Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League

Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League

Autorzy: Anonimowy piłkarz

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 264

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 23.88 zł

Najgłośniejsza piłkarska książka ostatnich lat!

Naprawdę wydawało ci się, że coś wiesz o piłce?

Ryk tłumu w tunelu na Anfield...niepowtarzalne uczucie,  gdy uderzona przez ciebie piłka wpada do bramki Manchesteru United... John Terry uderzający cię łokciem w twarz... przegrana licytacja z graczami Barcelony o dziewczynę na jedną noc...

Wejdź w sam środek świata wielkiej piłki - wzajemnie nienawidzących się partnerów z drużyny, bezwzględnych menedżerów, chciwych agentów, agresywnych fanów i kobiet, dla których wakacje w Dubaju są ważniejsze od twojej wierności...

Cristiano Ronaldo, Wayne Rooney, Gareth Bale, Robin van Persie, Thierry Henry, Xabi Alonso, Didier Drogba - z nimi wszystkimi wybiegał na boisko. Nie wiemy, kim jest.  Ale wiemy, że napisał książkę, po której nic nie będzie już takie samo.

Musiał pozostać anonimowy. Aby móc zdradzić Ci wszystko.

WSTĘP

Paul Johnson, zastępca redaktora naczelnego

„Guardian News and Media”

Anonimowy Piłkarz to pewnego rodzaju wyznanie, ale też część większego planu. Anonimowego Piłkarza starano się zdemaskować, odkąd tylko napisał swój pierwszy artykuł dla „Guardiana” na początku 2011 roku. Rozwiązania zagadki szukano poprzez pieczołowitą analizę jego tekstów, z wykorzystaniem nazwisk, nazw klubów i meczów. Na kibicowskich forach toczy się rozważna i głęboka debata. Założono poświęconą temu zagadnieniu stronę internetową, www.whoisthesecretfootballer.co.uk. Padają dziesiątki odpowiedzi… Według tych, którzy sądzą, że złamali kod, grał w Blackburn, Sunderlandzie, Fulham, Boltonie, Wolverhampton, Burnley, Newcastle, Leicesterze, Liverpoolu, West Hamie, Evertonie, Tottenhamie, Birmingham lub Celticu. Albo jeszcze gdzie indziej…

Według hasła na Wikipedii jest Anglikiem i występował w przynajmniej dwóch klubach Premier League. Dyskusje i poszukiwanie wskazówek to dobra rozrywka i być może pewnego dnia Anonimowy Piłkarz zdecyduje się ujawnić w swoim artykule. Jednak pisanie w ten sposób, tak szczegółowe omawianie gry i zaangażowanych w nią ludzi bez anonimowości byłoby niemożliwe. Nie spodobałoby się to jego klubowi (klubom), więc prawdopodobnie musiałby odpowiadać za złamanie warunków kontraktu. Nie spodobałoby się to jego agentowi, a jego trener (trenerzy) płonąłby żywym ogniem.

Mówi nam, jakie to uczucie strzelić gola Manchesterowi United; mówi o Johnie Terrym i swojej reakcji, gdy został uderzony łokciem w twarz: „Kopnąłem go w nogi tak mocno, jak tylko mogłem, a on zgiął się i upadł na ziemię”. Barwnie opisuje wpływ, jaki wywiera na życie kontrakt wart milion czterysta tysięcy funtów (wraz z miesięczną ratą hipoteczną na kwotę dziewiętnastu tysięcy), i jak „otwiera to całą gamę możliwości wypoczynkowych”. Naciągacze, koperty, umowy, pokręcone premie; złośliwi trenerzy i wyrozumiali trenerzy; pomocni koledzy z drużyny oraz ci dręczeni i przestraszeni perspektywą końca kariery; media, kobiety, alkohol… To wszystko tu jest, w ilościach od zabawnych do przerażających.

Jednak Anonimowy Piłkarz jest inny, a ta odmienność ujawniła się na wczesnym etapie jego życia. Opisuje klasę robotniczą, swoje pochodzenie, granie w używanych butach. Urodził się w kochającej i oddanej rodzinie, a jego ojciec zachęcał go do lektury klasyków – Szekspira, Dickensa, Joyce’a i reszty. Nie dostał się do futbolu typową drogą; musiał się borykać z paradoksem wymarzonego życia obracającego się wokół gry w piłkę, ale naznaczonego nerwami i frustracją poza boiskiem. To samo napięcie pojawia się, gdy walczy, by nie zatracić swoich korzeni, jednocześnie interesując się wytrawnym winem, sztuką i wyjeżdżając na luksusowe wakacje. Presja skumulowała się w nim do tego stopnia, że stał się niepewny, samotny i ma huśtawki nastrojów. Zgłosił się po pomoc i dostał leki, gdy okazało się, że po powrocie z treningu siada na krześle i nie wstaje do wieczora. Wszystko, co opisuje, to jego prawdziwe przeżycia.

