Seks czegoś smutny

Seks czegoś smutny

Autorzy: Wiesław Sokoluk

Wydawnictwo: Zwierciadło

Kategorie: Poradniki

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 232

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 31.40 zł

Cały świat kręci się wokół seksu. „Romantyczny weekend we dwoje”, „rozpal jego zmysły”, „seks z eks” i modny od kilku lat „cyberseks” - to tematy, które sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Wszyscy chcą czytać o seksie, a ostatnio coraz więcej osób chce o nim pisać.

My także. Ewa Klepacka-Gryz, Wiesław Sokoluk

 

 

Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o.

ul. Karowa 31a, 00-324 Warszawa

tel. 22 312 37 12

Dział handlowy: handlowy@zwierciadlo.pl

© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2011

Text © copyright by Ewa Klepacka-Gryz, Wiesław Sokoluk, 2011

REDAKTOR PROWADZĄCY: Magdalena Chorębała

KOREKTA: Małgorzata Hnat

PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Maciej Szymanowicz

ISBN: 978-83-64776-25-0

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Spis treści

Wstęp

Marsjanie i Wenusjanki

Gra o miłość

Razem, ale jak

Rozmowy kontrolowane

Seksualny posag

I znowu te różnice

Przychodzi baba do lekarza

Błogosławieństwo na drogę

Ewa Klepacka-Gryz

Wiesław Sokoluk

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Pewnego dnia Pan Bóg zauważył, że Adam i Ewa jacyś ostatnio markotni chodzą po raju. Wezwał więc do siebie Adama i mówi: – Adamie, mam dla ciebie niespodziankę, od dziś będziesz sikał na stojąco. Adam ogromnie się ucieszył i zaczął biegać po raju, obsikując wszystko dookoła. A Ewa przyglądała mu się z zazdrością. Wtedy Pan Bóg rzekł: – Ewo, dla ciebie też coś mam, od dziś będziesz miała wielokrotne orgazmy.

Cały świat się kręci wokół seksu. W ciągu każdej doby na świecie dochodzi do miliona zapłodnień (w tym 500 tysięcy – nieplanowanych) i 20 milionów zdrad.

„Romantyczny weekend we dwoje”, „Rozpal jego zmysły”, „Seks z eks” i bardzo modny ostatnio „Cyberseks” – to tematy, które sprzedają się w mediach jak ciepłe bułeczki. Wszyscy chcą czytać o seksie, a ostatnio coraz więcej osób chce o nim pisać. My także.

Siedzimy w trendowej warszawskiej knajpie „Między Nami”. Na stoliku między nami dyktafon, porcja „jabcoka” (przepysznej szarlotki z bitą śmietaną) i cola bez lodu. Między nami nie ma seksu.

Rozdział 1

Marsjanie i Wenusjanki

Mężczyźni i kobiety byli kiedyś jednością, ale potem zostali rozdzieleni i odtąd poszukiwanie i pragnienie tej jedności nazwane jest miłością

Platon

EWA KLEPACKA: Kobieta i mężczyzna. Tak różni od siebie. Kiedy są zakochani, wierzą, że razem uda im się wypełnić świat sobą i swoją miłością. Potem bywa różnie. On nie słucha, a w dowód czułości myje jej samochód. Ona nie potrafi czytać map, nie rozumie hobby, piekli się z byle powodu albo i bez. Czy nasze dwa światy mają szansę się spotkać? Zacznijmy od pytania, które choć roztrząsane na tysiące możliwych sposobów, spędza nam sen z oczu. Czym się od siebie różnimy?

WIESŁAW SOKOLUK: To źle postawione pytanie. Tych różnic jest wiele, na przykład różnimy się w sposobie komunikacji, podejściu do problemów, sposobie oglądu rzeczywistości, postrzeganiu relacji między ludźmi, zwłaszcza umiejscawianiu tych relacji w hierarchii potrzeb. Problem polega na tym, że nie można wartościować tych różnic. Jeśli coś jest inne, to nie jest ani gorsze, ani lepsze – jest po prostu inne. Można jedynie badać, co z tego wynika i czy z tym faktem da się coś zrobić.

