Przebudzony umysł

Przebudzony umysł

Autorzy: S.C. Lewis

Wydawnictwo: Esprit

Kategorie: Filozofia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 400

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 27.00 zł

"Gdyby bystrość, mądrość, styl i erudycja były kluczem do Bram Niebieskich, C.S. Lewis znalazłby się z pewnością między Aniołami"

- "The New Yorker"

C.S. Lewis, jeden z największych chrześcijańskich myślicieli swoich czasów, przekonywał, że jego wiara oparta jest na logice, i połowę życia poświęcił na jej zgłębianie. Pisał najróżniejsze książki, listy i eseje demonstrujące niezmienną rolę religii w swoim życiu. Przebudzony umysł to zbiór myśli chrześcijańskich pochodzących z najróżniejszych dzieł tego wybitnego pisarza. Znajdziemy w nich odzwierciedlenie jego filozofii.

Przebudzony umysł jest antologią fragmentów najsłynniejszych dzieł Lewisa uszeregowanych według zagadnień, którym odpowiadają. Stanowią niezwykły zbiór mądrości autora Opowieści z Narnii, który oprócz porywających dzieł fantastycznych, pozostaje także autorem wybitnej, myślicielskiej prozy o podłożu filozoficznym, takim jak Koniec człowieczeństwa, Problem cierpienia czy O modlitwie. Są wśród nich fragmenty dzieł znanych, a także tych jeszcze niewydanych w Polsce.

"Niepokorna pogoń Lewisa za jasnością przekazu, jego wielka troska o moralność i charakterystyczne zabarwienie literatury mitem, fantastyką oraz symboliką dotyczącą raju ­- cechujące wszystkie jego prace ­- skupione są w tej książce niczym w soczewce".

- fragment recenzji "The New York Times"

A Mind Awake by CS Lewis © C. S. Lewis Pte Ltd 1968

Published by Wydawnictwo Esprit under license from the CS Lewis Company Ltd.

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2014

All rights reserved

Wybór tekstów: Clide S. Kilby

Tłumaczenia: Albert Gorzkowski, Aleksandra Motyka, Jadwiga Olędzka, Magda Sobolewska, Andrzej Wojtasik

Projekt okładki i stron tytułowych: Jan Krzysztofiak

Fotografia na okładce: © John Chillingworth / Picture Post / Getty Images

Redaktor prowadzący : Anna Papiernik

Redakcja: Paulina Bieniek, Justyna Rygiel, Monika Nowecka

Konwersja do formatów EPUB i MOBI: Małgorzata Widła

ISBN 978-83-63621-94-0

Wydanie I, Kraków 2014

Wydawnictwo Esprit SC

ul. św. Kingi 4, 30­-528 Kraków

tel. / fax 12 267 05 69, 12 264 37 09

12 264 37 19, 12 262 35 51

e­-mail: sprzedaz@esprit.com.pl

ksiegarnia@esprit.com.pl

biuro@wydawnictwoesprit.com.pl

Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl

przedmowa1

Clive Staples Lewis urodził się w Belfaście 29 listopada 1898 roku. Nim ukończył dziesięć lat, jego matka zaczęła zaznajamiać go z językiem francuskim i łaciną oraz literaturą piękną. Lewis odbył naukę na poziomie podstawowym w szkołach irlandzkich i angielskich, potem przez rok uczęszczał do Malvern College w Anglii, następnie zaś studiował w Oksfordzie pod kuratelą W.T. Kirkpatricka w Great Bookham w hrabstwie Surrey. Jako szesnastolatek był już zagorzałym czytelnikiem, rozmiłowanym w romantycznych opowieściach i mitach północnych, którego pochłonęła przerażająca zagadka Radości. Był również zapalonym wędrownikiem, rozwinął w sobie zamiłowanie do angielskiego krajobrazu i… został ateistą. Jednak – co zaskakujące – to właśnie dzięki surowej dialektyce, której nauczał Kirkpatrick, sam będąc ateistą, Lewis miał w późniejszym okresie powrócić do chrześcijaństwa.

W dniu swych dziewiętnastych urodzin Lewis, podporucznik Lekkiej Piechoty Somerset, przybył na front francuski, gdzie został ranny w walce. Nim zaciągnął się do wojska, studiował w University College w Oksfordzie, gdzie powrócił po zakończeniu wojny. W 1920 roku otrzymał dyplom z najwyższym wyróżnieniem z literatury greckiej i łacińskiej (First Class in Honour Moderations), w 1922 roku dyplom z najwyższym wyróżnieniem z filozofii i historii staroży­tnej (First Class in Greats), w 1923 roku dyplom z takim sa­mym wyróżnieniem z języka angielskiego (First Class in English). Otrzymał również Nagrodę Kanclerza za esej z lite­ratury angielskiej (Chancellor’s Prize for an English Essay). W październiku 1924 roku został wykładowcą University College, w 1925 roku podjął pracę jako nauczyciel akademicki­ (fellow) w Magdalen College. Cztery lata później miało miej­sce najważniejsze wydarzenie w jego życiu – nawrócił się na­ chrześcijaństwo. Pozostał w Magdalen College do 1954 roku – wtedy wybrano go na Przewodniczącego Wydziału Angielskiej Literatury Średniowiecznej i Renesansowej (Chair of Medieval and Renaissance English) w Magdalene College w Cambridge. Sprawował tę funkcję niemal do śmierci, czyli do 22 listopada 1963 roku.

Lewis był jednym z wielkich nauczycieli swojego pokole­nia. Był obdarzony wyjątkowo bystrym umysłem i błyskotli­wym językiem. Nawet w zwykłych wypowiedziach błyska­wicznie dostrzegał wszelkie skazy logiczne. Pewnego razu, po zawiłej debacie na temat chrześcijaństwa i kultury, powiedział: „Gdybyśmy zdołali rozpatrzeć ten problem w neutralnym kontekście czystych i brudnych palców, moglibyśmy powrócić na literackie pole bitwy oświetlone z innej perspektywy”. Podobała mu się własna idea, aby dopasowywać prawdę tak dokładnie, jak stare kapcie dopasowują się do stopy, i rzucał wiele ze swych najbardziej prowokacyjnych myśli, jakby były lekkie niczym piórko.

Jednemu z gości Oksfordzkiego Towarzystwa Sokratejskiego zawdzięczamy żywy opis Lewisa. Nosił on „stary, znoszony tweedowy płaszcz, wysłużone sztruksowe spodnie, spraną wzorzystą koszulę ze staromodnym niedającym się opisać krawatem. Twarz miał rumianą, promieniejącą zdrowiem, okrągłą jak księżyc w pełni, a jego oczy błyszczały radością”. Tego wieczoru dyskutowano na temat sensu dziejów. Profesor historii zagrzebał się po uszy w nudnym wykładzie i czytał go bez końca, a słuchaczy ogarniała coraz większa senność. Kiedy przyszła kolej na wystąpienie Lewisa, zebrani natychmiast się ożywili. „Był fantastyczny (…). Wręcz zasypywał nas żywymi opisami osób i sytuacji. Nie miał przy sobie żadnych notatek, mówił spontanicznie, z wdziękiem i śpiewnie intonując”. Na jego wykładach zawsze był tłok, a studenci opuszczali salę z poczuciem, że doświadczyli czegoś wyjątkowego.

Jednak Lewis zasłynął najpierw nie jako wykładowca przemawiający do kilkuset studentów czy słuchaczy uczelnianych stowarzyszeń, lecz jako pisarz książek znanych tysiącom czytelników. Według świadectwa jego brata Lewis napisał swą pierwszą powieść, mając trzynaście lat. Ta część jego spuścizny, którą opublikowano, liczy ponad czterdzieści dzieł i obejmuje utwory poetyckie, opowiadania, powieści, literaturę dziecięcą, alegorie, listy, teksty krytyczno­-literackie, a także prace badawcze z dziedziny filologii oraz literatury średniowiecznej i renesansowej. Lewis zdobył uznanie zarówno jako naukowiec, jak i jako twórca literatury pięknej, i trzeba przyznać, że umiał łączyć te dwa aspekty twórczości niezależnie od gatunku. Ogromna wiedza w połączeniu z logiczną wyobraźnią uczyniły go jednym z najwybitniejszych chrześcijańskich apologetów naszych czasów.

Lewis był niekiedy zbyt stanowczy i nadmiernie bojowo nastawiony w dyskusjach, lecz tak naprawdę cechowała go niezwykła dobroć. Podobnie jak dr Samuel Johnson, choć budzący respekt i zdolny do unicestwienia adwersarza, Lewis był człowiekiem szlachetnego i pokornego serca. Naraził na szwank swą reputację naukowca – i do pewnego stopnia, szczególnie wśród swoich kolegów w Oksfordzie i Cambridge, zszargał ją – pisząc książki, w których gorąco i inteligentnie bronił prawowiernego chrześcijaństwa. I również jak Johnson był znakomicie obeznany z klasyczną literaturą grecką i łacińską, lecz przewyższał „Wielkiego Chana” siłą i wdziękiem swojej wyobraźni.

Zarówno osobiste, jak i zawodowe życie Lewisa charakteryzowały liczne paradoksy. Był człowiekiem obdarzonym fenomenalną pamięcią, lecz nie potrafił podać tytułów swoich książek ani artykułów. Nie znosił pisania listów i uznawał tę czynność za udrękę, jednak spędzał długie godziny, odpowiadając korespondentom z całego świata, i zazwyczaj pisał ręcznie. Choć najlepiej czuł się w samotności lub w wąskim gronie przyjaciół, robił wszystko, aby nawet przypadkowi goście w jego uniwersyteckim gabinecie czuli się jak u siebie w domu. Ten wybitny erudyta, którego umysł sięgał filozoficznych wyżyn, był jednocześnie człowiekiem najprostszych uczuć, w którym „nigdy nie brakło żywiołu zabawy”, czego dowodzą jego wspaniałe książki dla młodych czytelników – i to mimo że nie lubił towarzystwa małych dzieci. Ten wielki miłośnik przyrody, który nawet dyktując coś swemu sekretarzowi, nie zaniedbywał okazji, by stać przy oknie i napawać się widokiem, spędził jednak swoje życie jako akademik za biurkiem. Jak sam przyznawał, bywał niezręczny w życiu towarzyskim, lecz z poczucia chrześcijańskiego obowiązku siadywał przy łóżku chorych i osobiście służył ubogim. Oddawał dwie trzecie swoich dochodów, a gdyby nie podatek dochodowy, oddawałby więcej. Choć odniósł ciężkie obrażenia na froncie zachodnim podczas I wojny światowej, umniejszał swoje zasługi w służbie wojskowej. Był przekonany, że współczesny świat znalazł się dosłownie w piekielnym wirze, a mimo to nieustannie emanował radością. Będąc człowiekiem wybitnego intelektu, pozostawał jednocześnie prawdziwym mistykiem – w sensie pokładania absolutnej wiary w Boga.

Właściwy „paradoks” Lewisa przejawia się jednak tylko w wąskim kontekście. Świat tak bardzo odwykł od oglądania człowieka prawdziwie wierzącego, że łatwo przyszywa komuś takiemu łatkę kuriozum. Lewis nie darzył zbyt wielkim zaufaniem dzieł ludzkich, dlatego traktował własne książki z dystansem i faktycznie zdarzało mu się zapominać tytuły swoich niektórych prac. Choć z łatwością mógł uzasadniać swą twórczość pisarską służbą Bogu – a jego książki silnie oddziaływały na duchowość czytelników – uważał jednak, że chrześcijanin potrzebuje osobistego kontaktu z Bogiem. Był miłośnikiem przyrody, lecz zawsze pamiętał, że jej piękno „więdnie, gdy próbujemy uczynić je absolutnym”. Jednym słowem, wypracował klarowną i praktyczną hierarchię i w minimalnym stopniu cierpiał z powodu ówczesnej wszechobecnej działalności na rzecz uczynienia człowieka prawdziwą miarą rzeczy. Pewnego razu określił się mianem „nawróconego po­ganina żyjącego pośród odstępców purytanizmu” i człowieka, któremu „wyrobienie w sobie zahamowań zabrało tyle samo czasu, ile innym zabiera pozbycie się ich”. Z lubością, zapewne przesadną, określał się mianem „Starca z Zachodu” (Old Western Man), ostro krytykując niemal wszystko, co nowoczesne. Jednak za tymi kontrowersyjnymi poglądami krył się świat duchowości. Lewis, jako jeden z niewielu, dostrzegał pychę i lękał się jej, nazywając ją „podstawową wadą, najgorszym złem, anty­-Bożym stanem umysłu”. Tego rodzaju duchowe grzechy uważał za znacznie groźniejsze od tych, które popełniamy jawnie.

Potrafił odnaleźć prawdziwą radość w rzeczach, które zwykle uznajemy za oczywiste: w źdźble trawy, świetle słonecznym padającym na drzewo, w powrocie autobusem z uczelni i w spacerze uliczką Kiln Lane do swego ukochanego domu („Kocham monotonię” – przyznał kiedyś), w baśniach, w radości, w pokorze, w życzliwości – nawet wobec psów i kotów, w prawdziwym ludzkim braterstwie, a także w niepowtarzalnym charakterze każdej jednostki (jego gospodyni powiedziała mi, że bardzo dużo z nią rozmawiał i twierdził, że wiele się od niej nauczył) i w samym życiu, które postrzegał jako nieustanny cud.

Przypominał nieco Aslana, lwa z cyklu opowieści o Narnii, który symbolizował Chrystusa. Aslan był kochający, lecz wiecznie nieokiełznany i nie wahał się zwalić dzieci z nóg lub użyć pazurów, aby ochronić je przed grożącym im niebezpieczeństwem. Lewis umiał kochać swoje pokolenie i wybaczać jego słabości, patrząc na nie przez pryzmat rzeczywistych potrzeb człowieka, nie zaś tych płytkich, od których zwykle jesteśmy uzależnieni. Ktoś mógłby zakwestionować jego próbę rozwiązania tak wielkich problemów jak ból i cudy w stosunkowo niewielkiej książce. On jednak wierzył, że może znaleźć przynajmniej podstawowe odpowiedzi na pytania dotyczące takich problemów, i ruszał w pogoń za nimi jak pies myśliwski za lisem. Od pytań wolał bowiem odpowiedzi.

Chrześcijańskie książki Lewisa stanowią jedną całość. W książce The Christian World of C.S. Lewis wspomniałem o niektórych z jego głównych tematów: pragnieniu podtrzymywania obrazu rzeczywistości i przekonaniu o absolutnej prawdziwości prawowiernego chrześcijaństwa; przeświadczeniu, że przeznaczeniem wszystkich ludzi jest życie wieczne – w niebie lub w piekle – i że w każdej chwili przygotowują się oni do pobytu w jednym lub drugim miejscu; wierze, że Bogu należy być jawnie posłusznym; przeświadczeniu o diabelskim micie, wokół którego rozwija się większość nowoczesnych prądów myślowych; wierze, że wynoszenie siebie ponad Boga jest najbardziej niezmienną ludzką pokusą, a także o jego często przywoływanej opinii, że wiele światowych mitów to cienie Bożego światła zadumanego nad człowiekiem.

Chociaż wybierając fragmenty do niniejszej antologii, nie zwracałem uwagi na tematy, ich pojawienie się nie było zaskakujące, jak to wskazują tytuły rozdziałów i podrozdziałów. Ciągłe aluzje Lewisa do Bożego daru jaźni i straszliwych zagrożeń związanych z jego nadużywaniem są dobrze reprezentowane. Jak można się spodziewać, w niniejszym wyborze nie ma zbyt wielu odwołań do współczesności. Być może najlepszym świadectwem podstawowego celu Lewisa w jego chrześcijańskich pracach jest obszerny rozdział na temat chrześcijaństwa i Kościoła, a zwłaszcza jego część poświęcona praktyce świętego życia. Choć jedna z jego sekcji zatytułowana jest Hierarchia, właściwie cały tom mógłby nosić taki tytuł. Wszelkie inne kwestie są postrzegane w świetle i przez pryzmat wielkiego „JESTEM” i właśnie to nadaje im wartość. Jak na pisarza, który zawsze podkreślał, że nie jest teologiem, Lewis wiele miejsca poświęcał tematowi Trójcy. Czytelników jego książek dla dzieci nie zaskoczy częstotliwość fragmentów dotyczących zbawienia. Również przekonanie, że „Aslan nie jest oswojonym lwem”, powtarza się nie tylko tam, lecz w większości jego chrześcijańskich dzieł.

O jednym ze swych szacownych kolegów Lewis powiedział: „Nawet najdrobniejszy owoc takiego człowieczego umysłu jest godzien czci”. Przypuszczam, że antologie zazwyczaj powstają na podstawie tego założenia. Tworzy się je, chcąc zgromadzić w jednym miejscu esencję myśli autora. Byłoby jednak błędem zastępowanie taką antologią, jakkolwiek wartościową, dzieła samego autora. Lektura antologii Szekspira to coś zupełnie innego niż lektura jego dramatów. Aby właściwie docenić antologię, trzeba przemierzyć parter umysłu autora, lub – innymi słowy – zbadać nie tylko diament w pierścieniu, lecz również sam pierścień, upierścienioną dłoń, a wręcz całą osobę, która go nosi. Dobry tekst zawsze cieszy zarówno ze względu na doskonałość części, jak i całości. Antologia to jedynie fragmenty, lecz mam nadzieję, że skłonią one czytelnika do odkrycia całej spuścizny Lewisa lub zachęcą do powrotu do książek, które poznał on już wcześniej.

Jako że niniejsza antologia to przede wszystkim zbiór wy­powiedzi Lewisa na tematy chrześcijańskie, pominięto w niej większość jego opinii, nierzadko kąśliwych, na temat literatury, krytyki i innych ściśle akademickich dziedzin. Niemniej jednak jedną z charakterystycznych cech myśli Lewisa obecnych w jego chrześcijańskich książkach była głęboka logika (w „New York Timesie” znalazło się nawet stwierdzenie, że jedną z jego prac wyróżnia „zwięzłość porównywalna do św. Pawła”, a jego argumentacja jest „nie do obalenia”), a w swoich pracach naukowych nigdy nie ignorował roli filo­zofii chrześcijańskiej będącej fundamentem jego myśli. Świat był dlań jednością z Bogiem jako jego suwerennym stwórcą i permanentnym władcą. Z tego powodu niniejszy tom, jak można zauważyć, zawiera cytaty ze wszystkich dzieł Lewisa, wraz z większością jego rozproszonych esejów i artykułów, a nawet kilku wciąż nieopublikowanych rękopisów.

Twórczość niebeletrystyczna stanowi lepsze źródło cytatów niż tomy poezji i prozy. Prawie trzy czwarte materiału w antologii tekstów Lewisa ułożonej przez George’a Mac­-Donalda pochodzi z jego prac niebeletrystycznych. Niektóre z tych dzieł, np. Problem cierpienia oraz Cudy, są tak bogate, że trudno dokonać wyboru najwłaściwszych fragmentów. Praca O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu jest satysfakcjonująca pod względem idei, lecz często brakuje jej gładkości stylistycznej, jakiej wymaga antologia, zapewne dlatego że powstała w oparciu o cykl pogadanek radiowych wygłaszanych przed mikrofonami BBC. Co dziwne, stosunkowo niewiele fragmentów odpowiednich do cytowania w antologii udało mi się znaleźć w powieści Z milczącej planety2. Natomiast w stanowiącej jej kontynuację powieści Perelandra, albo Podróż na Wenus, począwszy od sceny kuszenia, niemal na każdej stronie można znaleźć fragment warty zacytowania. Szczególną trudność sprawił mi wybór fragmentów poezji Lewisa, jednak nie z powodu jej treściowego czy stylistycznego ubóstwa, a dlatego, że każdy jego wiersz stanowi tak doskonałą jedność, że najczęściej nie da się go podzielić.

Chociaż kompilacja ukazująca szeroko rozumiane poglądy Lewisa byłaby zapewne wartościowa, cel, jaki przyświecał mi podczas tworzenia niniejszej antologii, był inny. Na przykład Lewis twierdził, że pacyfiści są w błędzie, sam zaś stanowczo odmawiał klasyfikowania siebie jako członka High Church, Low Church czy Broad Church3 – jednak tego rodzaju opinie zostały w tym tomie pominięte. Zawiera on natomiast fragmenty dotyczące takich zagadnień, jak natchnienie biblijne, choć kwestie te nie są usystematyzowane. Antologia nie jest miejscem na odpowiedzi na krytykę lub ostre polemiki. Na każdej jej stronie czytelnik znajdzie fragmenty ukazujące duchowe przekonania Lewisa, jednak nigdy nie mają one charakteru systematycznej teologii. Intencją niniejszego tomu nie jest również przyniesienie „duchowej pociechy”, nie zawiera on kazań prowadzących czytelników do Chrystusa ani wzywających chrześcijan do bliższego kontaktu z Bogiem. Choć należałoby sobie życzyć takich skutków lektury, książka ta ma innych charakter.

Nie starałem się również włączać fragmentów dotyczących ciekawych aspektów życia osobistego Lewisa. Gdzież można znaleźć bardziej malowniczy szkic biograficzny niż opis ojca Lewisa z tomu Zaskoczony radością? Gdzież zawarte są bardziej klarowne szczegóły logiki, która doprowadziła go do Boga? Co lepiej opisuje spędzone w Oksfordzie czasy wojenne? Antologia nie jest jednak miejscem na takie sprawy.

Pewnych fragmentów nie dało się skrócić do najlepszej w moim odczuciu długości. Zawarte w Podziale ostatecznym.żywe opisy nawrócenia lubieżnika i dramatycznych sprzeciwów wobec przyrodzonego człowiekowi niebiańskiego przeznaczenia to tylko przykłady wspaniałych tekstów Lewisa, które musiały zostać pominięte. Podobnych problemów nastręczają też liczne fragmenty powieści Błądzenie pielgrzy­ma, np. scena, w której freudowski strażnik więzienny przekonuje więźnia, by uwierzył, że jego wnętrzności to jedyna prawdziwa rzeczywistość.

Powinienem jednak powiedzieć, co starałem się zawrzeć w tym tomie. Po pierwsze, prześledziłem tradycję „dowcipu i mądrości”, szukając fragmentów zawierających „niewygodne” i prowokacyjne opinie. Po drugie, zgodnie z zasadami two­rzenia antologii, wybrałem fragmenty niewymagające ko­men­tarzy czy wyjaśnień redakcyjnych. Po trzecie, czego chyba nie muszę dodawać, zależało mi na fragmentach o najwyższych walorach stylistycznych. Często w ten czy inny spo­­sób wykorzystano w nich jakąś figurę retoryczną. Po czwarte, pragnąłem zawrzeć w niniejszej antologii nie tyle aforystyczne uwagi, co idee ukształtowane i zabarwione przez szczególne skłonności umysłu Lewisa. Ostatecznie, jest to jego antologia.

To oczywiste, że nie ma dwóch osób, które – starając się wybrać to co najlepsze z dzieł danego autora – stworzyłyby jednakowe zestawienia, zaś im bogatsza w treści jest owa spuścizna, tym mniejsze prawdopodobieństwo pełnej zgody co do takiego wyboru. Sam Lewis wyraził niegdyś następującą opinię na temat tworzenia antologii: „Nikt nigdy nie zgadza się z cudzym wyborem, a owa niezgoda stanowi jedną z przyjemności towarzyszących lekturze antologii”. Nie mam zatem nic do dodania ponad to, że przekazuję do rąk czytelników rezultat moich własnych wyborów dokona­nych na podstawie ponad trzydziestu lat wielokrotnego czy­tania dzieł Lewisa.

Recenzując pewną antologię, Lewis napisał: „Jeżeli dojdzie do jej wznowienia, mam nadzieję, że redaktor powie nam, gdzie w dziełach autora można znaleźć każdy fragment; w przeciwnym wypadku udaremnione jest jedno z głównych zastosowań antologii – nie odsyła nas ona do oryginałów”. Zdecydowanie podzielam tę opinię i postępowałem zgodnie z nią. Ponieważ jednak większość książek Lewisa miała kilka wydań, uznałem, że roztropnie będzie nie podawać numerów stron, lecz jedynie rozdziały i sekcje – i to nawet wówczas, gdy obecnie dostępna jest tylko jedna edycja. W przypadkach, w których dany esej pierwotnie ukazał się w czasopiśmie, a później został włączony do książki, dla wygody czytelników odsyłam do książki, jednak w zamieszczonych poniżej podziękowaniach podaję tytuł pierwodruku, pragnąc w imieniu własnym i wydawcy wyrazić w ten sposób wdzięczność wobec oryginalnych źródeł.

Wspomniałem, że w niniejszej antologii często pojawiają się cytaty z prozy literackiej Lewisa. Muszę uczulić każdego, kto nie miał jeszcze szczęścia czytać Listów starego diabła do młodego, że punkt widzenia narratora jest diabelski, a mianem „wroga” określa się w niej Boga.

Moje pierwsze podziękowania kieruję do Class of 1963 z Wheaton College, USA, której wsparcie finansowe umożliwiło mi zawieszenie obowiązków nauczycielskich w celu przygotowania niniejszej antologii i pracy nad innymi projektami.

Wyrażam głęboką wdzięczność spadkobiercom C.S. Lewisa za ich wsparcie w przygotowaniu tej książki.

Jestem wdzięczny doktorowi Corbinowi Carnellowi, panu Jocelynowi Gibbowi, wielebnemu Walterowi Hooperowi i doktorowi Owenowi Barfieldowi za ich krytyczne opinie na temat rękopisu. Dwóm ostatnim szczególnie dziękuję za okazaną mi życzliwość. Pragnę przy tej okazji wspomnieć zwłaszcza niezastąpioną bibliografię o. Hoopera, którą każdy badacz twórczości Lewisa powinien mieć pod ręką. Moje podziękowania za cenną pomoc należą się także pannie Agness Horness i mojej żonie Marcie. Z wielką przyjemnością wspominam również przyjaźń i zachętę ze strony majora W.H. Lewisa.

Wydawca i ja osobiście pragniemy również wyrazić naszą wdzięczność za zgodę na wykorzystanie fragmentów następujących dzieł C.S. Lewisa:

The Athlone Press za The Literary Impact of the Authorised Version (rozdział 2 They Asked for a Paper).

„The Bristol Diocesan Gazette” za The Trouble with ‘X’ [wyd. polskie Kłopoty z „Iksem”].

Cambridge University Press za De Descriptione Temporum (rozdział 1 They Asked for a Paper), The Discarded Image [wyd. polskie Odrzucony obraz], An Experiment in Criticism, Studies in Medieval and Renaissance Literature and Studies in Words.

Church of the Convenant, United Church of Christ, za Encounter with Light.

„Church Times” za dwa listy Lewisa.

The Clarendon Press, Oksford, za The Allegory of Love, English Literature in the Sixteenth Century oraz recenzję Lewisa The Oxford Book of Christian Verse z rocznika 1941 Review of English Studies.

„The Coventry Evening Telegraph” za Who Was Right – Dream Lecturer of Real Lecturer?

„Decision” za I Was Decided Upon i Heaven, Earth and Outer Space.

William B. Eerdmans Publishing Company za Christian Reflections, list w pracy Clyde’a S. Kilby’ego The Christian World of C.S. Lewis oraz za kilka fragmentów określanych w niniejszej antologii jako nieopublikowane listy, które obecnie znajdują się w zbiorze Letters to an American Lady.

„Essays in Criticism” za A Note on Jane Austen.

Spadkobiercom C.S. Lewisa oraz Geoffreyowi Blesowi za The Pilgrim’s Regress [wyd. polskie Błądzenie pielgrzyma], They Asked for a Paper, Transpositions and Other Addresses (wydanie amerykańskie ukazało się nakładem The Macmillan Company pod tytułem The Weight of Glory), A Preface to ‘Paradise Lost’ oraz wstęp do The Incarnation of the Word of God (O wcieleniu Słowa) św. Atanazego.

Panu W.G. Gardinerowi, panu J.S.A. Ensorowi oraz Electric and Musical Industries Christian Fellowship of Hayes, Middlesex za Answers to Questions on Christianity.

Harcourt, Brace & World Inc. za The Four Loves [wyd. polskie Cztery miłości], Letters of C.S. Lewis, Letters to Malcolm: Chiefly on Prayer [wyd. polskie O modlitwie. Listy do Malkolma], Of Other Worlds, Poems, Reflections on the Psalms [wyd. polskie Rozważania o Psalmach], Rehabilitations and Other Essays, Surprised by Joy [wyd. polskie Zaskoczony radością], Till We Have Faces [wyd. polskie Dopóki mamy twarze] i The World’s Last Night.

Harper & Row Publishers Inc. za przedmowę do pracy D.E. Har­dinga Hierarchy of Heaven and Earth.

William Heinemann Ltd za Spirits in Bondage.

David Higham Associates Ltd za Arthurian Torso, pracę autorstwa Charlesa Williamsa i C.S. Lewisa.

Hodder and Stoughton Limited za fragment przedmowy Lewisa do pracy Joy Davidman Smoke on the Mountain.

„Lumen Vitae” za Difficulties in Presenting the Christian Faith to Modern Unbelievers.

The Macmillan Company za The Abolition of Man [wyd. polskie Koniec człowieczeństwa], The Great Divorce [wyd. polskie Podział ostateczny], The Horse and His Boy [wyd. polskie Koń i jego chłopiec], The Last Battle [wyd. polskie Ostatnia bitwa], The Lion, the Witch and the Wardrobe [wyd. polskie Lew, czarownica i stara szafa], The Magicians Nephew [wyd. polskie Siostrzeniec czarodzieja], Mere Christianity [wyd. polskie O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu], Miracles [wyd. polskie Cudy. Wprowadzenie ogólne], Out of the Silent Planet [wyd. polskie Z milczącej planety], Perelandra [wyd. polskie Perelandra, albo Podróż na Wenus], Prince Caspian [wyd. polskie Książę Kaspian], The Problem of Pain [wyd. polskie Problem cierpienia], The Screwtape Letters [wyd. polskie Listy starego diabła do młodego], The Silver Chair [wyd. polskie Srebrne krzesło], That Hideous Strength [wyd. polskie Ta ohydna siła / Ta straszna siła], The Voyage of the ‘Dawn Treader’ [wyd. polskie Podróż Wędrowca do Świtu], The Weight of Glory oraz wstęp do Letters to Young Churches autorstwa J.B. Phillipsa.

Matce Mary Martin i Zakonowi Lekarek Maryi (Medical Missionaries of Mary) za Some Thoughts, [w:] The First Decade: Ten Years’ Work of the Medical Missionaries of Mary.

„Melbourne University Law Review” (dawniej „Res Judicatae”) za The Humanitarian Theory of Punishment.

The New England Anti­-Vivisection Society za Vivisection.

„The Observer” za Must Our Image of God Go?

Oxford University Press za The Personal Heresy oraz za fragment z pracy R.S. Wrighta Asking Them Questions.

„Punch” za Revival or Decay?.

„St James’ Magazine” za Scraps.

The Seabury Press, Inc. za A Grief Observed [wyd. polskie Smutek].

The Society for Promoting Christian Knowledge za fragment napisanej przez Lewisa recenzji pracy Dorothy Sayers The Mind of the Maker („Theology”, październik 1941).

The Socratic Society of Oxford za Is Theism Important? A Reply, Is Theology Poetry? (rozdział 9, They Asked for a Paper) oraz Religion without Dogma, zamieszczone w „The Socratic Digest”.

„The Spectator za Equality, Evil and God, Private Bates i Prudery and Philology.

Student Christian Movement in Schools oraz SCM Press Ltd za Man or Rabbit? [wyd. polskie Człowiek czy królik?].

„Time and Tide” za Notes on the Way (opublikowane 17 sierpnia 1940, 27 czerwca 1942, 29 kwietnia 1944, 1 czerwca 1946, 9 listopada 1946 i 14 sierpnia 1948) oraz za Deliquents in the Snow, Haggard Rides Again i Hedonics.

„World Dominion” za Myth Became Fact.

Ponadto chciałbym podziękować wymienionym poniżej wydawcom i osobom za udzielenie zgody na wykorzystanie fragmentów następujących prac:

The Bodley Head Ltd. za The Last Battle [Ostatnia bitwa], The Magicians Nephew [Siostrzeniec czarodzieja], Out of the Silent Planet [Z milczącej planety], Perelandra [Perelandra, albo Podróż na Wenus] i That Hideous Strength [Ta ohydna siła / Ta straszna siła].

Spadkobiercom C.S. Lewisa oraz Geoffrey Bles Ltd za The Abolition of Man [Koniec człowieczeństwa], The Four Loves [Cztery miłości], The Great Divorce [Podział ostateczny], The Horse and His Boy [Koń i jego chłopiec], Letters of C.S. Lewis, Letters to Malcolm: Chiefly on Prayer [O modlitwie. Listy do Malkolma], The Lion, the Witch and the Wardrobe..Lew, czarownica i stara szafa], Mere Christianity [O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu], Miracles [Cudy. Wprowadzenie ogólne], Of Other Worlds, Poems, Prince Caspian [Książę Kaspian], The Problem of Pain [Problem cierpienia], Reflections on the Psalms [Rozważania o Psalmach], The Screwtape Letters [Listy starego diabła do młodego], The Silver Chair [Srebrne krzesło], Surprised by Joy [Zaskoczony radością], Till We Have Faces [Dopóki mamy twarze], The Voyage of the ‘Dawn Treader’ [Podróż Wędrowca do Świtu] oraz za wstęp do pracy J.B. Phillipsa Letters to Young Churches.

Spadkobiercom C.S. Lewisa i J.M. Dent & Sons Ltd za Dymer.

Clide S. Kilby

natura człowieka

1. Człowiek stworzony na obraz Boga

O każdym stworzeniu możemy powiedzieć: „To także Ty; to także nie Ty”.

Prosta wiara pojmuje to ze zdumiewającą łatwością. Rozmawiałem kiedyś z pewnym duchownym z kontynentu, który widział Hitlera i miał, według wszelkich ludzkich kryteriów, dobre powody, by go nienawidzić. „Jak wyglądał?” – spytałem. „Jak wszyscy ludzie – odparł mój rozmówca – to znaczy jak Chrystus”.

O modlitwie. Listy do Malkolma, rozdział 144

Żadne dobre dzieło nie powstaje bez pomocy Ojca Światłości.

Rozważania o Psalmach, rozdział 115

„[…] odwieczny ton Dmie odwieczny temat poprzez ludzi, którzy przemijają”.

Dymer, canto 8, wers 10

Bóg jest obecny w każdej rzeczy, ale niekoniecznie w ten sam sposób – nie tak w człowieku jak w konsekrowanym chlebie i winie; nie tak w złym jak w dobrym człowieku; nie tak w zwierzęciu jak w człowieku; nie tak w drzewie jak w zwierzęciu; nie tak w nieożywionej materii jak w drzewie. Jak sądzę, mamy tu do czynienia z pewnym paradoksem. Im wyższego rzędu stworzenie, tym bardziej i równocześnie tym mniej Bóg jest w nim obecny; bardziej obecny przez łaskę i mniej (jakby przez abdykację) jako czysta potęga. Przez łaskę daje on wyższym stworzeniom moc, by z własnej woli chciały pełnić Jego wolę („dzierżąc swe małe trójzęby”); niższe po prostu wykonują ją automatycznie.

O modlitwie. Listy do Malkolma, rozdział 14

Powiedziałem, że życiem Kirka rządziła niemal wyłącznie logika; było jednak coś jeszcze. Ten dawny prezbiterianin ostatecznie stał się ateistą. Niedzielę spędzał tak jak większość wolnego czasu w tygodniu, to znaczy pracując w ogrodzie. Z prezbiteriańskiej młodości pozostała mu jednak dość dziwaczna cecha. W niedzielę zawsze uprawiał grządki w innym, nieco lepszym ubraniu. Szkot z Ulsteru może posunąć się do tego, by przestać wierzyć w Boga, ale nigdy nie zniży się do tego, aby w dzień święty nosić codzienne ubranie.

Zaskoczony radością, rozdział 96

Stosowanie terminu „stwarzanie” w odniesieniu do ludzkiej twórczości wydaje mi się całkowicie błędne. My przecież tylko przestawiamy elementy, których On nam dostarcza. Nie ma w nas najmniejszego śladu prawdziwej twórczości de novo. Spróbujmy wyobrazić sobie nowy kolor podstawowy, trzecią płeć, czwarty wymiar, a choćby potwora, który nie składałby się z połączonych ze sobą zwierząt już istniejących. Nic takiego nie zachodzi. Nie potrafimy, ponieważ nasze dzieła i tak nigdy nie są zgodne z naszymi zamierzeniami – bowiem my tylko ponownie łączymy elementy, które On stworzył i które zawierają już sens nadany przez Niego. Z powodu tych boskich sensów obecnych w naszych materiałach nie jest możliwe, abyśmy kiedykolwiek poznali pełny sens własnych dzieł, a znaczenie – które nigdy nie było naszą intencją – może być najlepsze i najprawdziwsze. Pisanie książki jest stwarzaniem w tym samym stopniu, co jest nim zakładanie ogrodu lub spłodzenie dziecka. We wszystkich trzech przypadkach włączamy się tylko jako jedna z przyczyn do strumienia przyczyn, który płynie, by tak rzec, po swojemu. Nie chciałbym, aby było inaczej. Gdyby można było naprawdę stwarzać w ścisłym tego słowa znaczeniu, czyż nie okazałoby się, że stworzyliśmy coś na kształt piekła?

Letters (20 lutego 1943)

Z im głębszego poziomu w nas wypływa nasza modlitwa, czy jakiekolwiek inne działanie, tym bardziej jest ono Jego, ale przez to wcale nie mniej nasze. Raczej najbardziej nasze, gdy najbardziej Jego. Arnold mówi o nas, że jesteśmy „odwyspieni” od siebie „na morzach życia”. Nie możemy jednak być podobnie „odwyspieni” od Boga. Być oddzielonym od Boga, tak jak jestem oddzielony od Ciebie, oznaczałoby unicestwienie.

O modlitwie. Listy do Malkolma, rozdział 13

2. Człowiek upadły

– Pochodzisz od Pana Adama i od Pani Ewy – powiedział Aslan – i jest to zarówno wystarczający zaszczyt, aby wznieść głowę najuboższego żebraka, jak i wstyd wystarczający, aby zgiąć barki najpotężniejszego cesarza na Ziemi.

Książę Kaspian, rozdział 15

Nie­-chrześcijanie zdają się myśleć, że Wcielenie oznacza pewną szczególną zasługę lub doskonałość ludzkości. Lecz oczywiście oznacza ono coś przeciwnego: szczególny brak zasług i deprawację. Nie ma potrzeby, by jakakolwiek istota, która zasłużyła na Odkupienie, była odkupiona. Ci, którzy są zdrowi, nie potrzebują lekarza. Chrystus umarł za ludzi właśnie dlatego, że ludzie nie są warci, by za nich umierać – to On sprawił, że są tego warci.

The World’s Last Night, rozdział 6

Z pewnością to, co robi człowiek, gdy jest pozbawiony swego stróża, stanowi najlepszy dowód na to, jakim jest człowiekiem? […] Jeśli w piwnicy są szczury, masz największe szanse, by je zobaczyć, jeśli zejdziesz tam nagle. Lecz to nie nagłość stwarza szczury – ona tylko uniemożliwia im ukrycie się. Na tej samej zasadzie nagłość prowokacji nie czyni mnie gwałtownikiem, a jedynie pokazuje mi, jak bardzo jestem gwałtowny.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 4, rozdział 7

Nic jeszcze nie jest do końca prawdziwe.

Dopóki mamy twarze, księga 2, rozdział 47

3. Tęsknota nie do ukojenia

Jeśli odkryję w sobie pragnienia, których nic na tym świecie nie zdoła zaspokoić, jedynym logicznym wyjaśnieniem jest to, że zostałem stworzony do innego świata.

O wierze i moralności chrześcijańskiej, księga 3, rozdział 10

W jaki sposób bezmyślny wszechświat mógłby stworzyć istoty, których same marzenia są o wiele silniejsze, lepsze, subtelniejsze niż on sam? […] Czy ryby skarżą się na morze, że jest mokre? A gdyby tak było, czyż sam ten fakt nie wskazywałby jednoznacznie, że nie zawsze były one – lub nie zawsze będą – wyłącznie wodnymi stworzeniami? Jeśli naprawdę jesteś produktem materialnego wszechświata, to dlaczego nie czujesz się w nim u siebie?

Encounter with Light

Wydawało się teraz, że […] jego najgłębsze pragnienie nie jest przystosowane do najgłębszej natury świata.

Błądzenie pielgrzyma, księga 8, rozdział 6

Mówiąc o owej tęsknocie za naszym odległym krajem, który odnajdujemy w sobie nawet teraz, czuję pewną nieśmiałość. Niemalże jakbym robił coś nieprzyzwoitego. Próbuję wyjawić nieukojony sekret każdego z was – sekret, który tak bardzo dokucza, że mścimy się na nim, określając go mianem „nostalgii”, „romantyzmu” lub „wieku młodzieńczego” […]. Naszym najczęstszym wybiegiem jest nazywanie go pięknem i zachowywanie się tak, jakby to rozwiązywało sprawę. Wybiegiem Wordswortha8 było identyfikowanie go z pewnymi chwilami ze swej przeszłości. Jednak wszystko to jest oszustwem. Gdyby Wordsworth powrócił do tych chwil z przeszłości, nie odnalazłby tam tej rzeczy, a jedynie jej wspomnienie – to, co pamiętał, samo okazało się wspomnieniem. Książki i muzyka, o których myśleliśmy, że mieści się w nich piękno, zdradzą nas, gdy im zaufamy. To nie tkwiło w nich, lecz tylko przyszło poprzez nie, a tym, co przyszło poprzez nie, była tęsknota. Te rzeczy – piękno, pamięć naszej własnej przeszłości – to dobre wizerunki tego, czego tak naprawdę pragniemy; jeśli jednak mylimy je z prawdziwym obiektem naszych pragnień, zamieniają się w nieme bożki, które łamią serca swoich wiernych. Nie są one bowiem tym, czego pragniemy, są jedynie zapachem kwiatu, którego nie znaleźliśmy, echem melodii, której nie słyszeliśmy, wiadomościami z kraju, którego nigdy jeszcze nie odwiedziliśmy. […] Poczucie, że w tym wszechświecie jesteśmy traktowani jak obcy, tęsknota za uznaniem, za spotkaniem z odpowiedzią, za pokonaniem przepaści, która zieje między nami a rzeczywistością – stanowi część naszego niedającego się ukoić sekretu. […]

Nasza trwająca całe życie nostalgia, nasza tęsknota za ponownym zjednoczeniem z tym czymś we wszechświecie, od czego obecnie czujemy się odcięci, za byciem po drugiej stronie jakichś drzwi, które zawsze oglądamy z zewnątrz, nie jest neurotycznym kaprysem, a najbardziej rzeczywistym miernikiem naszej faktycznej sytuacji.

Transposition and Other Addresses, rozdział 3

„Żując pokarm żądz, które są rozpaczą I nie sycą […]”

Dymer, canto 9, wers 8

Zrozumiałem (i to odkrycie było najbardziej niesamowite ze wszystkich), że tak samo jak nie miałem racji, przyjmując za prawdziwy przedmiot mojego pragnienia Ogród Hesperyd, nie miałem racji, przypuszczając, że tym, czego pożądam, jest sama Radość. Radość bowiem, jeśli uznać ją za stan umysłu, okazuje się zupełnie bezwartościowa. Cała wartość musi się zawierać w tym, czego Radość była pragnieniem. A to coś, widziałem jasno, nie mogło być żadnym stanem mojego umysłu ani ciała. W pewnym sensie dowiodłem tego drogą eliminacji. Próbowałem już wszystkiego, co mogły mi dać umysł i ciało, jak gdyby pytając samego siebie: „Czy to tego chcesz? A może tamtego?”. Na końcu zadałem sobie pytanie, czy tym, czego chcę, jest sama Radość, i nazywając ją „doznaniem estetycznym”, udawałem, że mogę odpowiedzieć „tak”. Ale teraz i ta odpowiedź legła w gruzach. Radość oświadczyła bowiem nieubłaganie: „Chcesz czegoś – ja sama jestem tego pragnieniem – czegoś, co jest inne niż ty, co jest na zewnątrz ciebie i nie jest tobą ani żadnym stanem twojego umysłu czy ciała”. Nie zapytałem wtedy, Kto jest tym, kogo pragnę. Zapytałem po prostu: „Co to jest?”. Jednak i to pytanie wprowadziło mnie do krainy grozy i podziwu, bo zrozumiałem, że w zupełnej samotności otwiera się w nas droga prowadząca poza własne „ja”: połączenie z czymś, czego nie można utożsamiać z jakimkolwiek przedmiotem doznań zmysłowych, potrzeb biologicznych lub społecznych ani z żadnym stanem naszego umysłu – połączenie z czymś całkowicie obiektywnym. Rzeczywistość ta jest bardziej obiektywna niż ciało, bo nie jest utkana z naszych doznań zmysłowych; naga Obcość – niewyobrażalna (choć nasza wyobraźnia ubiera ją w tysiące obrazów), nieznana, niezidentyfikowana, upragniona.

Zaskoczony radością, rozdział 14

Czego byśmy nie robili, pozostajemy świadomi pragnienia, którego nie zaspokoi żadne naturalne szczęście. Czy jednak jest jakiś powód, by przypuszczać, że rzeczywistość oferuje jakiś sposób na zaspokojenie tego pragnienia? „Bycie głodnym nie dowodzi, że mamy chleb”. Myślę jednak, iż można przekonywać, że to stwierdzenie gubi sens. To, że jakiś człowiek odczuwa głód fizyczny, nie dowodzi, że otrzyma chleb; może umrzeć z głodu na tratwie pośrodku Atlantyku. Lecz z pewnością ów głód dowodzi, że odczuwający go człowiek należy do rasy, która regeneruje swe ciało, jedząc i egzystując w świecie, w którym istnieją jadalne substancje. Na tej samej zasadzie – chociaż nie wierzę (szkoda, że tak nie jest), że moje pragnienie Raju dowodzi, że będę w nim przebywał – sądzę, że to całkiem dobra przesłanka, że coś takiego istnieje i że niektórzy ludzie tam trafią. Mężczyzna może pokochać kobietę, choć nie znaczy to, że zdobędzie jej względy; jednak samo zjawisko zwane „zakochaniem” byłoby dziwaczne, gdyby występowało w świecie, który nie zna płci.

Transposition and Other Addresses, rozdział 2

Rodzimy się bezradni. Gdy tylko stajemy się w pełni świadomi, odkrywamy samotność […].

Cała nasza istota z samej swej natury jest jedną wielką tęsknotą; będąc niepełni, „niewykończeni”, puści, lecz zaśmieceni od wewnątrz, wzywamy Tego, który może rozsupłać to, co w nas najbardziej splątane, i spoić ze sobą to, co wciąż niepowiązane.

Cztery miłości, rozdział 1

Muzyka, która przypominała Pewne starsze dźwięki, Które ludzie, rodząc się, mają już w pamięci.

Vowels and Sirens, Poems

Najmocniej tęskniłam […] właśnie wtedy, gdy byłam najbardziej szczęśliwa. […] Największą słodyczą, jakiej zaznałam w życiu, było właśnie to pragnienie – […] odnaleźć miejsce, skąd pochodzi całe piękno.

Dopóki mamy twarze, księga 1, rozdział 7

Pragnęła pocieszenia, lecz chciała je otrzymać, o ile to możliwe, bez pójścia do kościoła św. Anny, unikając spotkania z tym mężczyzną – Fisher­-Kingiem, by nie dać się wciągnąć w jego orbitę.

Ta ohydna siła / Ta straszna siła, rozdział 6

Istnieje rodzaj szczęścia i cudowności, który czyni cię poważnym. Jest zbyt piękny, by psuć go żartami.

Ostatnia bitwa, rozdział 15

A może sama Radość niweczy zwyczajne rozróżnienia między pragnieniem a posiadaniem? Mieć oznacza wtedy przecież to samo, co pragnąć, a pragnąć to samo, co mieć. Dlatego też w tamtej właśnie chwili, kiedy pragnąłem raz jeszcze doświadczyć ukłucia Radości, doświadczałem go ponownie.

Zaskoczony radością, rozdział 11

Od pierwszej chwili, od tamtego przeżycia w klasie w Chartres, ukryte życie wyobraźni stało się czymś tak ważnym i tak odmiennym od życia zewnętrznego, że odtąd muszę niemal opowiadać dwie osobne historie. Nie wydaje mi się, żeby jedna sfera miała tu jakikolwiek wpływ na drugą. Gdy w jednej rozciągały się jałowe, pozbawione Radości pustynie, drugą przepełniał wesoły rozgardiasz i świadomość sukcesu. Albo na odwrót, jeśli na zewnątrz życie sprawiało ponure wrażenie, wewnątrz przepełniała je ekstaza.

Zaskoczony radością, rozdział 5

Jeżeli chodzi o śmierć, wpadam w różne nastroje, lecz chwile, gdy mogę jej pragnąć, nigdy nie są – jak sądzę – tymi, w których świat wydaje mi się nie do zniesienia. Wręcz przeciwnie, to właśnie wtedy, gdy wydaje się, że Niebo zeszło na ziemię, jestem najbliżej tęsknoty za tą ojczyzną. To jak obiecująca okładka, która zachęca, by przeczytać książkę. Wszelka radość (w odróżnieniu od zwykłej przyjemności, a tym bardziej od rozrywki) podkreśla nasz status pielgrzyma: zawsze przypomina, przywołuje i budzi pragnienie. Najlepsze, co posiadamy, to nasze tęsknoty.

Letters (5 listopada 1959)

Były czasy, gdy myślałem, że nie pragnę nieba; lecz częściej zastanawiam się, czy w głębi serca kiedykolwiek pragnęliśmy czegoś innego. […] To tajemny podpis każdej duszy, niemożliwe do zakomunikowania i niedające się uciszyć pragnienie, rzecz, jakiej pragnęliśmy, zanim spotkaliśmy nasze żony lub zawiązaliśmy nasze przyjaźnie, lub wybraliśmy naszą pracę, i których będziemy pragnąć na łożu śmierci, gdy umysł nie będzie dłużej znał żony, przyjaciela ni pracy. […]

Przez całe twoje życie nieosiągalne ekstazy były tuż poza zasięgiem twojej świadomości. Nadchodzi dzień, gdy zbudzisz się, by odkryć, niezależnie od wszelkich nadziei, że osiągnąłeś to, lub przeciwnie: że to było w twoim zasięgu i straciłeś to na zawsze.

Problem cierpienia, rozdział 109

Wstanę i opuszczę przyjaciół i dom, I wiele krain jak pielgrzym przemierzę, Przez obce lasy i przez morską pianę,

Aż strome krawędzie świata odnajdę, By do zatoki światła rzucić się z nich. Tam cząstka mnie niegdyś miała swój dom, Nim jeszcze zrodziła się wąska ma Jaźń.

„Our Daily Bread”, Spirits in Bondage

Gry i tańce są niepoważne i bez znaczenia na tym świecie; bo nie tu jest ich miejsce. Tutaj są jedynie chwilowym wytchnieniem od życia, które zostało nam dane, aby je przeżyć. Ale tu wszystko wywrócone jest do góry nogami. Właśnie to, co przedłużane ponad miarę, na tym świecie byłoby uznane za wagary, na tamtym stanowi Cel wszystkich celów. W niebie radość to poważna sprawa.

O modlitwie. Listy do Malkolma, rozdział 17

To nie zawsze przybiera formę Wyspy. Gospodarz wysyłabardzo różne rodzaje obrazów. To, co uniwersalne, to nie jakiś konkretny obraz, lecz dostarczenie przesłania, nie w pełni zrozumiałego, które rozbudza to pragnienie i sprawia, że ludzie tęsknią za czymś na wschód lub na zachód od świata; za czymś, co jest posiadane – o ile w ogóle jest posiadane – jedynie w akcie pragnienia i co zostaje utracone tak szybko, że potem pragnie się samego pragnienia; za czymś, co przyczynia się nieuchronnie do tego, że jest mylone z pospolitymi lub wręcz grubiańskimi przyjemnościami, które są dostępne na wyciągnięcie ręki, lecz co jest w stanie – jeśli przeżywa się wiernie dialektykę jego kolejnych narodzin i zgonów – doprowadzić nas w końcu tam, gdzie można odnaleźć prawdziwe radości.

Błądzenie pielgrzyma, księga 8, rozdział 9

– Nie wezwałbyś mnie, gdybym to ja cię nie wzywał – powiedział Lew.

Srebrne krzesło, rozdział 2

Dziś wiem, Panie, dlaczego nie udzielasz nam odpowiedzi. Sam jesteś odpowiedzią. Wobec Twojego oblicza milknie wszelka wątpliwość. Czy jakaś inna odpowiedź mogłaby nam wystarczyć? Wszędzie tylko słowa i słowa; wiedziemy je do walki z innymi słowami.

Dopóki mamy twarze, księga 2, rozdział 4

Podobnie jak przy lekturze MacDonalda, czytając Chestertona, nie zdawałem sobie sprawy, w co się pakuję. Młody człowiek, który chce być wytrwałym ateistą, musi bardzo starannie dobierać lektury. Pułapki są bowiem wszędzie – „Otwarte biblie, milion niespodzianek”, jak mówi Herbert, „cienkie sieci podstępu”. Bóg, jak się zdaje, jest zupełnie pozbawiony skrupułów.

Zaskoczony radością, rozdział 12

4. Wolna jaźń

Tak właśnie, a nie inaczej, został stworzony świat. Albo coś zależy od indywidualnych wyborów, albo nic od nich nie zależy.

Perelandra, albo Podróż na Wenus, rozdział 11

Dając zarówno ludziom, jak i aniołom wolną wolę, Bóg umożliwił im popełnianie grzechu, udzielił im swej wszechmocy (jest to ruch śmiercionośny lub umniejszający), bowiem zrozumiał, że w świecie wolnych istot – nawet gdyby upadły – zdoła zrealizować (i to jest ponowne wyniesienie) głębsze szczęście i pełniejszą chwałę, niż byłoby to możliwe w świecie istot pozbawionych woli.

Cudy. Wprowadzenie ogólne, rozdział 14

Wolność stworzenia musi oznaczać wolność wyboru, a wybór implikuje istnienie rzeczy, pomiędzy którymi się wybiera. Stworzenie bez otoczenia nie miałoby jak dokonywać wyborów. A zatem wolność, tak jak samoświadomość – o ile nie są one, zaiste, tym samym – wymaga, aby oprócz jaźni istniało w jej obecności także coś innego niż owa jaźń.

Problem cierpienia, rozdział 2

Jeśli podróżujący w jednym kierunku wędruje w dół, ktoś, kto zmierza w przeciwnym kierunku, odbywa podróż pod górę. Jeśli jakiś kamyk leży tam, gdzie ja chcę, żeby leżał, nie może on, o ile nie nastąpi zbieg okoliczności, leżeć tam, gdzie chcesz tego ty. […]

Możemy zapewne wyobrazić sobie świat, w którym Bóg poprawił rezultaty tego nieustannego nadużywania wolnej woli przez Jego stworzenia – świat, w którym drewniana kłoda staje się miękka jak trawa, gdy ktoś zamierza użyć jej jako oręża, a powietrze odmawia mi posłuszeństwa, gdy usiłuję wysłać w nie fale dźwiękowe niosące kłamstwa lub obelgi. Jednak w takim świecie błędne działania byłyby po prostu niemożliwe, a zatem wolność woli byłaby iluzoryczna.

Problem cierpienia, rozdział 2

Grając w szachy, możemy uczynić pewne ustępstwa na rzecz przeciwnika, które do zwykłych reguł gry mają się tak jak cuda do praw natury. Możemy nie używać jakichś figur, np. wieży, lub pozwolić drugiemu graczowi cofnąć niekiedy swój pochopny ruch. Gdybyśmy jednak przyzwolili na wszystko, co w każdej chwili byłoby najodpowiedniejsze dla naszego przeciwnika – gdyby mógł odwoływać wszystkie ruchy i gdyby miał prawo usuwać z szachownicy wszystkie twoje figury za każdym razem, kiedy ich położenie by mu nie odpowiadało – wówczas rozgrywka nie miałaby najmniejszego sensu. Tak samo jest z życiem dusz w świecie: ustalone prawa, konsekwencje ujawniające się poprzez przyczynową konieczność, cały porządek naturalny – są zarazem ograniczeniami, w ramach których zamyka się ich wspólne życie, oraz jedynym warunkiem, pod którym takie życie jest możliwe. Próbując wykluczyć możliwość cierpienia, które stanowi konsekwencję porządku natury i istnienia wolnej woli – odkryjemy, że wykluczamy w ten sposób samo życie.

Problem cierpienia, rozdział 2

Niektórzy myślą, że są w stanie wyobrazić sobie stworzenie, które byłoby wolne, lecz nie miało możliwości popełniania błędów. Ja nie potrafię. Jeśli coś ma wolność bycia dobrym, ma też wolność bycia złym. Wolna wola umożliwiła istnienie zła. Czemu zatem Bóg dał im wolną wolę? Ponieważ wolna wola, choć umożliwia istnienie zła, jest również jedyną rzeczą, która umożliwia wszelką miłość, dobroć lub radość. Świat istot pozbawionych woli – zachowujących się jak automaty – nie byłby wart stworzenia. Szczęście, które Bóg przeznaczył dla swych wyższych istot, to szczęście swobodnego, dobrowolnego zjednoczenia z Nim i ze sobą nawzajem w ekstazie miłości i błogości, przy której największe rozkosze miłości między mężczyzną i kobietą na tej ziemi są jak woda w porównaniu z mlekiem. W tym właśnie celu istoty są obdarzone wolnością.

Jeśli Bóg uważa, że ten stan kosmicznej wojny jest ceną, jaką warto zapłacić za wolną wolę – to znaczy za stworzenie prawdziwego świata, w którym istoty mogą czynić prawdzi­we dobro lub zło i w którym może się zdarzyć coś, co ma rzeczywiste znaczenie, nie zaś świata kukiełek, które poruszają się jedynie wówczas, gdy On pociąga za sznurki – to i my możemy uznać, że warto ją zapłacić.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 2, rozdział 3

Kiedy zrozumiemy, czym jest wolna wola, zobaczymy, jak niemądrze jest pytać (jak ktoś mnie kiedyś zapytał): „Dlaczego Bóg uczynił stworzenie z tak marnej materii, że popełnia ono zło?”. Im lepsza jest materia, z której stworzono daną istotę – im jest mądrzejsza, silniejsza i swobodniejsza – tym lepsza ona będzie, czyniąc dobro, ale i tym gorsza, czyniąc zło. Krowa nie może być bardzo dobra ani bardzo zła; pies może być zarówno lepszy, jak i gorszy; dziecko – jeszcze lepsze lub jeszcze gorsze; zwykły człowiek – jeszcze lepszy lub jeszcze gorszy; geniusz – jeszcze doskonalszy; zaś nadludzki duch – najlepszy lub najgorszy ze wszystkiego.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 2, rozdział 3

Rzekłbym, że najbardziej wymuszone działanie jest również działaniem najswobodniejszym. Chcę przez to powiedzieć, że żadna część ciebie nie jest poza działaniem. Oto paradoks.

I Was Decided Upon, „Decision” (wrzesień 1963)

Człowiek nie może myśleć i mówić o sobie jako o […] dwóch ludziach, z których jeden może wpływać na drugiego i obserwować go. […] Oczywiście ten skryty w cieniu wewnętrzny wspólnik posiada takie same właściwości jak ten zewnętrzny; jest również świadkiem przeciwko tobie, potencjalnym szantażystą, który wywołuje wstyd i strach.

Studies in Words, rozdział 8, sekcja 4

Dopóki nie oddasz Mu siebie, nie będziesz mieć prawdziwego ja […].

Nic z tego, czego nie oddałeś, nigdy nie będzie naprawdę twoje. Nic w tobie, jeśli wcześniej nie umarło, nigdy nie zostanie wskrzeszone. Spójrz w głąb siebie, a w szerszej perspektywie odkryjesz jedynie nienawiść, samotność, rozpacz, wściekłość, ruinę i rozkład. Lecz spójrz na Chrystusa, a odnajdziesz Go, a wraz z Nim wszystko inne.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 4, rozdział 11

Próchno pod krzakami, mech na ścieżce i niewielka ceglana rabata nie uległy widocznym zmianom. A jednak były inne. Granica została przekroczona. Przybyła do świata, bądź do Osoby, czy też do obecności Osoby. Napotkała coś wyczekującego, cierpliwego, nieubłaganego, bez zasłony czy ochrony […]. To żądanie, które teraz napierało na nią, nie było, nawet przez analogię, podobne do innych żądań. To było źródło wszelkich słusznych żądań i zawierało je w sobie. W jego świetle mogłeś je zrozumieć; lecz z nich samych niczego nie mogłeś się dowiedzieć o nim. Nigdy nie było niczego podobnego do tego. A teraz nie było niczego poza tym. Lecz zarazem wszystko było do tego podobne: wszystko co istniało, istniało jedynie dzięki temu podobieństwu. W tej wysokości, głębi i szerokości niewielka idea samej siebie, którą ona dotąd nazywała „ja”, odpadła i znikła, bez trzepotu, w bezdennej odległości jak ptak w przestrzeni bez powietrza. […] Największa rzecz, jaka kiedykolwiek jej się przytrafiła, najwyraźniej znalazła dla siebie miejsce w chwili zbyt krótkiej, by w ogóle nazwać ją czasem.

Ta ohydna siła / Ta straszna siła, rozdział 14

5. Dziecko i dziecięcość

Krytycy, którzy nie traktują zwrotu „dla dorosłych” jako kategorii opisowej, lecz jako aprobatę, sami nie są dorośli. Troska o bycie dorosłym, podziwianie dorosłych, ponieważ są dorośli, rumieniec wywołany posądzeniem o dziecinność – wszystko to zachowania właściwe dzieciom i młodzieży. […] Kiedy miałem dziesięć lat, czytałem bajki po kryjomu i byłoby mi wstyd, gdyby ktoś odkrył, że to robię. Teraz, gdy mam pięćdziesiąt lat, czytam je bez skrępowania. Kiedy stałem się mężczyzną, odłożyłem na bok to, co właściwe dzieciom, w tym strach przed posądzeniem o dziecinność i pragnienie bycia bardzo dorosłym.

On Three Ways of Writing for Children, Of Other Worlds

Tylko o tych dorosłych, którzy zachowali nienaruszoną, pomimo późniejszych uzupełnień i wzbogaceń, swą pierwszą dziecinną reakcję na poezję, można powiedzieć, że w ogóle dorośli. Sama zmiana nie oznacza dorastania. Dorastanie to synteza zmiany i ciągłości, a tam, gdzie nie ma ciągłości, nie ma też dorastania. Słysząc niektórych krytyków, można by przypuszczać, że zanim doceni się w sposób dojrzały Podróże Guliwera, trzeba utracić swe dziecięce uznanie dla tego dzieła. To nie tak. Gdyby tak było, cała koncepcja dojrzałości, dojrzewania byłaby chybiona.

They Asked for a Paper, rozdział 2

Morał, który umieszczasz w książce, najpewniej jest fraze­sem, a nawet kłamstwem, zebranym z powierzchni twej świado­mości. To bezczelność oferować to dzieciom […]. Jedyny mo­- rał, który ma jakąkolwiek wartość, to taki, który rodzi się nieuchronnie z samej natury autora.

Dziecka jako czytelnika nie powinno się traktować ani pobłażliwie, ani bałwochwalczo: mówimy do niego jak człowiek do człowieka. Lecz postawą najgorszą ze wszystkich jest podejście zawodowców, którzy traktują dzieci jak bryłę jakiegoś surowca, który musimy poddać obróbce.

On Three Ways of Writing to Children, Of Other Worlds

Chłopiec nie pogardza prawdziwymi lasami dlatego, że czytał o zaczarowanych lasach – czytanie sprawia, że wszystkie prawdziwe lasy stają się trochę zaczarowane. […] Chłopiec, czytając bajkę, odczuwa pragnienie i jest szczęśliwy z powodu tego pragnienia, bowiem jego umysł nie skupia się na sobie, jak to często się dzieje w opowieściach bardziej realistycznych.

On Three Ways of Writing to Children, Of Other Worlds

świat moralny

1. Tao

Chciałem powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, że istoty ludzkie na całym świecie wyznające ów dziwny pogląd, że powinny zachowywać się w określony sposób, naprawdę nie potrafią się od niego uwolnić. Po drugie zaś, w rzeczywistości wcale nie zachowują się w ten sposób. Znają Prawo Natury – lecz łamią je. Te dwa fakty stanowią podstawę wszelkiego klarownego myślenia o nas samych i o wszechświecie, w którym żyjemy.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 1, rozdział 1

Prawda i fałsz są przeciwieństwami; ale prawda jest normą nie tylko prawdy, lecz również fałszu.

The Allegory of Love, rozdział 7, sekcja 2

Chińczycy także mówią o czymś wielkim (największym ze wszystkiego, co istnieje), co nazywają Tao. Jest to rzeczywistość wykraczająca poza wszelkie predykaty; otchłań, która istniała przed samym Stwórcą. Jest to Natura, Droga, Ścieżka. Droga, którą podąża wszechświat, Droga, na której rzeczy nieustannie wyłaniają się w ciszy i bezruchu, wchodząc w czas i przestrzeń. Jest to również Droga, którą powinien podążać każdy człowiek, naśladując ów kosmiczny i ponadkosmiczny rozwój i dostosowując wszystkie swoje działania do owego wielkiego wzorca. […]

Znający Tao utrzymują, że gdy określamy dzieci jako rozkoszne albo starców jako czcigodnych, nie wyrażamy jedynie w danym momencie naszych rodzicielskich lub synowskich uczuć, ale rozpoznajemy cechy, które wymagają od nas pewnego rodzaju reakcji, bez względu na to, czy damy jej wyraz, czy nie.

Koniec człowieczeństwa, rozdział 110

Jeśli nic nie jest oczywiste samo przez się, niczego nie da się­ udowodnić. Podobnie, jeśli nic nas samo przez się nie obowiązuje, to nie istnieją żadne obowiązki.

Koniec człowieczeństwa, rozdział 2

To, co dla wygody nazwałem Tao, a co inni nazywają prawem naturalnym albo tradycyjną moralnością, albo też pierwszymi zasadami praktycznego rozumu, albo jeszcze inaczej – podstawowymi oczywistościami, nie jest jednym z wielu możliwych systemów wartości. Jest to jedyne źródło wszelkich sądów wartościujących. Jeśli je odrzucimy, odrzucimy wartości jako takie. Jeśli zachowamy choć jedną wartość, zachowamy również Tao. Dążenie do podważenia go i ustanowienia zamiast niego innego systemu wartości jest wewnętrznie sprzeczne. W historii świata nigdy nie istniał i nigdy nie zaistnieje radykalnie nowy sąd wartościujący. Wszystko to, co mieni się nowym systemem wartości czy też (jak mówi się dziś) nową „ideologią”, składa się z fragmentów Tao, arbitralnie wyrwanych z kontekstu, a potem pojedynczo rozdętych do nieprzytomności, choć cała ich słuszność nadal wynika jedynie stąd, że wywodzą się z Tao. Jeśli obowiązek względem rodziców to przesąd, takim samym przesądem jest mój obowiązek względem potomności. Jeśli sprawiedliwość to przesąd, takim samym przesądem jest mój obowiązek względem ojczyzny lub rodzaju ludzkiego. Jeśli dążenie do wiedzy naukowej jest prawdziwą wartością, to jest nią również wierność małżeńska. Bunt nowych ideologii przeciwko Tao jest buntem gałęzi przeciwko drzewu: gdyby zbuntowane gałęzie mogły odnieść sukces, same uległyby unicestwieniu. Ludzki umysł nie potrafi wymyślić nowej wartości, tak samo jak nie potrafi wyobrazić sobie nowego koloru podstawowego ani tym bardziej stworzyć nowego słońca poruszającego się po zupełnie nowym niebie. […]

Poza Tao nie ma podstaw do krytykowania ani samego Tao, ani w ogóle czegokolwiek.

Koniec człowieczeństwa, rozdział 2

Można rzeczywiście powiedzieć o [Tao] genitum, non factum11, czyż bowiem nie jest Tao Samym Słowem, rozpatrywanym z określonego punktu widzenia?

List w The Christian World of C.S. Lewis Clyde’a S. Kilby’ego

Do czasów współczesnych żaden z najwybitniejszych myślicieli nigdy nie wątpił, że nasze sądy wartościujące są racjonalne ani że to, co opisują, jest obiektywne. Przyjmowano za pewnik, że w pokusie namiętność jest przeciwstawiona rozumowi, nie zaś jakiemuś uczuciu. Tak myśleli Platon, Arystoteles, Hooker, Butler i doktor Johnson. Nowoczesny pogląd jest bardzo odmienny. Nie wierzę, że sądy wartościujące są tak naprawdę w ogóle sądami. Są to uczucia, kompleksy lub postawy, które powstają w danej społeczności pod wpływem presji jej otoczenia i jej tradycji i które różnią się od siebie w poszczególnych społecznościach. Powiedzieć, że jakaś rzecz jest dobra, to tylko wyrazić nasze uczucia względem tej rzeczy. Zostaliśmy bowiem społecznie uwarunkowani do takich właśnie uczuć. […] Jeżeli pręt pomiarowy nie jest niezależny od rzeczy, którą mierzy, nie możemy dokonywać pomiarów. […] Umysł ludzki nie potrafi wynaleźć żadnej nowej wartości, tak jak nie potrafi umieścić na niebie nowego słońca ani nowej barwy podstawowej w widmie […].

The Poison of Subjectivism, Christian Reflections

Czy niezmienne normy moralne wykluczają postęp? Wręcz przeciwnie, z wyjątkiem domniemania o niezmiennych standardach, postęp jest niemożliwy. Jeśli dobro to stały punkt, jest co najmniej możliwe, że będziemy się do niego stopniowo zbliżać; jeśli jednak stacja docelowa przemieszcza się z tą samą prędkością co pociąg, to w jaki sposób pociąg ma do niej dotrzeć? Nasze idee dotyczące dobra mogą ulec zmianie, lecz nie mogą się zmienić na lepsze lub gorsze, jeśli nie ma absolutnego i niezmiennego dobra, od którego mogą się oddalać. Możemy coraz bardziej zbliżać się do tego, co właściwe, tylko wtedy gdy to, co doskonale właściwe, jest „nieruchome”. […]

Jeśli „dobro” oznacza jedynie lokalną ideologię, jak tymi, którzy ją wymyślają, może kierować idea dobra? Sama idea wolności zakłada jakieś obiektywne prawo moralne, które obejmuje zarówno władców, jak i poddanych […].

Jeżeli nie powrócimy do pierwotnej, dziecięcej wiary w obiektywne wartości, przepadniemy.

The Poison of Subjectivism, Christian Reflections

Można być dobrym dla samego dobra, nie można być złym dla samego zła. Możesz spełnić dobry czyn, nawet gdy nie czujesz się dobry i kiedy nie sprawia ci to żadnej przyjemności, po prostu dlatego, że dobro jest czymś właściwym. Nikt jednak nigdy nie dopuścił się okrucieństwa tylko dlatego, że okrucieństwo jest czymś złym – lecz dlatego, że okrutny czyn sprawił tej osobie przyjemność lub przyniósł jej korzyść. Innymi słowy, złu nie udaje się nawet być złym w taki sam sposób, w jakim dobro jest dobre. Dobro jest, by tak rzec, samoistne, zaś zło to tylko zepsute dobro. A skoro zostało zepsute, najpierw musiało być dobre. Nazywamy sadyzm zboczeniem płciowym, lecz musimy mieć najpierw pojęcie o normalnej płciowości, zanim będziemy mogli mówić o jej zboczonej formie – możemy zrozumieć, co jest zboczeniem, ponieważ potrafimy wywieść to, co zboczone, z tego, co normalne, nie możemy natomiast wywieść tego, co normalne, z tego, co zboczone […]. Aby być złym, człowiek musi najpierw pragnąć dobrych rzeczy, a następnie dążyć do ich zdobycia w niewłaściwy sposób: musi mieć odruchy, które pierwotnie były dobre, aby móc je w ogóle wypaczyć.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 2, rozdział 2

Klasyczne objaśnienia doktryny, w myśl której nieszczęścia tego świata są zgodne z jego stworzeniem i przewodnictwem w pełni dobrego Bytu, pochodzą od Boecjusza12, czekającego w więzieniu na okrutne tortury i śmierć, oraz od św. Augustyna, medytującego nad złupionym Rzymem […].

Jeżeli zło posiada ten sam rodzaj rzeczywistości co dobro, tę samą autonomię i pełnię, to nasze przywiązanie do dobra przechodzi w swobodnie wybraną lojalność stronnika. Rozsądna teoria wartości wymaga czegoś innego. Wymaga, aby dobro było czymś pierwotnym, zaś zło jedynie jego wypaczeniem; aby dobro było drzewem, a zło bluszczem; aby dobro było w stanie zobaczyć wszystko wokół zła (jak wówczas, gdy rozsądni ludzie zrozumieją obłęd), zaś zło nie mogło wziąć odwetu na dobroci; aby dobro mogło istnieć samodzielnie, zaś zło wymagało dobra, które wykorzystuje, aby wieść swój pasożytniczy żywot.

Skutki zaniedbania tego faktu są poważne – oznacza to bowiem, że źli ludzie lubią zło jako takie, w taki sam sposób jak dobrzy ludzie lubią dobro […].

Zło nie jest nawet złe w ten sam sposób, w jaki dobro jest dobre […]. Pierwszą mglistą koncepcję diabła trzeba, jeśli zaczniemy myśleć, przeanalizować w kontekście bardziej precyzyjnych idei „upadłego” i „zbuntowanego” anioła […]; czy Archanioł Michał naprawdę ma słuszność, a Szatan rzeczywiście jest w błędzie; musi to oznaczać, że mają oni dwie odmienne relacje z kimś lub czymś znajdującym się znacznie bardziej wstecz – z ostateczną podstawą samej rzeczywistości.

Evil and God, „The Spectator” (7 lutego 1941)

Mój argument przeciw istnieniu Boga wynikał z tego, że wszechświat wydawał mi się okrutny i niesprawiedliwy. Skąd jednak wziąłem ową ideę sprawiedliwości i niesprawiedliwości? Człowiek nie mówi o linii, że jest krzywa, o ile nie posiada jakiejś idei linii prostej. Do czego porównywałem ten wszechświat, gdy nazywałem go niesprawiedliwym? Jeśli wszystko było złe i bezsensowne od A do Z, dlaczego ja, będący częścią tej całości, tak gwałtownie na nią reagowałem? Człowiek czuje się mokry, gdy wpadnie do wody, dlatego że nie jest zwierzęciem wodnym – ryby nie czują się mokre. Oczywiście mógłbym odrzucić moją ideę sprawiedliwości, mówiąc, że to nic innego jak tylko mój własny, prywatny pogląd. Gdybym jednak to zrobił, upadłby też mój argument przeciwko istnieniu Boga – bowiem argument ten zależał od stwierdzenia, że świat jest faktycznie niesprawiedliwy, nie zaś tylko że nie zaspokaja moich osobistych wyobrażeń. Tak więc w samej próbie udowodnienia, że Bóg nie istnieje – innymi słowy, że cała rzeczywistość jest bezsensowna – odkryłem, że muszę przyjąć, że pewna część rzeczywistości – a mianowicie moja idea sprawiedliwości – ma sens. W konsekwencji ateizm okazuje się zbyt prosty. Gdyby cały wszechświat nie miał sensu, nie powinniśmy nigdy odkryć tego faktu: dokładnie tak jak we wszechświecie, w którym nie ma światła – a zatem nie ma stworzeń posiadających oczy – nigdy nie wiedzielibyśmy, że jest ciemno. Słowo „ciemność” byłoby pozbawione znaczenia.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 2, rozdział 1

Nie ma nic irracjonalnego w korzystaniu z innych mocy niż nasz rozum […]. Racjonalne jest nierozumowanie, czy też nieograniczanie się do rozumu, w niewłaściwym miejscu; a im bardziej racjonalny jest człowiek, tym lepiej to wie […].

Należy się spodziewać, że znajdziemy w Kościele element, który niewierzący nazwą irracjonalnym, a wierzący – ponad­racjonalnym. Powinien cechować się czymś nieprzeniknionym dla naszego rozumu, ale się mu nie przeciwstawiać […]. Kościół Anglii może pozostać kościołem tylko wówczas, gdy zachowa ów nieprzenikniony element. Jeśli go odrzucimy, jeśli zachowamy tylko to, co można wytłumaczyć normami roztropności i wygody na ławie oskarżonych oświeconego rozsądku, wtedy wymieniamy objawienie na stare widmo Religii Naturalnej.

Notes on the Way, „Time and Tide” (14 sierpnia 1948)

Gdy ktoś spiera się z nimi, mówią, że racjonalizuje własne pragnienia, a zatem nie trzeba mu odpowiadać. Lecz jeśliby ktoś ich słuchał, będą spierać się ze sobą, aby pokazać, że ich doktryny są prawdziwe.

Błądzenie pielgrzyma, księga 4, rozdział 4

Nie moglibyśmy zaakceptować naturalizmu samego w sobie, gdybyśmy naprawdę i konsekwentnie wierzyli w naturalizm. Naturalizm jest bowiem systemem myśli. Jednakże dla natu­ralizmu wszystkie myśli to tylko wydarzenia, których przyczyny są irracjonalne. […]

Zapewne można to ująć w jeszcze inny, prostszy sposób. Każda konkretna myśl (czy jest to ocena faktu, czy wartości) jest lekceważona zawsze i przez wszystkich ludzi w chwili, gdy wierzą, że można ją wyjaśnić, bez reszty, jako skutek irracjonalnych przyczyn. Gdy wiesz, że to, co ktoś mówi, jest w całości wynikiem jego kompleksów lub skutkiem nacisku kości na jego mózg, przestajesz przywiązywać do tego jakąkolwiek wagę. Gdyby jednak naturalizm był słuszny, wszystkie myśli byłyby całkowitym skutkiem irracjonalnych przyczyn. […] Naturalizm sam podrzyna sobie gardło. […]

Za sprawą samego faktu myślenia stwierdzamy, że nasze myśli to coś więcej niż tylko naturalne zjawiska. Wszelkie inne propozycje muszą być dopasowane najlepiej jak się da do tego nadrzędnego stwierdzenia.

A Christian Reply to Professor Price, „Phoenix Quarterly” (jesień 1946)

Nie ma wątpliwości, że jeśli A jest dobre samo z siebie, możemy odkryć przez rozumowanie, że jeśli B jest środkiem prowadzącym do A, także B musi być dobre. Jak jednak musielibyśmy dedukować lub na jakich opierać się przesłankach, aby móc stwierdzić, że „A jest dobre samo z siebie”? Trzeba to oprzeć na innej przesłance, jeszcze przed rozpoczęciem rozumowania.

Odrzucony obraz, rozdział 7, sekcja D

Czy możemy rozwinąć do końca pogląd, że myśl ludzka jest wyłącznie ludzka: że myślenie w określony sposób stanowi po prostu biologiczny fakt dotyczący homo sapiens; że w żaden sposób nie odzwierciedla ono nie­-ludzkich lub uniwersalnych realiów (choć bez wątpienia z nich wynika)? W chwili, gdy zadajemy to pytanie, szachujemy sami siebie. Znajdujemy się w tym właśnie punkcie, pytając, czy dany pogląd na ludzką myśl jest prawdziwy. I ten pogląd, o którym mowa, to tylko pogląd, że myśl ludzka nie jest prawdą, nie jest odbiciem rzeczywistości. I sam ten pogląd jest ludzką myślą. Innymi słowy, pytamy: „Czy myśl, że myśli nie są prawdziwe, jest prawdziwa?”. Jeśli odpowiemy twierdząco, zaprzeczymy sami sobie. Bowiem jeśli wszystkie myśli są nieprawdziwe, to również ta myśl jest nieprawdziwa.

Całkowity sceptycyzm wobec ludzkiej myśli zatem nie istnieje. Nie ma takiej możliwości, byśmy przyjęli zupełnie sceptyczną postawę, gdyż można ją sformułować jedynie poprzez uczynienie milczącego wyjątku na rzecz myśli, którą myślimy w tej właśnie chwili – podobnie jak osoba, która ostrzega nowicjusza: „Nie ufaj nikomu w tym biurze” zawsze oczekuje, że ów zaufa właśnie jej, wypowiadającej te słowa.

De Futilitate, Christian Reflections

Przynajmniej jeden rodzaj myśli – logicznej myśli – nie może być subiektywny i nieistotny dla rzeczywistego świata, jeśli bowiem myśl jest ważna, nie mamy powodu, by wierzyć w rzeczywisty świat. Zdobywamy naszą wiedzę o świecie jedynie przez wnioskowanie. Ten właśnie obiekt, dla którego nasza myśl ma być nieistotna, zależy od istotności naszej myśli. Wszechświat, którego jedyne roszczenie, by w niego wierzyć, opiera się na ważności wnioskowania, nie może zacząć nam mówić, że wnioskowanie jest nieistotne. […] Stwierdzam więc, że logika stanowi rzeczywisty wgląd w sposób, w jaki muszą istnieć prawdziwe rzeczy. Innymi słowy, prawa myśli są również prawami rzeczy: najodleglejszych w przestrzeni i czasie.

De Futilitate, Christian Reflections

Kiedy zaprzeczasz Jego istnieniu, zaprzeczasz istnieniu tej właśnie mocy, która sprawia, że w ogóle jesteś w stanie czemuś zaprzeczać.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 2, rozdział 3

Jeśli mamy nadal dokonywać ocen moralnych (i cokolwiek byśmy nie powiedzieli, powinniśmy to nadal robić), musimy wierzyć, że sumienie człowieka nie jest produktem Natury. Sumienie może być uznane za w pełni ważne wyłącznie wtedy, gdy jest pochodną jakiejś absolutnej mądrości moralnej – mądrości moralnej, która istnieje całkowicie „samoistnie”, nie jest zaś produktem nie­-moralnej i nie­-racjonalnej Natury.

Cudy. Wprowadzenie ogólne, rozdział 5

Moralność czy obowiązek […] nigdy jeszcze nie uczyniły człowieka szczęśliwym samym w sobie lub drogim dla innych. To szokujące, lecz nie da się temu zaprzeczyć. Nie chcielibyśmy być ludźmi (czy też przebywać wśród ludzi), którzy traktują czystość, uczciwość czy dobroć w kategoriach obowiązku: chcemy być ludźmi (i przebywać wśród ludzi), którzy lubią być czyści, uczciwi i dobrzy. Samo podejrzenie, że czyn, który wydawał się aktem spontanicznej życzliwości i hojności, tak naprawdę zrodził się z poczucia obowiązku, nieco go zatruwa. Filozofia mówi o tym, że kategoria etyczna jest autodestrukcyjna; moralność jest zdrowa tylko wtedy, gdy próbuje się unieważnić. Natomiast teologia głosi, że żaden człowiek nie może zostać zbawiony przez swoje uczynki.

English Literature in the Sixteenth Century, księga 2, rozdział 1

Prawda jest taka, że tak bardzo wierzymy w obyczajność – tak bardzo odczuwamy naciskające na nas Regułę czy Prawo – że nie możemy znieść faktu, że naruszamy je, a w rezultacie staramy się przerzucić odpowiedzialność. Zauważmy bowiem, że te wszystkie wyjaśnienia znajdujemy jedynie dla naszego złego zachowania. Tylko nasz zły nastrój tłumaczymy zmęczeniem, zmartwieniem lub głodem; nasz dobry nastrój powstaje z nas samych. […]

W chwili gdy mówisz, że jeden zestaw idei moralnych może być lepszy od drugiego, w rzeczywistości oceniasz oba zestawy, stosując jedną normę, i stwierdzasz, że jest ona zgodna z tą normą bardziej niż inna. Lecz ta norma, za której pomocą mierzy się dwie rzeczy, jest czymś innym, niż są one. W rzeczywistości porównujesz obie do jakiejś prawdziwej Moralności, przyznając, że istnieje coś takiego jak prawdziwa Słuszność, niezależna od tego, co ludzie myślą, i że idee niektórych ludzi są bliższe tej prawdziwej Słuszności niż idee innych ludzi.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 1, rozdziały 1–2

Przypuśćmy, że słyszysz, jak człowiek w niebezpieczeństwie woła o pomoc. Prawdopodobnie będziesz odczuwać dwa pragnienia – jedno, aby udzielić mu pomocy (ze względu na swój instynkt stadny), drugie zaś, aby trzymać się z dala od niebezpieczeństwa (ze względu na swój instynkt samozachowawczy). Oprócz tych dwóch impulsów znajdziesz jednak w sobie jeszcze coś trzeciego, co mówi, że powinieneś kierować się impulsem, by pomóc, zaś stłumić w sobie impuls do ucieczki. To coś, co rozstrzyga pomiędzy tymi dwoma instynktami – coś, co decyduje, który z nich należy pobudzać – samo w sobie nie może być jednym z nich. Równie dobrze można powiedzieć, że zapis muzyczny, który podpowiada ci, jaki ton zagrać na fortepianie w danym momencie utworu, sam jest jednym z tonów na klawiaturze. Prawo Moralne mówi nam, jaką melodię mamy grać: nasze instynkty to tylko klawisze. […]

Prawo Moralne to nie żaden instynkt ani zestaw instynktów, to coś, co wykonuje pewną melodię (melodię tę nazywamy dobrem lub właściwym postępowaniem), dyrygując instynktami.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 1, rozdział 2

Pewien człowiek powiedział mi: „Trzysta lat temu ludzie w Anglii skazywali na śmierć czarownice. Czy właśnie to na­zywasz Regułą Ludzkiej Natury lub Właściwym Postępowaniem?”. Z pewnością przyczyną, dla której nie dokonujemy egzekucji na czarownicach, jest fakt, że nie wierzymy w takie rzeczy. Gdybyśmy w nie wierzyli – gdybyśmy naprawdę myśleli, że są ludzie, którzy sprzedali się diabłu, otrzymali od niego w zamian nadprzyrodzone moce i korzystali z nich, aby zabijać swoich sąsiadów lub sprowadzać na nich szaleństwo lub złą pogodę – z pewnością zgodzilibyśmy się wszyscy, że ktoś taki zasłużył na karę śmierci, tak jak sądzili ci plugawi zdrajcy. Nie ma tu różnicy, jeżeli chodzi o zasadę moralną: różnica dotyczy jedynie faktu. Być może niewiara w istnienie czarownic stanowi wielki postęp w zakresie wiedzy, nie ma jednak mowy o postępie moralnym, jeśli nie zabijamy czarownic dlatego, że uważamy, że nie istnieją. Nie nazwałbym postępowaniem humanitarnym rezygnacji z ustawiania pułapek na myszy przez kogoś, kto uważa, że w jego domu nie ma myszy.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 1, rozdział 2

Możemy próbować wyobrażać sobie, że kiedy mówisz, że człowiek nie powinien postępować tak, jak postępuje, masz jedynie na myśli to samo, co wtedy, gdy mówisz, że dany kamień ma nieodpowiedni kształt – innymi słowy, że postępowanie owego człowieka jest dla ciebie przykre. Ale to po prostu nieprawda. Człowiek zajmujący w pociągu miejsce przy oknie, dlatego że był w przedziale wcześniej, i człowiek, który wślizgnął się na to miejsce, korzystając z chwili, gdy odwróciłem się, aby usunąć moją torbę, są dla mnie jednakowo uciążliwi. Winię jednak drugiego człowieka, nie pierwszego. Nie złoszczę się – lub złoszczę się tylko przez chwilę, zanim ochłonę – na kogoś, kto podcina mi nogę przez przypadek; złoszczę się na kogoś, kto stara się podciąć mi nogę, nawet jeśli mu się to nie uda. A przecież to przez tego pierwszego się skaleczyłem, nie przez drugiego.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 1, rozdział 3

Prawo moralne nie daje nam żadnych podstaw do myślenia, że Bóg jest „dobry” w tym sensie, że jest pobłażliwy, łagodny lub współczujący. W Prawie moralnym nie ma nic pobłażliwego. Jest ono ostre jak gwoździe. Nakazuje ci zrobić to, co słuszne, i zdaje się nie dbać o to, jak bolesne i niebezpieczne jest spełnienie tego nakazu. Jeśli Bóg jest niczym Prawo Moralne, nie jest łagodny.

O wierze i moralności chrześcijańskiej / Chrześcijaństwo po prostu, księga 1, rozdział 3

Możemy przerzucać się zwrotami: „chcę”, „jestem zmuszony”, „tak będzie roztropnie” i „nie odważę się”, jak długo nam się podoba, bez wydobywania z nich najmniejszej sugestii „powinności” i „zakazu”. Podobnie jak w przypadku Numinosum13 wszelkie próby wyjaśnienia doświadczenia moralnego poprzez coś innego zawsze zakładają z góry obecność tego właśnie, co próbują wyjaśnić – tak jak słynny psychoanalityk, który wywodzi je z prehistorycznego ojcobójstwa14. Jeśli owo ojcobójstwo wywołało w sprawcach poczucie winy, to znaczy, że czuli oni, że nie powinni byli go popełniać; gdyby tego nie czuli, ów akt nie mógłby wywołać w nich żadnego poczucia winy. Moralność, podobnie jak numinotyczna bojaźń, stanowi skok w inny wymiar; człowiek wychodzi poza wszystko to, co może być „dane” poprzez fakty doświadczenia. Posiada ona pewną cechę, zbyt istotną, aby ją zignorować. Ludzie mogą uznawać różne systemy etyczne – chociaż u swej podstawy nie są one aż tak bardzo zróżnicowane, jak się często twierdzi – ale wszystkie są zgodne w tym, że zalecają zachowanie, którego ich stronnikom nie udaje się praktykować. Wszyscy ludzie podobnie zostają potępieni nie przez obce kody etyczne, lecz przez swoje własne, a zatem wszyscy są świadomi swej winy. […] Ta świadomość nie jest ani logiczną, ani nielogiczną konkluzją z faktów doświadczenia; gdybyśmy nie wprowadzili jej do naszego doświadczenia, nie moglibyśmy jej tam znaleźć. Jest to albo niewytłumaczalne złudzenie, albo objawienie.

Problem cierpienia, rozdział 1

Ten sam paradoks [połączenia dobrego pisarstwa z wiarą religijną] dotyczył autorów starożytności. Najbardziej religijni z nich (Platon, Ajschylos, Wergiliusz) byli równocześnie tymi, którymi mogłem naprawdę się delektować. Z drugiej strony zaś autorzy pozbawieni tej przypadłości, czyli ci, z którymi teoretycznie powinna mnie łączyć szczera sympatia – Shaw, Wells, Mill, Gibbon, Voltaire – wszyscy wydawali mi się nieprzekonywający, „kiepscy”, jak powiedzielibyśmy w szkole. Nie znaczy to, że ich nie lubiłem. Wszystkich (szczególnie Gibbona) czytałem z przyjemnością, ale też z niczym więcej. Nie znajdowałem w nich głębi. Ich książki odbierałem jako zbyt proste; prezentowanemu w nich życiu brakowało ciężaru i złożoności.

Zaskoczony radością, rozdział 14

Bóg może być czymś więcej niż dobrem moralnym: z pewnością nie jest On niczym mniej. Droga do Ziemi Obiecanej biegnie przez Synaj. Prawo moralne może istnieć, aby być przekraczane, lecz nie mogą przekraczać go ci, którzy wcześniej nie uznali jego roszczeń wobec siebie, a następnie próbowali ze wszystkich sił sprostać temu wezwaniu i szczerze skonfrontowali się z faktem swej porażki.

Problem cierpienia, rozdział 4

Wydaje się, że istnieje pewna ogólna reguła we wszechświecie moralności, którą można sformułować następująco: „Im wyżej, tym bardziej niebezpiecznie”. „Zwykły, ulegający zmysłom człowiek”, który jest czasem niewierny swojej żonie, czasem podchmielony, zawsze trochę samolubny, teraz i wtedy (zgodnie z prawem) nieco bezwzględny w interesach, z pewnością jest według zwykłych standardów „niższym typem” niż człowiek, którego duszę całkowicie wypełnia jakaś Wyższa Sprawa, której podporządkowuje on swoje zachcianki, powodzenie, a nawet bezpieczeństwo. Ale to z tego drugiego człowieka można zrobić coś naprawdę szatańskiego: Inkwizytora, Członka Towarzystwa Bezpieczeństwa Publicznego. To wielcy ludzie, potencjalni święci, a nie ci „mali”, stają się bezlitosnymi fanatykami. Ci, którzy najbardziej ochoczo gotują się na śmierć dla sprawy, mogą łatwo stać się tymi, którzy najbardziej ochoczo dla sprawy zabiją. […] Nie powinniśmy przeceniać relatywnej nieszkodliwości małych, powolnych zmysłom, frywolnych ludzi. Oni nie są ponad pewnymi pokusami, lecz poniżej ich.

Rozważania o Psalmach, rozdział 3

Ze wszystkich złych ludzi najgorsi są źli religijni ludzie. Ze wszystkich stworzeń najbardziej nikczemne jest to, które na początku przebywało w bezpośredniej obecności Boga.

Rozważania o Psalmach, rozdział 3

Ze wszystkich tyranii tyrania sprawowana z oddaniem dla dobra swych ofiar może być najtrudniejsza do zniesienia. Byłoby lepiej żyć pod panowaniem bandyckich baronów niż wszechmocnych moralnych intrygantów.

The Humanitarian Theory of Punishment, „Res Judicatae” (czerwiec 1953)

Teoria kary, która ma charakter czysto przykładowy lub czysto poprawczy, lub łączy w sobie oba podejścia, jest szokująco niemoralna. Tylko pojęcie odpłaty za popełniony czyn łączy karę z moralnością jako taką. Jeśli liczy się tylko odstraszanie, egzekucja niewinnego człowieka, pod warunkiem że wszyscy uważają go za winnego, byłaby w pełni uzasadniona. Jeśli liczy się tylko aspekt poprawczy, nie istnieją wówczas żadne argumenty przeciwko bolesnej i obowiązkowej poprawie wszystkich naszych wad, a rząd postrzegający chrześcijaństwo jako neurozę będzie mieć uzasadnione prawo do przekazania nas wszystkich w ręce tych, którzy jutro nas „uleczą”.

List zamieszczony w „Church Times” (1 grudnia 1961)

Tak więc, gdy przestajemy zastanawiać się, na co zasługuje przestępca, a zastanawiamy się tylko nad tym, co go uleczy lub zniechęci innych do popełniania przestępstw, milcząco usuwamy go ze sfery sprawiedliwości jako takiej; zamiast osoby, będącej podmiotem praw, jest on jedynie przedmiotem, pacjentem, „przypadkiem”.

The Humanitarian Theory of Punishment, „Res Judicatae” (czerwiec 1953)

– Czy ślubujesz posłuszeństwo – spytał Dyrektor – posłuszeństwo Maleldilowi?

– Sir – odparła Jane – nic nie wiem o Maleldilu. Lecz ślubuję posłuszeństwo tobie.

– Na razie to wystarczy – stwierdził Dyrektor. – Dzięki łaskawości Głębokich Niebios, gdy chcesz dobrze, On zawsze sprawia, że chcesz lepiej, niż sama początkowo sądziłaś. To nie wystarczy na zawsze. On jest bardzo zazdrosny. Na koniec sprawi, że będzie cię traktować jak siebie samego. Ale na razie to wystarczy.

Ta ohydna siła / Ta straszna siła, rozdział 10

Ci, którzy nienawidzą dobra, są czasem bliżej niż ci, którzy w ogóle nic o nim nie wiedzą, a sądzą, że już je posiadają.

Podział ostateczny, rozdział 9

2. Rzeczywistość

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Hierarchia

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

4. Właściwe zastosowanie przedmiotów

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

5. Religia i irreligia

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

biblia

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

trójca

1. Bóg

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

2. Chrystus

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Duch Święty i anioły

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

grzech

1. Zło

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

2. Jaźń

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Pycha

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

chrześcijańskie zobowiązanie

1. Alternatywy

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

2. Natura chrześcijaństwa

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Zbawienie

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

4. Praktykowanie życia chrześcijańskiego

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

piekło i niebo

1. Piekło

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

2. Ból i przyjemność

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Niebo

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

miłość i seks

1. Przywiązanie i przyjaźń

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

2. Miłość

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Seks

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

przyroda

1. Rzeczywistość przyrody

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

2. Przyroda i świat nadprzyrodzony

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Bóg jako stwórca przyrody

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

4. Przyroda, mit i alegoria

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

świat postchrześcijański

1. Nowoczesny punkt widzenia

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

2. Materializm, determinizm i wartość obiektywna

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

3. Edukacja i religia

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

4. Sztuka

Ten rozdział znajdziesz w pełnej wersji książki.

Przypisy

1 Jeśli nie podano inaczej, wszystkie przytaczane teksty w tłumacze­niu moim [A.W.].

2 Pierwszy tom Trylogii międzyplanetarnej. Pierwsze wydanie w Polsce miało miejsce w 1982, tłum. A. Polkowski [przyp. red.].

3 Wewnątrz Kościoła anglikańskiego od XIX wieku zaznacza się podział na High Church – konserwatywny, zbliżony do rzymskiego katolicyzmu i kultywujący liturgię, Low Church – bardziej ludowy i bliższy kalwinizmowi oraz liberalny Broad Church [przyp. tłum.].

4 C.S. Lewis, O modlitwie. Listy do Malkolma, tłum. Magda Sobolewska, Kraków 2011. Kolejne cytaty z tej pozycji przytaczane są w tłum. M. Sobolewskiej.

5 Tegoż, Rozważania o psalmach, tłum. Aleksandra Motyka, Kraków 2011. Kolejne cytaty z tej pozycji przytaczane są w tłum. A. Motyki.

6 Tegoż, Zaskoczony radością, tłum. M. Sobolewska, Kraków 2010. Kolejne cytaty z tej pozycji przytaczane są w tłum. M. Sobolewskiej.

7 Tegoż, Dopóki mamy twarze, tłum. Albert Gorzkowski, Kraków 2010. Kolejne cytaty z tej pozycji przytaczane są w tłum. A. Gorzkowskiego.

8 William Wordsworth (1770–1850) – angielski poeta uznawany za jed­nego z prekursorów romantyzmu w literaturze brytyjskiej, reprezentant tzw. szkoły jezior [przyp. red.].

9 Tegoż, Problem cierpienia, tłum. A. Wojtasik, Kraków 2010. Kolejne cytaty z tej pozycji przytaczane są w tłum. A. Wojtasika.

10 Tegoż, Koniec człowieczeństwa, tłum. M. Sobolewska, Kraków 2013. Kolejne cytaty z tej pozycji przytaczane są w tłum. M. Sobolewskiej.

11 Łac. zrodzony, a nie stworzony – jedna z cech Boga wymieniana w ni­cejsko­-konstantynopolitańskim wyznaniu wiary [przyp. tłum.].

12 Boecjusz (ok. 480–524 lub 526) – rzymski filozof, teolog, polityk, tłumacz dzieł Arystotelesa [przyp. red.].

13 Inaczej: numinotyczność. Podstawowy termin w filozofii niemieckiego myśliciela i religioznawcy Rudolfa Otto. Numinosum oznacza odczucie bóstwa uobecniającego się w świadomości człowieka religijnego [przyp. red.].

14 Mowa o Sigmundzie Freudzie (1856–1939) – austriackim psychiatrze i neurologu, twórcy psychoanalizy [przyp. red.].

Spis treści

Przedmowa

Natura człowieka

Człowiek stworzony na obraz Boga

Człowiek upadły

Tęsknota nie do ukojenia

Wolna jaźń

Dziecko i dziecięcość

Świat moralny

Tao

Rzeczywistość

Hierarchia

Właściwe zastosowanie przedmiotów

Religia i irreligia

Biblia

Trójca

Bóg

Chrystus

Duch Święty i anioły

Grzech

Zło

Jaźń

Pycha

Chrześcijańskie zobowiązanie

Alternatywy

Natura chrześcijaństwa

Zbawienie

Praktykowanie życia chrześcijańskiego

Piekło i niebo

Piekło

Ból i przyjemność

Niebo

Miłość i seks

Przywiązanie i przyjaźń

Miłość

Seks

Przyroda

Rzeczywistość przyrody

Przyroda i świat nadprzyrodzony

Bóg jako stwórca przyrody

Przyroda, mit i alegoria

Świat postchrześcijański

Nowoczesny punkt widzenia

Materializm, determinizm i wartość obiektywna

Edukacja i religia

Sztuka

Książki C.S. Lewisa w tej serii:

Smutek, tłum. Jadwiga Olędzka,

s. 120, 24,90 zł

Dopóki mamy twarze, tłum. Albert Gorzkowski,

s. 360, 34,90 zł

Problem cierpienia, tłum. Andrzej Wojtasik,

s. 200, 29,90 zł

Zaskoczony Radością, tłum. Magda Sobolewska,

s. 352, 34,90 zł

Rozważania o Psalmach, tłum. Aleksandra Motyka,

s. 208, 29,90 zł

O modlitwie. Listy do Malkolma, tłum. Magda Sobolewska,

s. 200, 29,90 zł

Koniec człowieczeństwa, tłum. Magda Sobolewska,

s. 128, 24, 90 zł

Mroczna Wieża, tłum. Aleksandra Motyka,

s. 272, 34, 90 zł

Zamówienia:

tel. / fax 12 267-05-69

Wydawnictwo Esprit SC,

ul. św. Kingi 4, 30-528 Kraków

Księgarnia internetowa:

www.esprit.com.pl

W przygotowaniu książki C.S. Lewisa:

Alegoria miłości

Ostatnia noc na Ziemi

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Alegoria miłości. Studium tradycji średniowiecza Trylogia kosmiczna (wyd. zbiorcze) Przebudzony umysł Mroczna wieża Koniec człowieczeństwa Opowieści z Narnii. Koń i jego chłopiec 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?