Kilka lat temu Anonimowy Piłkarz, jak w każdy weekend, przeglądał „Financial Timesa”. Pochłonęła go lektura rubryki anonimowego agenta nieruchomości, który otwierał drzwi do świata dobrze znanego wielu kupcom i sprzedawcom, ale dla wtajemniczonych będącego światem zupełnie innym: znacznie bardziej złożonym, potencjalnie niebezpiecznym i obłudnym. Podobieństwa do futbolu były aż nadto oczywiste. Piłka nożna, sport oglądany przez miliony, jest szczegółowo analizowana i opisywana w gazetach, radiu, telewizji i internecie. Trenerzy i piłkarze udzielają wywiadów, byli zawodnicy mają swoje rubryki. Toczą się niekończące dyskusje o taktyce, osobowościach, pieniądzach i motywacjach. Co jednak tak naprawdę o tym wszystkim wiemy? Odpowiedź Anonimowego Piłkarza jest prosta: niezbyt wiele.

Właśnie dlatego pomyślał o własnej rubryce. Zgłosił się do nas (do mnie oraz Iana Priora, redaktora sportowego w „Guardianie”) i uznaliśmy, że to pomysł z niesamowitym potencjałem. Byliśmy jednak zaniepokojeni. Czy pisałby szczerze? Co by ukrywał? Czy umie pisać na temat i czy w ogóle umie pisać? Wszystkie te pytania zniknęły, gdy przysłał nam pierwszy tekst – a kolejne były coraz lepsze.

Ta książka to jego pomysł. To jego własne słowa, jego własne doświadczenia, jego własne przemyślenia, jego własne uczucia. Jest niezwykłym człowiekiem.

Paul Johnson

Londyn, sierpień 2012 roku

WSPOMNIENIA ŻONY

Życie z Anonimowym Piłkarzem

Kiedy go poznałam, był biedakiem. Nie miał nawet złamanego grosza. Właśnie dlatego ciągle rozmawialiśmy o tym, czego chcemy od życia. Miał mnóstwo pomysłów – pomysłów, które były znacznie większe niż nasza malutka mieścina. Ale główną rzeczą, która przypomina mi się z tych pierwszych wspólnych rozmów, jest to, że nigdy nie wspomniał o karierze piłkarza. Kiedy poznałam jego przyjaciół, wszyscy opowiadali, jaki to jest świetny, ale gdy tylko go o to pytałam, od razu zmieniał temat. Już wtedy było jasne, że nie chciał doświadczyć tego, co dzisiaj nazywa piłkarskim piętnem. Chciał być doceniany za inne rzeczy, które mówił lub robił.

Kiedy przeszedł do swojego pierwszego wielkiego klubu, stało się oczywiste, że mają wobec niego znacznie poważniejsze plany niż tylko wystawianie go w pierwszym składzie. Chcieli, żeby był twarzą klubu, więc wysyłali go na wywiady, spotkania biznesowe i eventy organizowane przez sponsorów. Nie było w tym nic dziwnego, dopóki niektórzy członkowie zarządu i dyrektorzy nie zaczęli prosić go, żeby spotkał się z ich bogatymi znajomymi, którzy przylecieli na mecz. Wiedzieli, że nie zrobi pośmiewiska z klubu.

Na początku dość chętnie wybierał się na te spotkania, ale nie minęło dużo czasu, zanim się zorientował, że coś jest nie w porządku. Mówił mi, że każdy z nich chciał tylko dowiedzieć się, jak zachowuje się ten i ten, jak gra się przeciwko tamtemu piłkarzowi, a jak przeciwko jeszcze innemu. To był ważny moment w jego życiu: czuł się wykorzystywany, więc zaprotestował.

Miał nadzieję, że uda mu się nawiązać kontakty z tymi ludźmi na poziomie biznesowym albo porozmawiać o sztuce czy jakimkolwiek innym wspólnym zainteresowaniu. Jednak scenariusz zawsze był ten sam – nie padało jeszcze pierwsze słowo, a już było jasne, że interesuje ich tylko jako piłkarz. To bolało go najbardziej. Od tamtej pory zachowywał się naprawdę chamsko, jeśli ktoś nie chciał porozmawiać z nim o swojej pracy. Przerywał im w pół zdania, gdy pytali go o jakiś mecz, i kierował rozmowę na nich, tak, żeby wydawało się, że są strasznie płytcy, skoro chcą rozmawiać tylko o piłce. Zdenerwował wielu ważnych ludzi z klubu i wydaje mi się, że od tamtej pory już nigdy nie był taki sam. Zamknął się w sobie, ale nikt nie odważył się mu postawić, bo był zbyt ważny na boisku. Po prostu zostawili go w spokoju. I prawdopodobnie dlatego nikt z klubu nie zauważył u niego depresji. Trudno było na to patrzeć, bo zaczynano mu przypinać łatkę trudnego piłkarza, prowokatora.

Kiedy jego kariera gwałtownie skręciła, zrobiło się trudno. Był ciągle obrażany przez kibiców, ale każdy, kto znał go prywatnie, wiedział, że po prostu nie potrafi funkcjonować na boisku. Mówiłam mu: „Po prostu powiedz im, dlaczego źle się czujesz”, ale on nigdy tego nie zrobił. Aż pewnego dnia wstałam i zobaczyłam, że o tym napisał. Następnego dnia czuł się lepiej. Nie chciał, żeby ludzie wiedzieli o jego chorobie – po prostu chciał to z siebie wyrzucić.

Kariera piłkarska na najwyższym poziomie była spełnieniem jego marzeń, ale myślę, że już dawno z tego wyrósł. Często słyszę, jak mówi, że osiągnął swoje cele wiele lat temu, i że już wtedy powinien skończyć karierę.

Zdarzało się, że dzwonił do mnie po meczu i opowiadał mi o pomyśle, który nie dawał mu spokoju podczas gry. Teraz mam ich cały stos. Jego umysł przejmuje nad nim kontrolę, czy to mu się podoba, czy nie. Czasami widzę, jak pisze coś o czwartej nad ranem, bo nie może usnąć po potężnej dawce cukru przyjętej podczas meczu.

Granie w piłkę przeszkadza mu w robieniu innych rzeczy, które sobie zaplanował. Jestem przekonana, że jego depresja ma z tym związek. Nienawidzi, gdy mówi mu się, o której ma być w danym miejscu, bo jest buntownikiem. Jest kimś, kto chce sam decydować, co i kiedy zrobi. To strasznie samolubne, ale wtedy jest najszczęśliwszy. Jest kreatywnym człowiekiem, a ludzie kreatywni nie radzą sobie, gdy się ich ogranicza.

Kiedy powiedział mi, że postanowił zakończyć karierę, zaczęłam pytać go o wszystkie jego pomysły na życie, tak jak wtedy, gdy się poznaliśmy. Ale pierwszym warunkiem do realizacji tych pomysłów było porzucenie piłki.

Po tym, jak zgłosił się do „Guardiana” z propozycją pisania anonimowej rubryki, powiedział mi, że Paul Johnson i Ian Prior długo rozmawiali z nim o rzeczach niezwiązanych z futbolem i chcieli poznać jego zdanie na całą gamę innych tematów. Wiedział, że ma coś, czego chcą, zupełnie tak jak w jego pierwszym wielkim klubie. Różnica polegała na tym, że mógł do nich zadzwonić i pogadać o rzeczach, które nie miały nic wspólnego z piłką. Szczególnie Paul bardzo chętnie spotykał się z nim na zwykłe pogawędki.

Od tej pory zachowuje się jak inny człowiek. Naprawdę cieszy go, że jest doceniany za to, jaki jest. Co prawda to futbol połączył go z jego nowymi znajomymi, ale tym razem ma poczucie, że ludzi interesują jego pomysły. Wreszcie, co najważniejsze, gdy przed nimi stoi, nie widzą w nim tylko piłkarza. Bo jemu zawsze chodziło o coś więcej niż futbol.

ROZDZIAŁ 1

PIERWSZE KROKI

Kiedy zacząłem się utrzymywać z gry w piłkę, przyrzekłem sobie, że nigdy nie będę taki, jak ci zgorzkniali, podstarzali zawodowcy, których mój nowy klub chętnie kolekcjonował. Nie mieli zamiaru udzielać mi rad czy mną kierować – wręcz przeciwnie, wykorzystywali każdą nadarzającą się okazję, by wytknąć mi pomyłkę lub faux pas. W tamtych czasach nie miałem pojęcia, że piłkarze zaczynają trening o dziesiątej rano, a kończą w południe. Pamiętam, że po pierwszych zajęciach czekałem w szatni na następną część, aż w końcu ktoś powiedział mi, że mogę już wracać do domu. Nie dostajesz żadnego poradnika, nikt nie tłumaczy ci piłkarskiej etykiety. Albo, jak mawiają trenerzy, jesteś „kumaty”, albo, na własne nieszczęście, jesteś frajerem. Jeśli chodzi o mnie, byłem równie nieopierzony jak moja gra.