E.K.: Jaki jest sens tych różnic? Kto tak wymyślił, że kobieta i mężczyzna chcą być razem, ale tak trudno jest im się dogadać i na co dzień, i w sypialni?

W.S.: Gdyby poszukać w tym zjawisku jakiegoś sensu, to tkwi on w komplementarności. Jesteśmy swoimi dopełnieniami. Natura dobrze to zaplanowała i nie ma sensu się buntować.

E.K.: A co z naszymi oczekiwaniami wobec siebie, wobec związku? Dlatego liczymy, że jakimś cudem nam się uda? Nawet nie mamy takich pomysłów, żeby się lepiej poznać. Ciągle wierzymy w magię miłości – kiedy pojawi się ta prawdziwa, przez duże M, to na pewno bramy raju staną przed nami otworem.

W.S.: To nie jest tak. Wyjdźmy od bardziej ogólnego problemu – dlaczego w ogóle żyjemy na tym podłym świecie? Bo liczymy, że nam się uda. Tak jesteśmy skonstruowani. Gdybyśmy już na starcie zakładali porażkę, to życie nie miałoby żadnego sensu. Z punktu widzenia informatycznego nasz mózg stworzony jest do gry. Ta gra to życie. W ostatecznym rozrachunku wszyscy ją przegrywamy, ale po drodze mamy kilkadziesiąt lat, by jednak parę rzeczy wygrać. A przynajmniej w kilku sprawach chcemy wyjść na plus. To jedno. Drugie zagadnienie to pewne determinanty. One popychają nas do różnych działań, to znaczy mamy określone potrzeby, które motywują nas do działania w celu ich zaspokojenia. Kiedy sobie to razem zestawimy, to chcielibyśmy te potrzeby zaspokoić tak, by bilans naszej gry wypadł na plus.

E.K.: Jakie to potrzeby?

W.S.: Choćby potrzeba więzi czy potrzeba rozładowania napięcia seksualnego.

E.K.: To trochę mało romantyczne, że popęd seksualny pcha nas w objęcia Amora.

W.S.: Ale to przede wszystkim z tych pobudek zaczynamy grę o szczęście.

E.K.: Może ładniej zabrzmi, że chcemy kochać i być kochani?

W.S.: Chciałbym zamienić słowo „kochany” na „uważany” – uważać na kogoś i być uważanym przez kogoś. Wiem, że to fatalnie brzmi po polsku, ale to właśnie o to chodzi, że ktoś jest dla mnie szczególnie ważny i vice versa.

E.K.: Czy to jest właśnie miłość?

W.S.: Nie, to jest jeden z aspektów miłości. Nie jestem ekspertem od definiowania miłości. Chodzi o to, że między ludźmi dzieje się coś takiego szczególnego, że ktoś jest dla mnie bardzo ważny, a ja dla niego, i to jest źródłem różnych istotnych gratyfikacji. Ukochany człowiek jest takim najbezpieczniejszym punktem świata, jest kimś, kogo nie muszę się bać czy walczyć z nim.

E.K.: Tak nam się przynajmniej wydaje, zwłaszcza na początku związku.

W.S.: Oczywiście. Takie mamy oczekiwania – ukochany człowiek to ktoś, kto mnie oswaja, a ja jego. A jak mówił lis z „Małego Księcia”, oswoić to znaczy stworzyć więzy. Ja bym dodał – nie bać się wyodrębnić ze świata takiego jednego człowieka, który jest dla mnie najważniejszym punktem oparcia w tym świecie. W ramach związku z tym właśnie człowiekiem realizujemy swoje potrzeby biologiczne. Chociaż do rozładowania napięcia seksualnego wcale nie jest potrzebny ukochany człowiek.

E.K.: Podobno seks rozładowuje napięcie, a miłość je potęguje. Ale nie do końca rozumiem, o czym mówisz.

W.S.: Jeśli na przykład chcę jedynie zaspokoić swój apetyt na seks i nie zależy mi na stałym związku, partnerka, z którą pójdę do łóżka, nie musi być dla mnie niczym więcej niż jedynie kobietą, która mnie fizycznie pociąga. Ona może wywoływać we mnie tylko czyste pożądanie i nic innego nie jest specjalnie ważne.

E.K.: Zgoda, ale jednak dla większości kobiet seks równa się miłość, a poza tym ważna jest dla nas opinia społeczeństwa. Robiono badania z udziałem kobiet, które preferują związki czysto fizyczne, takie na jedną noc. Przynajmniej tak deklarują. Twierdzą, że nie tęsknią za stałym związkiem, realizują przede wszystkim swoje potrzeby biologiczne. A na miłość czy rodzinę szkoda im czasu. Ale takie kobiety są społecznie potępiane.

W.S.: Dla mnie ważne jest, dlaczego wybierają taki właśnie sposób realizowania potrzeby seksualnej, czyli dlaczego tak to robią. Pojawia się też pytanie, czy rzeczywiście chodzi o rozładowanie napięcia seksualnego, a nie na przykład o rozwiązanie dylematu samotności czy chęć udawania przed samą sobą, że ma się powodzenie itd.?

E.K.: Jakie są różnice między kobietami, które stawiają na związki jednej nocy, a mężczyznami, którzy również miewają wiele różnych partnerek? Czy pobudki, które nimi kierują, są podobne? Oczywiście pomijając stereotypy społeczne, że facet, który ma wiele partnerek, to jurny ogier, podczas gdy kobieta to dziwka.

W.S.: Jest pewna część wspólna (dla obydwu płci to może być pewnego rodzaju wzmacniacz osobowości): jestem typem macho, jestem typem kobiety wampa. Ale ważna różnica to udział więzi emocjonalnej, a prościej – zaangażowanie uczuciowe w wydarzenie, które nazwałaś „związkiem jednej nocy”. Dla mężczyzny integracja potrzeby więzi i potrzeby rozładowania popędu seksualnego jest z reguły słabsza, czyli seks ma mniej wspólnego z więzią, idzie sobie wyłącznie swoją drogą. U kobiety te potrzeby są bardziej zintegrowane, panie mają to niejako z rozdania.

E.K.: Z rozdania? Kto rozdaje te karty?

W.S.: Tak to kształtuje się rozwojowo – potrzeba więzi i seks u kobiet są razem. U mężczyzn od początku są osobno. Stąd wiele nieporozumień i bolesnych rozczarowań. Kobietę seks zwykle wiąże z partnerem, na dodatek liczy ona, że u niego jest tak samo, a tymczasem mężczyzny nie da się przywiązać przez seks, zwłaszcza na dłuższy czas.

E.K.: Czy chcesz powiedzieć, że w stałym związku nie warto przywiązywać wagi do zdrady partnera, bo dla niego to tylko mało znaczący epizod? Czyli on mnie zdradził, ale zapewnia: „Kochanie to tylko nic nieznacząca historia, która nie ma związku ani z tobą, ani z naszą miłością”. Powinnam mu uwierzyć?

W.S.: Możesz, ale z tego nic dla ciebie nie wynika. Poza tym mężczyzna może się nie przywiąże, za to kochanka – typowa kobieta – prawdopodobnie zacznie uzurpować sobie do niego pełne prawo. Wchodzimy tu w zakres innych problemów. Dla kobiet wyłączność seksualna to jeden z dowodów więzi. Dla mężczyzny – nie. Jeśli go kochasz, a on cię zdradzi, nie będziesz w stanie przejść tak łatwo nad tym do porządku dziennego. Niewierność mężczyzny zrani cię, zaboli, podważy zaufanie do niego i wiarę, że wasz związek jest dla niego ważny.

E.K.: Porozmawiajmy teraz o tym, co się dzieje, jeśli między kobietą a mężczyzną nie ma seksu. Tak jak między nami. Siedzimy w kawiarni i „robimy seks”, ale nie ma między nami atmosfery flirtu. Nie patrzymy sobie czule w oczy, nie staramy się odgrywać żadnych ról itd.

W.S.: Może być przyjaźń. Nie każda relacja między kobietą a mężczyzną musi opierać się na seksie. Mogą mieć po prostu fajny kontakt. Mogą również się nawzajem rajcować, ale z jakiegoś powodu nie przekraczają granicy między przyjaźnią a czymś więcej. Chcą mieć czyste relacje i rezygnują z seksu, bo w innych sferach między nami dzieje się coś ważnego. Ale z natury rzeczy determinanta seksualna zawsze istnieje. Problem polega na tym, czy jej ulegną. Cudownie, jeśli ludzie w związku erotycznym również są przyjaciółmi. Przyjaźń bez seksu jest bardzo cenna, ale seks bez przyjaźni – to już gorzej.

E.K.: Woody Allen powiedział, że mężczyznę można wykastrować jednym zdaniem: „Wolę, byś był moim przyjacielem niż kochankiem”. Ale OK. Pozostańmy na etapie robienia seksu bez seksu. Popatrz, obok nas siedzi przy stoliku piękna para młodych ludzi. Słucham uważnie tego, co mówisz, ale od czasu do czasu zerkam na naszych sąsiadów. Oj, iskrzy między nimi. Aż miło popatrzeć. Wyraźnie mają się ku sobie.

W.S.: Odbywają typowy taniec godowy. Zachowania kokieteryjne, gesty, spojrzenia, odgarnianie włosów, trzepotanie rzęsami, błysk w oczach, pokazywanie twarzy z profilu, a potem z przodu. On – szpan na klatę. Ona – biust, do góry itd. To są tak zwane prezentacje seksualne, które mamy po naszych braciach w ewolucji.

E.K.: Widzę, że ty również przyglądasz się naszym sąsiadom z niemałym zainteresowaniem. Mam pomysł – a może byśmy tak, oczywiście nie mówiąc im o niczym, obsadzili ich w rolach głównych bohaterów naszej książki?

W.S.:???

E.K.: Ojej! Przecież umówiliśmy się już na wstępie, że ty jesteś fachowcem od seksu, a ja specem od komercji. Ludzie lubią podglądać życie innych, zwłaszcza jeśli mają wrażenie, że tym innym dzieje się gorzej niż im samym. Nie możemy zaproponować drogim czytelnikom ekshibicjonistycznych wynurzeń z naszego bujnego współżycia, to dajmy im bohaterów. Oto Agata i Andrzej – nasza para. Obydwoje młodzi i wolni, poznali się w pracy. Jakaś korporacja, praca od świtu do nocy, wspólne lunche, wyjazdy integracyjne itd.

W.S.: On coraz częściej zerkał na nią znad klawiatury komputera….

E.K.: …ona proponowała mu zieloną herbatkę. Kilka razy, zupełnie przypadkiem, spotykali się w firmowej siłowni, a w końcu dojrzeli do decyzji, by umówić się na prawdziwą randkę.

W.S.: I na swoje nieszczęście trafili na parę szaleńców, która poczuła chuć, by pogadać o seksie.

E.K.: Już my ich rozłożymy na czynniki pierwsze. Zaczynamy. Miłość podobno jest ślepa, ale za to ma węch psa przewodnika. Wszyscy dziwią się: dlaczego właśnie ten? Pryszczaty, rudy, z wadą wymowy? A ona na jego widok traci głowę – serce łomoce jak oszalałe, głos drży z podniecenia i na dodatek śpi z jego koszulką pod poduszką. Ta magia to feromony, podszepty natury. To pewnie za ich sprawą Agata i Andrzej wymknęli się dziś z pracy w środku dnia i zafundowali sobie romantyczne twarzą w twarz. Co to są feromony?

W.S.: Zacznijmy od tego, na czym polega ich magiczna moc. Moja kuzynka, która hodowała psy bardzo rzadkiej rasy, pewnego razu dla swojej pupilki sprowadziła reproduktora aż zza oceanu. Suczka była w rui, kawaler chętny do działania i… totalna klapa. Panienka bowiem się zakochała w zwykłym kundlu, uliczniku i tak kombinowała, że w końcu się z nim puściła. Co tak urzekło jej psi nos?

E.K.: Wiadomo, psy mają genialny węch. A co z ludźmi?

W.S.: Pewnie jest podobnie. W jednym z amerykańskich eksperymentów panowie nosili pod pachą chusteczki, a panie, wąchając je, miały wybrać najbardziej atrakcyjny zapach. Okazało się, że najczęściej wybierani byli mężczyźni z najsilniejszym układem odpornościowym, czyli tacy, których potomstwo miało potencjalnie najlepsze szanse przeżycia. W kolejnym eksperymencie kobietę pokropiono feromonami. Okazało się że niektórzy mężczyźni dostali pierdolca na jej widok. Na poziomie nieświadomym zapach tej kobiety był dla nich szalenie podniecający, na skutek czego na poziomie świadomym włączyli racjonalizację, dorabiając ideologię, że to kobieta ich życia i albo ta, albo żadna inna.

E.K.: Wiemy już, jaki zawrót głowy mogą spowodować feromony, ale powiedz, czym są.

W.S.: No właśnie, sprawa ciągle nie jest poznana do końca. Wiemy, że to działa, ale nie wiemy jak. Najstarsze ewolucyjne ośrodki seksualne leżą w węchomózgowiu, czyli „historycznej” części mózgu. Dlatego pierwotnie sygnały zapachowe miały najsilniejsze znaczenie. Feromony to komunikacja za pomocą sygnałów biologicznych. Ona zapachem dawała sygnał – jestem gotowa (mam owulację), on wysyłał komunikat – jestem the best (świetny reproduktor).

E.K.: Jak jest dziś?

W.S.: Te sygnały nadal stanowią ważny czynnik w przyciąganiu seksualnym, na przykład kobieta w różnych dniach cyklu pachnie inaczej. Znam faceta, który po zapachu rozpoznawał, czy jego partnerka ma owulację. Również w trakcie podniecenia ciało wydziela specyficzny zapach, który na przykład bardzo skutecznie niszczy smród nikotyny. Notabene, palenie uszkadza także węch.

E.K.: Podsumujmy. Ewolucyjne feromony służyły zapewnieniu najlepszego doboru reprodukcyjnego. Czy to oznacza, że wybierając partnera, warto kierować się nosem? Pamiętam pierwszą miłość mojego syna. Moim zdaniem dziewczyna była nie dla niego, ale kiedy zapytałam, dlaczego właśnie ona, powiedział: „Mamo, ty wiesz, jak ona pachnie?!” Jednak to było za mało, by ten związek przetrwał.

W.S.: U ludzi reprodukcja nie jest jedynym celem wiązania się w pary. A poza tym odwieczna walka rozsądku z naturą prawdopodobnie nie pozwoli ci zrezygnować z małżeństwa z potentatem finansowym z dwoma fakultetami na korzyść mięśniaka z siłowni. Ale z tym drugim być może masz szansę na cudowny seks, przynajmniej na początku. Na wzór tajemnych, ale licznie występujących romansów dam ze znamienitych rodów z parobkami, skutecznie zasilającymi zdrowymi genami najpotężniejsze dynastie.

E.K.: Czy jeśli dwojga ludzi dopada ostry syndrom zakochania, to znak, że ich feromony zagrały w zgodnym duecie?

W.S.: Niekoniecznie. Przyciąganie zapachowe nie zawsze działa w obie strony. Być może ona wyczuwa w nim świetnego reproduktora, jemu zaś jej zapach jest obojętny, co nie przeszkadza temu, że chętnie pójdzie z nią do łóżka, ale tylko tam i na nic więcej nie powinna liczyć.

E.K.: A więc te feromony to trochę przereklamowany towar, na którym nie bardzo można polegać.

W.S.: Na pewno nie warto budować związku, kierując się wyłącznie nosem. Jeśli jednak naturalny zapach (domytego) partnera drażni cię, posłuchaj podszeptu natury – prawdopodobnie nie jesteście dla siebie stworzeni.

E.K.: No tak, ale w dzisiejszych czasach naturalny zapach jest mało trendy. Mamy do dyspozycji dezodoranty – wystarczy używać raz w tygodniu, a zapach potu (a to w nim jest najwięcej feromonów) zniknie, mamy perfumy, a nawet feromony w sprayu.

W.S.: No właśnie, a tymczasem częste mycie skraca życie. Przez cały czas zapieramy się swojej biologii, beztrosko lekceważymy te parę milionów lat ewolucji – najpierw zmywamy z siebie naturalny zapach, a potem uzupełniamy go perfumami. Feromony to jedynie część bukietu zapachowego. Zapach przepoconej koszulki ukochanego, poduszka pachnąca jej świeżo umytymi włosami – to magiczny kod miłosnego porozumienia. Być może już wkrótce będzie możliwość przesyłania za pomocą Internetu zapachowych e-maili.

E.K.: A może w takim razie oferowane w Internecie feromony w sprayu są receptą dla samotnych? Spryskuję się zapachem nr 5 i sznur facetów stoi pod moim balkonem. Zupełnie jak w filmie Wereśniaka „Zakochani”.

W.S.: Ale równocześnie możesz przyciągać ludzi, którzy ci nie pasują, i co wtedy? Atrapy mają iluzoryczną wartość. Jeśli twój osobisty zapach nie rajcuje partnera, to czy jest sens to zmieniać? Spokojnie, nie ma recepty na miłość, tak jak nie ma różowych słoni.

E.K.: A perfumy? Czy po to, by sprawdzić, jak on reaguje na mój osobisty zapach, mam rezygnować z babskiej próżności i ograniczać higienę do prysznica raz w tygodniu, i to na dodatek przy użyciu samego mydła?

W.S.: Dobrze dobrane perfumy mogą być doskonałym uzupełnieniem naturalnego zapachu ciała. Ale powtarzam – dobrze dobrane. Pamiętam, kiedyś trafiłem w Paryżu do firmowego sklepu z perfumami. Ekspedientka profesjonalistka pomagała wybrać zapach dla mnie. Dobrałem flakonik wody kolońskiej bez nazwy, sygnowany jedynie numerem. Do dziś nie trafiłem ponownie na tę wodę. Do dziś też pamiętam zapach mojej pierwszej miłości. Nie warto kupować byle jakich perfum. Jak już chcesz w siebie zainwestować, lepiej kup drogie i wybrane przez ekspedientkę znającą się na rzeczy. Reasumując, nie przeceniałbym znaczenia feromonów, zwłaszcza w przypadku młodych ludzi. Kiedy ma się 18 lat, jest tak ogromne parcie na wszelkie doświadczenia, także seksualne, że podnieca prawie wszystko.

E.K.: Zgadzam się z tobą. Wciąż pamiętam zapach mojego pierwszego chłopaka, chociaż być może dziś nie poznałabym go na ulicy.

W.S.: Bo wśród wszystkich wrażeń człowiek dość dobrze pamięta te węchowe. One na zawsze zostają w naszej podświadomości.

E.K.: Gdzieś czytałam, że pigułka antykoncepcyjna zmienia węch kobiety. Mówi się nawet, że kobieta, która chce znaleźć partnera, powinna odstawić pigułkę. Czy to prawda?

W.S.: Nie znam badań na ten temat. Na pewno pigułka zmienia zapach kobiety (wpływa na jej biochemię). Z wąskiego, reprodukcyjnego punktu widzenia kobieta biorąca pigułki jest nieatrakcyjna, bowiem wysyła potencjalnemu partnerowi komunikat: jestem w ciąży, szukam opiekuna, a nie reproduktora. Ale cel reprodukcyjny to w przypadku ludzi tylko jeden z powodów łączenia się w pary. Na całe szczęście.

E.K.: Czy to prawda, że wrażliwość kobiecego węchu zależy od cyklu miesięcznego? Jak kolejne fazy wpływają na nasze postrzeganie partnera?

W.S.: Teoretycznie w momencie owulacji kobieta ma najsilniejsze zapotrzebowanie na partnera, jej ciało wydziela zapach przyciągający mężczyzn. Sama ma również w tym czasie największy apetyt na seks, co dodatkowo zwiększa jej atrakcyjność.

E.K.: Niemożliwe jest wyprodukowanie idealnego syntetycznego feromonu, ale są afrodyzjaki, które dodają pewności siebie, na przykład zapach jaśminu, tuberozy czy róż. Czy to warto stosować, by dodać sobie animuszu w kontaktach męsko-damskich?

W.S.: Jeśli opierasz pewność siebie na tym, że się czymś posmarowałaś, to gratuluję. Oczywiście, pewne zapachy działają podniecająco, a także wpływają na nasz nastrój, na przykład zapach morza albo ziemi po burzy odprężają i relaksują. Kto chce, może spróbować seksualnej aromaterapii, ale nie warto przeceniać jej skuteczności.

E.K.: Feromony, mowa ciała, uroczy flirt – po co nam to całe zamieszanie, skoro w dobie Internetu i biur matrymonialnych możemy zamówić sobie partnera idealnego – niemal szytego na miarę?

W.S.: Na razie w rzeczywistości wirtualnej nie można odbyć urzekającego spotkania zakończonego szalonym seksem. W ostatecznym rozrachunku i tak w końcu stajemy twarzą w twarz i wówczas sztuka uwodzenia wkracza na arenę. Na przykład kontakt dotykowy u nastolatków – dziesięć osób na jednej kanapie, niby dla jaj, ale kryje się pod tym coś więcej. Te wszystkie próby kontaktu w końcu doprowadzają do tego, że zostajemy sam na sam.

E.K.: Coś mi się wydaje, że nie jesteś zwolennikiem cyberseksu. Co jeszcze jest ważne w kontakcie w realu?

W.S.: Oczywiście słowa klucze.

E.K.: No, nareszcie, może uda mi się wydobyć z ciebie jakąś cenną receptę. Na przykład?

W.S.: Na przykład taki tekst (chwila milczenia, uważne spojrzenie prosto w oczy): Muszę ci coś powiedzieć, po naszym ostatnim spotkaniu nagle coś mi się otworzyło. Jestem starym facetem, znalem wiele kobiet, ale odkryłem, że jest w tobie coś takiego, czego nie doznałem w kontakcie z żadną inną kobietą. To mnie głęboko poruszyło.

E.K.: Uff! Ale to działa.

W.S.: Bo jest w tym element tajemnicy. Co kobieta sobie po takich słowach wyobraża?

E.K.: Dorabia dalszy ciąg w zależności od wcześniejszych doświadczeń. Mnie hasło „muszę ci coś powiedzieć” nie kojarzy się dobrze. Kilkanaście lat temu mój partner właśnie takimi słowami poinformował mnie, że się zakochał w innej.

W.S.: Ale ja dopowiedziałem ciąg dalszy. Partnerka myśli: „Nie powiedział żadnych pustych, oklepanych komplementów, ale jest w tym jakaś magia”. A pokaż mi kogoś, kto nie ulega urokom tajemnicy.

E.K.: To chyba rzeczywiście lepsze niż randka na czacie. Im więcej niedomówień, tym związek jest bardziej zaczarowany?

W.S.: Przynajmniej na początku. Duże znaczenie ma nieregularne wzmacnianie – odpychanie i przyciąganie. On pożera ją oczami, ale nie daje żadnych deklaracji. Ona uśmiecha się uwodząco, ale nie zgadza się, by wszedł na górę, kiedy odprowadza ją do drzwi mieszkania itd.

E.K.: To teraz zdradź mi sekret, co działa na mężczyzn.

W.S.: To proste i od lat brzmi tak samo. On chce w jej oczach być siłaczem, tytanem. Ona chce być dla niego kimś wyjątkowym. Nigdy dotąd żadna kobieta tak mnie nie poruszyła – to słowa, o których marzy każda niewiasta. Czyli cała, mniej lub bardziej ozdobna, liturgia miłosna, w której zawsze są trzy ważne komunikaty: jesteś niepowtarzalny/a, jesteś jedyny/a, nikt inny wcześniej ani później, plus ciekawość, czyli – mam ochotę znaleźć się z tobą sam na sam. Proporcje tych komunikatów będą różne w zależności od sytuacji. To całe, mniej lub bardziej barwne, wyszukane przedstawienie ma nas w rezultacie zaprowadzić do sypialni.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

100% ciebie, czyli książka o miłości, seksie i zagłuszaczach Instruktaż nadmierny Seks czegoś smutny 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mit motywacji Wielka czwórka Sztuka kochania Wybieraj wystarczająco dobrze Porąb i spal Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu