Ronaldo. Obsesja doskonałości

Ronaldo. Obsesja doskonałości

Autorzy: Luca Caioli

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 24.68 zł

Gdy młody, dobrze rokujący Portugalczyk pojawił się w Manchesterze United w 2003 roku, sir Alex Ferguson bez wahania ubrał go w koszulkę z numerem 7, którą kiedyś dumnie nosiły takie gwiazdy jak George Best, Eric Cantona czy David Beckham. Oczekiwania były ogromne, a Ronaldo nie rozczarował. Jako pierwszy piłkarz Premier League zdobył w 2008 roku tytuł Piłkarza Roku FIFA.

W czasie prezentacji na Estadio Santiago Bernabéu 80 tysięcy kibiców przyszło oglądać swojego nowego idola. Od czasu słynnego transferu za 96 milionów euro do Realu Madryt, trwa jego dobra passa w zdobywaniu goli, która sprawia, że rywalizacja między nim a Leo Messim z FC Barcelona staje się jeszcze bardziej zaciekła. Król strzelców Primera División już teraz na stałe zapisał się złotymi zgłoskami w historii piłki nożnej.

Luca Caioli w swojej książce opisuje historię Ronaldo nie tylko z perspektywy boiska, ale – jak nikt wcześniej – dociera do sekretów życia prywatnego, co w przypadku tak rozpoznawalnego piłkarza­‑celebryty nie jest sprawą łatwą. Zapraszamy w wyjątkową podróż, zaczynającą się na małych boiskach podwórkowych, a kończącą w blasku reflektorów największych stadionów świata, gdzie prowadzi tylko jedna droga: ciężka praca i obsesyjne dążenie do doskonałości.

Polskie wydanie Ronaldo. Obsesja doskonałości, wzbogacone niepowtarzalnym wstępem napisanym przez Jerzego Dudka, jest światową premierą pełnej wersji książki. Dla fanów CR7 – pozycja obowiązkowa.

Ronaldo. Obsesja doskonałości

Luca Caioli

tłumaczenie

Barbara Bardadyn

* * *

Wydawnictwo Sine Qua Non

KIEDY GASNĄ ŚWIATŁA

Dostępne w wersji pełnej

RÓŻNE OBLICZA

Dostępne w wersji pełnej

JA

Dostępne w wersji pełnej

FUTBOL

Dostępne w wersji pełnej

ABELINHA

Z jednej strony miałem szczęśliwe dzieciństwo, z drugiej strony odmienne, ponieważ zostawiłem moją rodzinę mając 12 lat, aby wyjechać do Lizbony.

Dom, w którym się urodził, w Quinta do Falcão, parafia Santo António, 27 A, 9 000 Funchal, już nie istnieje. Mieszkanie socjalne z trzema pomieszczeniami, zbudowane z pustaków i desek, z eternitowym dachem, zostało zburzone w 2007 roku, żeby uniknąć problemów ze squatersami. Rodzina Aveiro od dłuższego czasu już tam nie przebywa. Dolores, matka Cristiano, mieszka w białym, dwupiętrowym domu z widokiem na Atlantyk, w dzielnicy São Gonςalo, na drugim końcu Funchal. Elegancki dom, który syn kupił jej razem z tymi dla rodzeństwa – Hugo i Cátii.

Obecnie Quinta do Falcão, skupisko domów na zboczu góry, nie jest już tą biedną dzielnicą, co kiedyś. W ostatnich latach, dzięki pomocy z Unii Europejskiej, zmieniła się zupełnie. Pojawiły się nowe mieszkalne bloki i strefa ta stała się pożądana przez portugalską klasę średnią, przerażoną cenami mieszkań na wybrzeżu.

Tam, gdzie stał dom piłkarza, na końcu maleńkiej i wąskiej uliczki, dziś znajduje się pokryta gąszczem działka, boisko do gry w piłkę oraz bar. Przyjeżdża tutaj jednak bardzo wielu kibiców, którzy pytają o Ronaldo. A taksówkarze są w stanie zorganizować za kilka euro turystyczną wycieczkę, żeby pokazać, gdzie się urodził, gdzie dorastał, do której szkoły chodził, gdzie zaczynał grać w piłkę ten futbolista, który zdołał przyćmić wybitne postaci, odwiedzające Maderę – Winstona Churchilla, cesarzową Sissi, Karola I Habsburga, Bernarda Shawa, Rilkego, Krzysztofa Kolumba czy Napoleona Bonapartego.

Madera to archipelag na Atlantyku, 860 kilometrów od Lizbony. W jego skład wchodzą dwie zamieszkałe wyspy, Madera i Porto Santo, oraz trzy mniejsze, bezludne. Madera, ogród Atlantyku, jak podają przewodniki turystyczne, jest wulkaniczną skałą długą na 57 kilometrów i szeroką na 22, zdominowaną przez masywy górskie, z których najwyższy szczyt to 1862-metrowy Pico Ruivo. Stolicą, ze 110 tysiącami mieszkańców, jest Funchal. I to właśnie tutaj, w szpitalu Cruz de Carvalho, we wtorek, 5 lutego 1985 roku o godzinie 10.20 rano, urodził się Cristiano: 4 kilogramy i 52 centymetry. Czwarte dziecko Marii Dolores dos Santos i José Dinisa Aveiro, po Hugo, Elmie i Cátii. Była to niespodziewana ciąża, dziewięć lat po narodzinach Cátii, i niespodziewane dziecko, któremu należało poszukać imienia.

„Moja siostra, która pracowała w sierocińcu, powiedziała, że jeśli będzie chłopiec, mogłabym nazwać go Cristiano. Uznałam to za dobry pomysł – opowiada jego matka Dolores. – Mnie i mężowi podobało się imię Ronaldo, jak prezydent Stanów Zjednoczonych (Ronald Reagan, aktor i lokator Białego Domu od 1981 do 1989 roku). Siostra wybrała Cristiano, a my Ronaldo”.

Chrzest Cristiano Ronaldo dos Santosa Aveiro odbywa się w kościele w Santo António. I – zrządzeniem losu – naznaczony jest przez futbol. José Dinis, ojciec dziecka, w wolnym czasie pomaga, jako utillero[1] w Clube Futebol Andorinha z Santo António. W ten sposób na ojca chrzestnego swego nowo narodzonego syna wybiera Fernão Barrosa Sousę, kapitana drużyny. Ceremonia zaczyna się o szóstej po południu, ale o czwartej jest mecz. Andorinha gra w Ribeiras Bravas.

Ksiądz Antonio Rodríguez Rebola ochrzcił już pozostałe dzieci i jest dość zdenerwowany: ani ojciec, który zawsze towarzyszy drużynie, ani ojciec chrzestny, który lideruje zespołowi, nie zjawiają się. Dolores z małym na rękach i matka chrzestna spacerują wokół kościoła, starając się uspokoić proboszcza. Wreszcie przyjeżdżają Fernão i Dinis. Z ponadpółgodzinnym opóźnieniem. Można odprawić rytuał.

Pierwsze zdjęcia z rodzinnego albumu pokazują Cristiano jako niemowlaka z wielkimi, uważnymi oczami, ubranego w biało-niebieski komplecik, białe buciki, złote bransoletki na obu nadgarstkach, złoty pierścionek na palcu, a na szyi długi łańcuszek z krzyżykiem. W miarę upływu czasu widać, jak włosy zmieniają się w burzę loków, w „ślimaki”, jak mówią Portugalczycy, a uśmiech pokazuje pierwsze otwory po mleczakach, które zabrała zębowa wróżka[2].

Tata Dinis jest ogrodnikiem w urzędzie miasta, mama Dolores ciężko pracuje jako kucharka, aby jej dzieci codziennie miały co jeść. W wieku 20 lat, jak tysiące Portugalczyków, Dolores wyemigrowała do Francji. Przez trzy miesiące sprzątała mieszkania w Paryżu. Mąż miał do niej dołączyć, ale tego nie zrobił, więc wróciła na Maderę, bo miała już dwójkę dzieci. Życie rodziny Aveiro nie było łatwe, podobnie jak wszystkich sąsiadów z dzielnicy, dalekiej od luksusowych hoteli z wybrzeża wyspy. Dom jest za mały dla czwórki dzieci, a za każdym razem gdy jest burza wszędzie przecieka. Dolores musi prosić o cement i cegły w urzędzie miasta, żeby go naprawić. Jednak Cristiano opowiada dziś, że w tamtym czasie miał szczęśliwe dzieciństwo. W wieku dwóch czy trzech lat, przed domem albo przy Caminho do Lombinho, zaczyna poznawać swoją najlepszą przyjaciółkę: piłkę.

„Na święta Bożego Narodzenia podarowałem mu zdalnie sterowany samochodzik, myśląc, że mu się spodoba, ale nie – opowiada Fernão Sousa – on wolał piłkę. Spał z piłką. Nigdy się z nią nie rozstawał. Zawsze pod pachą, zawsze z piłką, tu i tam”.

Nadchodzi czas, by iść do przedszkola w Externato de São João da Ribeira, prowadzonego przez Siostry Franciszkanki Matki Bożej Zwycięskiej.

Jako sześciolatek Cristiano rozpoczyna naukę w Szkole Podstawowej i Średniej Gonçalves Zarco, znanej bardziej jako Szkoła Barreiros, ponieważ znajduje się bardzo blisko Estadio dos Barrieros, gdzie gra Marítimo. Cristiano to nie wybitny uczeń. Nie jest zły, ale nie jest też kujonem. Dostaje promocje z klasy do klasy. Maria dos Santos, jedna z jego nauczycielek w tamtym czasie, zapamiętała swego ucznia jako „dobrze się zachowującego, radosnego i dobrego kolegę”. O pasji chłopca mówi: „Od dnia, w którym przekroczył próg szkoły widać było, że futbol to jego ulubiony sport. Brał udział w innych zajęciach, uczył się piosenek i robił inne rzeczy, ale lubił mieć czas dla siebie, czas na futbol. Jeśli w pobliżu nie było prawdziwej piłki – a często nie było – był w stanie zrobić sobie ją ze skarpetek. Zawsze potrafił znaleźć sposób, by grać w piłkę na placu. Nie wiem, jak on sobie dawał z tym radę”. Futbol na podwórku i w trakcie przerw w szkole. „Kiedy wracał ze szkoły – opowiada jego mama Dolores – mówiłam mu: Ronaldo, idź do swojego pokoju i odrób pracę domową. On zawsze odpowiadał, że nic nie zostało zadane. Tak więc ja szłam gotować, a on wykorzystywał sytuację. Chwytał jogurt albo jakiś owoc, wyskakiwał przez okno i z piłką pod pachą biegł pograć. Wracał o 9.30 wieczorem”. Przez piłkę wagaruje i ucieka z zajęć. „Jego nauczyciele mówili mi, że powinnam go za to zganić, ale nie karałam go. Musiał dużo ćwiczyć, żeby zostać wielkim piłkarzem”.

„Zawsze grałem w piłkę z przyjaciółmi, to lubiłem robić najbardziej, to był mój sposób na spędzanie czasu”, przyznaje Cristiano kilka lat później. Gra na ulicy, bo w pobliżu domu nie ma żadnego boiska. Po ulicy Quinta do Falcão przejeżdżają autobusy, samochody i motory, a zatem co chwilę trzeba zabierać kamienie, które wyznaczają bramki i zaczekać, aż ustanie ruch, żeby wznowić mecz. Są to ciężkie starcia między jednym domem a drugim, między paczkami przyjaciół. To nigdy niekończące się mecze. Problem pojawia się wtedy, gdy piłka wpada do ogródka sąsiadów, jak do tego należącego do pana Agostinho, który zawsze grozi chłopcom, że przebije piłkę i pójdzie do Dolores oraz pozostałych matek, aby te obsztorcowały swoich synów. Ulica, a także studnia, o którą Cristiano, sam, godzinami odbija piłkę, są jego pierwszymi futbolowymi akademiami. Między asfaltem, chodnikami i samochodami, grając z dziećmi i starszymi chłopcami, Ronaldo uczy się sztuczek i technik, które wykuwają jego charakter i czynią go wielkim. „Cały dzień biegał z piłką po ulicy, wyczyniał z nią prawdziwe diabelskie sztuczki. Wydawało się, jakby stale miał ją przyczepioną do stopy” – wspomina Adelino Andrade, sąsiad państwa Aveiro. „Miał dar do gry w piłkę – twierdzi Elma, jego siostra. – Ale nigdy nie sądziliśmy, że może zajść tak daleko”.

Przygodę w świecie futbolu Cristiano rozpoczął mając sześć lat. Nuno, jego kuzyn, gra w klubie Andorinha. Dzieciak wiele razy chodzi na ich boisko w towarzystwie ojca. Są nierozłączni. Nuno zaprasza go, by popatrzył, jak gra. Pyta, czy chciałby dołączyć do jakiejś drużyny. Cristiano zaczyna trenować i decyduje się zostać. Dolores i Dinis są zadowoleni z decyzji najmłodszego syna. Oboje zawsze lubili futbol. Benfica jest ulubioną drużyną ojca i starszego brata Hugo. Matka uwielbia Luisa Figo i Sporting Lizbona.

W sezonie 1994/95, w wieku dziewięciu lat, Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro dostaje swoją pierwszą legitymację sportową od Assoçiacão de Futebol do Funchal o numerze 17 182. Wkłada błękitną koszulkę Andorinhi. To klub dzielnicowy z długą historią (został założony 6 maja 1925 roku) i ciekawą nazwą. „Jaskółka” według legendy wywodzi się od celnego strzału pewnego piłkarza. Tor lotu piłki naśladował przelatujący ptak.

Francisco Afonso, nauczyciel ze szkoły podstawowej, którego uczennicą była Cátia, siostra Cristiano, poświęcił 25 lat dziecięcemu futbolowi na Maderze. Był pierwszym trenerem Ronaldo. Nigdy nie zapomniał chwili, gdy zobaczył go na boisku Andorinhi. „Piłka dla Cristiano – mówi – to był chleb powszedni. Był szybki, miał wspaniałą technikę, grał równie dobrze lewą, jak i prawą nogą. Był chuderlawy, ale odrobinę wyższy od dzieci w swoim wieku. Bez wątpienia był bardzo zdolny, posiadał naturalny talent, miał go w genach. Zawsze chciał być przy piłce, sam chciał rozstrzygnąć mecz. Miał wielką wolę, zawsze chciał zrobić wszystko dobrze na jakiejkolwiek pozycji na boisku, na której grał. Był zrozpaczony, kiedy nie mógł wystąpić albo kiedy stracił mecz”.

À propos, Rui Santos, prezydent klubu, przypomina ciekawą anegdotę na temat meczu z sezonu 1994/95: Andorinha – Camacha, czyli spotkania z drużyną, która w tamtym czasie była jedną z najsilniejszych na wyspie. Po pierwszej połowie Andorinha przegrywała 0:2, a „Ronaldo był tak rozczarowany, że szlochał jak dziecko, któremu zabrano ukochaną zabawkę. W drugiej części wszedł na boisko i strzelił dwa gole, prowadząc drużynę do zwycięstwa 3:2. Nie, nie lubił przegrywać. Chciał grać zawsze i płakał, kiedy przegrywał”. Dlatego, jak opowiada Dolores, jego matka, nazywano go „płaczkiem”. Łzy cisnęły mu się do oczu i łatwo się złościł, bo kolega nie podał mu piłki, bo ktoś albo on sam nie trafił do bramki lub źle zagrał, wreszcie, bo drużyna nie grała tak, jak on chciał. Inne przezwisko, jakie mu nadano to „Abelinha” (Pszczółka), ponieważ niczym pszczoła nie zatrzymywał się ani na chwilę, robiąc zygzaki po całym boisku. Imię, które Cristiano, wiele lat później w Madrycie, nada swemu psu (yorkowi).

„Taki piłkarz jak Ronaldo – dodaje Rui Santos – nie pojawia się codziennie. I kiedy go widzisz, natychmiast zdajesz sobie sprawę, że jest zupełnie inny od pozostałych dzieci, na których grę patrzysz”. Szkoda, że Andorihna była jednym z najsłabszych zespołów rozgrywek, do tego wręcz stopnia, że kiedy miała mierzyć się z takimi drużynami jak Marítimo, Camara de Lobos czy Machico, porażka była pewna i to znaczną różnicą goli. Ronaldo nie chciał grać, bo wiedział, że przegrają. Ale jego ojciec szedł do domu, podnosił go na duchu i przekonywał, by włożył korki oraz strój i wyszedł na murawę. Powód: tylko słabi uznają siebie za pokonanych. Lekcja, której mały Ronaldo nigdy nie zapomni.

W ten sposób, w ciągu kilku lat, jego nazwisko zaczyna być znane na całej wyspie. Nacional Madera i Marítimo, dwa największe kluby, zaczynają interesować się „Abelinhą”. Głosy o chłopcu, który nieźle radzi sobie z piłką, dobiegają do uszu jego ojca chrzestnego Fernão Sousy, który teraz jest odpowiedzialny za młodzież w Nacionalu. „Ku mojemu zaskoczeniu odkryłem, że chodzi o mojego chrześniaka. Wiedziałem, że gra w piłkę – mówi – ale nie przypuszczałem, że jest aż tak dobry. Był znacznie lepszy od pozostałych. Obchodził się z futbolówką w sposób fenomenalny. Miał przed sobą przyszłość. Natychmiast zdałem sobie sprawę, że chłopiec może być ratunkiem dla swej rodziny!”. I nie waha się ani chwili. Decyduje, że trzeba go zabrać do Nacionalu. „Porozmawiałem z matką, powiedziałem, że tak będzie dla niego najlepiej i doszliśmy do porozumienia z Andorinhą”.

Nie było tak łatwo, jak opowiada Sousa. Dinis woli, żeby jego syn poszedł do Marítimo. Rodzina mieszka blisko Almirante Reis (historyczna siedziba Marítimo), a dusza chłopca jest w kolorze zielono-czerwonym, jego serce bije dla Marítimo. Ale nie ma zgody między stronami, tak więc Rui Santos organizuje spotkanie między dwoma klubami, żeby wysłuchać propozycji. Człowiek odpowiedzialny za kategorie juniorskie w Marítimo nie przychodzi na rozmowę z prezydentem Andorinhi i Cristiano przechodzi do Nacional Madera za 20 piłek i dwa zestawy strojów dla drużyny juniorskiej. Wymiana bez większych korzyści w tamtym okresie, ale w przyszłości stanie się sławna. Andorinha, jako pierwszy klub laureata Złotej Piłki, otrzyma pomoc od urzędu miasta. Stare, piaszczyste boisko zostanie zastąpione nowym, ze sztuczną murawą i oświetleniem. Ale to nie wszystko: transfer Cristiano do Nacionalu obrósł legendą na Maderze, dokładnie tak jak przejście Raúla Gonzáleza z drużyny juniorskiej Atlético Madryt do Realu Madryt, ponieważ klub rojiblanco nie chciał płacić za bilety autobusowe chłopca dojeżdżającego na treningi.

Cristiano, kiedy przychodzi do Nacionalu, ma zaledwie 10 lat, a jego matka się zamartwia. „Zawsze powtarzałam mężowi, że będzie grał ze starszymi dziećmi, które mogą wyrządzić mu krzywdę, złamać nogę, a Dinis mi odpowiadał: spokojnie, nawet go nie dogonią, jest za szybki”.

To, że dziecko jest chude i niedożywione widać gołym okiem. Tak bardzo, że trenerzy Nacionalu mówią jego ojcu, że chłopak powinien więcej jeść, aby się wzmocnić. Co do jego wartości, nie mają żadnych wątpliwości. „Od razu dostrzegliśmy, że ma wielkie umiejętności – mówi António Mendoça, trener Cristiano w czasie dwóch sezonów, kiedy grał w biało-czarnej koszulce. – Jego cechy już wtedy były bardzo widoczne: szybkość, drybling, strzał, wykończenie. Futbol uliczny nauczył go, jak unikać kopniaków, jak omijać przeciwników, jak radzić sobie z chłopcami starszymi od siebie. I wzmocnił również jego charakter. Był bardzo odważny”.

Praca Mendoçy i innych trenerów z klubu polegała na tym, żeby Ronaldo zrozumiał, że futbol jest sportem drużynowym. Dlaczego? Bo ten chłopiec jest w stanie przejąć piłkę na swojej połowie, pobiec w kierunku bramki przeciwnika i strzelić gola. Bez podania piłki nikomu! Rywale niewiele go obchodzą, nie akceptuje porażki i zawsze chce ze wszystkimi wygrywać. Płacze i wścieka się na kolegów, kiedy coś jest nie tak.

„Oni to znosili, bo strzelał dużo goli. Wygrywaliśmy mecze po 9 albo 10:0” mówi Mendoça. Jednak jego indywidualizm i duma nie podobają się. Czuje się lepszy od innych, trudno dawać mu jakieś rady, trzeba to robić w cztery oczy, a nie w obecności drużyny. W sezonie 1995/96 Cristiano zdobywa z Nacionalem swój pierwszy tytuł regionalny w kategorii wiekowej 10-12 lat. FC Porto, Boavista, wielkie kluby z „Prostokąta”, jak wyspiarze nazywają Portugalię, zaczynają interesować się chłopcem.

Fernão Sousa uważa, że nadszedł już czas, aby jego chrześniak dokonał wielkiego skoku. Rozmawia z drugą z osób, która zmieni przeznaczenie chłopca: z João Marquesem Freitasem, asystentem prokuratora generalnego i prezydentem Sportingu Lizbona. To on opowiada cuda na temat dziecka urodzonego w Quinta do Falcão. Sporting wysyła kogoś na rozmowę z rodzicami i niedługo potem Ronaldo zostawia za sobą dzieciństwo, rodzinę, przyjaciół i wyspę. Wyjeżdża na kontynent.

DALEKO OD WYSPY

Na poziomie sportowym był to najtrudniejszy czas w moim życiu.

Nigdy nie wsiadał na pokład samolotu. Nigdy nie opuszczał swojej wyspy. Nigdy nie stawił czoła tak trudnemu wyzwaniu. Jest zdenerwowany i w nocy poprzedzającej wyjazd nie śpi najlepiej.

W drodze do Lizbony towarzyszy mu ojciec chrzestny, Fernão Sousa. Są dni wolne od pracy, Wielki Tydzień 1997 roku. Cristiano został zaproszony na testy do Sportingu Lizbona. On wolałby pójść do Benfiki, klubu, któremu kibicują jego ojciec i brat, ale mama Dolores od zawsze jest „sportingistką” i marzy, żeby syn został wielkim piłkarzem, jak Luis Figo. A poza tym nie można odmówić jednemu z największych klubów ze stolicy. Klubowi z najlepszą szkółką w Portugalii, akademią, z której już wyszli Paulo Futre, Figo, Simão, a wyjdą jeszcze João Pinto, Quaresma, Hugo Viana, Nani...

Chłopiec wie, że jest dobrym piłkarzem i będzie potrafił przekonać do siebie szkoleniowców klubu. Ale ma tylko 12 lat, i kiedy zjawia się na boisku treningowym szkółki Sportingu towarzyszą mu ogromne emocje. Trenerzy Paulo Cardoso i Osvaldo Silva oglądają kandydata. Ronaldo wyglądem fizycznym nie imponuje – jest chłopcem małym i chudym – jednak kiedy rozpoczyna się gra, wszystko ulega zmianie. Dociera do niego piłka i dziecko z Quinta do Falcão radzi sobie z dwoma, trzema przeciwnikami naraz. Chwilę później powtórka: kolejne dryblingi, kolejny sprint z piłką przy nodze.

„Popatrzyłem na Osvaldo – opowiada Cardoso – i powiedziałem do niego: on rzeczywiście jest kimś innym, on rzeczywiście jest fantastycznym piłkarzem. I nie tylko my odnieśliśmy takie wrażenie, bo po zakończeniu treningu wszyscy chłopcy zebrali się wokół niego. Wiedzieli, że był najlepszy.” Próba zachwyciła trenerów Sportingu do tego stopnia, że decydują się obejrzeć Cristiano raz jeszcze, następnego dnia, w ośrodku treningowym obok starego stadionu José Alvalade. Tym razem obserwuje go także dyrektor szkółki, Aurélio Pereira. „To, co wywarło na mnie największe wrażenie – opowiada Pereira – poza jego talentem, poza faktem, że piłka była przedłużeniem jego ciała, poza tym, że grał dobrze obiema nogami, że grał dobrze głową, to była determinacja, która wyzierała z jego osobowości. Jego odwaga na boisku. Z punktu widzenia psychologicznego wydawał się niezniszczalny. Niczego się nie bał, nawet zawodników większych od siebie. Miał dar do bycia liderem, który posiadają tylko wielcy. Był wyjątkowy. Tak bardzo, że koledzy po powrocie do szatni szukali go, aby zawrzeć przyjaźń. Słowem: miał wszystko. Mógł być tylko lepszy.”

W „Karcie identyfikacyjnej piłkarza”, którą 17 kwietnia 1997 roku podpisują Paulo Cardoso i Osvaldo Silva, można przeczytać: „Zawodnik o ponadprzeciętnym talencie i bardzo rozwinięty technicznie. Trzeba wyróżnić jego umiejętności dryblowania w ruchu i w miejscu.”. W rubryce „Zapisać” jest krzyżyk przy słowie „tak”. Pomocnik albo drugi napastnik (tak trenerzy określają jego pozycję). Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro przeszedł testy, może być piłkarzem Sportingu. Jednak wcześniej trzeba dojść do porozumienia z Nacionalem Madera.

Ronaldo, po tygodniu spędzonym w Lizbonie, wraca na swoją wyspę i do swego życia. Teraz dyrektorzy muszą załatwić sprawę transferu. Nacional ma w Sportingu dług wynoszący 4 500 conto[3] (22 500 euro) za Franco, młodego piłkarza, który ze Sportingu odszedł do Nacionalu. Wydaje się, że transferem Cristiano uda się pokryć tę należność. Ale 22 500 euro za 12-latka to zbyt wygórowana kwota. „Coś absolutnie niespotykanego – mówi były zarządca klubu, Simões de Almeida. – Sporting nigdy wcześniej nie zapłacił podobnej sumy za juniora!”

Alvaro Pereira i inni trenerzy muszą przekonywać władze klubu, że warto wydać tyle pieniędzy na dzieciaka. 28 czerwca 1997 roku Pereira przygotowuje nowy raport, w którym na końcu odręcznie dodaje: „Mimo że wydaje się przesadą, że tyle się płaci za tak młodego, ledwie 12-letniego chłopca, ale on ma wielki talent. Pokazał swoje wspaniałe umiejętności podczas testów nadzorowanych przez trenerów. Będzie dobrą inwestycją na przyszłość.”. Cztery linijki, które ostatecznie przekonują dyrektora finansowego klubu. Transfer dochodzi do skutku.

W ostatnim tygodniu sierpnia Cristiano Ronaldo opuszcza Maderę, żeby dołączyć do szkółki Sportingu. To bardzo ciężka chwila dla 12-latka. Nie zapomniał tamtego smutnego dnia, kiedy żegnał się z rodziną. „Moje siostry i mama płakały. Ja też. Kiedy samolot startował, na wspomnienie o płaczącej z mojego powodu rodzinie też zacząłem płakać.”

Ronaldo wprowadza się do rezydencji, którą Sporting zbudował z myślą o chłopcach pochodzących z innych części kraju, na terenie stadionu José Alvalade, dokładnie obok trzech boisk treningowych. Siedem pokojów i salon, w którym można oglądać telewizję. Ronaldo jest najmłodszy. Dzieli pokój z Fabio Ferreirą, José Semedo i Miguelem Paixão. Przebywa z młodymi chłopcami, którzy pochodzą z Mozambiku, byłej portugalskiej kolonii, z Algarve i z Vila Real. Jego dzień jest drobiazgowo zorganizowany: aż do piątej po południu lekcje, a później trening.

Pierwszy dzień w szkole jest dla chłopca z Quinta do Falcão traumatyczny. Spóźnia się na lekcję, nauczycielka już sprawdza listę. On ma numer 5, wstaje, mówi swoje nazwisko i z głębi sali słyszy kolegów śmiejących się i żartujących sobie z niego. Bawi ich jego „maderowy” akcent. Jest odmienny niż portugalski używany w stolicy, niemal zupełnie inny język. Brzmi dziwnie. Brzmi ubogo. Brzmi wyspiarsko. Nie można dobrze go zrozumieć, kiedy mówi. Cristiano traci głowę, eksploduje i grozi nauczycielce krzesłem.

Staje się pośmiewiskiem klasy. Czuje się pajacem. Kilka dni później znieważa trenera, który poprosił go, by posprzątał szatnię. Z dumą odpowiada: „Jestem piłkarzem Sportingu, nie muszę niczego zbierać z podłogi.”. Nic mu to nie daje. Kara jest wysoka: nie gra w kilku meczach. A on płacze, dużo... Prawie codziennie. Tęskni za rodziną, wyspą, przyjaciółmi.

„Było bardzo ciężko – wspomina Cristiano. – Na poziomie sportowym był to najtrudniejszy czas w moim życiu”. Niemożliwe wydaje mu się przystosowanie do ludzi, do życia w rezydencji, do zasad, do stresu panującego w wielkim mieście. Wszystko jest odmienne, skomplikowane. Dla niego Lizbona to inny świat. Dwa lub trzy razy w tygodniu dzwoni do domu. Kupuje 50-impulsową kartę i idzie do kabiny telefonicznej. Słysząc głos mamy, robi się smutny, płacze, tęskni za nimi. Wiele razy Dolores musi go podnosić na duchu, mówić, by nie zwracał uwagi na żarty kolegów, wiele razy musi go pocieszać, przekonywać, że jego życie i przyszłość są tam, w Lizbonie, w szkółce Sportingu. Przyjeżdża do stolicy, aby dodać mu sił, bo Cristiano mówi, że dłużej nie wytrzyma, chce wszystko zostawić, porzucić wielkie marzenia i wrócić na wyspę do rodziny.

„Jego matka – mówi Aurelio Pereira – odegrała decydującą rolę w tym, by został tym, kim dziś jest. Często stawała po naszej stronie, a nie po stronie syna, pomogła nam i pomogła Cristiano”. Również jego ojciec chrzestny musi interweniować, żeby nie zostawiał akademii, kiedy chłopiec przyjeżdża do domu i nie chce wracać do Lizbony.

Pierwszy rok to dla niego prawdziwa droga krzyżowa. Jednak krok po kroku zaczyna się adaptować. „W trudnych chwilach – wyjaśni wiele lat później CR7 – człowiek uczy się wielu rzeczy o sobie samym, trzeba być silnym i wiedzieć, czego się chce”.

„Miał w życiu marzenie, pragnąć zostać kimś – opowiada Paulo Cardoso – pragnął zostać profesjonalnym piłkarzem i pragnął tego ze wszystkich sił.”. Pochodzący z Madery Leonel Pontes w tamtym czasie jest jego opiekunem. Odprowadza Cristiano na treningi i do szkoły. Pamięta, że „Ronaldo był zdecydowany we wszystkim, co robił. Chciał być najlepszy we wszystkim: ping pong, tenis, bilard, piłkarzyki, strzałki, lekkoatletyka, gra jeden na jeden, ściganie się. Jego drużyna zawsze musiała wygrywać. A on musiał wygrywać w każdym sporcie, który trenował. Myślę, że jedna z rzeczy, która zaprowadziła go tam, gdzie dziś jest, to sposób, w jaki pracował. Zawsze więcej, zawsze więcej!”.

O pierwszej w nocy znajdują go w siłowni podnoszącego bez pozwolenia ciężary. W pokoju robi brzuszki i pompki, trenuje z ciężarkami na kostkach, żeby się wzmocnić i poprawić drybling. Kiedy koledzy idą po treningu pod prysznic, on zostaje na boisku, ćwiczy wolne bezpośrednie, ustawiając sobie sztuczny mur. Na każdym obiedzie zjada dwa talerze zupy, bo powiedziano mu, że gra dobrze, ale jest za chudy.

W niedziele jest chłopcem do podawania piłek w meczach domowych Sportingu. Może przebywać obok wielkich postaci klubu, poczuć emocje panujące na murawie i zarobić pięć euro. Po meczu dorzuca je do tych zarobionych przez kolegów i razem idą do pizzerii. Kupują jedną pizzę, a dwie kolejne dostają za darmo do domu.

Jego pierwsza wypłata w Sportingu wynosi 10 conto miesięcznie, jakieś 50 euro. Wydaje je na książki, zeszyty, plecak, ubrania i codzienne wydatki. Jednak pewnego dnia mama Dolores dzwoni do klubu, aby poinformować, że „Cristiano nie jadł w stołówce i wydał wszystkie pieniądze na czekoladę”. Zabawna historia, bo przecież Ronaldo jest jeszcze dzieckiem, które musi jednak szybko dorosnąć i zostawić za sobą beztroskie lata. „Tęsknię za tym, że nie mogłem się cieszyć dzieciństwem”, powie lata później w wywiadzie przed mundialem w RPA.

Bardzo szybko musi stać się dorosłym. Wymaga się tego w rezydencji, gdzie musi być odpowiedzialny we wszystkim i za wszystko; odpowiedzialnym za pracę, której dzieci normalnie nie wykonują: zanosić ubrania do pralni, a potem je prasować. Obliguje go do tego fakt, że uczy się na zawodowego piłkarza, a także problemy rodzinne. Mając 14 lat Cristiano wie, że jego ojciec Dinis jest nałogowym alkoholikiem, a brat Hugo – uzależniony od narkotyków. To coś, co go przeraża, ale również nie pozwala mu się poddać. Starszy brat trafi do kliniki w Lizbonie i po kilku nawrotach wyjdzie z tunelu. Ale jego ojciec nie.

Na szczęście w rezydencji sprawy zaczynają się polepszać. „Dzięki jego wyjątkowemu talentowi i niestrudzonej pracy adaptuje się do nowego życia i staje się wzorem w grupie. Pozostali zawodnicy – mówi Pontes – podawali mu piłkę, bo wiedzieli, że jest najlepszy.”

Lider na boisku i poza nim. W filmie dokumentalnym „Planeta Ronaldo”, wyemitowanym przez portugalską stację Sic, Pontes opowiada, jak kiedyś na jednej z ulic Lizbony Cristiano i jego trzej koledzy zostali napadnięci przez jakąś szajkę. I oto on, najmłodszy, jako jedyny nie rzucił się do ucieczki, tylko walczył, by ocalić niewielkie pieniądze, które mieli w portfelach. Opryszki odeszli, nie zabierając niczego.

Akademia Sportingu dba o swoich obiecujących zawodników nie tylko na boiskach treningowych. Wyznacza im też opiekuna, aby towarzyszył im w szkole Externado Novo Crisfal. Ronaldo lubi nauki ścisłe i nienawidzi angielskiego. Wywiązuje się ze swoich zadań, jest niezłym uczniem, ale futbol, przyjaciele, zgrupowania reprezentacji odwracają jego uwagę od nauki. Musi wybierać między piłką a książkami. Rozmawia z matką i podejmuje decyzję. Dziewiątej klasy już nie ukończy...

Klub pomaga młodym zawodnikom pokonać problemy z adaptacją dzięki poradom psychologa. I nakłada na wszystkich żelazną dyscyplinę. Jednym z przykładów jest epizod z czasów juniorskich, którego Ronaldo nie zapomniał. Końcowa faza rozgrywek o mistrzostwo: Sporting ma się zmierzyć z Marítimo, drużyną, w której Cristiano dorastał. Wrócić na wyspę, do swej dzielnicy, na stadion, gdzie grał pierwsze mecze, zobaczyć na trybunach rodzinę i przyjaciół – to wszystko napawa go wielką radością i nie może się doczekać. Jednak zachowywał się źle w szkole i trenerzy decydują się ukarać Cristiano tak, żeby najbardziej zabolało. Nie powołują go na mecz na Maderze. „Zobaczyłem listę i nie było mnie na niej. Popatrzyłem na nią cztery razy i nic. Zacząłem płakać i wściekły poszedłem do ośrodka treningowego, prosząc o wyjaśnienia. Było ciężko, ale dla mnie była to ważna lekcja.”

Akademia daje swoim piłkarzom bardzo jasne wytyczne i kontroluje, krok po kroku, dzięki grupie lekarzy, wzrost fizyczny. U Ronaldo na przykład przeprowadzono badanie gęstości kości, aby sprawdzić ile będzie mierzył, gdy dorośnie. Pod tym względem wszystko wygląda dobrze, chłopiec przekroczy 185 cm. Ale w wieku 15 lat wykrywają u niego poważny problem.

„Klub poinformował nas, że jego serce w czasie odpoczynku bije zbyt szybko – przyznała matka Cristiano w „The Sun”. – Musiałam podpisać mnóstwo dokumentów, żeby został przyjęty do szpitala i by przeprowadzono mu badania. Ostatecznie podjęto decyzję o operacji. Użyli laseru, aby naprawić uszkodzoną strefę i po kilku dniach odpoczynku Cristiano był już w domu. Zanim dowiedziałam się, co dokładnie mu dolega, bałam się bardzo, że będzie musiał przestać grać w piłkę.”

Chodziło o wadę wrodzoną, która sprawiała, że puls podnosił się powyżej normalnego, ale bez żadnego zagrożenia dla uprawiania sportu na wysokim poziomie. „Po kilku dniach od zabiegu – opowiadała jego matka – już trenował z kolegami i nawet biegał jeszcze szybciej niż wcześniej.”

Ronaldo biega szybko i równie szybko przechodzi przez kolejne kategorie wiekowe. W wieku 16 lat jest bez wątpienia wyróżniającym się zawodnikiem w Akademii Sportingu. Jest jedynym piłkarzem w historii klubu, który w jednym sezonie grał w drużynie do lat 16, do lat 17, do lat 18, w drużynie B i pierwszym zespole. W sierpniu 2001 roku podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt. Cztery lata, 2 tysiące euro miesięcznie i klauzula odejścia wynosząca 20 milionów euro. Z rezydencji przeprowadza się do hostelu w pobliżu placu Marquês de Pombal, w samym sercu Lizbony, do chwili aż wybierze mieszkanie do wynajęcia, w którym coraz częściej będzie mogła odwiedzać go rodzina. Chłopiec dorasta, uniezależnia się i zmienia agenta. Zostawia Luisa Vegę, menadżera Figo, i powierza swoją karierę w ręce Jorge Mendesa.

W sierpniu 2001 roku pierwszą drużynę Sportingu objął nowy trener: László Bölöni, Rumun węgierskiego pochodzenia, wspaniały pomocnik Steauy Bukareszt – klubu, z którym w 1986 roku wygrał Puchar Europy. Przez osiem lat zajmował ławkę trenerską AS Nancy, a później, po krótkiej przygodzie w roli selekcjonera reprezentacji Rumunii, przyjął propozycję Sportingu. W pierwszym sezonie zdobywa mistrzostwo oraz Puchar Portugalii i zwraca uwagę na młodych, jak Cristiano, Ricardo Quaresma i Hugo Viana. Chce od razu włączyć Ronaldo do pierwszego zespołu i nawet od czasu do czasu CR7 trenuje ze starszymi kolegami. Jednak raporty medyczne odradzają, na razie, skok do najwyższej klasy rozgrywkowej chłopca z Madery, który cały czas jeszcze rośnie. Brakuje jednak niewiele, by nadszedł dzień jego debiutu...

17 LAT, 8 MIESIĘCY I 2 DNI

Dostępne w wersji pełnej

TURNIEJ

Dostępne w wersji pełnej

NUMER 7

Dostępne w wersji pełnej

GRECKA TRAGEDIA

Dostępne w wersji pełnej

MARTUNIS, WYJĄTKOWY CHŁOPIEC

Dostępne w wersji pełnej

NAJSMUTNIEJSZY DZIEŃ

Dostępne w wersji pełnej

PUŁAPKA

Dostępne w wersji pełnej

«GIVE RON ONE IN THE EYE»

Dostępne w wersji pełnej

SZAMPAN

Dostępne w wersji pełnej

WSPANIAŁY SEZON

Dostępne w wersji pełnej

ZŁOTA PIŁKA

Dostępne w wersji pełnej

RZYM

Dostępne w wersji pełnej

94 MILIONY EURO

Dostępne w wersji pełnej

EKSTAZA NA SANTIAGO BERNABÉU

Dostępne w wersji pełnej

SIR ALEX I CRISTIANO

Dostępne w wersji pełnej

TOMBEUR DES FEMMES

Dostępne w wersji pełnej

ZERO TYTUŁÓW

Dostępne w wersji pełnej

HISZPANIA – PORTUGALIA

Dostępne w wersji pełnej

OJCOSTWO

Dostępne w wersji pełnej

BIELIZNA. KOLEKCJA JESIEŃ – ZIMA 2010/11

Dostępne w wersji pełnej

53 GOLE

Dostępne w wersji pełnej

CRISTIANO I LEO

Dostępne w wersji pełnej

CRISTIANO I MOURINHO

Dostępne w wersji pełnej

PASJE I OBSESJE

Dostępne w wersji pełnej

LATA, KTÓRE NADEJDĄ

Dostępne w wersji pełnej

BIBLIOGRAFIA

Dostępne w wersji pełnej

KARIERA W LICZBACH

Dostępne w wersji pełnej

[1] Osoba przygotowująca piłkarzom stroje, buty, piłki i inne rzeczy nie zbędne do treningów.

[2] Baśniowa postać, która zabiera włożone pod poduszkę mleczaki, w za mian zostawiając dzieciom pieniądze.

[3] Kolokwialne określenie tysiąca escudo.

Tytuł oryginału:

RONALDO. UNA AMBICION SIN LIMITES

Copyright © Luca Caioli, 2011, 2012

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Sine Qua Non 2012

Copyright © for the translation by Barbara Bardadyn 2012

Korekta

Kamil Misiek, Tomasz Wolfke

Okładka

Paweł Szczepanik

Luca Caioli cover photo credit: Elvira Giménez

Zdjęcia na okładce: BE&W

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

ISBN: 978-83-63248-14-7

Wydawnictwo Sine Qua Non

www.wsqn.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

www.woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ronaldinho. Uśmiech futbolu Luis Suárez Pistolet Ronaldo. Obsesja doskonałości Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana Zinédine Zidane. Sto dziesięć minut, całe życie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila