* Janina Orynżyna, O sztukę ludową. Pamiętnik pracy. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1965.

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 15

15

TRZEBA UPRAWIAć NASZ OGRóDEK

Mebel w inteligenckim domu. Warszawa, lata 70.

kie podobieństwo strojów łowickich do mundurów watykańskich, choć bezpo-

średnich dowodów, jak to bywa z legendami, nie ma, a niektórzy badacze zde-cydowanie temu zaprzeczają. No, bo jakże?

Kultura ludowa Podhala jako matecznik polskości… Wystarczył parodnio-

wy wypad na południową stronę Tatr, by w to zwątpić, widząc oczywiste pobra-tymstwo Podhalan i Słowaków w stroju, budownictwie, wyposażeniu wnętrz,

zdobnictwie, innych dziedzinach. Importem ze Słowacji jest dziewiętnastowieczne podhalańskie malarstwo na szkle, także szeroki skórzany opasek. Parze-nica, dziś powszechnie uważana za rdzennie podhalańską, przyszła z Orawy w połowie XIX wieku – pisze o tym helena Roj Kozłowska, powołując się

na tradycję rodzinną. Częścią stroju podhalańskiego jest austro-węgierska blu-za mundurowa, noszona z upodobaniem jeszcze dzisiaj, choć od upadku mo-

narchii minęło stulecie. Przez kilkadziesiąt lat nieodłącznym elementem ubioru

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 16

16

ANTONI KROh • WESOŁEGO ALLELUJA POLSKO LUDOWA

Podhalana był wełniany sweter w norweskie wzory, wełniana czapka zwana ma-rusarką lub marusarzówką, później bucówą, albo kapelusik kojarzony z Tyro-lem, koniecznie o dwa numery za mały, taka była moda.

Strój podhalański jako prapolski – ten mit pozostawił trwały ślad. Został już dawno obalony, ale żyje. Rzeczowe argumenty sobie, vox populi sobie, jak w wielu innych sprawach.

Niewątpliwy, choć wciąż słabo rozpoznany jak na skalę zja-

wiska, jest wkład Żydów w polską kulturę ludową. Dome-

ną starozakonnych były misterne wycinanki w białym

papierze. Zdobiono nimi okna podczas niektórych

świąt. Zwyczaj ten zanikł w ostatnich latach XIX wie-

ku. Adam Fischer, Jan Stanisław Bystroń, inni etno-

grafowie sugerują, że sztuka wycinania w papierze

przeszła na polską wieś od Żydów. Stefan Czarnow-

ski napisał:

A przecież zarówno tę technikę, jak też podstawową

zasadę kompozycji dekoracyjnej – składanie wycina-

nego nożycami papieru, dzięki czemu ozdoba musi po-

wtarzać się dwukrotnie lub czterokrotnie, a najczęściej

układa się promieniście – chłopi polscy zapożyczyli

od miejskich Żydów (. .)*.

Motywy z wycinanek łowickich, kurpiowskich,

opoczyńskich, rawskich wykorzystywane były ma-

sowo w PRL jako rdzenny, ludowy, powszechnie

zrozumiały symbol polskości. Również dlatego, że

Socrealistyczna wycinanka

dawał się łatwo reprodukować, zmniejszać, powięk-

kurpiowska. „Polska Sztuka

szać i dostosowywać do nowych potrzeb (wycinan-

Ludowa” 1959, nr 4

ka kurpiowska z sierpem i młotem na rocznicę

** Stefan Czarnowski, Dzieła, t. V. PWN, Warszawa 1956. Za: Giza Frenkel, Wycinanka żydowska. „Polska Sztuka ”, 1965, nr 3.

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 17

17

TRZEBA UPRAWIAć NASZ OGRóDEK

rewolucji

październikowej,

chłop w stroju łowickim orze

traktorem, nad nim gołąbki po-

koju).

Symbioza chłopów i mało-

miasteczkowych rzemieślników

żydowskich, zwłaszcza krawców

i domokrążnych handlarzy, roz-

nosicieli folkloru, wydaje się

oczywista, choć niewiele o niej

wiemy – i już się nie dowiemy.

Na Kurpiach wyróżniało się

dwie odmiany kobiecego stroju

– ostrołęcką i myszyniecką. We-

Koronka klockowa z Bobowej

dług legendy, dwaj bracia, ży-

dowscy mistrzowie igły, podzielili między siebie strefy wpływów.

Dziewiętnastowieczna pani dziedziczka wyuczyła mieszkanki Bobowej

(w powiecie gorlickim) plecenia koronek klockowych. Pod koniec XIX wieku powstała tam szkoła koronkarska. Interes prosperował dzięki miejscowym

żydowskim nakładcom, którzy dostarczali kobietom nici i skupowali od nich serwetki, podobno sprzedając je w Wiedniu jako brabanckie. Tak ludzie opo-wiadali, ale jakże to dzisiaj sprawdzić? Na tej tradycji wyrosła cepeliowska spół-

dzielnia Koronka w Bobowej, specjalizująca się również w kilimach, przed wojną w tej okolicy nieznanych. Zaś koronkowe serwetki były – zależnie od kontekstu

– albo sztuką ludową, dumą miasteczka („Oj, żeby nie ta koronka klockowa, oj, nikt by nie wiedział, gdzie nasza Bobowa” – śpiewał miejscowy zespół), albo bezguściem, obcą naleciałością, gdy cieszyły wzrok, porozkładane na meblach w salonach chłopskich chałup.

Katolicy i starozakonni żyli obok siebie na polskiej prowincji przez wiele stuleci, katolicy pokończyli szkoły i przenieśli się do miast, tworząc trzon no-wej inteligencji, lecz ignorancja w najbardziej oczywistych sprawach, dotyczą-

cych kultury żydowskiej, poraża. Pod koniec PRL w każdej gminie czy

miasteczku organizowano festiwal albo przegląd folklorystyczny. Wójt R. nie

Kroch 3.1:Layout 1

10/16/14

12:57 PM

Page 18

18

ANTONI KROh • WESOŁEGO ALLELUJA POLSKO LUDOWA

chciał być gorszy, umyślił sprosić na Boże Narodzenie zespoły kolędnicze róż-

nych narodów z przedstawieniami jasełek. Zadzwonił do gminy żydowskiej; tam uznali to za niestosowny żart i zareagowali niezbyt przyjaźnie. Zdziwił się wiel-ce i narzekał, że ze wszystkimi idzie się dogadać, tylko nie z Żydami, obrażają się nie wiadomo o co.

Kilka lat temu w warszawskim sklepie oferowano „szynkę wieprzową po ży-

dowsku”. Michał Głowiński skwitował to cierpkim felietonem.

Roman Reinfuss, po 1945 roku wielki animator polskiej kultury ludowej

i neoludowej, zwłaszcza regionów południowych, opowiadał, jak na przeglądzie kolędniczym przewodniczył sądowi konkursowemu. Jeden zespół, drugi, dziesiąty i wciąż ten sam tradycyjny scenariusz, z nieznacznymi modyfikacjami.

Na scenę wchodzi turoń, prowadzony przez Żyda. Żyd sepleni, nie radzi sobie, turoń wierzga, bodzie, Żyd się przewraca, publiczność szaleje z zachwytu. Turoń zdycha, Żyd rozpacza, próbuje go wskrzesić, wlewa mu wódki do pyska, dmu-cha pod ogon, turoń ożywa, pierdzi swemu właścicielowi w gębę, widzowie

w siódmym niebie.

Inny spektakl – żywa szopka. Król herod dowiaduje się o narodzinach Bo-

ga, wzywa rabina, koniecznie garbatego i niechlujnego. Ten się opiera, żołnierze go wloką.

– Żydzie, gdzie się narodził Bóg?

– But? Urodził się u szewca na kopycie, dy sami widzicie.

– Żydzie, gdzie się narodził Bóg?

– Bób? Urodził się na zagonie, przysły dziadki, z miskami, z pyskami, zjadły bób, ni ma bób.

– Żydzie, gdzie się narodził Bóg?

– Buk? Rosnął na Modyni, przysły chłopy i go ścini, wzieni go na troc, zro-bili ś niego sroc. Ścieli buk, ni mo buk.

herod wścieka się na te wykręty, wrzeszczy, żąda wyjaśnień, grozi Żydowi śmiercią, Żyd rozwija Torę, otrzepuje, wznoszą się tumany pyłu, rozpościera ją na podłodze, prasuje zwój, pocierając tyłkiem. Wreszcie wydusza z siebie prawdę, straszliwą dla heroda. Scena na ogół kończy się pobiciem Żyda, ze stosowną przyśpiewką. Jurorzy przeglądów kolędniczych usunęli obrzydliwą scenę z Torą. Pozostałych nie.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Z polskiego na nasze, czyli prywatny leksykon współczesnej polszczyzny Za tamtą górą Wesołego Alleluja, Polsko Ludowa! Starorzecza 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bodo wśród gwiazd. Opowieść o losach twórców przedwojennych kabaretów Na drugie Stanisław