Zrozumieć kota

Zrozumieć kota

Autorzy: John Bradshaw

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategorie: Lifestyle

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 376

Cena książki papierowej: 36.99 zł

cena od: 25.13 zł

Obowiązkowa lektura dla wszystkich miłośników i sympatyków kotów. Rozwiewa fałszywe wyobrażenia i jest szansą na polepszenie relacji między kotem a człowiekiem.

W książce znany antrozoolog John Bradshaw wnika w umysł udomowionego kota i nakreśla jego drogę ewolucyjną. Wykorzystując dorobek najnowszych badań naukowych, obala mity pokutujące na temat tego zwierzęcia. Dowodzi, że pomimo długich dziejów u boku człowieka kot trzema łapami wciąż tkwi w stanie dzikim - że pozostał zwierzęciem drapieżnym i lubiącym samotność, co często stoi w sprzeczności z cywilizacją XXI, w której przyszło mu żyć. Zarazem jest zwierzęciem o zadziwiających zdolnościach adaptacyjnych, mógłby więc bez trudu - w ciągu zaledwie kilku pokoleń - wrócić do pierwotnego stanu, charakterystycznego dla swych przodków sprzed dziesięciu tysięcy lat.

Bradshaw pokazuje, że aby koty harmonijnie współżyły z człowiekiem we współczesnym świecie, należy lepiej poznać ich naturę - rozumieć mowę ich ciała, potrzeby i nawyki. W ten sposób możemy świadomie wpływać na ich instynkt łowczy i wrodzoną nieufność.

"Ta fascynująca książka to jedna z najlepszych książek o kotach. Na każdej stronie znajdowałem nowe dla mnie informacje, a praktyczne porady autora z pewnością okażą się użyteczne dla wszystkich hodowców kotów".

Jeffrey Moussaieff Masson, współautor Kiedy słonie płaczą

Tytuł ory­gi­nału

CAT SEN­SE. HOW THE NEW FE­LI­NE SCIEN­CE CAN MAKE YOU A BET­TER FRIEND TO YOUR PET

Re­dak­cja

Ro­bert Sudół

Ko­rek­ta

Ewa Ja­strun

Pro­jekt okładki

Mag­da­le­na Za­wadz­ka Au­reu­sart

Zdjęcie na okładce

Zol­tan Ka­to­na/ Shut­ter­stock

DTP

Pau­li­na La­bus

Co­py­ri­ght © 2013 by John Brad­shaw

Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion © by Wy­daw­nic­two Czar­na Owca, War­sza­wa 2014

WY­DA­NIE I

Wszel­kie pra­wa za­strzeżone. Ni­niej­szy plik jest objęty ochroną pra­wa au­tor­skie­go i za­bez­pie­czo­ny zna­kiem wod­nym (wa­ter­mark).

Uzy­ska­ny dostęp upo­ważnia wyłącznie do pry­wat­ne­go użytku.

Roz­po­wszech­nia­nie całości lub frag­men­tu ni­niej­szej pu­bli­ka­cji

ISBN 978-83-7554-588-3

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

e-mail: wydawnictwo@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. (22) 616 29 36; faks (22) 433 51 51

Zapraszamy do naszego sklepu internetowego:

www.czarnaowca.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

Motto

Przedmowa

Podziękowania

Wprowadzenie

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Propozycje dalszych lektur

Przypisy od autora

Przypisy od tłumacza

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wy­daw­cy. Pro­si­my, abyś prze­strze­gał praw, ja­kie im przysługują. Jej za­war­tość możesz udostępnić nie­odpłat­nie oso­bom bli­skim lub oso­biście zna­nym. Ale nie pu­bli­kuj jej w in­ter­ne­cie. Jeśli cy­tu­jesz jej frag­men­ty, nie zmie­niaj ich treści i ko­niecz­nie za­znacz, czy­je to dzieło. A ko­piując jej część, rób to je­dy­nie na użytek oso­bisty.

Sza­nuj­my cudzą własność i pra­wo.

Więcej na www.le­gal­na­kul­tu­ra.pl

Pol­ska Izba Książki

Pies wpa­tru­je się w człowie­ka, kot spogląda na nie­go z góry.

Win­ston Chur­chill

Jeśli ktoś ko­cha koty, je­stem jego przy­ja­cie­lem bez żad­nych dal­szych pytań.

Mark Twa­in

Przed­mo­wa

Czym jest kot? Odkąd koty po­ja­wiły się wśród nas, za­wsze nas in­try­go­wały. Według ir­landz­kiej le­gen­dy „ko­cie oczy to okno do in­ne­go świa­ta” – jakiż to nie­zwykły świat! Większość właści­cie­li zwierząt do­mo­wych przy­zna, że psy są szcze­re i uczci­we, nie skry­wają swo­ich in­ten­cji przed człowie­kiem, który poświęca im uwagę. Koty zaś są nie­uchwyt­ne: ak­cep­tu­je­my je ta­ki­mi, ja­kie są, lecz one nig­dy nie ujaw­niają, ja­kie są na­prawdę. Win­ston Chur­chill na­zy­wał swo­je­go kota Joc­ka „asy­sten­tem do zadań spe­cjal­nych”. Zna­na jest jego uwa­ga o po­li­ty­ce Ro­sji: „Jest za­gad­ko­wa, okry­ta ta­jem­nicą, pełna nie­ja­sności, ale może da się zna­leźć do niej klucz”. To samo mógłby równie do­brze po­wie­dzieć o ko­tach.

Czy rze­czy­wiście ist­nie­je klucz do za­gad­ki kota? Je­stem prze­ko­na­ny, że tak i że klu­cza tego należy szu­kać w na­uce. Dzie­liłem dom z pa­ro­ma ko­ta­mi i uświa­do­miłem so­bie, że stwier­dze­nie „po­sia­dam kota” nie od­da­je re­la­cji z nimi zbyt traf­nie. Byłem świad­kiem na­ro­dzin kil­ku po­ko­leń kociąt, opie­ko­wałem się ko­ta­mi, gdy żałośnie się sta­rzały i nie­dołężniały. Po­ma­gałem w ra­to­wa­niu bez­pańskich kotów, które dosłownie go­to­we były kąsać kar­miącą je rękę. A prze­cież nie mam po­czu­cia, by to oso­bi­ste za­an­gażowa­nie samo w so­bie wie­le mi po­mogło w zro­zu­mie­niu, czym koty są na­prawdę. Do­pie­ro pra­ce na­ukowców – bio­logów, ar­che­ologów, spe­cja­listów od psy­cho­lo­gii zwierząt i pro­cesów roz­wo­jo­wych, ba­da­czy DNA i an­tro­po­zo­ologów, jak ja sam – przy­niosły mi odłamki wie­dzy, z których połącze­nia zaczął wyłaniać się praw­dzi­wy ob­raz ko­ciej na­tu­ry. Wciąż bra­ku­je nam kil­ku ele­mentów, lecz osta­tecz­ny wy­nik już się ry­su­je. To do­bry mo­ment na podsumowa­nie: co już wie­my, co jesz­cze mu­si­my zba­dać, a przede wszyst­kim – jak możemy użyć na­szej wie­dzy w celu po­pra­wie­nia co­dzien­ne­go bytu kotów.

Wy­ro­bie­nie so­bie wy­obrażenia o tym, co kot so­bie myśli, nie po­win­no umniej­szać przy­jem­ności płynącej z „po­sia­da­nia” go. Według jed­nej teo­rii możemy się cie­szyć to­wa­rzy­stwem zwierząt je­dy­nie wówczas, gdy trak­tu­je­my je jak „małych lu­dzi” – czy­li trzy­ma­my je w domu po pro­stu po to, by rzu­to­wać na nie swo­je myśli i po­trze­by, bez oba­wy, że pew­ne­go dnia po­wiedzą nam, jak bar­dzo się my­li­my. Z tego poglądu wy­ni­ka lo­gicz­ny wnio­sek: gdy­byśmy byli zmu­sze­ni po­go­dzić się z tym, że nasi ulu­bieńcy ani nie ro­zu­mieją tego, co do nich mówimy, ani się tym nie przej­mują, mogłoby się na­gle oka­zać, że już ich nie ko­cha­my. Nie pod­piszę się pod tym. Ludz­ki umysł jest w pełni zdol­ny do równo­ległego pielęgno­wa­nia dwóch na pozór nie­zgod­nych ze sobą wy­obrażeń o zwierzętach bez od­rzu­ca­nia które­go­kol­wiek z nich. Nie­zli­czo­ne ry­sun­ki hu­mo­ry­stycz­ne i kart­ki z życze­nia­mi żywią się myślą, że zwierzęta są pod pew­ny­mi względami po­dob­ne, pod in­ny­mi zaś zupełnie niepo­dob­ne do lu­dzi. Nie byłyby za­baw­ne, gdy­by jed­na z tych kon­cep­cji wy­klu­czała drugą. W grun­cie rze­czy jest wręcz prze­ciw­nie. Im więcej do­wia­duję się o ko­tach, zarówno z własnych, jak i cu­dzych badań, w tym większym stop­niu cenię możliwość dzie­le­nia z nimi życia.

Koty fa­scy­no­wały mnie od dzie­ciństwa. Nie było ich wte­dy ani w moim domu, ani u sąsiadów. Je­dy­ne, ja­kie znałem, żyły na far­mie na końcu uli­cy i nie były to zwierzęta do­mo­we, tyl­ko podwórzo­we my­szołapy. Gdy prze­cho­dzi­liśmy tamtędy z bra­tem, nie­raz któryś z nich w dro­dze z la­mu­sa do sto­doły rzu­cał nam in­try­gujące spoj­rze­nie, lecz były to zwierzęta bar­dzo za­afe­ro­wa­ne i nie­spe­cjal­nie przy­ja­zne dla lu­dzi, zwłasz­cza małych chłopców. Kie­dyś far­mer po­ka­zał nam gniaz­do z kociętami ukry­te w sto­gu sia­na. Nie sta­rał się jed­nak zbyt­nio oswa­jać swo­ich kotów, były dla nie­go tyl­ko ochroną przez szkod­ni­ka­mi. W tam­tym cza­sie sądziłem, że kot to po pro­stu jesz­cze jed­no wiej­skie zwierzę, ta­kie jak kur­cza­ki bie­gające po podwórku lub kro­wy spędza­ne co wieczór do obo­ry na udój.

Pierw­szym do­mo­wym ko­tem, którego po­znałem, był neu­ro­tycz­ny bur­mańczyk o imie­niu Kel­ly, dokładne prze­ci­wieństwo tam­tych kotów z far­my. Kel­ly należał do przy­ja­ciółki mo­jej mat­ki, która cier­piała na na­wro­ty cho­ro­by i nie miała żad­ne­go sąsia­da, który mógłby za­opie­ko­wać się ko­tem pod­czas jej po­by­tu w szpi­ta­lu. Bra­liśmy go więc na prze­cho­wa­nie. Nie można go było wy­pusz­czać na dwór, gdyż mógłby wte­dy uciec do swo­je­go domu. Nie­ustan­nie miau­czał, jadł tyl­ko go­to­wa­ne­go dor­sza i naj­wy­raźniej był przy­zwy­cza­jo­ny, że sta­no­wi wyłączny przed­miot za­in­te­re­so­wa­nia swo­jej zwa­rio­wa­nej właści­ciel­ki. Pod­czas po­by­tu u nas spędzał większość cza­su ukry­ty za ka­napą, ale gdy dzwo­nił te­le­fon, w kil­ka se­kund wy­ska­ki­wał z kryjówki, upew­niał się, że moja mat­ka jest zajęta roz­mową, po czym za­ta­piał swe długie, bur­mańskie kły w jej łydce. Oso­by często do nas te­le­fonujące wie­działy, że najpóźniej po dwu­dzie­stu se­kundach roz­mowę prze­rwie okrzyk bólu i wy­mam­ro­ta­ne pod no­sem prze­kleństwo. Co zro­zu­miałe, nikt z nas nie lubił spe­cjal­nie Kel­ly’ego i za­wsze czu­liśmy ulgę, gdy wra­cał do własne­go domu.

Do­pie­ro gdy zacząłem ho­do­wać własne zwierzęta, do­ce­niłem przy­jem­ność płynącą z to­wa­rzy­stwa nor­mal­ne­go kota – to zna­czy kota, który mru­czy, kie­dy się go głasz­cze, i wita człowie­ka, ocie­rając się o jego nogi. Do­ce­nia­li to za­pew­ne również pierw­si lu­dzie, którzy przed tysiącami lat wpuścili koty za swój próg. Tego ro­dza­ju ozna­ki przy­jaźni są również właściwe oswo­jo­nym eg­zem­pla­rzom afry­kańskie­go żbika – od­ległego przod­ka kota do­mo­we­go. Waga przy­wiązy­wa­na do tych cech stop­nio­wo zwiększała się na prze­strze­ni wieków. Pod­czas gdy współcześni właści­cie­le kotów cenią je nade wszyst­ko za ich przy­mil­ność, przez większą część hi­sto­rii koty mu­siały za­pra­co­wać na utrzy­ma­nie, zwal­czając my­szy i szczu­ry.

Wraz z rosnącą wiedzą o ko­tach co­raz bar­dziej do­ce­niałem ich uty­li­tarną przeszłość. Splod­ge, pu­szy­sty czar­no-biały ko­ciak, którego ku­pi­liśmy na­szej córce w cha­rak­te­rze re­kom­pen­sa­ty za ko­niecz­ność prze­pro­wadz­ki, szyb­ko wyrósł na dużego, kudłate­go i dość hu­mo­rza­ste­go łowcę. W prze­ci­wieństwie do wie­lu in­nych kotów nie czuł lęku przed szczu­ra­mi, na­wet do­rosłymi. Wkrótce na­uczył się, że zo­sta­wia­nie nieżywe­go gry­zo­nia na środ­ku kuch­ni, żebyśmy mo­gli go zo­ba­czyć, gdy zej­dzie­my na śnia­da­nie, nie spo­ty­ka się z apro­batą, więc zaczął za­cho­wy­wać szczegóły swo­jej myśliw­skiej działalności dla sie­bie – choć sądzę, że dla szczurów nadal nie miał litości.

Śmiały wo­bec szczurów Splod­ge zwy­kle stro­nił od in­nych kotów. Nie­raz słysze­liśmy trzask ko­ciej klap­ki wejścio­wej, kie­dy w sza­lo­nym pośpie­chu wpa­dał do domu, i jeśli się wówczas zerknęło przez okno, zwy­kle można było zo­ba­czyć jed­ne­go ze star­szych kotów z sąsiedz­twa wpa­trującego się w na­sze ogro­do­we drzwi. Splod­ge miał ulu­bio­ny te­ren łowiec­ki w po­bli­skim par­ku, ale prze­my­kał się tam i z po­wro­tem nie­zau­ważal­nie. Jego nieśmiałość wo­bec przed­sta­wi­cie­li własne­go ga­tun­ku, zwłasz­cza samców – ce­cha często występująca u kotów – była prze­ja­wem ni­skich umiejętności społecz­nych, co jest może naj­ważniejszą różnicą między ko­ta­mi a psa­mi. Większość psów bez tru­du „do­ga­du­je się” ze swy­mi po­bra­tym­ca­mi; dla kota inny kot na ogół jest za­grożeniem. Mimo to wie­lu dzi­siej­szych właści­cie­li spo­dzie­wa się, że ich pu­pil bez za­strzeżeń za­ak­cep­tu­je ta­kie­go in­tru­za – bez skru­pułów biorą do­dat­ko­we­go kota na wy­cho­wa­nie albo zmie­niają miesz­ka­nie, prze­nosząc swo­je ni­cze­go nie­podej­rze­wające zwierzę do no­we­go śro­do­wi­ska, które jakiś inny kot uważa za swo­je te­ry­to­rium.

Kotu nie wy­star­cza sta­bil­ne śro­do­wi­sko społecz­ne. Spo­dzie­wa się, że właści­cie­le za­pew­nią mu również trwałe śro­do­wi­sko fi­zycz­ne. Kot jest z na­tu­ry zwierzęciem te­ry­to­rial­nym, które moc­no za­pusz­cza ko­rze­nie w swo­im oto­cze­niu. Niektórym wy­star­cza dom właści­cie­la. Ko­lej­na moja kot­ka, Lucy, nie prze­ja­wiała za­in­te­re­so­wa­nia po­lo­wa­niem, cho­ciaż była cio­teczną wnuczką Splod­ge’a. Rzad­ko od­da­lała się da­lej niż o kil­ka­naście metrów od domu – tyl­ko kie­dy miała okres, zni­kała na­wet na całe go­dzi­ny za mu­rem na­sze­go ogro­du. Za to Lib­by, uro­dzo­na w na­szym domu córka Lucy, była równie dziel­nym myśli­wym jak Splod­ge, lecz wolała przy­woływać do sie­bie ko­cu­ry, za­miast ich szu­kać. Cho­ciaż wszyst­kie trzy koty, Splod­ge, Lucy i Lib­by, były spo­krew­nio­ne i wszyst­kie spędziły w tym sa­mym domu większość życia, każdy z nich miał odrębną oso­bo­wość, i jeśli, ob­ser­wując je, na­uczyłem się cze­goś, to tego, że nie ist­nie­je coś ta­kie­go, jak „ty­po­wy kot”: koty różnią się cha­rak­te­rem tak samo jak lu­dzie. Ta ob­ser­wa­cja za­in­spi­ro­wała mnie do badań nad przy­czy­na­mi tych różnic.

Trans­for­ma­cja kota z tępi­cie­la gry­zo­ni w zwierzę do to­wa­rzy­stwa nastąpiła nie­daw­no i w szyb­kim tem­pie, a po­nad­to – zwłasz­cza z punk­tu wi­dze­nia kota – nie do­biegła końca. Dzi­siej­si właści­cie­le ocze­kują od swo­ich kotów zupełnie in­nych cech niż te, które były normą jesz­cze przed wie­kiem. Pod wie­lo­ma względami koty opie­rają się swo­jej świeżo zy­ska­nej po­pu­lar­ności. Wie­lu lu­dzi wolałoby, żeby nie mor­do­wały bez­bron­nych, małych ptaszków i my­szek, a ci, którzy wyżej cenią dziką faunę niż zwierzęta do­mo­we, co­raz moc­niej pod­noszą głos prze­ciw­ko łowiec­kim skłonnościom kotów. Wy­da­je się, że koty budzą obec­nie w lu­dziach więcej wro­gości niż kie­dy­kol­wiek w ciągu ostat­nich dwóch stu­le­ci. Czy miałyby szansę w ciągu kil­ku za­le­d­wie po­ko­leń po­rzu­cić swoją na­turę naj­sku­tecz­niej­sze­go wro­ga gry­zo­ni po­zo­stającego na usługach człowie­ka?

Same koty obojętnie od­noszą się do kon­tro­wer­sji, ja­kie bu­dzi ich dra­pieżna na­tu­ra, lecz są aż nad­to świa­do­me pro­blemów, na które na­po­ty­kają w kon­tak­tach z in­ny­mi przed­sta­wi­cie­la­mi własne­go ga­tun­ku. Ich nie­za­leżność, dzięki której są zwierzętami wyjątko­wo łatwy­mi do utrzy­ma­nia, wy­ni­ka praw­do­po­dob­nie z sa­mot­ni­czej przeszłości. Są jed­nak z tego właśnie po­wo­du słabo przy­go­to­wa­ne do spełnia­nia ocze­ki­wań właści­cie­li, którzy zakładają, że po­win­ny być tak układne jak psy. Czy koty mogą zdo­być się na większą ela­stycz­ność w kon­tak­tach społecz­nych, aby nie pe­szyła ich obec­ność in­nych kotów, a za­ra­zem za­cho­wały swój je­dy­ny w swo­im ro­dza­ju urok?

Jed­nym z po­wodów, dla których na­pi­sałem tę książkę, była chęć po­sta­wie­nia pro­gno­zy: jak może pre­zen­to­wać się prze­ciętny kot do­mo­wy za pięćdzie­siąt lat. Chciałbym, żeby lu­dzie nadal cie­szy­li się to­wa­rzy­stwem tego bez wątpie­nia cu­dow­ne­go zwierzęcia, ale nie je­stem pe­wien, czy koty jako ga­tu­nek zmie­rzają we właści­wym kie­run­ku. Im dłużej je ba­dam, zarówno zdzi­czałe „da­chow­ce”, jak roz­piesz­czo­ne sy­ja­my, tym bar­dziej je­stem prze­ko­na­ny, że nie po­win­niśmy trak­to­wać ich jako cze­goś da­ne­go z góry. Jeśli mamy za­pew­nić ko­tom pomyślną przyszłość, mu­si­my z większą roz­wagą pod­cho­dzić do ich ho­dow­li i wy­cho­wa­nia.

Po­dzięko­wa­nia

Ba­da­nia nad za­cho­wa­niem kotów roz­począłem po­nad trzy­dzieści lat temu, naj­pierw w Wal­tham Cen­tre for Pet Nu­tri­tion, następnie w Uni­wer­sy­te­cie w So­uthamp­ton, a obec­nie w In­sty­tu­cie An­tro­po­zo­olo­gii Uni­wer­sy­te­tu Bri­stol­skie­go. Większość wie­dzy, którą zdo­byłem, po­cho­dzi ze skru­pu­lat­nych ob­ser­wa­cji sa­mych kotów – mo­ich własnych, należących do sąsiadów, prze­by­wających w schro­ni­skach, ko­ciej ro­dzi­ny, która zalęgła się w biu­rach In­sty­tu­tu An­tro­po­zo­olo­gii, a także wie­lu kotów dzi­ko żyjących i wiej­skich.

W porówna­niu z ogromną rzeszą spe­cja­listów zaj­mujących się psa­mi sto­sun­ko­wo nie­wie­lu na­ukowców poświęciło się ba­da­niom ko­to­wa­tych, a dla jesz­cze mniej­szej licz­by głównym przed­mio­tem za­in­te­re­so­wa­nia są koty do­mo­we. Wśród tych, z którymi miałem za­szczyt współpra­co­wać i którzy po­mo­gli mi w wy­ro­bie­niu so­bie poglądu na koci sposób wi­dze­nia świa­ta, są: Chri­sto­pher Thor­ne, Da­vid Mac­do­nald, Ian Ro­bin­son, Sa­rah Brown, Sa­rah Ben­ge (z domu Lowe), De­bo­rah Smith, Stu­art Church, John Al­len, Ruud van den Bos, Char­lot­te Ca­me­ron-Be­au­mont, Pe­ter Ne­vil­le, Sa­rah Hall, Dia­ne Sa­wy­er, Su­zan­ne Hall, Gi­les Hors­field, Fio­na Smart, Rhiann Lo­vett, Ra­chel Ca­sey, Kim Haw­kins, Chri­sti­ne Bol­ster, Eli­za­beth Paul, Car­ri We­st­garth, Jen­na Kid­die, Anne Se­aw­ri­ght, Jane Mur­ray, a także inni, zbyt licz­ni, by ich wszyst­kich wy­mie­nić.

Wie­le także na­uczyłem się w toku dys­ku­sji z ko­le­ga­mi po fa­chu w kra­ju i za gra­nicą, ta­ki­mi jak: śp. prof. Paul Ley­hau­sen, Den­nis Tur­ner, Gil­lian Ker­by, Eu­ge­nia Na­to­li, Ju­liet Clut­ton-Brock, San­dra McCu­ne, Ja­mes Ser­pell, Lee Za­sloff, Mar­ga­ret Ro­berts i jej ko­le­dzy z or­ga­ni­za­cji Cats Pro­tec­tion, Dia­ne Ad­die, Ire­ne Ro­chlitz, De­bo­rah Go­odwin, Ce­lia Had­don, Sa­rah He­ath, Gra­ham Law, Cla­ire Bes­sant, Pa­trick Pa­ge­at, Da­niel­le Gunn-Mo­ore, Paul Mor­ris, Kurt Ko­tr­shal, Elly Hiby, Sa­rah El­lis, Brit­ta Osthaus, Car­los Dri­scoll, Alan Wil­son i nie­odżałowa­na śp. Pen­ny Bern­ste­in. Dziękuję także pra­cow­ni­kom Wy­działu We­te­ry­na­rii Uni­wer­sy­te­tu Bri­stol­skie­go, zwłasz­cza pro­fe­so­rom Chri­sti­ne Ni­col i Mike’owi Men­dlo­wi oraz dok­to­rom Da­vi­do­wi Ma­ino­wi i Bec­ky Whay, za opiekę nad In­sty­tu­tem An­tro­po­zo­olo­gii i jego działania­mi.

Moje ba­da­nia opie­rały się na bez­in­te­re­sow­nej współpra­cy wie­lu se­tek właści­cie­li kotów (i ich zwierząt!), dla których za­cho­wuję do­zgonną wdzięczność. Na­sze pra­ce nie byłyby też możliwe bez szczo­dre­go wspar­cia bry­tyj­skich or­ga­ni­za­cji do­bro­czyn­nych, ta­kich jak Królew­skie To­wa­rzy­stwo Za­po­bie­ga­nia Prze­mo­cy wo­bec Zwierząt, Nie­bie­ski Krzyż i St. Fran­cis Ani­mal We­lfa­re. Szczególną wdzięczność je­stem wi­nien or­ga­ni­za­cji Cats Pro­tec­tion za dwa dzie­sięcio­le­cia po­mo­cy fi­nan­so­wej i prak­tycz­nej.

Pod­su­mo­wa­nie bli­sko trzy­dzie­stu lat badań nad za­cho­wa­niem kotów w for­mie przystępnej dla prze­ciętne­go miłośnika tych zwierząt nie było łatwym za­da­niem. Mogłem przy tym ko­rzy­stać z fa­cho­wej po­mo­cy Lary He­imert i Toma Pen­na, mo­ich re­dak­torów z wy­daw­nictw Ba­sic i Pen­gu­in, oraz mo­je­go nie­stru­dzo­ne­go agen­ta Pa­tric­ka Wal­sha. Dziękuję Wam za wszyst­ko.

Po­dob­nie jak w po­przed­nich książkach, po­pro­siłem mo­je­go przy­ja­cie­la Ala­na Pe­ter­sa, by przy­wołał niektóre z opi­sy­wa­nych zwierząt do życia na ilu­stra­cjach i, tak jak po­przed­nio, uczy­nił więcej, niż mogłem ma­rzyć.

Na ko­niec muszę po­dziękować mo­jej ro­dzi­nie za wy­ro­zu­miałość dla jej wy­mu­szo­nej pracą nie­obec­ności w miej­scu, które moja wnucz­ka Be­atri­ce na­zy­wa „biu­rem dzia­du­nia”.

Wpro­wa­dze­nie

Kot jest dziś naj­po­pu­lar­niej­szym zwierzęciem do­mo­wym na świe­cie. W ska­li całego glo­bu koty nie­mal trzy­krot­nie prze­wyższają liczbą „naj­lep­szych przy­ja­ciół człowie­ka”, czy­li psy1. Po­nie­waż co­raz licz­niej za­miesz­ku­je­my duże mia­sta, które nie są naj­lep­szym śro­do­wi­skiem dla psów, dla wie­lu osób wy­ma­rzo­nym to­wa­rzy­szem sta­je się kot. Więcej niż czwar­ta część bry­tyj­skich ro­dzin trzy­ma w domu jed­ne­go lub kil­ka kotów, można je także spo­tkać w co trze­cim go­spo­dar­stwie do­mo­wym w USA. Na­wet w Au­stra­lii, gdzie kot jest zwy­cza­jo­wo de­mo­ni­zo­wa­ny jako okrut­ny zabójca nie­win­nych i nie­szko­dli­wych tor­ba­czy, ho­du­je go w przy­bliżeniu co piąta ro­dzina. Na całym świe­cie wi­ze­run­ki kotów to­wa­rzyszą re­kla­mom wszel­kie­go ro­dza­ju dóbr kon­sump­cyj­nych – per­fum, me­bli, słody­czy. Gra­fi­ka „Hel­lo Kit­ty” wid­niała na po­nad pięćdzie­sięciu tysiącach mar­ko­wych pro­duktów wszel­kie­go ro­dza­ju sprze­da­wa­nych w po­nad sześćdzie­sięciu kra­jach i przy­niosła swo­im twórcom mi­liar­dy do­larów tan­tiem. Na­wet jeśli znaczącą część po­pu­la­cji – może jakąś jedną piątą – sta­no­wią lu­dzie nie­lu­biący kotów, to po­zo­sta­li nie stygną ani odro­binę w swo­ich gorących uczu­ciach dla tych zwierząt.

Koty w jakiś sposób po­tra­fią być jed­no­cześnie przy­mil­ne i nie­za­leżne. W porówna­niu z psa­mi wy­ma­gają znacz­nie mniej za­cho­du. Nie trze­ba ich tre­so­wać. Same dbają o czy­stość. Można je po­zo­sta­wiać na cały dzień i nie będą cier­piały z po­wo­du rozłąki, jak wie­le psów, a za­ra­zem wi­tają nas z radością, kie­dy wra­ca­my do domu (no do­brze – nie wszyst­kie to robią). Dzięki pro­du­cen­tom kar­my dla zwierząt kar­mie­nie kotów prze­stało być uciążli­wym obo­wiązkiem. Koty rzad­ko na­rzu­cają się człowie­ko­wi, a jed­no­cześnie są szczęśliwe, gdy poświęcamy im uwagę. Słowem – są dla nas wy­god­ne.

Po­mi­mo tej na pozór gład­kiej prze­mia­ny w wy­ra­fi­no­wa­ne­go miesz­kańca mia­sta kot jest wciąż przy­najm­niej w trzech czwar­tych za­ko­rze­nio­ny w swo­jej dzi­kiej przeszłości. Umysł psa zmie­nił się ra­dy­kal­nie w porówna­niu z jego przod­kiem wil­kiem, na­to­miast koty wciąż mają men­tal­ność dzi­kie­go dra­pieżnika. Wy­star­czyłoby kil­ka po­ko­leń, by wróciły do nie­za­leżnego spo­so­bu życia ich an­te­natów sprzed dzie­sięciu tysięcy lat. Zresztą na­wet dzi­siaj mi­lio­ny kotów na całym świe­cie nie są zwierzętami do­mo­wy­mi, lecz dzi­ki­mi „śmie­cia­rza­mi” i łowca­mi, żyjącymi w oto­cze­niu lu­dzi, lecz za­cho­wującymi wo­bec nich wro­dzoną nie­uf­ność. Dzięki za­dzi­wiającej ela­stycz­ności, z jaką kocięta uczą się rozróżniać między przy­ja­ciółmi a wro­ga­mi, koty po­tra­fią z po­ko­lenia na po­ko­lenie ra­dy­kal­nie zmie­niać sposób życia i po­to­mek dzi­kich ro­dziców może stać się zupełnie nor­mal­nym ko­tem do­mo­wym. Z dru­giej stro­ny, jeśli kot zo­sta­nie po­rzu­co­ny przez właści­cie­la i nie znaj­dzie so­bie in­ne­go, to może wrócić do grze­ba­nia w od­pad­kach, a po jed­nym lub dwóch po­ko­leniach jego po­tom­ko­wie będą nie do odróżnie­nia od tysięcy swo­ich po­bra­tymców eg­zy­stujących w ciem­nych za­ka­mar­kach na­szych miast.

W miarę jak koty stają się co­raz bar­dziej po­pu­lar­ne i co­raz licz­niej­sze, głos ich wrogów jest co­raz le­piej słyszal­ny i jesz­cze bar­dziej ja­do­wi­ty niż kil­ka wieków temu. Ko­tom nig­dy nie przy­kle­jo­no ety­kiet­ki zwierzęcia „nie­czy­ste­go”, jak psom czy świ­niom2, ale cho­ciaż na pozór są po­wszech­nie ak­cep­to­wa­ne, w każdej kul­tu­rze ist­nie­je mniej­szość, która czu­je do nich niechęć, a mniej więcej jed­na na dwa­dzieścia osób – na­wet od­razę. Nie­wie­lu lu­dzi Za­cho­du przy­zna się otwar­cie, że nie lubi psów; ci, którzy to mówią, prze­ważnie oka­zują się prze­ciw­ni­ka­mi wszel­kich zwierząt3 albo mie­li ja­kieś nie­przy­jem­ne przeżycia w dzie­ciństwie, na przykład zo­sta­li po­gry­zie­ni. Fo­bia na koty4 jest głębiej za­ko­rze­nio­na i mniej roz­po­wszech­nio­na niż po­spo­li­te fo­bie do­tyczące wężów lub pająków – które mają pew­ne ra­cjo­nal­ne pod­sta­wy z uwa­gi na ja­do­wi­tość niektórych ga­tunków – lecz dla cier­piących na nią osób sta­no­wi równie sil­ne do­zna­nie. „Ko­to­fo­bo­wie” byli zapew­ne w pierw­szej li­nii prześla­do­wań na tle re­li­gij­nym, które w śre­dnio­wiecz­nej Eu­ro­pie do­pro­wa­dziły do wy­mor­do­wa­nia mi­lionów kotów; według wszel­kie­go praw­do­po­do­bieństwa ta przy­padłość była wówczas równie roz­po­wszech­nio­na jak dzi­siaj. Nie mamy więc żad­nej gwa­ran­cji, że obec­na po­pu­lar­ność kotów będzie trwała. Jeśli ni­cze­go nie zro­bi­my, dwu­dzie­sty wiek może oka­zać się mi­nio­nym Złotym Wie­kiem tych zwierząt.

Obec­nie za­rzu­ty prze­ciw­ko ko­tom sku­piają się głównie wokół tezy, iż tępią one bez po­wo­du i w bez­sen­sow­ny sposób „nie­win­ne” małe zwierzątka. Głosy te są naj­do­nośniej­sze na południo­wej półkuli, ale rosną w siłę także w Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych. W skraj­nych przy­pad­kach an­ty­ko­cie lob­by do­ma­ga się, by ko­tom nie po­zwa­la­no po­lo­wać, by nie wy­pusz­cza­no ich poza dom, by dzi­kie koty wyłapy­wać i usy­piać. Jeśli ktoś wy­pusz­cza kota na dwór, oskarża się go o ho­do­wa­nie zwierzęcia niszczącego w oto­cze­niu dziką przy­rodę. We­te­ry­na­rze, którzy próbują utrzy­mać dzi­ko żyjące koty pod kon­trolą, ste­ry­li­zując je, szcze­piąc i wy­pusz­czając z po­wro­tem na wol­ność, spo­ty­kają się z kry­tyką in­nych przed­sta­wi­cie­li swo­jej pro­fe­sji oraz niektórych eks­pertów, utrzy­mujących, że stwa­rza to wa­run­ki do (nie­le­gal­ne­go) po­rzu­ca­nia zwierząt do­mo­wych, co nie jest ko­rzyst­ne ani dla kotów, ani dla resz­ty śro­do­wi­ska przy­rodniczego5.

Obie stro­ny spo­ru przy­znają, że kot jest „z na­tu­ry” łowcą, ale nie zga­dzają się co do tego, w jaki sposób kon­tro­lo­wać jego za­cho­wa­nia. W szczególności w Au­stra­lii i No­wej Ze­lan­dii koty są uważane za „ob­ce­go” dra­pieżnika ro­dem z półkuli północ­nej, więc z jed­nych pro­win­cji są usu­wa­ne, w in­nych przy­mu­so­wo wsz­cze­pia się im mi­kro­chi­py lub w inny sposób ogra­ni­cza ich swo­bodę. Na­wet tam, gdzie koty od se­tek lat są na­tu­ralną częścią dzi­kiej przy­ro­dy, jak w Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ich rosnąca po­pu­lar­ność w roli zwierząt do­mo­wych skłania głośną mniej­szość do do­ma­ga­nia się po­dob­nych re­stryk­cji. Właści­cie­le kotów wska­zują na­to­miast, że nie ma na­uko­wych do­wodów, by koty do­mo­we znacząco zmniej­szały po­pu­lację ja­kie­go­kol­wiek ga­tun­ku dzi­kie­go pta­ka lub ssa­ka i że główną przy­czyną ta­kich zja­wisk jest in­ne­go ro­dza­ju zja­wisko, na przykład znisz­cze­nie na­tu­ralnych sie­dlisk. Tak więc żadne ogra­ni­cze­nia nakłada­ne na koty nie przy­czynią się do przywróce­nia li­czeb­ności ga­tunków, którym rze­ko­mo za­grażają.

Same koty, rzecz ja­sna, nie zdają so­bie spra­wy z tego, że prze­sta­liśmy cenić ich spraw­ność łowiecką. Z ich su­biek­tyw­ne­go punk­tu wi­dze­nia naj­większe za­grożenie sta­no­wią nie lu­dzie, lecz inne koty. Kot nie ma wro­dzo­nej sym­pa­tii dla lu­dzi, lecz uczy się jej w młodości, i po­dob­nie nie ro­dzi się z przy­ja­zny­mi uczu­cia­mi dla in­nych przed­sta­wi­cie­li własne­go ga­tun­ku. Prze­ciw­nie, jego na­tu­ralną re­akcją na dru­gie­go kota jest nie­uf­ność, a na­wet lęk. In­a­czej niż wy­so­ce uspołecz­nio­ne wil­ki, które były pro­to­pla­sta­mi współcze­snych psów, przod­ko­wie na­szych kotów do­mo­wych żyli sa­mot­nie, bro­niąc własne­go te­ry­to­rium. Kie­dy przed mniej więcej dzie­sięcio­ma tysiącami lat koty związały się z ludźmi, ich wza­jem­na to­le­ran­cja mu­siała się po­pra­wić, aby po­tra­fiły żyć w większym zagęszcze­niu. Dzięki temu bo­wiem zdo­by­wały od lu­dzi żywność – naj­pierw przy­pad­ko­wo, później były świa­do­mie kar­mio­ne.

Koty nie wy­kształciły jed­nak dotąd ta­kiej opty­mi­stycz­nej i przy­ja­znej po­sta­wy wo­bec sie­bie na­wza­jem, jaka ce­chu­je psy. W re­zul­ta­cie wie­le z nich przez całe życie sta­ra się uni­kać kon­tak­tu z własnym ga­tun­kiem. Tym­cza­sem właści­cie­le raz po raz nie­umyślnie zmu­szają je do ob­co­wa­nia z in­ny­mi ko­ta­mi, którym nie mają po­wo­du ufać – czy będzie to kot sąsia­da, czy dru­gi kot w domu, spro­wa­dzo­ny „dla to­wa­rzy­stwa”. W miarę wzro­stu po­pu­lar­ności kotów nie­uchron­nie rośnie licz­ba ta­kich kon­taktów, co zwiększa napięcie, ja­kie­go zwierzę do­zna­je. Po­nie­waż uni­kanie kon­fliktów sta­je się co­raz trud­niej­sze, wie­le kotów nie jest w sta­nie się odprężyć; ciągły stres wpływa na ich za­cho­wa­nie, a na­wet na zdro­wie.

Sy­tu­acja wie­lu do­mo­wych kotów jest bar­dzo od­legła od pożąda­nej, być może dla­te­go, że prze­ja­wy ich złego sa­mo­po­czu­cia nie są tak czy­tel­ne jak u psów – koty cier­pią w mil­cze­niu. W 2011 roku bry­tyj­ska służba we­te­ry­na­ryj­na oce­niła prze­ciętną fi­zyczną i społeczną kon­dycję kota do­mo­we­go na za­le­d­wie 64 pro­cent opti­mum, a jesz­cze mniej w do­mach, w których żyje więcej niż je­den kot. Nie­wie­le le­piej wy­padł po­ziom zro­zu­mie­nia ko­cich za­cho­wań przez właści­cie­li – 66 pro­cent6. Nie ule­ga wątpli­wości, że gdy­by lu­dzie le­piej wy­czu­wa­li, dla­cze­go ich koty za­cho­wują się tak, a nie in­a­czej, ko­cie życie byłoby znacz­nie szczęśliw­sze.

Żyjące pod taką presją koty nie po­trze­bują na­szych im­pul­syw­nych re­ak­cji emo­cjo­nal­nych – nie­za­leżnie od tego, czy są dla nich przy­jem­ne, czy nie. Po­win­niśmy ra­czej sta­rać się le­piej zro­zu­mieć, cze­go od nas ocze­kują. Pies jest istotą pełną wy­ra­zu: ma­cha­nie ogo­nem i ra­do­sne pod­sko­ki nie po­zo­sta­wiają wątpli­wości, że czu­je się szczęśliwy; z równą łatwością da nam do zro­zu­mienia, że jest w obniżonym na­stro­ju. Na­to­miast za­cho­wa­nia kota nie są tak czy­tel­ne. Za­cho­wu­je swo­je emo­cje dla sie­bie i rzad­ko in­for­mu­je nas, cze­go pra­gnie, jeśli nie li­czyć prośby o je­dze­nie, kie­dy jest głodny. Na­wet mru­cze­nie, długo uważane za nie­dwu­znacz­ny ob­jaw za­do­wo­le­nia, oka­zu­je się znacz­nie bar­dziej złożonym sy­gnałem. Wie­dza o praw­dzi­wej na­tu­rze psów, którą można uzy­skać je­dy­nie drogą badań na­uko­wych, przy­no­si tym zwierzętom wie­le ko­rzyści, ale w przy­pad­ku kotów jest wręcz sprawą klu­czową, gdyż rzad­ko po­tra­fią nam one za­ko­mu­ni­ko­wać swo­je pro­ble­my, za­nim będzie za późno na właściwą re­akcję. Naj­ważniej­sza jest dla nich na­sza obec­ność w aż na­zbyt częstej sy­tu­acji, gdy życie społecz­ne zwierzęcia wali się w gru­zy.

Wiel­ka szko­da, że koty – w prze­ci­wieństwie do psów – nie stały się nig­dy przed­mio­tem dogłębnych badań. Nie­ste­ty, na­uka o ko­tach nie do­cze­kała się dotąd ta­kiej eks­plo­zji ak­tyw­ności, jaka nastąpiła ostat­nio w ky­no­lo­gii. Koty nie przy­ciągnęły po pro­stu uwa­gi na­ukowców w ta­kim stop­niu jak psy. Mimo to w mi­nio­nych dwóch de­ka­dach po­czy­nio­no znaczące postępy, które w poważnym stop­niu zmie­niły nasz ob­raz tego, w jaki sposób koty po­strze­gają świat i ja­kie są źródła ich za­cho­wań. Opis tych fa­scy­nujących od­kryć sta­no­wi rdzeń ni­niej­szej książki. Do­star­czają nam one pierw­szych wskazówek mówiących, jak możemy pomóc ko­tom w do­sto­so­wa­niu się do wy­ma­gań, które im sta­wia­my.

Koty przy­sto­so­wały się do życia z ludźmi, za­cho­wując jed­no­cześnie w znacz­nym stop­niu swo­je pier­wot­ne zwy­cza­je. Jeśli nie li­czyć zewnętrznych cech ra­so­wych, współcze­sny kot nie jest two­rem człowie­ka w ta­kim ro­zu­mie­niu, w ja­kim jest nim pies. Można ra­czej po­wie­dzieć, że koty współewo­lu­owały z nami, wpa­so­wując się w dwie ni­sze eko­lo­gicz­ne, które nie­chcący dla nich stwo­rzy­liśmy. Pierw­sza z nich to rola tępi­cie­la szkod­ników. Ja­kieś dzie­sięć tysięcy lat temu dzi­kie koty po­ja­wiły się w pierw­szych spi­chrzach zbożowych, przy­ciągających licz­ne gry­zo­nie. Wolały po­lo­wać tu niż na in­nych te­re­nach. Kie­dy lu­dzie uprzy­tom­ni­li so­bie płynące stąd ko­rzyści – koty nie zja­dały prze­cież ziar­na ani roślin upraw­nych – zaczęli zachęcać zwierzęta, by zo­stały z nimi na stałe, ofe­rując im nad­wyżki po­karmów po­cho­dze­nia zwierzęcego, ta­kie jak mle­ko i po­dro­by. Drugą kocią rolą, która ukształtowała się bez wątpie­nia znacz­nie później, ale jej początki też giną głęboko w sta­rożytności, była rola to­wa­rzy­sza lu­dzi. Pierw­sze niewątpli­we świa­dec­twa ho­do­wa­nia kotów do to­wa­rzy­stwa po­chodzą z Egip­tu sprzed 4000 lat, ale możliwe, że już znacz­nie wcześniej kocięta bywały trak­to­wa­ne jako przy­tu­lan­ki, zwłasz­cza przez ko­bie­ty i dzie­ci.

W ciągu ostat­nich dzie­sięcio­le­ci ta podwójna rola kotów na­gle się urwała. Cho­ciaż jesz­cze nie­daw­no trzy­ma­liśmy je dla ich zdol­ności łowiec­kich, dziś mało kto wyraża za­chwyt, zna­lazłszy na podłodze w kuch­ni upo­lo­waną przez swe­go ulu­bieńca martwą mysz.

Za ko­ta­mi ciągnie się dzie­dzic­two ich bio­lo­gicz­nej przeszłości i wie­le ich za­cho­wań wciąż jest od­bi­ciem dzi­kich in­stynktów. Aby zro­zu­mieć, dla­cze­go kot za­cho­wu­je się tak, a nie in­a­czej, mu­si­my do­trzeć do źródeł i zba­dać, ja­kie czyn­ni­ki ukształtowały zwierzę, które zna­my dzi­siaj. W pierw­szych trzech roz­działach książki na­szki­cuję za­tem prze­bieg ewo­lu­cji kota od dzi­kie­go, sa­mot­ni­cze­go myśli­we­go do wy­ra­fi­no­wa­ne­go miesz­kańca miej­skich apar­ta­mentów. W prze­ci­wieństwie do psów tyl­ko zni­ko­ma mniej­szość kotów była kie­dy­kol­wiek świa­do­mie ho­do­wa­na przez lu­dzi – a co więcej, w tej ho­dow­li zwra­ca­no uwagę wyłącznie na wygląd zewnętrzny. Nikt nie próbował wy­ho­do­wać spe­cjal­nej rasy kotów do strzeżenia obejścia, do pil­no­wa­nia owiec, do to­wa­rzy­stwa czy do po­mo­cy myśli­we­mu. Koty ewo­lu­owały w taki sposób, by wypełnić niszę eko­lo­giczną stwo­rzoną w toku roz­wo­ju rol­nic­twa, od jego początków, gdy po­le­gało na zbie­ra­niu i ma­ga­zy­no­wa­niu dzi­ko rosnących zbóż, po dzi­siej­szy wy­so­ko zme­cha­ni­zo­waną go­spo­darkę rolną.

Rzecz ja­sna, kie­dy przed tysiącami lat koty po raz pierw­szy zaczęły za­kra­dać się do ludz­kich sie­dzib, nie mogły ujść uwa­gi ich ubocz­ne wa­lo­ry. Ta­kie sym­pa­tycz­ne ce­chy, jak dzie­cin­ny wy­raz pyszcz­ka i oczu, pu­szy­ste fu­ter­ko, a przede wszyst­kim umiejętność przy­mi­la­nia się do lu­dzi, sprzy­jały ad­ap­to­wa­niu ich do roli zwierząt do­mo­wych. Z cza­sem ludz­ka skłonność do mi­sty­cy­zmu i kre­owa­nia sym­bo­li nadała kotu sta­tus iko­ny. Ta­kie sko­ja­rze­nia głęboko zmie­niły po­tocz­ny sto­su­nek do kotów: skraj­ne re­li­gij­ne poglądy na ich te­mat do­ty­czyły nie tyl­ko tego, jak je należy trak­to­wać, ale także sa­mej ich bio­lo­gii – za­cho­wa­nia i wyglądu.

Koty zmie­niły się, gdy zaczęły żyć wśród lu­dzi, ale ich i na­sze spo­so­by gro­ma­dze­nia i in­ter­pre­to­wa­nia wie­dzy o fi­zycz­nym świe­cie, który z nimi dzie­li­my, są dia­me­tral­nie od­mien­ne. W roz­działach 4–6 zaj­mie­my się tymi różni­ca­mi: i my, i koty je­steśmy ssa­ka­mi, ale na­sze or­ga­ny zmysłów i na­sze mózgi działają w różny sposób. Właści­cie­le kotów często lek­ce­ważą te roz­bieżności, gdyż mamy na­tu­ralną skłonność do po­strze­ga­nia ota­czającego nas świa­ta, jak­by był je­dyną obiek­tywną rze­czy­wi­stością. Na­wet dziś, w do­bie ra­cjo­na­li­zmu i na­uki, wciąż trak­tu­je­my świat ni­czym żywą istotę, po­tra­fi­my przy­pi­sy­wać in­ten­cje po­go­dzie, mo­rzu i gwiaz­dom na nie­bie. Jakże więc łatwo wpaść w pułapkę myśle­nia, że koty – ta­kie ko­mu­ni­ka­tyw­ne i przy­mil­ne – są czymś w ro­dza­ju małych, pu­szy­stych człowieczków.

Ba­da­nia na­uko­we ujaw­niają jed­nak, że koty ni­czym po­dob­nym nie są. Wy­chodząc od spo­so­bu, w jaki mały ko­ciak bu­du­je swoją wizję świa­ta, która wpływa następnie na całe jego życie, opi­sze­my w tej części książki, jak kot gro­ma­dzi in­for­mację o swo­im oto­cze­niu, zwłasz­cza za po­mocą swe­go szczególnie czułego węchu, jak jego mózg in­ter­pre­tu­je te in­for­macje i jak do­zna­wa­ne emo­cje de­ter­mi­nują jego re­ak­cje na stające przed nim wy­zwa­nia i spo­sob­ności. W kręgach na­uko­wych do­pie­ro nie­daw­no do­pusz­czo­no do głosu roz­ważania na te­mat emo­cji zwierząt. Część spe­cja­listów wciąż po­zo­sta­je przy opi­nii, że emo­cje są efek­tem ubocz­nym świa­do­mości, co ozna­czałoby, że do­znają ich je­dy­nie lu­dzie i ewen­tu­al­nie nie­licz­ne inne ga­tun­ki na­czel­nych. Zdro­wy rozsądek pod­po­wia­da jed­nak, że sko­ro zwierzę po­sia­dające taką samą jak my pod­sta­wową struk­turę mózgową i taki sam sys­tem hor­mo­nal­ny spra­wia wrażenie prze­rażone­go, to musi do­zna­wać cze­goś zbliżone­go do lęku – być może nie ta­kie­go, jaki przeżywa­my my, ale jed­nak lęku.

Większość wie­dzy o ko­tach, jaką udało się zdo­być bio­lo­gom, po­twier­dza (choć nie w pełni) kon­cepcję mówiącą, że wy­ewo­lu­owały one przede wszyst­kim jako dra­pieżniki. Kot jest jed­nak również zwierzęciem społecz­nym, in­a­czej nie mógłby stać się do­mową ma­skotką. Wa­run­ki udo­mowienia – przede wszyst­kim ko­niecz­ność współżycia z in­ny­mi ko­ta­mi by­tującymi w ludz­kich sie­dzi­bach, a następnie ko­rzyści płynące z więzów sym­pa­tii nawiązy­wa­nych z ludźmi – po­sze­rzyły re­per­tu­ar społecz­nych za­cho­wań kota da­le­ko poza ten, którym dys­po­no­wa­li jego dzi­cy przod­ko­wie. W roz­działach 7–9 zba­da­my szczegółowo te więzy społecz­ne. Zo­ba­czy­my, w jaki sposób kot po­strze­ga inne koty i lu­dzi, w ja­kie re­la­cje z nimi wcho­dzi i dla­cze­go dwa różne koty mogą zupełnie in­a­czej re­ago­wać na tę samą sy­tu­ację. In­a­czej mówiąc, zaj­mie­my się zgłębia­niem „ko­ciej oso­bo­wości”.

Na zakończe­nie opi­sze­my sy­tu­ację kotów we współcze­snym świe­cie i spróbu­je­my prze­wi­dzieć jej prze­mia­ny w nad­chodzących dzie­sięcio­le­ciach. Koty są obec­nie pod presją wie­lu różnych ten­den­cji, zarówno przy­ja­znych, jak i an­ta­go­ni­stycz­nych. Ra­so­we po­zo­stają wciąż w mniej­szości, a ich ho­dow­cy skłonni są lek­ce­ważyć za­sa­dy, które w ostat­nich dzie­sięcio­le­ciach tak ra­dy­kal­nie po­pra­wiły położenie ra­so­wych psów7. Rosnąca moda na krzyżówki kotów do­mo­wych z dzi­ko żyjącymi przed­sta­wi­cie­la­mi ro­dzi­ny ko­to­wa­tych, w wy­ni­ku cze­go po­wstają ta­kie „rasy” jak ben­ga­le, może przy­nieść nie­ocze­ki­wa­ne kon­se­kwen­cje. War­to także po­sta­wić py­ta­nie, czy koty nie ule­gają sub­tel­nym, ale nie­od­wra­cal­nym prze­mia­nom w wy­ni­ku za­biegów tych lu­dzi, którym ich do­bro leży na ser­cu. Dążenie do ste­ry­li­za­cji możli­wie dużej części bez­pańskich kotów, choć w in­ten­cji zmie­rzające do zmniej­sze­nia licz­by nie­chcia­nych i cier­piących kociąt, może pa­ra­dok­sal­nie sprzy­jać stop­nio­wej eli­mi­na­cji tych właśnie cech, które uspo­sa­biają zwierzęta do życia w har­mo­nii z ludźmi: koty, które uni­kają ste­ry­li­za­cji, to często osob­ni­ki naj­bar­dziej nie­uf­ne i naj­spraw­niej­sze w po­lo­wa­niu. Przy­ja­zne i uległe koty są dziś ka­stro­wa­ne, za­nim zdążą po­zo­sta­wić po­tom­stwo, a naj­dzik­szym i naj­bar­dziej nie­za­leżnym uda­je się ujść uwa­gi miłośników kotów i roz­mnażają się do woli, po­su­wając ewo­lucję ga­tun­ku wstecz, za­miast w kie­run­ku lep­szej in­te­gra­cji z człowie­kiem.

Za­cho­dzi oba­wa, że ocze­ku­je­my od na­szych kotów więcej, niż są w sta­nie nam dać. Chcie­li­byśmy, żeby zwierzę, które przez tysiące lat po­ma­gało nam w zwal­cza­niu szkod­ników, na­gle po­rzu­ciło ten sposób życia, po­nie­waż kon­se­kwen­cje tego zwal­cza­nia zaczęliśmy uważać za nie­ape­tycz­ne i trud­ne do za­ak­cep­to­wa­nia. Chcie­li­byśmy także bez skrępo­wa­nia wy­bie­rać na­sze­mu kotu to­wa­rzy­stwo lub sąsiedz­two in­nych kotów, nie biorąc pod uwagę jego po­cho­dze­nia od zwierząt sa­mot­ni­czych i te­ry­to­rial­nych. Naj­wy­raźniej sądzi­my, że koty, wzo­rem psów, tak ela­stycz­nych w kon­tak­tach z in­ny­mi przed­sta­wi­cie­la­mi swo­je­go ga­tun­ku, po­win­ny wy­ka­zy­wać się to­le­rancją w re­la­cjach, które im na­rzu­ca­my je­dy­nie dla własnej wy­go­dy.

Jesz­cze dwa­dzieścia albo trzy­dzieści lat temu koty do­trzy­my­wały kro­ku ocze­ki­wa­niom człowie­ka, ale obec­nie mają trud­ności z do­sto­so­wa­niem się do na­szych żądań, żeby za­nie­chały po­lo­wa­nia i nie tęskniły za wy­cho­dze­niem na dwór. W prze­ci­wieństwie do nie­mal wszyst­kich in­nych do­mo­wych zwierząt, których ho­dow­la od wie­lu po­ko­leń po­zo­sta­wała pod ścisłą kon­trolą, przejście kotów od sta­nu dzi­kości do udo­mo­wie­nia prze­bie­gało ­– jeśli po­minąć koty ra­so­we – drogą do­bo­ru na­tu­ral­ne­go. Koty ewo­lu­owały tak, by wy­ko­rzy­sty­wać stwa­rza­ne przez nas możliwości. Po­zwa­la­liśmy im łączyć się według własne­go uzna­nia, ale naj­większą szansę osiągnięcia doj­rzałości i wy­da­nia następne­go po­ko­lenia miały te kocięta, które były naj­le­piej przy­sto­so­wa­ne do życia wśród lu­dzi, co­kol­wiek to ozna­czało w da­nym okre­sie.

Ewo­lu­cja nie zmie­rza do stwo­rze­nia kota po­zba­wio­ne­go in­stynk­tu łowiec­kie­go i równie to­le­ran­cyj­ne­go społecz­nie jak pies – w każdym ra­zie nie w per­spek­ty­wie cza­so­wej, która byłaby do przyjęcia dla prze­ciw­ników kotów. Dzie­sięć tysięcy lat na­tu­ral­nej se­lek­cji nadało kotu wy­star­czającą ela­stycz­ność, by dawał so­bie radę, gdy spo­ra­dycz­nie jego har­mo­nia z człowie­kiem się załamu­je, ale za małą, by spro­stać wy­ma­ga­niom, które ni stąd, ni zowąd po­ja­wiły się w ostat­nim cza­sie. Na­wet tak płod­ne­mu zwierzęciu jak kot po­trze­ba wie­lu po­ko­leń, by uczy­nić choćby nie­wiel­ki krok w tym kie­run­ku. Tyl­ko świa­do­ma i skru­pu­lat­nie pro­wa­dzo­na ho­dow­la może stwo­rzyć koty pa­sujące do ocze­ki­wań przyszłych właści­cie­li i ak­cep­to­wa­ne przez tych, którzy kotów nie lubią.

Nie­za­leżnie od mo­dy­fi­ka­cji dzie­dzic­twa ge­ne­tycz­ne­go kotów możemy wie­le zro­bić w kie­run­ku „ulep­sze­nia” już żyjących zwierząt. Bar­dziej sen­sow­ne wy­cho­wa­nie kociąt, lep­sze zro­zu­mie­nie ich rze­czy­wi­stych po­trzeb śro­do­wi­sko­wych, świa­do­me ucze­nie kotów, jak mają ra­dzić so­bie w stre­sujących sy­tu­acjach – wszyst­ko to pomoże im w do­sto­so­wa­niu się do na­szych ocze­ki­wań, a także może pogłębić więź zwierzęcia z jego właści­cie­lem.

Pod wie­lo­ma względami kot jest ide­al­nym zwierzęciem do­mo­wym XXI wie­ku, ale czy zdoła się ad­ap­to­wać do wy­ma­gań wie­ku XXII? Jeśli ma za­cho­wać ludzką sym­pa­tię – a prześla­do­wa­nia, ja­kim pod­le­gały koty w przeszłości, świadczą, że nie jest to oczy­wi­ste – pomiędzy miłośni­ka­mi kotów, działacza­mi ochro­ny przy­ro­dy i ho­dow­ca­mi musi ukształtować się kon­sen­sus w spra­wie pożąda­ne­go typu kota, który za­do­wo­li ich wszyst­kich. Zmia­ny w tym kie­run­ku muszą opie­rać się na ba­da­niach na­uko­wych. Pierw­szym kro­kiem po­win­no być lep­sze zro­zu­mie­nie przez właści­cie­li i ogół społeczeństwa, w jaki sposób koty się ukształtowały i dla­cze­go za­cho­wują się w taki, a nie inny sposób. Jed­no­cześnie właści­cie­le kotów mogą po­pra­wić ich za­szar­ganą re­pu­tację, jeśli na­uczą się wpływać na za­cho­wanie swo­ich zwierząt – nie tyl­ko unie­możli­wiając im po­lo­wa­nie, lecz także za­pew­niając im lep­sze sa­mo­po­czu­cie. W dłuższym okre­sie osiągnięcia ge­ne­ty­ki be­ha­wio­ral­nej – na­uki zaj­mującej się me­cha­ni­zma­mi dzie­dzi­cze­nia za­cho­wań i cech „oso­bo­wości” – po­zwolą nam wy­ho­do­wać koty le­piej do­sto­so­wa­ne do co­raz bar­dziej zatłoczo­ne­go świa­ta.

Jak uczy doświad­cze­nie hi­sto­rycz­ne, koty po­tra­fią za­dbać o sie­bie roz­ma­ity­mi spo­so­ba­mi. Nie zdołają jed­nak bez na­szej po­mo­cy spro­stać wy­ma­ga­niom, ja­kie dziś na­rzu­ca im społeczeństwo. Punk­tem wyjścia do zro­zu­mie­nia kota musi być ro­zum­ny sza­cu­nek dla jego zwierzęcej na­tu­ry.

Roz­dział 1

Kot po­ja­wia się na pro­gu

Ho­do­wa­nie kotów do to­wa­rzy­stwa jest dzi­siaj zja­wi­skiem po­wszech­nym na całym świe­cie, ale to, w jaki sposób prze­bie­gało ich udo­mo­wie­nie, wciąż po­zo­sta­je za­gadką. Większość ota­czających nas zwierząt udo­mo­wio­no z prak­tycz­nych i pro­za­icz­nych po­wodów. Kro­wy, owce i kozy do­star­czają mle­ka, mięsa i skór. Ze świń mamy mięso, od kur – mięso i jaja. Pies, dru­gi z na­szych ulu­bieńców, ofe­ru­je człowie­ko­wi obok to­wa­rzy­stwa licz­ne kon­kret­ne ko­rzyści: po­ma­ga w po­lo­wa­niu i wy­pa­sie owiec, za­pew­nia obronę, tro­pi po śla­dach – to tyl­ko kil­ka przykładów. Koty nie są na­wet w przy­bliżeniu tak użytecz­ne jak wy­mie­nio­ne wyżej zwierzęta; na­wet ich tra­dy­cyj­na re­pu­ta­cja tępi­cie­li szkod­ników może oka­zać się prze­sa­dzo­na, choć to właśnie było od za­ra­nia ludz­kości ich oczy­wi­stym za­da­niem. Tak więc, in­a­czej niż w przy­pad­ku psa, nie mamy pro­ste­go wyjaśnie­nia, w jaki sposób kot tak sku­tecz­nie wpi­sał się w kul­turę człowie­ka. Po­szu­ki­wa­nie od­po­wie­dzi mu­si­my roz­począć ja­kieś dzie­sięć tysiącle­ci temu, kie­dy koty po raz pierw­szy po­ja­wiły się w na­szych pro­gach.

Kon­wen­cjo­nal­na teo­ria udo­mo­wie­nia kotów, opar­ta na wy­ni­kach badań ar­che­olo­gicz­nych i źródłach hi­sto­rycz­nych, mówi, że naj­wcześniej zwierzęta te żyły w ludz­kich sie­dzi­bach w Egip­cie około 3500 lat temu. Zo­stała ona jed­nak ostat­nio pod­ważona za sprawą no­wych faktów z ob­sza­ru bio­lo­gii mo­le­ku­lar­nej. Ba­da­nia różnic pomiędzy DNA współcześnie żyjących do­mo­wych i dzi­kich kotów wy­ka­zują, że ich dro­gi ro­zeszły się o wie­le wcześniej, od 10 do 15 tysięcy lat temu (8000–13000 lat p.n.e.). Pierwszą datę udo­mo­wie­nia możemy bez­piecz­nie ulo­ko­wać w tym prze­dzia­le. Okres wcześniej­szy nie wcho­dzi w ra­chubę z uwa­gi na ewo­lucję na­szej własnej kul­tu­ry – jest mało praw­do­po­dob­ne, by myśliwi zbie­ra­cze epo­ki ka­mien­nej po­trze­bo­wa­li kotów i byli w sta­nie je utrzy­my­wać. Dol­na gra­ni­ca, 10 tysięcy lat, wy­ni­ka z założenia, że koty do­mo­we po­chodzą od kil­ku różnych ga­tunków dzi­kich kotów wy­wodzących się z różnych ob­szarów Bli­skie­go Wscho­du. In­a­czej mówiąc, do udo­mo­wie­nia kotów doszło nie­za­leżnie od sie­bie w kil­ku miej­scach i nie­ko­niecz­nie w tym sa­mym cza­sie. Na­wet jeśli przyj­mie­my, że kot stał się zwierzęciem do­mo­wym do­pie­ro 8000 lat p.n.e., po­zo­sta­je około 6500 lat do czasów, z których po­chodzą pierw­sze hi­sto­rycz­ne świa­dec­twa obec­ności kotów w Egip­cie. Do­tych­czas tyl­ko nie­licz­ni ucze­ni z ja­kiej­kol­wiek dzie­dzi­ny zaj­mo­wa­li się tą naj­wcześniejszą – i najdłużej trwającą – fazą współżycia kotów z ludźmi.

Zgro­ma­dzo­ne dotąd dane ar­che­olo­gicz­ne z tego okre­su nie rzu­cają wie­le światła na to za­gad­nie­nie. Ko­cie zęby i frag­men­ty kości da­to­wa­ne na 7000–6000 lat p.n.e. od­ko­pa­no w sąsiedz­twie pa­le­styńskie­go mia­sta Je­ry­cho i w in­nych miej­scach tzw. Żyzne­go Półksiężyca, „ko­leb­ki cy­wi­li­za­cji” roz­ciągającej się od dzi­siej­sze­go Ira­ku, przez Jor­da­nię i Syrię, po wschod­nie wy­brzeża Mo­rza Śródziem­ne­go i Egipt. Szczątki te nie występują jed­nak po­wszech­nie, a co więcej, mogą równie do­brze po­cho­dzić od dzi­kich kotów, być może za­bi­ja­nych dla skór. W po­chodzących z ko­lej­ne­go tysiącle­cia ma­lo­widłach skal­nych i fi­gur­kach ko­to­po­dob­nych zwierząt od­kry­tych na te­re­nie obec­ne­go Izra­ela i Jor­da­nii można by do­pa­try­wać się po­do­bizn kotów do­mo­wych, lecz zna­le­zio­no je poza te­re­nem sie­dzib ludz­kich, więc także mogą być wy­obrażenia­mi dzi­kich kotów, być może na­wet wiel­kich przed­sta­wi­cie­li tej ro­dzi­ny. Jeśli na­wet przyj­mie­my, że te szczątko­we zna­le­zi­ska od­noszą się do wcze­snych form kota do­mo­we­go, nie­wy­jaśnio­na po­zo­sta­je ich skraj­na rzad­kość. Do 8000 r. p.n.e. zażyłość psów z ludźmi osiągnęła już taki po­ziom, że w wie­lu częściach Azji, Eu­ro­py i Ame­ry­ki Północ­nej grze­ba­no je ra­zem z ich właści­cie­la­mi, pod­czas gdy pochówki kotów roz­po­wszech­niły się do­pie­ro w Egip­cie około 1000 r. p.n.e.1. Jeśli koty zo­stały udo­mo­wio­ne wcześniej, to po­win­niśmy dys­po­no­wać znacz­nie bar­dziej prze­ko­nującymi do­wo­da­mi ich związków z człowie­kiem.

Naj­wy­raźniej­szy trop początków współżycia kotów z ludźmi nie po­cho­dzi z Żyzne­go Półksiężyca, lecz z Cy­pru. Jest to jed­na z nie­wie­lu wysp Mo­rza Śródziem­ne­go, które nig­dy nie miały połącze­nia z lądem stałym, na­wet w okre­sie, gdy po­ziom mo­rza był naj­niższy, a za­tem żyjące na niej zwierzęta mu­siały tam do­le­cieć lub dopłynąć – do cza­su, gdy około 12 tysięcy lat temu lu­dzie na­uczy­li się po­ko­ny­wać mo­rze w pierw­szych, pry­mi­tyw­nych łodziach. Przed tą datą w ba­se­nie Mo­rza Śródziem­ne­go nie było w ogóle zwierząt do­mo­wych, być może z wyjątkiem nie­licz­nych pier­wot­nych psów, więc te, które przy­były na Cypr z pierw­szy­mi osad­ni­ka­mi, mu­siały być albo doraźnie oswo­jo­ny­mi dzi­ki­mi oka­za­mi albo „pasażera­mi na gapę”. O ile za­tem nie po­tra­fi­my roz­strzygnąć, czy pre­hi­sto­rycz­ne po­zo­stałości kotów od­na­le­zio­ne na stałym lądzie należały do zwierząt dzi­kich, oswo­jo­nych czy udo­mo­wio­nych, o tyle na Cypr koty mogły do­trzeć tyl­ko świa­do­mie prze­wie­zio­ne przez człowie­ka – przy nie­budzącym za­strzeżeń założeniu, że również w tam­tych cza­sach nie były zdol­ne do po­ko­ny­wania mo­rza wpław, po­dob­nie jak koty dzi­siej­sze. Wszel­kie ich szczątki zna­le­zio­ne na wy­spie mogą więc po­cho­dzić je­dy­nie od zwierząt na wpół udo­mo­wio­nych albo przy­najm­niej trzy­ma­nych w nie­wo­li oraz ich po­tomków.

Na Cy­prze naj­star­sze szczątki kotów od­na­le­zio­no w po­zo­stałościach pierw­szych stałych sie­dzib ludz­kich; po­chodzą z tego sa­me­go co one okre­su: około 7500 r. p.n.e. Jest za­tem wy­so­ce praw­do­po­dob­ne, że koty prze­wie­zio­no na wyspę z roz­mysłem. Kot to zwierzę zbyt duże i zbyt nie­uf­ne, by przy­pad­ko­wo za­kradło się na ówczesną łódź. Nie­wie­le wie­my o mor­skich stat­kach tam­tych czasów, ale przy­pusz­czal­nie były na tyle małe, że wy­klu­czały podróż kotów na gapę. Co więcej, przez ko­lej­ne trzy tysiące lat nie mamy żad­nych świa­dectw występo­wa­nia na Cy­prze kotów poza ludz­ki­mi osie­dla­mi. Naj­bar­dziej praw­do­po­dob­ne jest więc, że pierw­si osad­ni­cy przy­wieźli ze sobą dzi­kie koty, które schwy­ta­li i oswo­ili jesz­cze na kon­ty­nen­cie. Trud­no sądzić, że byli oni je­dy­ny­mi ludźmi, którzy wpa­dli na po­mysł oswa­ja­nia dzi­kich zwierząt, więc rozsądne wy­da­je się założenie, że chwy­ta­nie i oswa­ja­nie kotów było już wówczas stałą prak­tyką we wschod­niej części ba­se­nu śródziem­no­mor­skie­go. Po­twier­dzają to świa­dectwa pre­hi­sto­rycz­nej obec­ności oswo­jo­nych kotów po­chodzące z in­nych wiel­kich wysp śródziemnomor­skich: Kre­ty, Sar­dy­nii i Ma­jor­ki.

Na praw­do­po­dob­ny cel oswa­ja­nia dzi­kich kotów wska­zują również od­kry­cia do­ko­na­ne w naj­star­szych sie­dzi­bach ludz­kich na Cy­prze. Od sa­me­go początku osa­dy te, po­dob­nie jak położone na lądzie stałym, były nękane przez plagę my­szy do­mo­wych. Za­pew­ne te nie­pożądane gry­zo­nie do­stały się tam właśnie jako praw­dzi­wi pasażero­wie na gapę, przy­pad­ko­wo prze­wie­zie­ni przez mo­rze w wo­rach z żywnością lub ziar­nem siew­nym. Naj­bar­dziej prze­ko­nujący sce­na­riusz wygląda więc tak, że kie­dy tyl­ko my­szy zalęgły się na Cy­prze, ko­lo­niści spro­wa­dzi­li oswo­jo­ne lub na wpół udo­mo­wio­ne koty w celu ich zwal­cza­nia. Mogło się to zda­rzyć dzie­sięć lub sto lat po założeniu pierw­szych osad – da­to­wa­nie ar­che­olo­gicz­ne nie jest wy­star­czająco pre­cy­zyj­ne, by to stwier­dzić. Jeśli tak rze­czy­wiście było, su­ge­ro­wałoby to, że prak­ty­ka oswa­ja­nia kotów w celu tępie­nia my­szy za­ko­rze­niła się na lądzie stałym przy­najm­niej 10 tysięcy lat temu. Nie zna­le­zio­no dotąd na to twar­dych do­wodów, gdyż po­wszech­ne występo­wa­nie dzi­kich kotów nie po­zwa­la roz­strzygnąć, czy szczątki od­na­le­zio­ne w obrębie ludz­kiej osa­dy należały do osob­ni­ka dzi­kie­go, który zmarł śmier­cią na­tu­ralną lub zo­stał za­bi­ty przez myśli­wych, czy też do kota, które spędził z ludźmi całe lub pra­wie całe życie.

Tra­dy­cja oswa­ja­nia dzi­kich kotów do wal­ki ze szkod­ni­ka­mi, gdzie­kol­wiek się na­ro­dziła, prze­trwała do na­szych czasów, zwłasz­cza w Afry­ce, gdzie kot do­mo­wy jest rzad­kością, a łatwo o ga­tun­ki dzi­kie. Nie­miec­ki bo­ta­nik Georg Schwe­in­furth pod­czas podróży Białym Ni­lem w 1869 roku spo­strzegł, że jego skrzy­nie ze zbio­ra­mi roślin­ny­mi są no­ca­mi ata­ko­wa­ne przez gry­zo­nie. Oto frag­ment jego wspo­mnień:

Jed­nym z naj­pow­szech­niej występujących w oko­li­cy zwierząt jest dzi­ki kot ste­po­wy. Tu­byl­cy nie ho­dują go, lecz łapią po­je­dyn­cze młode oka­zy i bez tru­du przy­uczają do życia w sąsiedz­twie ich chat i zagród. Do­ra­stając, koty po­dej­mują na­tu­ralną dla nich wojnę ze szczu­ra­mi. Wy­sta­rałem się o kil­ka ta­kich zwierząt. Prze­trzy­ma­ne parę dni w za­mknięciu, utra­ciły w znacz­nym stop­niu swoją dzi­kość i przy­zwy­czaiły się do życia do­mo­we­go, przy­po­mi­nając pod wie­lo­ma względami za­cho­wa­nie zwykłych kotów. Nocą uwiązywałem je do mo­ich za­grożonych bagaży i mogłem spać bez oba­wy, że szczu­ry wyrządzą mi szkodę2.

Po­dob­nie jak Schwe­in­furth, również owi o wie­ki wcześniej­si pio­nie­rzy, którzy przy­wieźli pierw­sze koty na Cypr, pra­wie na pew­no trzy­ma­li zwierzęta na uwięzi. Gdy­by po­zwo­lo­no im na swo­bodę, za­pew­ne szyb­ko by uciekły i do­ko­nały spu­sto­sze­nia miej­sco­wej fau­ny, która wcześniej nie miała do czy­nie­nia z tak spraw­ny­mi dra­pieżni­ka­mi. Wie­my, że z cza­sem do tego właśnie doszło. Kil­ka wieków po osie­dle­niu się człowie­ka na Cy­prze dzi­ko żyjące koty roz­prze­strze­niły się po całej wy­spie i po­zo­stały tam przez tysiącle­cia3. Za­pew­ne tyl­ko te z nich, które za­my­ka­no w spi­chrzach zbożowych, po­zo­stały, by po­ma­gać lu­dziom w zwal­cza­niu szkod­ników. Po­zo­stałe szyb­ko się od­da­liły, by żyć kosz­tem dzi­kiej przy­ro­dy. Nie­wy­klu­czo­ne, że lu­dzie wyłapy­wa­li po­tomków tych zbiegów, a spo­ra­dycz­nie na­wet żywi­li się nimi, po­nie­waż na te­re­nie kil­ku neo­li­tycz­nych osad po­kru­szo­ne kości kotów zna­le­zio­no obok kości in­nych dra­pieżników, ta­kich jak lisy czy na­wet psy.

Przy­pi­sy od au­to­ra

Wszyst­kie ad­re­sy sie­cio­we wy­mie­nio­ne w przy­pi­sach były ak­tu­al­ne w kwiet­niu 2013 roku.

Wpro­wa­dze­nie

1 Licz­ba ta uwzględnia wie­le mi­lionów bez­pańskich zwierząt, a także osza­co­wa­nie ich licz­by w kra­jach muzułmańskich, gdzie psy są rzad­kością.

2 Po­wia­dają, że pro­rok Ma­ho­met tak ko­chał swoją kotkę Mu­ezzę, że „ra­czej wy­szedłby bez płasz­cza, na którym się ułożyła, niż zakłócił jej sen” (Mi­nou Re­eves: Mu­ham­mad in Eu­ro­pe, New York, NYU Press 2000, s. 52).

3 Rose M. Per­ri­ne, Han­nah L. Osbo­ur­ne: Per­so­na­li­ty Cha­rac­te­ri­stics of Dog and Cat Per­sons, „An­th­ro­zoös: A Mul­ti­di­sci­pli­na­ry Jo­ur­nal of the In­te­rac­tions of Pe­ople & Ani­mals” 1998, nr 11, s. 33–40.

4 Jest to roz­po­zna­ne scho­rze­nie me­dycz­ne określane jako ailu­ro­fo­bia.

5 Da­vid A. Jes­sup: The We­lfa­re of Fe­ral Cats and Wil­dli­fe, „Jo­ur­nal of the Ame­ri­can Ve­te­ri­na­ry Me­di­cal As­so­cia­tion” 2004, nr 225, s. 1377–1383; w sie­ci www.avma.prg/News/Jo­ur­nals/Col­lec­tions/Do­cu­ments/ja­vma­_225_9_1377/pdf.

6 The Pe­ople’s Di­spen­sa­ry for Sick Ani­mals: „The Sta­te of Our Pet Na­tion…: The PDSA Ani­mal Wel­l­be­ing (PAW) Re­port 2011”, Shrop­shi­re 2011; w sie­ci ti­ny­url.com/b4jg­zjk. Psy wy­padły nie­co le­piej pod względem jakości śro­do­wi­ska fi­zycz­ne­go i społecz­ne­go (71%), lecz go­rzej pod względem zro­zu­mie­nia za­cho­wań (55%).

7 Położenie psów ra­so­wych w Wiel­kiej Bry­ta­nii oce­nio­no w kil­ku eks­per­ty­zach, zamówio­nych m.in. przez Królew­skie To­wa­rzy­stwo Za­po­bie­ga­nia Okru­cieństwu wo­bec Zwierząt (www.rsp­ca.org.uk/al­la­bo­uta­ni­mals/pets/dogs/he­alth/pe­di­gre­edogs/re­port), Zespół Par­la­men­tar­ny na rzecz Do­bro­by­tu Zwierząt (www.ap­gaw.org/ima­ges/sto­ries/PDFs/Dog-Bre­eding-Re­port-2012.pdf) oraz Bry­tyj­ski Klub Schro­nisk w po­ro­zu­mie­niu z to­wa­rzy­stwem opie­ki nad bez­dom­ny­mi zwierzętami Do­gTrust (bre­edin­gi­nqu­iry.fi­les.word­press.com/2010/01/fi­nal-dog-in­qu­iry-120110.pdf).

1. Kot po­ja­wia się na pro­gu

1 Dar­cy F. Mo­rey: Dogs: Do­me­sti­ca­tion and the De­ve­lop­ment of a So­cial Bond, Cam­brid­ge, Cam­brid­ge Uni­ver­si­ty Press 2010.

2 Cy­tat przy­to­czo­ny za C.A.W. Gug­gis­berg: Wild Cats of the World, New York, Ta­plin­ger 1975, s. 33–34.

3 Kotów tych na Cy­prze już nie ma, zo­stały wy­par­te przez in­ne­go przy­by­sza, lisa, który jest obec­nie je­dy­nym lądo­wym ssa­kiem dra­pieżnym na tej wy­spie.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zwierzęta wśród nas. Jak zwierzęta czynią nas ludźmi Zrozumieć psa Naucz się kocie Zrozumieć kota Zrozumieć psa. Jak być jego lepszym przyjacielem 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sekretne życie Chanel No. 5