Atak złego. Jak rozpoznać zło i jak się z niego wyzwolić

Atak złego. Jak rozpoznać zło i jak się z niego wyzwolić

Autorzy: Gabriele Amorth

Wydawnictwo: Esprit

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 230

Cena książki papierowej: 29.00 zł

cena od: 19.60 zł

W jaki sposób działa w świecie diabeł i jak można mu się skutecznie sprzeciwiać? Na te pytania odpowiada ojciec Gabriele Amorth, światowej sławy egzorcysta, oraz jego współpracownicy, wspierający go w posłudze. Są to specjaliści z różnych dziedzin, którzy w swojej codziennej pracy spotykają się z przejawami aktywności sił zła: siostra Angela Musolesi – franciszkanka, laureatka nagrody Kobieta Roku w kulturze europejskiej, Rinaldo Fabris – biblista i teolog, Tonino Cantelmi – chirurg, psychiatra i psychoterapeuta czy Gustavo Sánchez Ardila – ksiądz katolicki.

Omawiane przez nich przykłady działania Złego są bardzo różnorodne. Książka prezentuje pogłębioną analizę duchową i psychologiczną procesu uwolnienia, polegającego zarówno na odprawianiu egzorcyzmów, jak i odmawianiu modlitw o uwolnienie. Obok obszernej i rzetelnej części informacyjnej czytelnik znajdzie tu również liczne relacje opętań, często tak sensacyjne, że można by je wziąć za pochodzące z hollywoodzkiego dreszczowca, gdyby nie to, że zdarzyły się naprawdę.

Tak szerokie ujęcie tematu, poparte wiedzą i doświadczeniem ekspertów, stanowi znakomite źródło informacji dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć oddziaływanie sił zła w świecie i pragną przyczynić się do ich pokonania, aby zwyciężyło Królestwo Boże na ziemi.

Ważną częścią książki są teksty modlitw o uwolnienie i egzorcyzmów.

Ori­gi­nal­ly pu­bli­shed as

L’azio­ne del ma­li­gno. Come ri­co­no­scer­la e come li­be­rar­se­ne

Co­py­ri­ght © 2012 by An­ge­la Mu­so­le­si

Co­py­ri­ght © 2012 for the Po­lish trans­la­tion

by Wy­daw­nic­two Esprit

Re­dak­cja:

Do­ro­ta Trzcin­ka, Ka­ro­li­na Rost­kow­ska

Fo­to­gra­fia na okład­ce: © Giu­lio Na­po­li­ta­no

AFP/ East News

ISBN 978-83-63621-56-8

Wy­da­nie I, Kra­ków 2013

WY­DAW­NIC­TWO ESPRIT SC

ul. So­ro­ki 4/3, 30-389 Kra­ków

tel./fax 12 267 05 69

E-MAIL: sprze­daz@esprit.com.pl

ksie­gar­nia@esprit.com.pl

KSIĘ­GAR­NIA IN­TER­NE­TO­WA: www.esprit.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

WSTĘP

CZĘŚĆ PIERWSZADZIAŁANIE DEMONA

MODLITWY O UWOLNIENIE

KRÓTKI WYWIAD Z OJCEM GABRIELEM AMORTHEM

ŚWIADECTWO NIEPUBLIKOWANE

ŚWIADECTWA EGZORCYSTY

CZĘŚĆ DRUGAJEZUS – OSWOBODZICIEL I ZWYCIĘZCA DEMONA

NAUCZANIE Z KURSU DLA EGZORCYSTÓW

OPĘTANI PRZEKLĘCI

ANEKSEGZORCYZM LEONA XIII PRZECIWKO SZATANOWI I ZBUNTOWANYM ANIOŁOM

POZOSTAŁE MODLITWY O UWOLNIENIE

KSIĄŻKI POLECANE PRZEZ OJCA GABRIELA AMORTHA

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Dla Boga bo­wiem nie ma nic nie­moż­li­we­go.

ŚW. GA­BRIEL AR­CHA­NIOŁ

WSTĘP

MI­SJA JE­ZU­SA ZO­STA­ŁA POD­PO­RZĄD­KO­WA­NA wal­ce prze­ciw­ko de­mo­no­wi – prze­ja­wom jego dzia­ła­nia we wszel­kich aspek­tach, mniej lub bar­dziej oczy­wi­stych. Za­da­niem Ko­ścio­ła jest po­dą­ża­nie tą samą dro­gą. Roz­wa­ża­nia nad złem i jego fe­no­me­no­lo­gią są zło­żo­ne i z bie­giem cza­su za­owo­co­wa­ły po­wsta­niem róż­nych szkół fi­lo­zo­ficz­nych. W książ­ce tej pre­zen­tu­je­my opi­nie i do­świad­cze­nia osób uwa­ża­nych za naj­więk­szych znaw­ców me­tod dzia­ła­nia de­mo­na, spe­cja­li­stów w za­kre­sie prze­ciw­dzia­ła­nia jego po­czy­na­niom, ży­wiąc na­dzie­ję, że od­da­je­my Bogu po­słu­gę w spo­sób moż­li­wie naj­bar­dziej wy­czer­pu­ją­cy.

Moż­na wska­zać dwa głów­ne spo­so­by prze­ciw­dzia­ła­nia de­mo­no­wi: pierw­szy zwią­za­ny jest z na­szym oso­bi­stym uświę­ce­niem, czy­li trwa­niem i wzra­sta­niem w ła­sce Bo­żej; dru­gi po­le­ga na wy­rwa­niu du­szy spod wpły­wu Sza­ta­na i in­nych sił zła. Ewan­ge­li­za­cja ma nie tyl­ko wspo­ma­gać du­cho­wy roz­wój czło­wie­ka, lecz tak­że – a na­wet przede wszyst­kim – jego roz­wój ca­ło­ścio­wy, tak aby dać mu moż­li­wość wej­ścia do kró­le­stwa Bo­że­go, czy­li wy­rwać go spod zgub­ne­go wpły­wu wład­cy tego świa­ta. Każ­dy za­słu­gu­je na po­moc w du­cho­wym wzro­ście: nie ist­nie­je pro­blem, któ­re­mu nie moż­na by sta­wić czo­ła i któ­re­go nie da się roz­wią­zać.

Do­świad­cze­nie wpły­wu zła może się przy­czy­nić do du­cho­we­go wzro­stu czło­wie­ka, pod wa­run­kiem że wy­cią­gnie się z da­nej sy­tu­acji od­po­wied­nie wnio­ski. Przed nami stoi za­da­nie roz­po­zna­nia i zwal­cze­nia zła, bez opie­sza­ło­ści i od­po­wied­nio okre­śliw­szy przy­czy­nę, dla któ­rej się po­ja­wi­ło.