Nadal uważam, że miałem wielkie szczęście nie musząc przechodzić przez drużyny juniorskie; z dwóch powodów. Po pierwsze: zawsze miałem duże kłopoty z ludźmi u władzy – szczególnie jeśli ta władza jest nadużywana, ponieważ ktoś chce się poczuć ważniejszy, niż jest w rzeczywistości. Po drugie: zdecydowanie wolę grać w stylu, który stał się znany jako „futbol uliczny”. Wyprodukowanego piłkarza można rozpoznać z bardzo daleka, ale zazwyczaj to gracze naturalnie uzdolnieni i praktycznie nietykalni wywołują największe emocje. Na przykład Lionel Messi i Wayne Rooney nie musieli być trenowani: grają tak jak na ulicy, kiedy mieli dziesięć lat. Oczywiście, czasami muszą dopasować się do stylu gry lub formacji, ale generalnie grają spontanicznie. Nie jestem Messim ani Rooneyem

– od razu to wyjaśnijmy – ale przez większość kariery grałem tak, jakbym nie miał nic do stracenia. Uwielbiałem stawać naprzeciwko piłkarzy, którzy wszystko mieli podane na tacy, i schodzić z boiska z butelką szampana za nagrodę zawodnika meczu. Nie dlatego, że lubię szampana – po prostu czułem, że to zwycięstwo tych wszystkich ludzi z moich stron, którym nigdy nie udało się zrobić wielkiej kariery.

Jako „nowy” od razu skierowałem się w róg szatni, z dala od sprawujących władzę piłkarzy, ale wystarczająco blisko, by nie zejść z oczu trenera. Niestety, ten wybór nie spodobał się pewnemu skandynawskiemu piłkarzowi, jednemu ze zgorzkniałych, podstarzałych zawodowców, który podczas mojego pierwszego dnia w klubie porozrzucał moje ubrania po całej szatni, kiedy jadłem lunch. Wróciłem i zobaczyłem swoje rzeczy porozwalane po korytarzu i pod prysznicami. Byłem w szoku. Zakładałem, że drużyna jest właśnie tym – drużyną, grupą ludzi, którzy wzajemnie się chronią, pomagają sobie i walczą jako jedność. Co za błąd… Podstawowa rzecz, której się nauczyłem, jest taka, że każdy piłkarz w szatni każdego zespołu ma swoje cele. Nieważne czy to twój najbliższy przyjaciel, czy zaciekły wróg – każdy dba o własny interes. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy się zorientowałem, że niektórzy zawodnicy traktują grę w piłkę jako sposób na opłacanie rachunków i, co gorsza, wielu z nich to okropni ludzie. Jednocześnie nabrałem jednak dzięki temu potężnej pewności siebie.

Jako dziecko grałem w futbol dniami i nocami – zazwyczaj brałem piłkę do łóżka, żeby móc pożonglować przed wyjściem do szkoły. Po powrocie włączałem kasetę VHS „101 Great Goals” (tę z Bobbym Charltonem na okładce) i zapisywałem każdego gola, którego udało mi się powtórzyć albo w parku (bramkę tworzyła metalowa konstrukcja huśtawki), albo na tyłach domu, gdzie rosły dwa kasztanowce o idealnych proporcjach dających więcej miejsca na próby strzałów z dystansu – takich jak potężne uderzenie Emlyna Hughesa z Liverpoolu (nie pamiętam już, który miało numer na liście, ale to było moje ulubione trafienie, ponieważ dało się usłyszeć dziki krzyk radości Hughesa po strzeleniu gola).

(...)

Tytuł oryginału

I Am The Secret Footballer: Lifting The Lid On The Beautiful Game

Copyright © The Secret Footballer 2012–2013

First published as “I Am The Secret Footballer: Lifting The Lid On The

Beautiful Game” by Guardian Books

Copyright © for the translation by Piotr Czernicki-Sochal, 2014

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN, 2014

Redakcja: Tomasz Wolfke, Kamil Misiek / Editor.net.pl

Korekta: Kamil Misiek / Editor.net.pl

Opracowanie typograficzne i skład: Joanna Pelc

Projekt okładki: Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Front and back cover photographs © Shutterstock, Inc. / Sergey Peterman

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I, Kraków 2014

ISBN EPUB 978-83-7924-144-6

ISBN MOBI 978-83-7924-145-3

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Wstęp

Wspomnienia żony

Rozdział 1. Pierwsze kroki

Rozdział 2. Trenerzy

Rozdział 3. Kibice

Rozdział 4. Media

Rozdział 5. Taktyka

Rozdział 6. Sława

Rozdział 7. Agenci

Rozdział 8. Pieniądze

Rozdział 9. Złe zachowanie

Rozdział 10 Nadciąga koniec…

Posłowie

Przypisy

Strona redakcyjna

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Futbol jeszcze bardziej obnażony Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila