Staszek i straszliwie... pomocna szafa

Staszek i straszliwie... pomocna szafa

Autorzy: Tomasz Duszyński

Wydawnictwo: Paperback

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 1.89 zł

To coś więcej niż przygoda. Nowy dom, nowa szkoła i nowi znajomi. Wszystko nowe, oprócz starych... szkolnych problemów. Czy Staszek jest nastoletnim Supermanem? A może zwykłym gimnazjalistą, który potrafi poradzić sobie z każdym problemem? Trójki klasowe to nowy pomysł polskiego szkolnictwa... Staszek, Karol i Antek podejmują wyzwanie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie tajemnica, którą skrywa... no właśnie pewna niesforna stara szafa. Książka, od której nie oderwiesz się nawet na chwilę! To opowieść o przyjaźni i honorze... a wszystko z odrobiną magii!

Rafał Dębski - pisarz, redaktor naczelny miesięcznika Science Fitcion Fantasy i Horror o książce: Tomasz Duszyński w sposób interesujący, ba! – pasjonujący snuje opowieść, która w żadnym momencie nie nudzi, wciąga, wręcz porywa. Jest to pozycja, w której także dorosły czytelnik znajdzie coś dla siebie. Choć to pozycja dla młodzieży, autor nie sili się na dydaktyzm i „łopatologię”, konstruuje historię tak, aby czytelnik mógł sam wyciągać wnioski. Jest to bez dwóch zdań lektura godna polecenia. Rafał Dębski

Maria Sobstyl - nauczyciel języka polskiego w gimnazjum. Fantastyczna przygoda, która wciąga od pierwszych stron. A co ważne, bawiąc - uczy! Na mój belfrowski nos - to będzie bestseller!

Staszek i straszliwie... pomocna szafa. Copyright © by Tomasz Duszyński 2013

Staszek i straszliwie... pomocna szafa. Copyright © by PAPERBACK 2013

Wydanie I

Strzelin 2013

ISBN: 978-83-932486-7-4

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt okładki i ilustracje: Olga Reszelska

Redakcja: Dorota Pacyńska

Korekta: Katarzyna Klauzinska, Katarzyna Dobrzelewska

Skład i łamanie: Julia Dziemidowicz

Adres korespondencyjny wydawcy:

Paperback

skr. poczt. nr 1014

50-950 Wrocław 68

www.paperback.com.pl

paperback@poczta.fm

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Nowy

Sielsko anielsko

Staszek i agorafobia

Pierwsza noc

Witaj, szkoło

Nasza klasa, czyli Stachu, nie rób obciachu!

Gruby

Przeprowadzka bez stresu

Z kim rozmawia Malwa?

Języczek, języczek

W końcu piłka jest okrągła

To tylko szafa

Najdziwniejszy weekend w historii

W uliczkę wyskoczył... Roni?

Szafa gra

Nie ma nic za darmo?

Kondycja przede wszystkim

Kto rano wstaje

Chwila spokoju

Ostatni szlif

Napięcie rośnie

Stres to (nie)przyjaciel człowieka

Pierwsza konkurencja

Kontuzja

Argman Huga Huhmatu! – w wolnym tłumaczeniu: Przybywam w pokoju!

Ryzyk-fizyk

No to klops

Propozycja nie do odrzucenia

Naprawdę, nie ma nic za darmo

Teraz kolej na ciebie

Jesteśmy kwita! Czy aby na pewno?

Wciągająca historia

Werbunek

Trójca

Sztuka kompromisu

Ryzyko

Kod trójki klasowej

Och, Karol!

Moje miasto

Co ma pogoda do...

Zmiany czasem służą... Tylko komu?

Chińszczyzna na wynos

Trudny wybór

Przedmiot dla Staszka

Odkrycie elewacyjne

Dylematy Staszka

Ta ostatnia niedziela

Chińskie konkurencje

Testy, testy i po raz trzeci... testy!

Jak pójść za ciosem?

Kop w podium, czyli damy z siebie wszystko

Dwa światy – strzeż się, wędrowcze!

Połamania dzwonka, stary

Przecież finał musiał kiedyś nastąpić!

Oficjałka pani dyrektor, czyli mowa końcowa

Chwila wytchnienia, czyli coś nam się od życia należy

Kartka z Tybetu

Strych – czy to koniec, czy zaledwie początek?

Posłowie

Blance

Ten dom od pierwszego wejrzenia nie budził sympatii Staszka. Czasem po prostu takie rzeczy się czuje, tkwią gdzieś głęboko w kościach. Jak cisza przed burzą, a właściwie w tym przypadku, straszliwym tornado, które miało wstrząsnąć życiem chłopca i przewrócić wszystko do góry nogami.

Oczywiście był to pomysł rodziców. Staszek, nawet gdyby się uparł, nie miał najmniejszego wpływu na ich decyzję. Dorośli czasem zachowują się tak, jakby byli na świecie sami. Gdy chodzi o jakieś mało ważne sprawy – kolor dywanu, wybór zasłon do pokoju, wzór na nowej zastawie kuchennej – pytają się o zdanie sto razy, ale gdy dziecko chciałoby mieć coś do powiedzenia w ważnej kwestii, zupełnie zapominają o tym, że też ma prawo głosu.

Teraz, gdy Staszek patrzył z okna samochodu na swój „nowy” dom, miał wrażenie, że rodzice po prostu zwariowali – ktoś ich zaczarował, omamił albo zahipnotyzował. Zaczął nawet podejrzewać, że coś przed nim ukrywają. Może ojciec stracił pracę albo eksmitowano ich z poprzedniego mieszkania? W sumie to by wiele wyjaśniało. Ten „nowy” dom wyglądał jakby postawiono go w tym miejscu zupełnie przez przypadek, a jeszcze do tego jakby miał ze sto lat, cztery razy się rozpadł i za każdym razem, jakimś cudem, ktoś go z gruzu składał do kupy.

– Dzieci! To nasz nowy dom!

Staszek z niedowierzaniem kręcił głową. Nie był w stanie wydusić z siebie nawet słowa. Tato i mama byli tak podekscytowani, jakby właśnie zajechali pod pięciogwiazdkowy hotel i na ich przywitanie wyszła jakaś gwiazda filmowa. Wprost promienieli ze szczęścia. Tato wysiadając z samochodu, zapomniał nawet odpiąć pasy. Nabił sobie guza, niemal się udusił naciągniętym pasem, ale bez końca pogwizdywał ulubioną melodię, motyw z serialu „Janosik”. Mama chichotała zupełnie jak dziewczyna harnasia, wciąż klaskała w dłonie, czym doprowadzała Staszka niemal na skraj obłędu.

– Idziemy! Pan Andrzej Spyra ma już dla nas przygotowane klucze! Uwierzycie? Klucze do naszego własnego domu!

Staszek nie wierzył. Wciąż miał nadzieję, że śni. Nawet przetarł oczy, ale dwupiętrowy, szary budynek z dachem pokrytym mchem nie chciał zniknąć i rozpłynąć się w powietrzu. Wciąż stał w tym samym miejscu, za zmurszałym, przekrzywionym płotem i najeżonym żywopłotem, który wyglądał jakby wyrósł tylko po to, by chronić świat przed tą ruderą.

– Nie idziecie? – zniecierpliwiła się mama.

Staszek popatrzył na młodszą siostrę. Malwina miała pięć lat. Trzymała kurczowo lalkę, przyciskając ją do piersi. Siedziała jak sparaliżowana z szeroko otwartą buzią. Najwyraźniej ona też wciąż miała nadzieję, że to wszystko jest tylko koszmarnym snem.

– Idziemy, mała. – Staszek pomógł dziewczynce odpiąć pasy.

– Myślisz, że tu straszy?

Malwina popatrzyła w taki sposób, że aż ciarki przebiegły mu po plecach. Chłopak uśmiechnął się krzywo. Wcześniej nie myślał o żadnych duchach i nadprzyrodzonych mocach. Teraz Malwa zasiała w nim ziarenko niepokoju. Znów popatrzył na budynek. Widać było, że w tej ruderze nie zabrakło strychu i zatęchłej piwnicy. Takie, Bóg wie, ilu letnie domy, na pewno sporo już widziały i gościły niejednego mieszkańca.

– Nie ma duchów ani strachów, Malwa – powiedział, czując, że drży mu głos. Szybko jednak wziął się w garść. – Ludzie wymyślają takie historie, żeby straszyć dzieci. Zresztą, jak będzie trzeba, to cię obronię, mamy podobno pokoje obok siebie...

– Dziękuję!

Malwinie wyraźnie ulżyło. Staszek tymczasem, po bohaterskim zapewnieniu o gotowości niesienia pomocy w potrzebie, stracił nieco rezon. Pomyślał, że tej nocy na pewno nie zgasi w swoim nowym pokoju światła i będzie nasłuchiwał podejrzanych odgłosów.

W końcu wygramolili się z auta i stanęli na kamiennym podjeździe przed bramą. Masywne odrzwia wyglądały jakby zostały oplecione żelaznym bluszczem. Staszek odniósł wrażenie, że tylko ta brama wygląda solidnie. Właśnie na niej wspierały się kamienny murek i długi drewniany płot.

– O, państwo Wolscy! Już jesteście!

To był pan Andrzej. Staszek rozpoznał go po głosie. Kilka razy odebrał telefon, gdy mężczyzna dzwonił do taty. Pamiętał rozmowy, jakie prowadzili obaj dorośli i podekscytowane głosy, gdy negocjowali cenę. Jeszcze wtedy chłopak łudził się nadzieją, że to wszystko spali na panewce. Przecież tato przez telefon nie potrafił nawet zamówić pizzy, a co dopiero kupić dom!

Pan Andrzej wyglądał zwyczajnie, choć zmierzwione siwe włosy i wychudzona twarz nadawały mu jakiegoś pierwotnego, dzikiego wyglądu. Był wysoki, a czarna koszula i wąskie spodnie wydłużały jego sylwetkę jeszcze bardziej. Uśmiechał się jednak przyjemnie i energicznie machał dłonią, idąc w ich stronę wąską żwirową ścieżką.

– Dopilnowałem osobiście remontu. Wszystkie naniesione przez pana poprawki zostały wykonane w stu procentach!

Pan Andrzej ukłonił się szarmancko mamie i zamaszyście uścisnął dłoń tacie. Staszek poczuł się dotknięty, że mężczyzna w ogóle nie zwrócił uwagi na niego i Malwinę.

– Świetnie, świetnie! – Tato zacierał ręce, patrząc ponad głową Spyry w stronę domu. – Pan wybaczy, że wtrącałem się w prace remontowe podczas ostatniej wizyty, ale chyba pan rozumie, w końcu to...

– ...nasz nowy dom – dokończyli wspólnie rodzice, chichocząc jak dzieci.

– Ależ oczywiście! – Pan Andrzej znów machnął ręką jak skrzydłem wiatraka. Uśmiechnął się szeroko i odwrócił w stronę domu. – Jestem pewny, że docenicie państwo ten... – zawiesił głos, jakby szukał właściwego słowa – niezwykły budynek! Wszystkie formalności zostały dopełnione, teraz posiadłość należy do państwa!

Staszek patrzył oniemiały, jak tato znów ściska dłoń mężczyzny. Rzeczywiście, można było odnieść wrażenie, że to historyczna chwila. Niemal jak podpisanie paktu o zrzeczeniu się ziemi przez Indian. Mama na szczęście w ostatniej chwili opamiętała się i nie rzuciła się panu Andrzejowi na szyję. Zabrzęczały klucze i Staszek uświadomił sobie, że koszmar stał się rzeczywistością. „To coś”, na co teraz patrzył, miało być jego nowym domem, a przecież wciąż czuł, że swoje prawdziwe życie zostawił pięćdziesiąt kilometrów stąd, w bloku, w którym mieszkał od urodzenia. Tam było jego podwórko, kumple i boisko, na którym rozegrał kilka pamiętnych meczy w nogę.

Staszek, choć pewnie w normalnych okolicznościach nigdy by się do tego nie przyznał, nagle zatęsknił nawet za swoją budą. Został rzucony na głęboką wodę, w dodatku pełną piranii, boa dusicieli i rekinów. I to przez kogo? Przez własnych rodziców. Nowy dom, nowe gimnazjum, nowi uczniowie i nauczyciele. Wszystko nowe. Tego zdaje się mama i tato nie byli w stanie zrozumieć. Teraz czekała go walka o przetrwanie. Miał wrażenie, że upłyną tysiąclecia zanim się przystosuje.

– Chodźcie! Zobaczycie, jak wygląda w środku! – Tato podskakiwał tak wysoko, że wydawało się, iż ktoś wlał mu w buty wrzątek. Otoczył ramieniem mamę i ruszyli w stronę drzwi wejściowych.

Staszek popatrzył na pana Andrzeja. Miał wrażenie, że mężczyzna siłą woli powstrzymuje chichot.

– Idziemy, Stasiu?

Z zamyślenia wyrwało go dopiero szarpnięcie za ramię. Malwina pociągnęła nosem i wskazała palcem rodziców. Staszek westchnął ciężko.

– Idziemy! – zgodził się.

Jaki mieli wybór? Zrobić w tył zwrot i poszukać najbliższej stacji kolejowej z pociągami odjeżdżającymi w siną dal? Na to nawet on nie był w stanie się zdobyć. Jeszcze raz spojrzał na oddalającego się pana Spyrę, a potem wraz z siostrą ruszył w stronę budynku, do swojego „nowego” domu.

O dziwo, drzwi otworzyły się bez skrzypienia, choć Staszek miał wrażenie, że zaraz wejdą do jakiejś krypty i przywita ich sam hrabia Drakula. Tato, wciąż pełen energii, chwycił mamę w ramiona i przeniósł przez próg, zupełnie jak w filmach o nowożeńcach.

– Misiu! Co ty wyrabiasz? – Mama zachichotała, ale najwyraźniej bardzo jej się to spodobało.

Staszek przewrócił oczami. Przepuścił przed sobą Malwinę, a potem wolno i z ociąganiem przekroczył próg.

– I co o tym sądzicie?

Tato chyba zapomniał, że trzyma mamę w ramionach. Wypuścił ją i mało brakowało, a klapnęłaby pupą wprost na lśniącą podłogę.

Staszek nie mógł uwierzyć własnym oczom. Sam nie wiedział, czego się spodziewał. Gigantycznych pająków zwisających z sufitu? Nietoperzy? Odrapanych ścian, skrzypiącej podłogi i metrowej warstwy kurzu?

Nic z tych rzeczy. Wnętrze lśniło nowością, jakby znaleźli się w nowoczesnym apartamentowcu. Kafelki na podłodze, szerokie drewniane schody, kryształowy żyrandol, przypominający te z sal balowych i zapierający dech w piersi zapach – powiew morza, lekkiej, przyprawiającej o delikatny zawrót głowy bryzy.

– Tu jest przepięknie! – wykrzyknęła mama. Wydawało się, że zaraz się rozpłacze.

Nawet Malwina zachlipała, pokazując palcem swojej lalce królewski przedpokój z wysokim sufitem i salon, do którego wchodziło się przez zaokrąglone przejście.

– Wiedziałem! – Tato nie potrafił ukryć dumy, nawet jemu zadrżał głos. – Wiedziałem, że się wam spodoba! Ale to, to jeszcze nic! – machnął dłonią niby lekceważąco. – Poczekajcie, aż zobaczycie resztę domu!

Mama i Malwina złapały się za ręce. Ruszyły w głąb mieszkania na palcach, w zupełnej ciszy, jakby znalazły się w jakimś muzeum. Tato nieoczekiwanie znalazł się za Staszkiem i tak mocno klepnął go w plecy, że Stach poważnie zaczął obawiać się o swoje płuca. Pewnie w tej chwili rodzic nie zdawał sobie sprawy ze swojej siły.

Chłopak odkaszlnął i rozejrzał się uważnie wokół, jakby chciał sprawdzić, czy to, co widzi, nie jest jedynie atrapą, jakąś marną dekoracją, mającą nowym lokatorom zamydlić oczy. Chciał kogoś przyłapać na szwindlu, bo przecież to wszystko wydawało się zbyt podejrzane, żeby mogło być prawdziwe. Stach, jak prawdziwy detektyw, badawczo szukał wzrokiem dziur, które miałyby być nieudolnie przykryte świeżą farbą, albo pęknięć zdradzających, że ten budynek się rozsypuje. Dla niego było oczywiste, że z tym domem musiało być coś nie tak!

Przeszli do salonu w zupełnej ciszy. Gdyby teraz ktoś zapytał Staszka, co przyciągało jego największą uwagę, to na pewno odpowiedziałby, że ogromny, kamienny kominek i sięgające sufitu regały, które zdominowały całą ścianę po lewej stronie pomieszczenia.

Staszek wiedział, że te regały szybko zapełnią się tysiącami książek taty. W poprzednim mieszkaniu były wszędzie, poupychane w szafach, szafkach, a nawet w łazience. Staszek obstawiał, że jednym z powodów, który zmusił ich do przeprowadzki do nowego domu, było znalezienie miejsca dla tych wszystkich cennych woluminów, powieści, albumów i encyklopedii wyszukiwanych przez rodziców na licznych wyprzedażach.

– Tam dalej mamy kuchnię i gabinet mój i mamy... – Tato szybko wszedł w rolę przewodnika wycieczki. Pilnował, żeby żadne z jego podopiecznych nie rozbiegło się po mieszkaniu. Musiał wszystko sam pokazać i opisać, a przede wszystkim zanotować, jak wielkie wrażenie zrobił na członkach rodziny nowy dom. – Wiem jednak, że najbardziej... najbardziej chcecie zobaczyć swoje pokoje!

Malwina pisnęła z radości. Staszek skrzywił się. Miał nadzieję, że siostra przynajmniej przez jakiś czas będzie trzymała z nim wspólny front. Wyglądało jednak na to, że nowy dom spodobał jej się równie mocno jak rodzicom. To nie była dobra wiadomość. Za chwilę okaże się, że jedynie Staszek jest niezadowolony, dąsa się i wszystkim psuje humor. Zresztą, jak zwykle...

– I jak, chłopie?! – tato zagadnął Staszka, gdy wchodzili po schodach na górę. – Podoba się? Co powiesz?

– No... – Staszek zawahał się. Nie chciał tacie robić przykrości, ale z drugiej strony wcześniej nikt nawet nie wpadł na pomysł, żeby zapytać go, co myśli o przeprowadzce. Wyglądało na to, że rodzicom zależało na potwierdzeniu, że podjęli dobrą decyzję. Stach nie miał zamiaru ułatwiać im sprawy. Powiedział to, co pierwsze przyszło mu do głowy. – Będziemy tu marznąć, jak przyjdzie zima. Chyba trudno ogrzać taką przestrzeń, w bloku byłoby lepiej...

– Ogrzać? – Tato zawahał się, jednak nie stracił rezonu. Uśmiechnął się szeroko, jakby był już wcześniej przygotowany na podobny zestaw problematycznych pytań. – Widziałeś tamten kominek? Chłopie, damy radę! Zobaczysz!

Staszkowi przez chwilę zrobiło się głupio. Szukał dziury w całym, ale widać było, że nic dzisiaj nie było w stanie zepsuć rodzicom dobrego humoru. Tato wyminął syna i popędził na górę, przeskakując po dwa schodki na raz. Zupełnie jakby bał się, że mama z Malwiną pojawią się w nowych pokojach pierwsze i nie zdąży zobaczyć zachwytu na ich twarzach.

Krok za krokiem, schodek po schodku... Staszek nie spieszył się. Przejechał dłonią po poręczy, jakby chciał wyczuć jakąś drzazgę albo pęknięcie. Podskoczył nawet kilka razy na drewnianym podeście. Jednak schody nawet nie skrzypnęły. Westchnął ciężko. W środku ten dom wyglądał idealnie. Naprawdę nie miał się do czego przyczepić. Chociaż... może coś znajdzie w swoim pokoju? W serce chłopca wstąpiła nadzieja. Ruszył szybciej w górę. Tak, pomyślał. Na pewno robotnicy sknocili coś w jego pokoju, to będzie dobry argument do wykorzystania. Co prawda przed chwilą przestał się łudzić, że uda mu się jeszcze wrócić do starego mieszkania, ale nie miał zamiaru cieszyć się jak wariat z tego, że rodzice przegnali go z ukochanego miasta i pozbawili przyjaciół. Co to, to nie! Musiał jasno dać do zrozumienia, że nie da się nim sterować jak jakąś mechaniczną zabawką!

W sumie mógł się poskarżyć na schody. Było ich zbyt dużo i wbiegając na nie, nieźle się zasapał. Tutaj jednak odezwała się w Staszku męska duma. Nie miał najmniejszego zamiaru przyznać się, że brakuje mu kondycji. Tato by go wyśmiał.

Gdy znalazł się na piętrze, uspokoił oddech i dostojnie wkroczył do pierwszego pokoju po prawej.

– To sypialnia moja i mamy – oznajmił tato.

Oboje rodzice byli zachwyceni. Mama wyrzucała z siebie ochy i achy, z prędkością karabinu, w zawiłych kombinacjach i różnej tonacji.

Rzeczywiście, sypialnia sprawiała przytulne wrażenie. Staszek dostrzegł osobną garderobę i łazienkę, którą rodzice mieli tylko dla siebie. Brakowało jedynie mebli. Pewnie mama nie mogła się doczekać, kiedy ciężarówka z wielkim napisem „Przeprowadzki bez stresów” zawita na ich podjazd.

– Mogę tu spać, z wami? – Malwina wciąż trzymała mamę za rękę, wydawało się, że już jej nie puści.

Staszek uśmiechnął się. Wietrzył pierwsze komplikacje. Wiedział, co martwi młodszą siostrę. Dotąd spała w pokoju z nim albo z rodzicami. Na osiedlu mieli tylko dwa pokoje z kuchnią, a tutaj? Wyglądało na to, że w tym domu zmieściłoby się kilka takich mieszkań jak ich wcześniejsze.

– Twój pokój jest naprzeciwko naszego! – Tato jak zwykle panował nad sytuacją. – Będziemy bardzo blisko. Zresztą, idziemy! Zaraz sama zobaczysz.

Rzeczywiście, pokój Malwy był położony niemal drzwi w drzwi z sypialnią rodziców. Malwina uspokoiła się nieco i nawet się uśmiechnęła. Po chwili zebrała się na odwagę i sama nacisnęła klamkę do swojego nowego królestwa.

Staszek oniemiał, znów nie dowierzał własnym oczom. Ten pokój był umeblowany! Łóżko, komoda, regał, do tego ogromne lustro. Wszystko z rysunkami koni wszelakiej maści. Skaczących, wierzgających, pasących się na soczysto zielonych polach. Wypełniony siwkami, kasztanami, a nawet tymi łaciatymi wyglądającymi jak wychudzone krowy. Malwina została kupiona w ułamku sekundy. Marzyła swego czasu o własnym kucyku. A to przecież nie wszystko. Ściany pokrywały obrazki z bohaterami kreskówek, a sufit przypominał prawdziwe niebo, z chmurami i namalowanym słońcem!

Staszek pokręcił głową. Musiał przyznać, że rodzice pomyśleli o wszystkim. Rozegrali to idealnie. Malwina w jednej chwili zapomniała, że dopiero co się przeprowadzili. Wskoczyła na łóżko i zarżała zupełnie jak młody źrebak wypuszczony na świeżą, wiosenną łąkę. Teraz nie oddałaby tego pokoju za największe skarby świata.

– Ze mną tak łatwo wam nie pójdzie – mruknął pod nosem Staszek, nawet zacisnął pięści.

W sumie sporo wiedział o buncie nastolatków. Zdarzało mu się odburknąć rodzicom albo udawać, że nie dosłyszał ich próśb o wyrzucenie śmieci. Nie zgodziłby się jednak, że ten bunt, jakikolwiek by on nie był, jest winą tylko i wyłącznie owych nastolatków. Musiało być w tym też trochę winy rodziców. Przykładem idealnym był Staszek, a zwłaszcza dzisiejszy dzień.

– Synu!

Staszek przełknął nerwowo ślinę. Nie lubił, gdy tato tak do niego mówił. Zanosiło się wtedy albo na długą przemowę, albo na krótką i burzliwą burę.

– Ja chciałbym coś zjeść... – Stach skrzywił się, wiedząc, że gada zupełnie bez sensu. Przez cały czas próbował pokazać, że zupełnie nie jest zainteresowany obejrzeniem swojego pokoju. W rzeczywistości trochę go korciło, żeby przynajmniej do niego zajrzeć, ale nie mógł przecież się z tym zdradzić!

– Chodź! – Tato nie dał się zbić z tropu. – Zobaczysz swój pokój!

Staszek znów poczuł ciężką rękę ojca na plecach. Miał nadzieję, że nie wejdzie to tacie w nawyk. Poważnie zaczynał się bać o swoje organy wewnętrzne.

– Idziemy? Ja też! Ja też! – Malwina zeskoczyła zwinnie z łóżka i przebierając chudymi jak patyki nogami, wybiegła naprzód.

Staszek próbował przybrać jak najbardziej znudzoną pozę. Obojętność miała się z niego wylewać, z każdego jego ruchu, powolnego kroku stawianego jakby pod przymusem. Niemal uwierzył, że jest angielskim lordem zmierzającym na popołudniową herbatkę do swojego przyjaciela Sherlocka Holmesa.

– Na lewo, Malwinko! – krzyknął tato. – Po prawej będzie sypialnia dla gości!

Malwina znów sięgnęła klamki. Nacisnęła ją i pchnęła drzwi, wciąż dzielnie trzymając lalkę w dłoni.

– Ojej – wydusiła.

To było najgorsze, co mogła zrobić. Staszek momentalnie zapomniał o zachowaniu pokerowej miny i mimowolnie przyspieszył kroku.

W pierwszej chwili, gdy stanął w progu, nie był w stanie wiele dostrzec. Dopiero, gdy Malwina usłużnie go przepuściła, wszedł do swojego nowego pokoju.

Zagryzł wargi, próbując powstrzymać uśmiech. Luneta, prawdziwa wielka luneta wycelowana w ogromny świetlik w suficie! Pokój wyglądał jak obserwatorium astronomiczne. Kilka map nieba i Ziemi widzianej z kosmosu, regał na książki, łóżko, a nawet tablica z obręczą na minipiłkę koszykową.

– I co o tym myślisz? – zapytała mama. – Jak będziesz chciał, to wszystko przemeblujesz i poukładasz po swojemu.

– Nie. Jest okej... – Staszek uważnie zlustrował pomieszczenie. – Tylko dlaczego między moim pokojem i Malwiny jest przejście?

Tato wyminął Staszka i podszedł do potężnych dwuskrzydłowych drzwi tkwiących w ścianie po lewej stronie.

– To rzeczywiście są... a raczej były drzwi! – powiedział do syna z uśmiechem tryumfu na twarzy. – Tutaj ściana jest bardzo gruba. Postanowiliśmy to wykorzystać. Takie same solidne drzwi są u Malwinki. Teraz jednak...

Staszek patrzył, jak tato otwiera jedno skrzydło, a potem drugie.

– Teraz jednak to jest szafa! Przerobiliśmy wszystko tak, żeby wykorzystać przestrzeń i zrobić wam dwa niepołączone pokoje! Prawda, że świetnie?

– Prawda! – wykrzyczały jednocześnie ze śmiechem mama i Malwa.

– Taaaa – zgodził się Staszek niechętnie.

– To co, synu? – Rodzic zatarł dłonie. – Podoba się? Może być?

Staszek nie chciał sprawić nikomu przykrości. To, co powiedział, samo wcisnęło mu się na usta.

– Ten pokój jest... za duży! Ja tu... nie mogę mieszkać! – wypalił. – Mam tę... tę... agorafobię!

Przez chwilę w pokoju zapanowała martwa cisza. Nie trwało to jednak długo. Rodzice parsknęli śmiechem tak głośno, że Staszek sam nie wytrzymał i zarżał jak kobyła. Widać wszyscy potraktowali jego słowa jako wyśmienity żart. Chłopak dał za wygraną. Teraz i tak mu nikt nie uwierzy, że mówił śmiertelnie poważnie!

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Impuls Pietia i Witia Co złego to nie my Droga do Nawi Staszek i straszliwie... pomocna szafa Pietia i Witia Tam i z powrotem. Podróż. Tom 1