Re­dak­tor (A.M.)

CZĘŚĆ PIERWSZA

DZIAŁANIE DEMONA

GA­BRIE­LE AMORTH

WIA­DO­MO, ŻE DE­MON WPŁY­WA na czło­wie­ka na dwa spo­so­by: zwy­czaj­ny i nad­zwy­czaj­ny. Pierw­szym jest ku­sze­nie – w ten spo­sób dzia­ła on naj­czę­ściej. Ży­wiąc nie­na­wiść do Boga, de­mo­ny ku­szą lu­dzi do złe­go – sta­ra­ją się od­da­lić ich od Boga i po­pro­wa­dzić do ży­cia w grze­chu, tak aby na­stęp­nie zna­leź­li się w miej­scu, w któ­rym de­mo­ny już są – w pie­kle. Jest to ze­msta złych du­chów na Bogu, któ­ry stwo­rzył lu­dzi do ży­cia w Raju.

Wszy­scy je­ste­śmy wy­sta­wie­ni na zwy­czaj­ne dzia­ła­nie de­mo­na od dnia na­ro­dzin aż po śmierć. Rów­nież Je­zus, sta­jąc się czło­wie­kiem, zgo­dził się na to, że Sza­tan bę­dzie pró­bo­wał go sku­sić. Jego przy­kład po­ka­zu­je nam, że je­śli tyl­ko taka jest na­sza wola, zło nas nie zwy­cię­ży; po­tra­fi­my ode­przeć po­ku­sy, zwłasz­cza wpo­ma­ga­ni mo­dli­twą i bę­dąc czuj­ni. Je­śli jed­nak w na­szej sła­bo­ści zda­rzy nam się po­paść w grzech, Pan jest za­wsze go­tów nam wy­ba­czyć. W tym celu usta­no­wił sa­kra­ment po­ku­ty i po­jed­na­nia, dzię­ki któ­re­mu nie tyl­ko zo­sta­ją nam od­pusz­czo­ne grze­chy, ale któ­ry jest też spo­so­bem na cią­głe na­wró­ce­nie, któ­re­go tak po­trze­bu­je­my.

De­mon może też wpły­wać na lu­dzi w spo­sób nad­zwy­czaj­ny. Dzia­ła­nie ta­kie jest rzad­kie i po czę­ści jest mu wi­niem sam czło­wiek, któ­ry sprze­ci­wia się woli Boga i opusz­cza Go, by od­da­wać się róż­nym for­mom okul­ty­zmu: ma­gii, wró­że­niu z kart, prze­kleń­stwu, vo­odoo, ma­kum­bie (czar­nej ma­gii), se­an­som spi­ry­ty­stycz­nym czy wstę­pu­jąc do sekt sa­ta­ni­stycz­nych.

Czy­niąc tak, czło­wiek sam od­da­la się od Boga i od­da­je Sza­ta­no­wi. Czę­sto nad­zwy­czaj­ne dzia­ła­nie de­mo­na wy­ni­ka z uro­ku; w ta­kim przy­pad­ku winy nie po­no­si czło­wiek, któ­ry jest pod jego wpły­wem, lecz ten, kto urok rzu­cił lub za­mó­wił u maga lub in­nej oso­by zwią­za­nej z Sza­ta­nem. Ist­nie­ją czte­ry for­my ta­kie­go dia­bel­skie­go dzia­ła­nia; róż­nią się one pod wzglę­dem siły od­dzia­ły­wa­nia na czło­wie­ka:

O p ę t a n i e d i a b e l s k i e. Jest to naj­cięż­sza for­ma dzia­ła­nia Sza­ta­na. De­mon bie­rze czło­wie­ka w po­sia­da­nie i wy­zy­sku­je jego cia­ło: usta, by wy­po­wia­dać bluź­nier­stwa i obe­lgi; czę­ści cia­ła, by gwał­tow­nie uka­zać się z nad­przy­ro­dzo­ną siłą; umysł, by na­peł­nić go pust­ką i po­glą­da­mi sprzecz­ny­mi z Ewan­ge­lią.

Po­nie­waż jed­nak de­mon nie jest w sta­nie za­wład­nąć du­szą, czło­wiek może być przez nie­go opę­ta­ny, ale du­cho­wo zdro­wy i od­da­ny Bogu, na­wet je­śli jego za­cho­wa­nie o tym nie świad­czy. Wie­lu świę­tych było opę­ta­nych przez de­mo­na.

D r ę c z e n i e d i a b e l s k i e. Mowa tu o sy­tu­acji, gdy de­mon nie bie­rze czło­wie­ka w po­sia­da­nie, ale za­da­je mu róż­ne cier­pie­nia. Jako przy­kła­dy moż­na przy­wo­łać ojca Pio i pro­bosz­cza z Ars.

Dręcz­nie może się róż­nie ob­ja­wiać – de­mon bę­dzie szko­dził czło­wie­ko­wi w do­wol­ny spo­sób w sfe­rze zdro­wia, uczuć, in­te­re­sów, ka­rie­ry i pra­cy.

Drę­cze­nie dia­bel­skie może być skut­kiem wró­że­nia z kart lub z fu­sów kawy. Wy­wo­ła­ne do­le­gli­wo­ści, choć lek­kie, są zwy­kle dość nie­przy­jem­ne, jak od­bi­ja­nie się lub pusz­cza­nie ga­zów. Je­śli le­karz nie znaj­du­je przy­czyn przy­pa­dło­ści, moż­li­we, że ob­ja­wy są skut­kiem okul­ty­zmu dzie­dzicz­ne­go, czy­li prak­ty­ko­wa­ne­go przez dziad­ków lub in­nych zmar­łych przod­ków.

Nie­kie­dy cier­pie­nie może być na tyle bo­le­sne, że może od­da­lić czło­wie­ka od Boga, wy­wo­łu­jąc w nim uczu­cie bun­tu. Nie­mniej jed­nak czło­wiek może je ofia­ro­wać Bogu jako ra­tu­nek dla du­szy.

O b s e s j e d i a b e l s k i e. Ob­se­sja wy­stę­pu­je wte­dy, kie­dy de­mon opa­no­wu­je umysł czło­wie­ka, na­wie­dza go my­śla­mi nie do prze­zwy­cię­że­nia, wpły­wa na czło­wie­ka rów­nież po­przez sny i w każ­dym mo­men­cie dnia. Oso­ba drę­czo­na nie jest w sta­nie pro­wa­dzić nor­mal­ne­go ży­cia, pod­da­je się pe­sy­mi­zmo­wi i roz­pa­czy, je­dy­ne wyj­ście wi­dząc w sa­mo­bój­stwie.

Ostat­nią for­mą dia­bel­skie­go dzia­ła­nia są n a w i e d z e n i a. Nie do­ty­ka­ją one bez­po­śred­nio czło­wie­ka, lecz domy, przed­mio­ty bądź zwie­rzę­ta.

O tym, że dom jest na­wie­dzo­ny, świad­czą dziw­ne zda­rze­nia, ja­kie mają w nim miej­sce: ude­rze­nia w drzwi lub w su­fit, zwłasz­cza w nocy; sa­mo­ist­ne otwie­ra­nie się i za­my­ka­nie okien i drzwi; sa­mo­ist­ne za­pa­la­nie się i ga­śnię­cie świa­tła, a tak­że urzą­dzeń elek­trycz­nych, na przy­kład te­le­wi­zo­rów; oraz wie­le in­nych nie­wy­ja­śnio­nych przy­pad­ków.

Na nie­któ­re przed­mio­ty mo­gła zo­stać rzu­co­na klą­twa przez maga; na­le­żą do nich mię­dzy in­ny­mi dziw­ne drew­nia­ne ma­ski, ku­po­wa­ne jako pa­miąt­ki w Egi­cie lub w In­diach, i pre­zen­ty od krew­nych lub fał­szy­wych przy­ja­ciół, po­da­ro­wa­ne po ich uprzed­nim prze­klę­ciu. Rów­nież świę­te ob­raz­ki mogą być prze­klę­te – w ta­kim wy­pad­ku na­le­ży je spa­lić lub znisz­czyć w inny spo­sób.

Na­wie­dze­nia zwie­rzęt zda­rza­ją się rza­dziej. Naj­czę­ściej są nimi do­tknię­te koty i ro­pu­chy. W Ewan­ge­lii znaj­dzie­my opo­wieść o sta­dzie świń, któ­re uto­pi­ły się w je­zio­rze Ge­ne­za­ret, po tym jak we­szły do nie­go de­mo­ny.

Na­le­ży pa­mię­tać, iż w po­nad 90% przy­pad­ków oso­by są pod­da­ne dzia­ła­niu zła wsku­tek klą­twy rzu­co­nej na nie same lub na ich ro­dzi­nę. Czę­sto zło ata­ku­je całą ro­dzi­nę – choć urok zo­stał rzu­co­ny na jed­ne­go jej człon­ka, to jego ce­lem jest po­grą­że­nie ca­łej ro­dzi­ny. Od wie­lu lat od­pra­wiam eg­zor­cy­zmy w pew­nej ro­dzi­nie z Li­vor­no – do­świad­cza ona cier­pie­nia fi­zycz­ne­go oraz du­cho­we­go, eg­zor­cy­zmu­ję więc po ko­lei wszyst­kich jej człon­ków. Ro­dzi­na czu­je się już le­piej, ale nie jest jesz­cze cał­ko­wi­cie uzdro­wio­na.

Czę­sto ozna­ką dzia­ła­nia zła jest bez­płod­ność, choć nie to jest jego głów­nym ce­lem. De­mon dąży bo­wiem przede wszyst­kim do tego, by­śmy sta­li się „bez­płod­ni” du­cho­wo, nie­mniej cza­sem ata­ku­je tak­że sfe­rę cie­le­sną. Od lat eg­zor­cy­zmu­ję pew­ną pie­lę­gniar­kę z Arez­zo, któ­ra do­zna­wa­ła wie­lu cier­pień fi­zycz­nych: te­raz ko­bie­ta czu­je się już le­piej, choć nie jest ule­czo­na cał­ko­wi­cie. Mimo że wcze­śniej nie mo­gła mieć dzie­ci, te­raz ma ich już czwo­ro.

Uwol­nie­nie nie przy­cho­dzi wraz z za­koń­cze­niem eg­zor­cy­zmów. Nie na­le­ży nig­dy ocze­ki­wać, że przy­nio­są one cał­ko­wi­te uwol­nie­nie. Pew­na ko­bie­ta, nad któ­rą od­pra­wia­łem eg­zor­cy­zmy, uwol­ni­ła się do­pie­ro póź­niej w Lo­ur­des. Nie mo­gła jeść, zwra­ca­ła wszyst­ko. Nie było spo­so­bu, by zmu­sić jej or­ga­nizm do za­trzy­ma­nia cze­go­kol­wiek w żo­łąd­ku. Kie­dy po­je­cha­ła do Lo­ur­des, przed gro­tą wszyst­ko ob­fi­cie zwy­mio­to­wa­ła, a na­stęp­nie za­czę­ła jeść, na­wet z ta­le­rza oso­by sie­dzą­cej obok niej.

Kie­dyś mia­łem do czy­nie­nia z dość dziw­nym przy­pad­kiem. Przy­pro­wa­dzo­no do mnie rol­ni­ka z oko­lic Rzy­mu; męż­czy­zna miał pew­nie oko­ło 25–26 lat. Trzy­ma­ło go czte­rech męż­czyzn, gdyż był opę­ta­ny przez po­tęż­ne de­mo­ny. Uno­sił się wręcz nad zie­mią. Mó­wił za­wsze po an­giel­sku, za każ­dym ra­zem za­czy­na­jąc od słów: I am Lu­ci­fer, the king of scor­pions. Rol­nik oczy­wi­ście nie znał an­giel­skie­go, po­dob­nie zresz­tą jak ja, ale co nie­co ro­zu­mia­łem. Za­czą­łem go eg­zor­cy­zmo­wać w lu­tym. De­mon za­po­wie­dział, że wyj­dzie z męż­czy­zny 21 czerw­ca o 11 wie­czo­rem. Eg­zor­cy­zmy nad nim od­pra­wia­łem co ty­dzień. Osta­tecz­nie uwol­nił się 21 czerw­ca, ale o 11 rano. Był na polu, sam; za­wył i się uwol­nił. Sa­mo­dziel­nie. Póź­niej mi to opo­wie­dział.

Na­le­ży też wspo­mnieć o moż­li­wo­ści na­wro­tów – nie zda­rza­ją się one czę­sto, ale mogą wy­stą­pić. Uwal­nia­nie wy­ma­ga dużo cier­pli­wo­ści.

Wo­bec prze­są­dów co do po­tę­gi de­mo­na, stwier­dzam, że Je­zus zwy­cie­żył de­mo­na.

Na stwier­dze­nie, że de­mon nie ist­nie­je, lecz jest tyl­ko wy­my­słem czło­wie­ka, od­po­wia­dam, że de­mon ist­nie­je i chce na­sze­go cier­pie­nia, na­szej śmier­ci. Dąży do tego, by­śmy cier­pie­li męki wiecz­ne oraz męki ziem­skie – dla­te­go mu­si­my ra­dzić so­bie z nar­ko­ty­ka­mi, wy­pad­ka­mi i nie­po­wo­dze­nia­mi w in­te­re­sach, któ­re to on spo­wo­do­wał.

Wo­bec opi­nii, że pie­kło jest pu­ste, przy­po­mi­nam, że sam Je­zus nas ostrze­ga i mówi wprost, że koń­czy w pie­kle ten, kto wy­stę­pu­je prze­ciw woli Bo­żej.

Tym, któ­rzy mnie­ma­ją, iż Ko­ściół mówi, że mu­si­my cier­pieć, uświa­da­miam, że nie jest to praw­da. Ko­ściół nie chce, by­śmy cier­pie­li, ale daje nam na­rzę­dzia, dzię­ki któ­rym z po­ko­rą mo­że­my za­ak­cep­to­wać krzyż: sło­wa Je­zu­sa i wia­rę w Nie­go. Gdy­by­śmy sto­so­wa­li się do nauk Je­zu­sa, mie­li­by­śmy raj na zie­mi, gdyż wraz z Je­zu­sem kró­le­stwo Boże we­szło­by po­mię­dzy nas.

Cier­pie­nie jest w ży­ciu nie­unik­nio­ne, lecz ser­ce, któ­re sta­ra się żyć w jed­no­ści z Je­zu­sem, z ła­two­ścią prze­ciw­sta­wia się trud­no­ściom.

Lu­dzie od­su­nę­li Chry­stu­sa jako punkt od­nie­sie­nia od sie­bie, od swo­je­go ży­cia: stąd po­cho­dzi nie­szczę­ście ludz­ko­ści.

MODLITWY

O UWOLNIENIE

AN­GE­LA MU­SO­LE­SI

MO­DLI­TWY O UWOL­NIE­NIE STA­NO­WIĄ wiel­ką po­cie­chę dla osób, w in­ten­cji któ­rych są od­ma­wia­ne; wspo­ma­ga­ją też dzia­łal­ność księ­ży, szcze­gól­nie eg­zor­cy­stów.

Mó­wiąc o „mo­dli­twach o uwol­nie­nie”, mam na my­śli – trzy­ma­jąc się na­uki Ma­gi­ste­rium Ko­ścio­ła – wszyst­kie mo­dli­twy oso­bi­ste, w któ­rych pro­si się Pana o uwol­nie­nie da­nej oso­by od drę­cze­nia przez de­mo­na lub wzy­wa bez­po­śred­nio złe siły, by te od­da­li­ły się od człon­ków ro­dzi­ny, od domu czy też od przed­mio­tów oso­bi­stych. Mo­dli­twy ta­kie mogą na­ka­zy­wać złe­mu i jego wy­słan­ni­kom, by nie czy­ni­li wię­cej szko­dy, zdej­mu­jąc jed­no­cze­śnie klą­twę, je­śli taka była na­ło­żo­na. Są to mo­dli­twy oso­bi­ste, nie wy­stę­pu­ją więc w Ry­tu­ale dla eg­zor­cy­stów. Każ­dy, kto wie­rzy w Boga, może je od­ma­wiać.

Jest dużo nie­ja­sno­ści w tej kwe­stii. Na przy­kład czę­sto moż­na usły­szeć, że oso­ba świec­ka nie może od­ma­wiać eg­zor­cy­zmu Le­ona XIII. Od­no­si się to jed­nak tyl­ko do wer­sji po ła­ci­nie, obec­nej w Ry­tu­ale dla eg­zor­cy­stów, któ­ry jest za­re­zer­wo­wa­ny wy­łącz­nie dla księ­ży upo­waż­nio­nych przez bi­sku­pa, a nie do wer­sji w ję­zy­kach na­ro­do­wych, któ­rą mogą od­ma­wiać wszy­scy. A poza tym jest prze­cież tyle in­nych mo­dlitw! Jan Pa­weł II, świa­dom tego, iż wład­ca tego świa­ta nie usta­je w za­sta­wia­niu pu­ła­pek na czło­wie­ka, w roz­wa­ża­niu przed mo­dli­twą Re­gi­na Co­eli 24 kwiet­nia 1994 roku za­pro­sił wszyst­kich do od­ma­wia­nia mo­dli­twy do św. Mi­cha­ła Ar­cha­nio­ła, któ­rą nie­gdyś od­ma­wia­ło się po Mszy Świę­tej. Przy­ta­czam do­słow­nie jego sło­wa:

Cho­ciaż obec­nie nie od­ma­wia się już tej mo­dli­twy pod ko­niec Eu­cha­ry­stii, pro­szę was wszyst­kich, aby­ście jej nie za­po­mnie­li, aby­ście ją od­ma­wia­li, aby otrzy­mać po­moc w wal­ce prze­ciw si­łom ciem­no­ści i prze­ciw du­cho­wi tego świa­ta1.

Kto chciał­by po­słu­żyć się mo­dli­twa­mi uło­żo­ny­mi z my­ślą o uwol­nie­niu od nę­ka­nia przez złe­go du­cha, może je zna­leźć w książ­kach róż­nych wy­daw­nictw ka­to­lic­kich.

Oj­ciec Amorth przy­ta­cza przy­kład świę­tych, do­wo­dząc, że mo­dli­twy o uwol­nie­nie mają tę samą siłę od­dzia­ły­wa­nia co eg­zor­cy­zmy, a cza­sem na­wet więk­szą. By do­znać uwol­nie­nia lub ko­goś uwol­nić, po­trze­ba wia­ry i świę­to­ści: im wię­cej się ich po­sia­da, tym bar­dziej wy­ra­zi­ście moż­na po­ka­zać mi­ło­sier­dzie i po­tę­gę Boga.

Pro­ces uwal­nia­nia może trwać krót­ko lub dłu­go, ale za­wsze przy­no­si po­zy­tyw­ne efek­ty. Czę­sto zda­rza­ło się, że po od­mó­wie­niu w czy­jejś in­ten­cji se­rii bez­po­śred­nich mo­dlitw o uwol­nie­nie, oso­ba ta znaj­dy­wa­ła eg­zor­cy­stę go­to­we­go jej po­móc – tak jak­by moja mo­dli­twa zdję­ła z tej oso­by część brze­mie­nia zła, któ­re nad nią cią­ży­ło. Uwol­nie­nie to otwar­cie dro­gi do moż­li­we­go zba­wie­nia. Za­zwy­czaj, aby uzy­skać zna­czą­cy efekt, po­trze­ba wię­cej niż jed­nej mo­dli­twy o uwol­nie­nie, ale w każ­dym wy­pad­ku moż­na osią­gnąć po­zy­tyw­ny re­zul­tat i za­uwa­żyć do­bro­czyn­ny wpływ mo­dli­twy. Oczy­wi­ście, każ­dy przy­pa­dek jest inny i nie ist­nie­ją sztyw­ne re­gu­ły, któ­rych na­le­ży prze­strze­gać; moż­na je­dy­nie wska­zać ogól­ne za­le­ce­nia.

Pod­sta­wą wszyst­kie­go jest wia­ra w Je­zu­sa. To ona czy­ni cuda. Bez wia­ry w to, co Je­zus czy­nił i ka­zał czy­nić, nic nie moż­na osią­gnąć. De­mon jest tego świa­dom i wy­ko­rzy­stu­jąc na­szą małą wia­rę, kpi so­bie ze zwo­len­ni­ków Chry­stu­sa. Może się zda­rzyć, że za obiekt swych drwin obie­rze mało do­świad­czo­nych eg­zor­cy­stów, któ­rzy nie są do koń­ca prze­ko­na­ni, że ist­nie­je „ktoś” nik­czem­ny, kto sta­je po­mię­dzy czło­wie­kiem a Bo­giem, i któ­rzy w ten spo­sób oka­zu­ją brak wia­ry w czy­ny i sło­wa Je­zu­sa. A po­wie­dział prze­cież: „Ten zaś ro­dzaj złych du­chów wy­rzu­ca się tyl­ko mo­dli­twą i po­stem” – a za­tem wia­rą, wia­rą w Nie­go.

Za­zwy­czaj od­ma­wiam mo­dli­twy o uwol­nie­nie w obec­no­ści nie­wiel­kiej gru­py osób – cza­sem są wśród nich bra­cia za­kon­ni lub księ­ża (w ta­kim wy­pad­ku to oni wy­da­ją „roz­kaz”, chy­ba że po­pro­szą wy­raź­nie, abym wy­ko­na­ła to oso­bi­ście), czę­ściej jed­nak ko­rzy­stam z po­mo­cy ja­kiej­kol­wiek oso­by, któ­ra jest pod ręką.

Na ostat­nim mię­dzy­na­ro­do­wym kon­gre­sie dla eg­zor­cy­stów zde­fi­nio­wa­no róż­ni­cę po­mię­dzy eg­zor­cy­zma­mi a mo­dli­twa­mi o uwol­nie­nie:

Eg­zor­cyzm to mo­dli­twa pu­blicz­na. Jest to sa­kra­ment za­re­zer­wo­wa­ny wy­łącz­nie dla księ­ży upo­waż­nio­nych przez ich bi­sku­pa i wy­ko­ny­wa­ny we­dług sta­łej for­mu­ły. Mo­dli­twa o uwol­nie­nie to mo­dli­twa pry­wat­na, może ją od­ma­wiać każ­dy i nie ma ści­słych for­muł.

Każ­dy może więc uło­żyć wła­sną mo­dli­twę o uwol­nie­nie lub sko­rzy­stać z już ist­nie­ją­cych. Ja za­zwy­czaj roz­po­czy­nam we­zwa­niem do Du­cha Świę­te­go, do Du­cha Bo­że­go; jest to in­wo­ka­cja śpie­wa­na, i to z wi­go­rem. Wiem, że de­mo­no­wi to prze­szka­dza – kie­dyś mi po­wie­dział: „Nie drzyj się”. Nie krzy­czę oczy­wi­ście, ale też nie szep­czę.

Dla­cze­go za­czy­nam od in­wo­ka­cji do Du­cha Świę­te­go? Kil­ka lat temu na­uczy­łam Vita, męż­czy­znę, któ­ry za­prze­dał du­szę dia­błu, in­wo­ka­cji do Du­cha Świę­te­go sto­so­wa­nej przez cha­ry­zma­ty­ków: „Du­chu Świę­ty, zstąp na mnie, zjed­nocz się ze mną, ukształ­tuj mnie, na­peł­nij mnie, użyj mnie”. Vito cier­piał, gdy wy­po­wia­dał tę in­wo­ka­cję, lecz z moją po­mo­cą był w sta­nie ją wy­mó­wić. Gdy za­pro­wa­dzi­łam go do eg­zor­cy­sty i ten roz­po­czął ob­rzęd, Vito po­now­nie za­czął cier­pieć. Był świa­do­my, ale nie miał nad sobą wła­dzy; krzy­czał: „Cier­pię, po­móż­cie mi!”. Po za­koń­cze­niu eg­zor­cy­zmu za­py­ta­łam go, dla­cze­go cier­piał, co czuł. „Cier­pia­łem tak jak wte­dy, gdy ka­żesz mi wy­po­wia­dać in­wo­ka­cję do Du­cha Świę­te­go”. Zro­zu­mia­łam wów­czas, że je­śli chcę do­ku­czyć de­mo­no­wi, mu­szę jak naj­czę­ściej ucie­kać się do wspar­cia Du­cha Ojca i Syna.

Za­tem, jak już wspo­mnia­łam, roz­po­czy­nam od śpie­wa­nej in­wo­ka­cji do Du­cha Świę­te­go, któ­rą po­wta­rzam dwu­krot­nie. Na­stęp­nie raz śpie­wam Hymn do Du­cha Świę­te­go w in­ten­cji da­nej oso­by, li­ta­nię do Du­cha Świę­te­go, rów­nież je­den raz, przy­sto­so­wa­ną dla da­nej oso­by, oraz frag­ment no­wen­ny do Du­cha Świę­te­go. Za­zwy­czaj obec­ni to­wa­rzy­szą mi w mo­dli­twie (przed roz­po­czę­ciem roz­da­ję im tekst). Co ja­kiś czas prze­pla­tam mo­dli­twę zwro­ta­mi po­chwal­ny­mi lub bła­gal­ny­mi skie­ro­wa­ny­mi do Je­zu­sa i Naj­święt­szej Ma­ryi – tymi, któ­re przy­cho­dzą mi do gło­wy w da­nym mo­men­cie. Pro­szę Du­cha Świę­te­go, by ob­mył po­trze­bu­ją­ce­go K r w i ą J e z u s a. Ta proś­ba bar­dzo zło­ści de­mo­na, je­śli się ujaw­nił.

I n w o k a c j a d o D u c h a Ś w i ę t e g o p o z w a l a m i r o z p o z n a ć, c z y d o s z ł o d o o p ę t a n i a o s o b y, c z y t e ż n i e. J e ś l i w d a n e j o s o b i e t k w i m o c z ł e g o d u c h a, z a c z y n a s i ę o n a b e z ł a d n i e l u b g w a ł t o w n i e p o r u s z a ć, g d y d o n o ś n y m g ł o s e m i z z a a n g a ż o w a n i e m ś p i e w a m m o j ą p r o ś b ę.

A l e n i e z a w s z e. Im głę­biej zło jest za­ko­rze­nio­ne, tym bar­dziej jest uta­jo­ne i wy­da­je się, że go nie ma, że pro­blem tkwi wy­łącz­nie na płasz­czyź­nie psy­cho­lo­gicz­nej lub w prze­ko­na­niu da­nej oso­by. Im po­tęż­niej­szy jest de­mon, tym bar­dziej się sta­ra, by nie zo­stać od­kry­tym – nie re­agu­je więc na za­bie­gi oso­by, któ­ra nęka go mo­dli­twa­mi o uwol­nie­nie. Ileż razy zaj­mo­wa­łam się oso­ba­mi, któ­re na tyle ła­god­nie re­ago­wa­ły (lub w ogó­le nie re­ago­wa­ły) na eg­zor­cy­zmy do­ko­ny­wa­ne przez księ­ży, że ci od­sy­ła­li je do psy­cho­lo­gów. Da­rem­nie! Gdy oso­by te tra­fia­ły w koń­cu do mniej scep­tycz­nych eg­zor­cy­stów, de­mon re­ago­wał ner­wo­wo, da­wał ozna­ki znie­cier­pli­wie­nia i czyn­nej obec­no­ści.

Po in­wo­ka­cji przy­stę­pu­ję do „roz­ka­zu”, po­wta­rza­ne­go z siłą, w po­sta­ci róż­nych for­muł. Dużo „roz­ka­zu­ję”. Ko­rzy­stam z frag­men­tów ist­nie­ją­cych mo­dlitw, któ­re – ko­rzy­sta­jąc z do­tych­cza­so­wych do­świad­czeń – po­łą­czy­łam w jed­ną. Przy­sto­so­wa­łam też do for­my „roz­ka­zu” mo­dli­twę „od­rzu­ce­nia” na­pi­sa­ną przez pew­ne­go księ­dza – w miej­sce sło­wa „od­rzu­cam” wsta­wi­łam: „roz­ka­zu­ję”. Zdej­mu­ję wszyst­kie klą­twy, uwal­niam czło­wie­ka spod dia­bel­skie­go wpły­wu. Za­zwy­czaj przy­no­si to efek­ty.

Dzię­ki wie­lo­let­nie­mu do­świad­cze­niu zro­zu­mia­łam, że oso­ba, któ­ra jest ofia­rą nad­zwy­czaj­ne­go dzia­ła­nia złe­go du­cha, od­czu­wa jego sta­łą obec­ność w swo­im cie­le. Prze­klę­ta sub­stan­cja, któ­rą ofia­ra spo­ży­ła (zja­dła lub wy­pi­ła), po­zo­sta­je na sta­łe w jej or­ga­ni­zmie, de­mon osia­da w nim na sta­łe (w ja­kim­kol­wiek mo­men­cie ży­cia czło­wie­ka eg­zor­cy­sta prze­szko­dzi złej sile, ta ob­ja­wia swo­ją obec­ność). De­mon „po­pro­szo­ny” sta­now­czo o odej­ście ujaw­nia się i może wy­wo­łać po­dwo­je­nie cia­ła opę­ta­nej oso­by, tak jak­by na­gle do­sta­ło ono nową, sil­niej­szą od po­przed­niej po­wło­kę (bę­dąc du­chem, może to uczy­nić): po­ru­sza cia­łem i uży­wa go, jak chce. Pod­no­si je i opusz­cza bądź po­słu­gu­je się jego gło­sem i oczy­ma, tak jak mu się po­do­ba.

Spró­bu­ję wy­ja­śnić, co ro­zu­miem przez „po­dwa­ja­nie cia­ła”, na przy­kła­dzie wy­da­rze­nia sprzed kil­ku lat. Po­mo­cy po­trze­bo­wał wów­czas męż­czy­zna w śred­nim wie­ku, wła­ści­ciel fir­my. Był wy­so­ki i po­tęż­ny. Pod­czas pierw­szych mo­dlitw o uwol­nie­nie nie wy­ka­zy­wał żad­nych zna­czą­cych ob­ja­wów dzia­ła­nia de­mo­na; my­śla­łam wręcz, że w rze­czy­wi­sto­ści wca­le nie był pod­da­ny nad­zwy­czaj­ne­mu dzia­ła­niu złe­go du­cha i wy­ra­zi­łam moje prze­ko­na­nie. Ale oso­ba, któ­ra po­pro­si­ła mnie o po­moc, na­le­ga­ła, abym kon­ty­nu­owa­ła mo­dli­twy. Z cza­sem męż­czy­zna za­czął re­ago­wać, a jego za­cho­wa­nie sta­wa­ło się co­raz bar­dziej gwał­tow­ne. Po­ma­ga­li­śmy mu na zmia­nę wraz z pew­nym bra­tem za­kon­nym. Po­nie­waż męż­czy­zna był do­brze zbu­do­wa­ny, pew­ne­go dnia z oba­wy przed jego gwał­tow­ny­mi re­ak­cja­mi po­sta­no­wi­li­śmy przy­wią­zać go gru­bym sznu­rem do krze­sła. Unie­ru­cho­mi­li­śmy jego dło­nie i ra­mio­na oraz tu­łów na wy­so­ko­ści żo­łąd­ka. Gdy tyl­ko roz­po­czę­łam in­wo­ka­cję do Du­cha Świę­te­go, męż­czy­zna z nie­spo­dzie­wa­ną gwał­tow­no­ścią prze­su­nął ręce wzdłuż pod­ło­kiet­ni­ków i się oswo­bo­dził – tak jak­by nie po­sia­dał cia­ła fi­zycz­ne­go, tyl­ko du­cho­we. Lina po­zo­sta­ła przy­wią­za­na do krze­sła, a on mimo to zdo­łał wy­su­nąć ręce. Po­dob­nie uwol­nił się z liny krę­pu­ją­cej jego tu­łów i uniósł się do góry. Było to bar­dzo nie­bez­piecz­ne i po­trze­ba było wie­lu mo­dlitw o wsta­wien­nic­two, aby spro­wa­dzić go na dół.

W tym przy­pad­ku wszy­scy mie­li­śmy nie­od­par­te wra­że­nie, że zły duch do­kład­nie „na­ło­żył się” na cia­ło męż­czy­zny, du­pli­ku­jąc je.

Wróć­my jed­nak do te­ma­tu. Gdy de­mon lub de­mo­ny już się po­ka­żą, prze­szka­dza im każ­da mo­dli­twa: lek­tu­ra psal­mów, Wi­taj Kró­lo­wo itd.

Przez wie­le lat mo­jej dzia­łal­no­ści z a p i s y w a ł a m, co przy­da­rza­ło się opę­ta­nym, te­raz mogę więc z ła­two­ścią przy­wo­łać wy­da­rze­nia, o któ­rych pa­mięć z cza­sem się za­cie­ra. Nie ist­nie­ją do­kład­ne wska­zów­ki, jak się mo­dlić w przy­pad­ku opę­ta­nia ani co w ta­kiej sy­tu­acji na­le­ży, a cze­go nie na­le­ży ro­bić. Szcze­gó­ło­we no­to­wa­nie tego, co się kie­dyś wy­da­rzy­ło, po­ma­ga do­sko­na­lić po­słu­gę.

Przede wszyst­kim na­le­ży za­wsze pa­mię­tać, że aby sku­tecz­nie mo­dlić się o uwol­nie­nie, trze­ba bez­wa­run­ko­wo wie­rzyć w to, co zro­bił i po­wie­dział Je­zus.

Pew­na dziew­czy­na, któ­rą znam od lat, po­pro­si­ła mnie o mo­dli­twę w in­ten­cji jej sa­mej oraz jej dwóch przy­ja­ciół – od lat mie­li pe­cha i chcie­li się upew­nić, że jego przy­czy­ną nie były złe du­chy.

Mo­dli­łam się na zmia­nę za całą trój­kę. Od­mó­wi­łam in­wo­ka­cję do Du­cha Świę­te­go i kil­ka mo­dlitw o uwol­nie­nie, roz­ka­zu­jąc wszel­kiej złej sile, żeby ich opu­ści­ła (oj­ciec Amorth utrzy­mu­je, że mo­dli­twa o uwol­nie­nie ni­ko­mu nie za­szko­dzi­ła – je­śli jest na­praw­dę po­trzeb­na, to do­brze, w prze­ciw­nym wy­pad­ku po­zo­sta­nie po pro­stu mo­dli­twą i za­wsze wy­wrze do­bro­czyn­ny efekt. Zga­dzam się z tym cał­ko­wi­cie. Ja sama po­słu­gu­ję się nią przede wszyst­kim w celu roz­po­zna­nia, czy dana oso­ba po­trze­bu­je po­mo­cy eg­zor­cy­sty, czy nie). Uni­ce­stwi­łam wszel­ki wpływ dia­bel­ski. Dziew­czy­na i je­den z chło­pa­ków nie byli pod­da­ni dzia­ła­niu de­mo­na. Być może sta­li się ofia­ra­mi za­zdro­ści i za­wi­ści, czy­li ne­ga­tyw­ne­go od­dzia­ły­wa­nia, któ­re­go do­świad­cza każ­dy czło­wiek, a któ­re nie świad­czy o żad­nym nad­zwy­czaj­nym dzia­ła­niu złe­go. Mo­gli za­tem być spo­koj­ni. Za­uwa­ży­łam na­to­miast, że dru­gi chło­pak dziw­nie re­agu­je, gdy wy­po­wia­dam in­wo­ka­cję do Du­cha Świę­te­go: gwał­tow­nie się po­ru­szał i uni­kał mo­ich słów (sta­rał się uchy­lać pod­czas „roz­ka­zu”). Za­prze­sta­łam więc mo­dlitw i wy­ja­śni­łam mu swo­je wąt­pli­wo­ści: je­śli so­bie ży­czy­li, abym głę­biej zba­da­ła sy­tu­ację, na­le­ża­ło przed­się­wziąć środ­ki ostroż­no­ści – ktoś po­wi­nien trzy­mać go nie­ru­cho­mo lub na­le­ża­ło go zwią­zać. Chło­pak opo­wie­dział mi w kil­ku sło­wach swo­ją hi­sto­rię. Od lat przy­da­rza­ły mu się wy­pad­ki sa­mo­cho­do­we, z któ­rych za każ­dym ra­zem „cu­dem” wy­cho­dził cało. Rów­nież jego oj­ciec, kie­row­ca tira, od chwi­li otwar­cia wła­snej fir­my brał udział w licz­nych wy­pad­kach dro­go­wych. Póź­niej zmarł.

By­li­śmy w po­ko­ju ho­te­lo­wym. Chło­pak zo­stał przy­wią­za­ny do krze­sła, a krze­sło do me­ta­lo­wej ramy łóż­ka w no­gach. Chło­pak na­le­gał, żeby przy­wią­zać go jak naj­moc­niej. Na­stęp­nie opo­wie­dział mi, że ran­kiem przed na­szym spo­tka­niem miał sil­ny ból gło­wy, tak jak­by ktoś sie­kie­rą roz­łu­py­wał mu czasz­kę na pół.

Jak zwy­kle roz­po­czę­łam od in­wo­ka­cji do Du­cha Świę­te­go, na­stęp­nie zdję­łam klą­twę i roz­ka­za­łam dia­bel­skiej mocy, aby so­bie po­szła. Za­uwa­ży­łam w spoj­rze­niu chło­pa­ka ro­sną­cą nie­na­wiść do mnie. W pew­nym mo­men­cie wy­dał z sie­bie wście­kły okrzyk i z im­pe­tem wy­szedł z nie­go „inny”, nasz nie­przy­ja­ciel. Ude­rza­jąc obie­ma no­ga­mi w pod­ło­gę, chło­pak wstał i od­giął się do tyłu, wy­gi­na­jąc me­ta­lo­wą ramę łóż­ka. Obok stał jego przy­ja­ciel, któ­ry nie wie­rzył w de­mo­na. Gdy zo­ba­czył re­ak­cję chło­pa­ka, za­wo­łał go po imie­niu: „Da­nie­le2, wróć w sie­bie, Da­nie­le, wróć w sie­bie!”. W tym mo­me­cie Da­nie­le od­wró­cił się w jego kie­run­ku i ten „zo­ba­czył de­mo­na”, jak sam póź­niej opo­wia­dał. Prze­stra­szył się do tego stop­nia, że na­wet te­raz, po la­tach, nie chce spo­ty­kać się ze swo­im przy­ja­cie­lem (na­wet po to, by pójść ra­zem do kina, jak zwy­kli byli to ro­bić). Da­nie­le, przy­wią­za­ny do krze­sła i łóż­ka, sta­rał się nas za­ata­ko­wać, mio­ta­jąc się w na­szym kie­run­ku. Pro­si­li­śmy Pana i Świę­tą Dzie­wi­cę, aby spra­wi­li, żeby zły duch od­szedł. Po kwa­dran­sie Da­nie­le wró­cił do sie­bie i nic nie pa­mię­tał. Za­le­ci­łam mu więc, żeby po­szedł do eg­zor­cy­sty w swo­im mie­ście.

Na dru­gi dzień, gdy chłop­cy wró­ci­li do swo­jej miej­sco­wo­ści, do­sta­łam mail z opi­sem póź­niej­szych wy­da­rzeń. Taka była jego treść:

Dro­ga sio­stro An­ge­lo, któ­ra od­mie­ni­łaś na­sze ży­cie,

tego wie­czo­ra zro­zu­mia­łam, że z opę­ta­nym może le­piej nie od­ma­wiać na­wet „Oj­cze nasz”. Je­stem nie­co wstrzą­śnię­ta, ale za­ra­zem nie od­czu­wam stra­chu. Po­szłam do mat­ki Da­nie­le­go, żeby ją po­cie­szyć i za­nieść jej mo­dli­twy św. Bry­gi­dy. Za­pew­ni­łam ją, że nor­mal­ne mo­dli­twy moż­na od­ma­wiać. Ale gdy za­czę­ły­śmy je mó­wić, z Da­nie­le­go wy­szedł de­mon; co się wte­dy wy­da­rzy­ło, zdo­łam opo­wie­dzieć sio­strze, tyl­ko gdy się zo­ba­czy­my. Nie chcia­łam wy­cho­dzić, bo ba­łam się zo­sta­wić mat­kę Da­nie­le­go samą, ale samo to, że by­łam tam obec­na, spra­wia­ło, że zły duch co ja­kiś czas „wy­cho­dził na ze­wnątrz”; cze­goś ta­kie­go nig­dy wcze­śniej nie wi­dzia­łam. W pew­nym mo­men­cie, po kil­ku mi­nu­tach od za­prze­sta­nia mo­dli­twy, zbli­ży­łam się do mat­ki Da­nie­le­go, po­nie­waż oba­wia­łam się, że zbyt ry­zy­ku­je, sie­dząc tak bli­sko nie­go. Sia­dłam więc na ka­na­pie po­mię­dzy nimi. Na­stęp­nie prze­ko­na­łam mat­kę Da­nie­le­go, że­by­śmy wy­szły na chwi­lę na ze­wnątrz. W tym cza­sie D a n i e l e z a c z ą ł c z y t a ć i w y ś m i e w a ć s i o s t r y k s i ą ż k ę o o j c u A m o r c i e. Zro­zu­mia­łam, że Da­nie­le chciał, abym so­bie po­szła, ale ba­łam się zo­sta­wić z nim jego mat­kę sam na sam. Wy­szły­śmy na uli­cę, a na­stęp­nie usły­sza­ły­śmy, że Da­nie­le idzie za nami. Da­nie­le miesz­ka w koń­cu dłu­gie­go za­uł­ka, w miej­scu bar­dzo od­osob­nio­nym w nocy. Za­czę­ły­śmy więc szyb­ko iść tym śle­pym za­uł­kiem. Da­nie­le był 80 m za nami i za­czął biec z nad­ludz­ką pręd­ko­ścią, ze znie­kształ­co­ną twa­rzą. Zro­zu­mia­łam wte­dy, że nie mamy do­kąd uciec. Od­wró­ci­łam się więc i po­szłam w jego stro­nę; miał za­miar ude­rzyć we mnie z pręd­ko­ścią sa­mo­cho­du wy­ści­go­we­go. Wie­dzia­łam, że mo­dli­twa roz­zło­ści de­mo­na jesz­cze bar­dziej, ale po­my­śla­łam, że je­śli mam umrzeć, to chcę umrzeć z mo­dli­twą na ustach, krzyk­nę­łam więc: „Zdro­waś Ma­ry­jo, ła­ski peł­na!”, i wte­dy Da­nie­le rap­tow­nie skrę­cił. Póź­niej prze­biegł jesz­cze metr, a gdy się za­trzy­mał, był znów zwy­kłym Da­nie­lem.

Dwóch męż­czyzn wy­szło z po­bli­skiej piz­ze­rii, bo usły­sze­li, jak Da­nie­le krzy­czał tym nie­ludz­kim gło­sem, sama sio­stra wie… Ba­łam się zo­sta­wić mat­kę Da­nie­le­go samą, bo był w gor­szym sta­nie niż wte­dy, kie­dy sio­stra go wi­dzia­ła, i nie był zwią­za­ny. Ba­łam się, że mógł­by ją za­bić. Wró­ci­ły­śmy więc do domu i po­wie­dzia­łam jej, żeby nic nie mó­wi­ła, tyl­ko się mo­dli­ła. Ale de­mon sta­le wy­cho­dził i chciał, że­by­śmy na nie­go pa­trzy­ły i z nim roz­ma­wia­ły. Prze­ra­ża­ją­cym gło­sem mó­wił: „Patrz na mnie! Patrz na mnie!”. Ale ja na nie­go nie pa­trzy­łam i po­wie­dzia­łam mat­ce Da­nie­le­go, żeby mu nig­dy nie od­po­wia­da­ła. W koń­cu zro­zu­mia­łam, że le­piej bę­dzie, je­śli so­bie pój­dę, bo in­a­czej sy­tu­acja bę­dzie się sta­le po­gar­szać. Wy­szłam, gdy Da­nie­le był nor­mal­ny, ale zmie­niał się z nie­sły­cha­ną czę­sto­tli­wo­ścią. W jed­nej chwi­li był to zwy­kły Da­nie­le, a po dwóch–trzech mi­nu­tach sta­wał się kimś in­nym – wrzesz­czał na swo­ją mat­kę, nie wsta­wał już jed­nak i się nie mio­tał… Nie rzu­cił się na nas, bo Ma­don­na mu na to nie po­zwo­li­ła. Ja zwra­ca­łam się w my­ślach do na­szej nie­bie­skiej Mat­ki: „Ma­don­no, co mam ro­bić? Nie mam do­świad­cze­nia, nie wiem, jak po­stą­pić, ale nie mogę tu zo­sta­wić mat­ki Da­nie­le­go sa­mej. Bła­gam cię, chroń nas”. Mat­ka Da­nie­le­go nie czu­ła się do­brze. I nie ma ni­ko­go bli­skie­go, kto mógł­by jej po­móc. Wi­dzi sio­stra, że Da­nie­le jest w cięż­kiej sy­tu­acji, tak jak sio­stra mó­wi­ła. Pro­szę o wska­zów­ki, co ro­bić.

POD­PIS

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Będziemy sądzeni z miłości. Zły duch jest niczym wobec Miłosierdzia Bożego Mój różaniec Atak złego. Jak rozpoznać zło i jak się z niego wyzwolić Egzorcysta Watykanu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu