Podnieś głowę

Podnieś głowę

Autorzy: Ewa Woydyłło

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Psychologia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 146

cena od: 18.65 zł

Książka adresowana przede wszystkim do kobiet – zarówno tych, które borykają się z poważnymi problemami życiowymi, jak i tych, które są zahartowane, odporne i „normalne”, ale mają – jak wszyscy ludzie – chwile smutku, rozżalenia i słabości.

Ewa Woydyłło kontynuuje otwarty w poprzednich edycjach „pisany gabinet terapeutyczny”: opowiada o rozmaitych dolegliwościach duszy i ciała, o tym, jak radzić sobie z urazami z dzieciństwa, uzależnieniami, lękami, perfekcjonizmem, złością, starzeniem i śmiercią bliskich osób, daje wskazówki, jak zachować zdrowie i sprawność fizyczną. Przekazuje wiarę w to, że trzeba tylko z odwagą „podnieść głowę”, aby uczynić życie szczęśliwszym, lepiej zrozumieć siebie i innych.

Ewa Woydyłło – w jej rodzinnej biografii jest Katyń i Kazachstan. Mama nauczyła ją tolerancji, Ameryka tego, że życie można dowolnie kształtować i nigdy nie jest za późno na naukę. Jest doktorem psychologii, od lat zajmuje się leczeniem uzależnień jako psychoterapeutka w Ośrodku Terapii Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Jej dziełem jest rozpowszechnienie w Polsce leczenia według tzw. modelu Minnesota, opartego na filozofii Anonimowych Alkoholików.

Autorka książek m. in: Sekrety kobiet, My–rodzice dorosłych dzieci, W zgodzie ze sobą.

Za osiągnięcia w dziedzinie terapii i profilaktyki uzależnień otrzymała medal św. Jerzego, za pracę z uzależnionymi w więzieniach - odznaczenie Ministra Sprawiedliwości.

Spis treści

Karta redakcyjna

Uzależnienia

Urazy z dzieciństwa

Perfekcjonizm

Lęk

Szczęście

Tożsamość

Złość

Przeżyć śmierć

Kochać dojrzale

Zestarzeć się młodo

Uzdrowić zdrowie

Braterstwo sióstr

Redaktor serii: LUCYNA KOWALIK

Redakcja: ANNA RUDNICKA

Korekta: URSZULA SROKOSZ-MARTIUK, LIDIA TIMOFIEJCZYK, KRZYSZTOF LISOWSKI

Projekt okładki, stron tytułowych: MAREK PAWŁOWSKI

Redakcja techniczna: BOŻENA KORBUT

Skład i łamanie: Infomarket

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-05696-7

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Uzależnienia

Książkę tę poświęcam kobietom, dziewczynom, żonom, matkom, babkom, siostrom, przyjaciółkom – tym wszystkim, które nie mają odwagi zwrócić się o pomoc, choć cierpią już długo i ponad siły. Żyjecie w dużych albo w małych miastach, na przedmieściach i w wioskach, na osiedlach z wielkiej płyty lub za murami prywatnych rezydencji. Łączy Was to, że idziecie przez życie z opuszczoną głową, uginając się pod ciężarem trosk i niepokojów, a mimo to nic nie zmieniając – z przyzwyczajenia, bezradności lub poczucia winy. Niektórym przychodzi z pomocą alkohol, ten odwieczny, choć podstępny, przyjaciel strapionych. Innym lekarze podsuwają tabletki, które niestety za nikogo życia dobrze nie urządzą. Niektóre, na ogół te młodsze, mogą z podobnych powodów szukać fałszywej ulgi lub radości w nielegalnych narkotykach. Znam też dziewczyny i kobiety, które „zajadają” swą niepewność jutra lub niezadowolenie z siebie i swego życia. Ta radosna, sycąca przyjemność, jaką może i powinno być jedzenie, zamienia się w chorobę, gdy staje się lekarstwem na złość albo smutek, albo strach.

Gdy piszę te słowa, mam w kalendarzu dwie umówione w najbliższych dniach rozmowy na ten temat. Jedna chora na bulimię kobieta ma dwadzieścia sześć lat, druga trzydzieści cztery. Bulimia polega na napadowym objadaniu się połączonym z nawykiem pozbywania się nadmiaru jedzenia z żołądka (za pomocą wymiotów lub środków przeczyszczających). Tak jak alkoholizm czy narkomanię, bulimię trzeba powstrzymać – najszybciej, natychmiast, zanim szkody nie okaleczą ciała i duszy na całe życie. I tak samo jak inne uzależnienia, skuteczne wyzdrowienie z bulimii wymaga uzdrowienia emocji oraz relacji z ludźmi i samą sobą. Uzdrowienia, to znaczy przewartościowania przekonań oraz odsiania rzeczy ważnych od nieważnych i mądrych od niemądrych. Tak jak zdrowiejąca alkoholiczka czy narkomanka, osoba cierpiąca na zaburzenie jedzenia musi nauczyć się samodyscypliny w codziennych sprawach, odnaleźć sens życia, a przede wszystkim odbudować poczucie wartości w oparciu o to, co sama uważa za dobre i ważne, a nie co dyktują inni ludzie, moda i komercja.

Dziś żyje się ciekawiej niż dawniej, ale trudniej. Trudniej – nie powinno jednak oznaczać: gorzej. Nie chcąc do tego dopuścić, niemal wszyscy potrzebujemy do samodzielnego życia znacznie więcej niż dawniej wiedzy i oświeconej świadomości dotyczącej pułapek, zagrożeń i niebezpieczeństw, jakie wraz z cywilizacją, postępem i bogactwem materialnym rozpleniły się w naszym świecie. Już się to stało i tego nie cofniemy. Nie zamkniemy sklepów spożywczych pełnych przez okrągły rok, a nie tylko po żniwach i zbiorach. Nie namówimy nikogo na posty, ubóstwo, mozół od świtu do zmierzchu, zbiorowe darcie pierza i śpiewy przy ogarku. Nie zamkniemy klubów nocnych, salonów samochodowych, kolorowych magazynów i stacji telewizyjnych nadających papkę składającą się co najmniej w połowie z sensacji i bzdur. Przepadło. Chcąc w dzisiejszym (i jutrzejszym – jeszcze nie wiadomo jakim...) świecie sensownie i zdrowo żyć, musimy lepiej poznać siebie i nauczyć się dostrzegać wszelkie przejawy zachowań, uczuć i reakcji sygnalizujące, iż zaczynamy sobie nie radzić. Że poza własną duszą i własną rodziną szukamy lekarstwa na frustrację i stres. Że ulgę zaczynają przynosić rzeczy, których się potem wstydzimy. I wreszcie, że z powodu uczucia samotności możemy już tylko liczyć na krótkotrwałe substytuty szczęścia, a jedynym celem stało się pragnienie doznania ulgi. Ulgi – od czego? Przeważnie, w ciężkich przypadkach zagubienia – ma to być ulga od życia...

Duchowa mapa współczesnego świata przypomina rumowisko po trzęsieniu ziemi. Rozpadliny depresji, dymiące wulkany przemocy, pustkowia uzależnień. Niewesoły pejzaż. Dlatego, aby w nim się odnaleźć, zbudować swój dom i żyć w nim spokojnie i pięknie, trzeba tę mapę dobrze poznać. Spróbujemy to zrobić razem, przynajmniej z grubsza, w tej książce. Skupimy się na tym, co dotyczy człowieka, a nie krajobrazu, wychodząc z założenia, że to człowiek ma wolną wolę, a nie krajobraz. A zatem to człowiek może dostosować do siebie świat, jeżeli zechce i potrafi, a nie odwrotnie. Chcąc jednak z tej wolnej woli korzystać, musi ją wyrwać z pęt, jakimi są wszystkie bez wyjątku uzależnienia.

A zatem, przyjrzymy się tu narastającej epidemii uzależnień, pokazując jednocześnie wyjście, żeby nikt nie pozostał w swym uzależnieniu na zawsze. Zobaczymy, jak bardzo podobne do uzależnień chemicznych są inne patologiczne sposoby radzenia sobie ze stresem i rozchwianymi emocjami. Należy do nich wspomniane objadanie się lub głodzenie, w pogoni za złagodzeniem napięć, albo kojenie nerwów zbędnymi zakupami, ucieczka od samotności w wirtualny świat Internetu czy urozmaicanie sobie życia mirażami hazardu. Chorobliwie uzależnić się można również od ludzi, ogólnie – od opinii innych lub szczególnie – od kogoś bliskiego, kogo się kocha. Dzieje się tak, gdy zaczynamy podporządkowywać innym swe potrzeby, ustępować, poświęcać się i rezygnować z siebie, wcale nie dla czyjegoś dobra, tylko dla czyjejś wygody, a sobie na zgubę. Nadmierna zależność od ludzi hamuje własny rozwój i nie uczy odpowiedzialności. Na dłuższą metę zawsze rujnuje dobre uczucia, powiększając żal, pretensje, złość i poczucie bezwartościowości. Dla ofiar toksycznych relacji skutki zależności od innych bywają zdumiewająco podobne do skutków alkoholizmu.

Nie będziemy się zajmować naukowymi aspektami poszczególnych uzależnień ani ich klinicznymi niuansami. Niech pozostanie to domeną profesjonalistów. Zresztą, prawdę mówiąc, kto lepiej te niuanse zna niż osoby, które same wpadły w tę pułapkę? Będziemy raczej szukać z niej wyjścia w celu wyzwolenia od przynoszących wielkie szkody, a przy tym zupełnie nieskutecznych, nałogowych metod ulepszania sobie życia. Cała moja wiedza i doświadczenia upewniają mnie, że wyzdrowienie z uzależnienia jest nie tylko możliwe, ale także piękne. I wcale nie takie trudne, pod warunkiem zdobycia się na stuprocentową uczciwość w rozpoznawaniu swych uczuć i problemów, a przede wszystkim w ocenie swego postępowania. Jest jeszcze jeden warunek do spełnienia: trzeba wyjść z izolacji emocjonalnej i duchowej i znaleźć ludzi, z którymi można dzielić się, najlepiej wzajemnie, problemami i przeżyciami. Nie mamy szukać kogoś, kto będzie nam tylko „pomagał”; mamy zbliżyć się do ludzi, z którymi zacznie nas łączyć poczucie bezpieczeństwa i to jedyne w swoim rodzaju uczucie pewności, że nam nawzajem na sobie zależy. W samotności po prostu strasznie trudno z uzależnienia się wyzwolić. Jednakże zdrowienie z uzależnienia, bardziej niż z jakiejkolwiek innej choroby lub przypadłości, wymaga skupienia uwagi na sobie. Poświęcimy tej sprawie nieco miejsca, bo jest to jeden z zaskakujących paradoksów i trzeba go dobrze zrozumieć, żeby się nie pogubić. Bo jak tu otworzyć się na świat i innych ludzi, jednocześnie skupiając się tak bardzo na sobie? Zapewniam, iż można, a nawet, że jest to jedyna droga prowadząca ku uzdrowieniu skażonych uzależnieniem uczuć i emocji, umysłu, ciała i duszy, a także sfery relacji z innymi.

O uzależnieniu, a przede wszystkim o alkoholizmie kobiet mówi się bardziej potępiająco niż o alkoholizmie mężczyzn. Wśród pacjentek z problemem alkoholowym spotykam nierzadko kobiety, które uzależnione są również od leków uspokajających, antydepresyjnych, nasennych. Powrót do zdrowia jest wtedy jeszcze trudniejszy, bo trzeba równocześnie radzić sobie z kilkoma uzależnieniami naraz. Lekarze niestety nader chętnie wypisują kobietom recepty na leki psychotropowe. Niektóre nadmiernie pijące kobiety zaczynają „leczyć się” u psychiatry, nie kryjąc swego problemu alkoholowego. Psychiatrzy wolą jednak nie słyszeć, gdy kobieta mówi, że pije częściej i więcej. Omijają ten temat, upatrując główny problem w depresji, kłopotach życiowych lub zaburzeniach nerwicowych. Same pacjentki chcą wierzyć, że lekarstwa usuną stresy, a wtedy potrzeba picia „sama” zniknie. Niestety, nie znika. Problem narasta. Nasila się regularne zatruwanie organizmu środkami farmakologicznymi na zmianę z kacami i głodami alkoholowymi. Najczęściej trwa to dotąd, aż dojdzie do katastrofy.

Mają szczęście osoby, które napotkają kogoś takiego, jak pewna lekarka, która natychmiast umieściła na odtruciu w szpitalu trzydziestoczteroletnią kobietę. Nazwijmy ją Anną. Przyszła wybłagać zwolnienie z wsteczną datą. Chciała dojść do siebie z powodu kaca giganta po wielodniowym ciągu, ale najbardziej bała się, że straci pracę (faktycznie wtedy straciła) i szukała ratunku przed katastrofą. W tym scenariuszu był jeszcze mąż, który zagroził rozwodem i pozbawieniem Anny praw rodzicielskich do dwójki małych dzieci. Spotkałam Annę, jeśli dobrze pamiętam, wiosną 2002 roku w czasie jej pobytu na leczeniu. Teraz widuję ją podczas spacerów z psem, bo tak się składa, że mieszkamy w tej samej dzielnicy, a jej golden pięknie się bawi z moją husky. Cóż za przyjemność mieć taką towarzyszkę psich gonitw: pogodna, spełniona, ładna jak malowanie, zadowolona z życia i z siebie. Teraz już zawsze trzeźwa.

Bywają inne sposoby motywujące do leczenia. Coraz częściej miejscem skutecznej interwencji staje się praca, trzeba mieć tylko rozumnego szefa i kolegów odróżniających fałszywą lojalność od prawdziwej troski. Tak właśnie trafiła na terapię starsza od Anny pani Zofia, sprzedawczyni z działu rybnego eleganckiego supermarketu. „Kazała” jej pójść na leczenie personalna firmy. Nie taję, że mniej więcej od roku rezerwuję zakupy ryb specjalnie na wizytę „u Zosi”, która bardzo dba, żebym dostała najładniejszy kawałek soli czy pstrąga. Zawsze przy tym przekazuje całemu zespołowi terapeutów pozdrowienia i wyrazy bezgranicznej wdzięczności za pomoc, jaką uzyskała u progu swego trzeźwienia.

Weronikę z kolei otrzeźwił wypadek samochodowy spowodowany przez nią po pijanemu. Chociaż pod względem kryteriów diagnostycznych nie jest absolutnie alkoholiczką, to odebrano jej wtedy prawo jazdy. Może z powodu sprawy sądowej i innych przykrych konsekwencji incydent stał się prawdziwym przełomem w jej życiu. Bo wprawdzie nie przeszła systematycznej terapii, pochodziła tylko trochę na mityngi Anonimowych Alkoholików, ale od tamtej pory znajduje w sobie siłę, by konsekwentnie unikać upijania się, choć od czasu do czasu pozwala sobie na lampkę wina.

Na podstawie tych paru przykładów widać, iż droga do wyzdrowienia może być różna oraz że rozwiązanie problemu nie musi zawsze oznaczać całkowitego zaprzestania picia. W przypadku uzależnienia, a więc po przekroczeniu niewidzialnej granicy, poza którą następuje bezpowrotna utrata kontroli nad alkoholem, zaprzestanie picia jest jedynym wyjściem.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ludzie, ludzie... 2 Ludzie, ludzie... My rodzice dorosłych dzieci Poprawka z matury Rak duszy. O alkoholizmie W zgodzie ze sobą 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Góra Tajget Wybieraj wystarczająco dobrze Seks się liczy. Od seksu do nadświadomości To tylko dzieci