Mourinho. Za kulisami zwycięstw

Mourinho. Za kulisami zwycięstw

Autorzy: Luis Miguel Pereira Nuno Luz

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 256

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 24.68 zł

Nie jest to zwykła książka o José Mourinho. Dowodem na to jest długa lista osób, które – oprócz niego samego – sprawiły, że napisanie jej stało się możliwe. Pinto da Costa, Massimo Moratti i Florentino Pérez pozwolają nam odkryć, w jaki sposób Mourinho nawiązuje relacje z prezesami klubów. Rui Faria, Silvino Louro, José Morais i Steve Clark wprowadzają nas za kulisy jego treningów. Wraz z sir Alexem Fergusonem i José Antonio Camacho patrzymy na niego z perspektywy przeciwników, a z Zico i Maradoną przekonujemy się o jego wielkiej charyzmie. Cristiano Ronaldo, John Terry, Didier Drogba, Jorge Costa, Vítor Baía, Javier Zanetti, Marco Materazzi, i wielu innych odkrywają przed nami prawdziwą twarz Mourinho.

Ta książka pozwala wejść do jego drużyn, otwiera drzwi do szatni i pokazuje kulisy zwycięstw, za które dotąd nie mieliśmy okazji zajrzeć. Dlatego podzieliliśmy opowieść o José Mourinho tak, jak dzielą się drużyny piłkarskie, na 11 elementów: Zorganizowany, Ambitny, Charyzmatyczny, Dyscyplinator, Motywator, Braterski, Komunikatywny, Bezpośredni, Podczas treningu, Podczas meczu i W Realu Madryt. Tych 11 części tworzy całego… José Mourinho.

Jestem zagorzałym mourinistą: to pasjonat i wielki motywator i mimo tej swojej zapalczywości jest bardzo wrażliwy.

Jestem przekonany, że kiedy się myli, jego skrucha jest głęboka. Uważam, że Mourinho jest wrażliwy, i ta wrażliwość czyni go bardzo ludzkim.

JULIO IGLESIAS

Mojej żonie i dzieciom; dokończenie tego projektu wymagało wielu dni nieobecności. Specjalne podziękowania dla José Mourinho za to, że mi zaufał, gdy realizowałem film dokumentalny o jego karierze, który dał początek tej książce.

NUNO LUZ

Moim Quicas, mojemu Tomásowi i mojemu Martimowi.

Podziękowania dla José Mourinho, który pozwolił mi zrealizować marzenie napisania książki o nim, o najlepszym trenerze wszech czasów.

LUÍS MIGUEL PEREIRA

Mourinho – trener totalny

Od początku swojego kibicowskiego życia byłem madridistą. Dopingowanie jednemu klubowi nie przeszkadza jednak w podziwianiu innych wielkich ekip czy postaci futbolu. W końcu na horyzoncie pojawił się też José Mourinho. Na europejskie salony wszedł zwycięstwem w Lidze Mistrzów i deklaracją: I think I’m The Special One. Z sezonu na sezon moje zaciekawienie Portugalczykiem przeradzało się w małą fascynację, która ostatecznie przerodziła się w chęć zobaczenia go na ławce Realu Madryt. W 2010 roku prezes Królewskich Florentino Pérez w końcu spełnił to marzenie.

Praca Mourinho w Realu Madryt pozwoliła mi poznać go dużo dokładniej. Kiedy trener pracuje dla twojego klubu (a ty znasz język i realia) można przeanalizować wszystkie jego zawodowe strony – od prowadzenia drużyny, przez obchodzenie się z mediami, po zarządzanie klubem w sensie finansowym i sportowym. Ponad dwa lata obserwacji Realu Mou sprawiły, że dzisiaj jestem nie tylko madridistą, ale także zadeklarowanym i głęboko wierzącym mourinistą.

Co przekonało mnie do Portugalczyka? Przede wszystkim to, że ponownie zrobił z Realu Madryt zwycięską drużynę. Czyli to, co zawsze – wszedł do klubu i z marszu zmienił go w wygrywającą machinę. Tak było z Porto, tak było z Chelsea, tak było z Interem. We wszystkich tych klubach szkoleniowiec odzyskiwał należny im szacunek poprzez wyniki na boisku i kolejne trofea. Nie inaczej stało się w Realu Madryt.

Jak to robił (i kiedy piszę te słowa, wciąć robi) w Hiszpanii? W futbolu na pierwszym miejscu oczywiście zawsze będzie piłka i sama gra. W tym aspekcie Mourinho, chociaż wielu się o to spiera, jest jednym z najlepszych na świecie. Swój styl opiera na kilku podstawach: sile, szybkości, jak najprostszych rozwiązaniach i natychmiastowym pressingu po stracie futbolówki. Jednak Portugalczyk szuka w tym sporcie przede wszystkim jednej rzeczy: wygranej. Nigdy nie ukrywał, że pragnie zwycięstwa w każdym pojedynku i we wszystkich rozgrywkach. Jak sam zaznacza, dostosowuje się zawsze do danego kraju i klubu, w których pracuje, ale przy tym wszystkim jest też wierny zasadzie, że najlepszy styl to styl zwycięzców. Zapamiętałem świetny cytat z czasów jego pracy w Londynie, kiedy Chelsea dominowała w Premier League. Niektórzy twierdzili, że nie zwycięża w pięknym stylu, i kiedyś Mourinho zapytał dziennikarza, kto gra lepiej. Ten odpowiedział, że Arsenal gra świetnie i być może oni prezentują lepszy futbol. Szkoleniowiec posłał natychmiastową kontrę: „Są dziesięć punktów za nami”. Tak też myśli i pracuje Mourinho – pragnie wygrywać i na tym się skupia.

Oczywiście do zwyciężania, oprócz pomysłu i samych chęci, potrzebni są ludzie. Mourinho nie trzyma w składzie osób, które mu się nie podporządkowują, ale jeśli już znajdzie swoich wiernych wojowników, oddaje im wszystko. Zamyka ich i chroni, ale jednocześnie wspiera i prowadzi. Przez lata utarło się stwierdzenie, że dzięki temu żaden zawodnik nie mówi o Mou nic złego. Trwa to do dzisiaj, chociaż hiszpańscy dziennikarze są zdania, że kiedyś kilka słów na temat Portugalczyka powie Pedro León. Skrzydłowy w 2010 roku otrzymał szansę pracy w Realu Madryt z Mourinho. Po roku został jednak wręcz brutalnie wyproszony z drużyny przez samego trenera. W prasie można było przeczytać, że to element wojny trenera z dyrektorem Valdano, ale wtajemniczeni podali zupełnie inną wersję – zawodnik wykorzystał życiową szansę na przekazywanie mediom tajemnic szatni i samego Mourinho. Dla Portugalczyka to największy wymiar zdrady – knucie za jego plecami. Dlatego błyskawicznie pozbył się Hiszpana z Realu Madryt i właśnie z tego powodu skrzydłowy nie skrytykował jeszcze głośno szkoleniowca. Pozostali pracujący z nim gracze kochają go, bo Mourinho, jak nikt inny, potrafi wyciągać z nich najlepsze cechy. Niezależnie czy chodzi o „wieczne” angielskie talenty jak Lampard czy Terry, wypalonego geniusza środka pola jak Sneijder, przekonaną o swojej wartości gwiazdę jak Cristiano Ronaldo, apatycznego i trudno nawiązującego znajomości Francuza jak Benzema czy człowieka, który wygrał wszystko i tak naprawdę już nic nie musi – jak Casillas. Do każdej jednostki podchodzi indywidualnie, wpajając wszystkim jedną wspólną zasadę: grupa, drużyna, nasz kolektyw – to jest najważniejsze. Walczymy dla niej i wygrywamy wszyscy razem.

Mourinho generuje jednak w swoim fachu największe emocje, bo wyróżnia się nie tylko „na boisku”. Portugalczyk prezentuje się też kapitalnie poza nim, a szczególnie błyszczy w kontrolowaniu mediów. Konferencji prasowych czy wywiadów używa do wszystkiego: zmotywowania drużyny, publicznego napiętnowania jej złej postawy, ochrony swoich ludzi, zaatakowania rywala czy ośmieszenia dziennikarzy – cokolwiek według niego jest akurat potrzebne jego ekipie do lepszej gry. Wysłana przez Mou wiadomość zawsze trafia do odbiorcy. I zawsze zyskuje jego grupa. Chroni w niej wszystkich – od, wydawałoby się, najmniej ważnego członka po największą gwiazdę. Najlepszy przykład to odpowiedź na wyjście dziennikarzy z konferencji prasowej jego asystenta, Aitora Karanki. Hiszpanie byli zniesmaczeni, że nie przyszedł Mourinho. Na następnym spotkaniu Portugalczyk doskonale zapamiętał tych, którzy wyszli, i każdemu grzecznie odpowiadał, że „skoro oni nie szanują jego asystenta, to on nie będzie szanować ich i będzie rozmawiać tylko z redaktorami naczelnymi poszczególnych dzienników”.

Taki właśnie jest Mourinho. Ma swoje zasady, idee i pomysły, ale wszystko skupia się na zwycięstwie. Dlatego ludzie go kochają lub nienawidzą. To jedna z postaci futbolu, która u każdego generuje emocje. Nikt nie przechodzi obok niego obojętnie, bo albo doprowadził lub prowadzi twoją drużynę do sukcesu, albo ją właśnie ograł lub ogrywa. Przy tym wszystkim Mou sprzedaje swojemu klubowi trofea, kibicom atrakcyjny styl, a mediom atrakcyjne zachowania i wypowiedzi. To trener totalny.

Jarosław Chomczyk

RealMadrid.pl

Dedykacja Jorge’a Mendesa:

Dla najlepszego trenera świata z uściskami od Twojego przyjaciela.

PROLOG

Nie mam najmniejszych wątpliwości: gdybym był piłkarzem, moim marzeniem byłoby mieć w roli trenera José Mourinho przez całą karierę albo przynajmniej przez jej część. Dlaczego? Ponieważ gwarantowałby, że moje najlepsze cechy byłyby maksymalnie uwydatnione, a słabości zostałyby ukryte i zamienione w coś pożytecznego dla mnie samego i dla drużyny. Uczyniłby mnie więc lepszym piłkarzem niż byłem przed rozpoczęciem pracy z nim. Oprócz tego miałbym również pewność, że z nim zdobyłbym więcej tytułów niż z jakimkolwiek innym trenerem. Zresztą nie jest to żadne odkrycie: José Mourinho ma wrodzoną łatwość do wydobywania tego, co najlepsze z każdego piłkarza – nieważne czy najlepszego na świecie, czy zwyczajnego zawodnika.

Wyrazów uznania dla jego pracy ciągle przybywa. Nie ma ani jednego gracza, czynnego lub takiego, który już zakończył karierę, który z urazą albo niezadowoleniem wskazałby na niego palcem. Przeciwnie – świat futbolu pełen jest głosów ludzi, którzy wyrażają mu wdzięczność, wyliczają jego szerokie umiejętności i nie mogą powstrzymać łez, kiedy tracą go jako lidera i ogarnia ich wielkie poczucie straty. Nieważne czy jest to najspokojniejszy, czy najbardziej problematyczny piłkarz. Z drugiej strony, on był, jest i będzie antidotum na wszystkie problemy klubu, który go zatrudnia. Jednakże później kluby w dotkliwy sposób odczuwają jego odejście, ponieważ spuścizna, jaką zostawia, ciąży na jego następcy. Tak było wszędzie, gdzie pracował. I jestem pewien, że nadal tak będzie, ponieważ mamy przed sobą niezrównanego geniusza w sztuce trenowania. Jest to jeden z jego sekretów. Ma ich jednak więcej, znacznie więcej.

José Mourinho nie jest zwykłym trenerem – a jako trener jest najlepszy i najbardziej kompetentny, jaki istnieje w mojej pamięci. Równocześnie to człowiek zarządzający zasobami ludzkimi, psycholog, pedagog, nauczyciel, który zaprowadza dyscyplinę, lider. Ma umiejętność zespolenia ze sobą dużej grupy różnych osobowości, o odmiennych humorach i chęciach, sprawiając, że wszyscy wyznają tę samą ideologię, zasady i normy. Ma łatwość przekształcenia różnic w siłę, władzę i moc. Ogromna wiara w siebie powoduje, że uważa, iż wszystko jest możliwe, bez względu na to czy stoi przed najłatwiejszym celem, czy najbardziej śmiałym wyzwaniem. Co więcej, udaje mu się przekazać dokładnie to samo wszystkim, którzy go otaczają. Dlatego dla niego nie istnieją granice nie do pokonania. Zaraża takim myśleniem swoich piłkarzy, którzy są w stanie „oddać za niego życie”.

José Mourinho mógłby być najlepszy tylko pod względem liderowania, najlepszy w kwestii taktyki, najlepszy w relacjach z piłkarzami, najlepszy w obszarze dyscypliny, najlepszy w strategii albo organizacji, najlepszy pod względem psychologicznym albo najbardziej inteligentny. Jednak nie. Mourinho sytuuje się niewątpliwie w bezgranicznej odległości od kogokolwiek innego: jest najlepszym trenerem wszech czasów. Odcisnął swoje piętno na futbolu portugalskim, angielskim, włoskim, hiszpańskim… Światowy futbol na najwyższym poziomie przeżywał pewną erę przed nim, przeżywa kolejną z nim i będzie przeżywał, prawdopodobnie, następną, znacznie uboższą, po nim. Nieważne jak bardzo byśmy starali się szukać, nie znajdziemy nikogo takiego jak on, nawet w ciągu najbliższych pięciuset lat. Ponieważ José Mourinho jest i zawsze będzie wyjątkowy. Porównywanie go z innymi geniuszami sprawiłoby, że oni przestaliby nimi być.

JORGE MENDES

ZORGANIZOWANY

Zawsze będę pamiętał o chwilach, które spędziliśmy, pracując razem.

Były najlepsze w mojej karierze. Dziękuję za wszystko.

PAULO FERREIRA, piłkarz Chelsea Londyn

Jestem młodym piłkarzem i Mourinho wie, czego potrzebuję.

Zmienia mnie w bardziej kompetentnego zawodnika.

RAPHAËL VARANE, piłkarz Realu Madryt

„Budzę się o 7.00, a o 8.15 przyjeżdżam na stadion. Do rozpoczęcia treningu mam dwie godziny absolutnego spokoju, żeby w zaciszu mojego gabinetu szczegółowo przygotować sesję. Wszystko zgodnie z analizą, którą wspólnie z asystentami opracowałem na ten mikrocykl pod koniec poprzedniego tygodnia. Są to dwie godziny wielkiej samotności, pomieszanej z szeptami sprzątaczek i odgłosami mopów.

Przed treningiem mam jeszcze czas na krótki kontakt ze współpracownikami w celu perfekcyjnego rozpracowania następnego przeciwnika; z człowiekiem odpowiedzialnym za murawę, aby boisko treningowe było w dobrym stanie oraz w celu sprawdzenia warunków meteorologicznych przewidzianych na weekend; z asystentami zajmującymi się sprzętem podczas treningu; z lekarzem, żeby dowiedzieć się jak wygląda sytuacja zawodników kontuzjowanych i nakreślić plan pracy dla nich, a także dla zawodników, którzy są w fazie integracji.

Po dwugodzinnym treningu odbywa się spotkanie oceniające. A potem kolejne, z osobą odpowiedzialną za kontakty z prasą, żeby skonkretyzować późniejsze spotkanie zawodników z mediami. Następnie zebranie z dyrektorem generalnym SAD i jego sekretarzem w celu przeanalizowania różnorakich kwestii, i wreszcie minuta, żeby zadzwonić do domu, gdzie dzieci jedzą już obiad po powrocie ze szkoły.

Następnie pięciominutowy relaks – spokojny spacer w stronę Colombo, dokąd nasz sztab szkoleniowy chodzi na obiady. Potem wracam na stadion, gdzie po południu czeka mnie druga sesja treningowa albo kilka godzin pracy w gabinecie. Oglądanie nagranych meczów, opracowanie planu rozwoju dla młodzieży i przygotowanie następnego sezonu – to wszystko sprawia, że czas mija błyskawicznie. Przed opuszczeniem stadionu idę jeszcze na wyższe piętra, aby zamienić kilka słów z zarządem SAD Benfica. Wreszcie szybka podróż do Setúbal, gdzie moja żona, Matilde i Zé Mário czekają na mnie z kolacją, i gdzie miłość szczęśliwej rodziny odmładza (…)”.

Artykuł ten został napisany przez José Mourinho, 25 października 2000 roku, dla sportowego, internetowego portugalskiego dziennika „Mais Futebol”. Mourinho przedstawił w nim codzienną rutynę początkującego trenera – jego własną – pracującego w Benfice. W tekście wyróżnia się zwłaszcza organizacja i perfekcja.

Tak było w trakcie pierwszego dnia w roli trenera. I w ten sposób minęło już ponad dziesięć lat. Mourinho przypomina ośmiornicę, której liczne macki obejmują dosłownie wszystkie obszary: planowanie, trening, komunikacja z mediami, stan murawy, obserwacja przeciwników, futbol młodzieżowy, prognoza pogody, SAD… Absolutnie wszystko. Maniche, który był obecny na tamtym pierwszym treningu, a później pracował z portugalskim trenerem w FC Porto i Chelsea, stwierdza: – On był jednym z piłkarzy, jednym z nas, ale jednocześnie był liderem.

Lubi uczestniczyć we wszystkim. Jest ogrodnikiem, jest kierowcą, jest ochroniarzem… Lubi mieć kontrolę nad wszystkim, nawet nad najmniejszymi detalami. Myśli o drużynie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Maniche

Organizacja to niemalże obsesja José Mourinho. Dlatego jako pierwszy przyjeżdża do ośrodka treningowego; dlatego spędza najwięcej czasu w miejscu pracy; dlatego myśli o futbolu dniem i nocą. Rezultat jest następujący: treningi przygotowane co do sekundy; rozwiązania wszystkich problemów, które pojawiają się w trakcie meczu; i zwycięstwa… Mnóstwo zwycięstw.

Takie podejście, bez żadnej taryfy ulgowej, ujawniło się już na samym początku. Álvaro Braga Júnior, pierwszy dyrektor sportowy w karierze José Mourinho (w Benfice), opowiada o pewnym epizodzie znamionującym jego bezgraniczne poświęcenie: – W przeddzień jego prezentacji przed mediami jadłem z nim kolację i natychmiast miał do mnie prośbę. Mimo że mieszkał z rodziną relatywnie blisko, w Setúbal, powiedział mi, że wolałby zostać w Lizbonie, bo dzięki temu mógłby w stu procentach poświęcić się Benfice, bez presji ze strony rodziny czy przyjaciół. Zatrzymał się więc w jednym z hoteli w stolicy i jedyne co robił oprócz treningów, to oglądał wideo z meczami i analizował grę przeciwników. Wiem, ponieważ byłem tego świadkiem, a na początku wiele razy jadaliśmy razem obiady oraz kolacje.

Portugalski trener przegrał swój pierwszy mecz w karierze, z Boavistą, 0:1. Braga Júnior opowiada, że nawet w chwili tej porażki uwydatniała się organizacja Mourinho: – Przegraliśmy w sposób, w jaki on powiedział, że możliwe było przegrać.

PEŁNA INFORMACJA

Frank Lampard był pod wielkim wrażeniem, kiedy po raz pierwszy wszedł do gabinetu José Mourinho w Londynie:

– Ma zapełnione wszystkie miesiące, zaplanowany cały sezon, każdą sesję treningową i wszystko co jest konieczne dla ciągłego rozwoju piłkarzy. On jest jak kompletny pakiet!

Portugalczyk planuje sezon w najdrobniejszych szczegółach, w zależności od ustalonych celów, piłkarzy, których ma do dyspozycji, wahań formy i tym podobnych. Uwzględnianie różnych sytuacji w trakcie planowania redukuje margines błędu. I właśnie dlatego Mourinho rzadko się myli. W takim stopniu, w jakim możliwe jest przewidywanie, wszystko zostaje przewidziane.

„Praca” to dla trenera słowo święte. Kto tego nie rozumie, będzie miał wielkie trudności, żeby wsiąść do pociągu. Albo zostanie gdzieś po drodze. Piłkarze również są dobierani pod względem tego kryterium. – Na przykład sukces w Chelsea zaczął być budowany przez zawodników, których Mourinho zabrał ze sobą – opowiada Pinto da Costa, prezes FC Porto. – Pamiętam, że początkowo mówiło się o sprowadzeniu Beckhama i Roberto Carlosa. A on natychmiast powiedział, że nie ma mowy, bo woli piłkarzy takich jak Ricardo Carvalho i Paulo Ferreira. To zawodnicy, których znał, i wiedział, że pomogą klubowi wygrywać, a nie zwiększać sprzedaż koszulek. Nie podważano nadzwyczajnych umiejętności Beckhama czy Roberto Carlosa, ale nie mieli takiej ambicji, o jaką chodziło Mourinho.

José nie toleruje unikania odpowiedzialności ani nie popiera rozprężenia. Oferuje zawodnikom jak najlepsze warunki i organizację pracy, ale wymaga, żeby oni wykonywali swoją część zadań.

Kiedy widzisz, że przychodzi o 7.30 albo o 8 rano, wcześniej odwożąc dzieci do szkoły, wiesz, że praca będzie poważna. On wychodzi na boisko i stwierdza: „Będziecie trenować godzinę i przez godzinę musicie ciężko pracować”. To mówi samo za siebie… U José Mourinho wszystko jest perfekcyjne. John Terry

Słynne są raporty ze wszystkimi niezbędnymi informacjami na temat przeciwników. Zdumieni piłkarze dowiadują się o najmniejszych szczegółach: – We wtorek, kiedy przyjeżdżaliśmy na trening, mieliśmy przygotowane dossier ze wszystkim, co tylko można sobie wyobrazić o przeciwniku: faule, rzuty rożne, strzały… wszystko – opowiada Costinha. – Nawet szczegóły o tym, który piłkarz jest najbardziej niezdyscyplinowany albo jaki jest najlepszy sposób, żeby go sprowokować, tak by drużyna przeciwna została osłabiona. To coś niesamowitego!

Maniche czuł większą odpowiedzialność przy takim poziomie organizacji: – Dzięki temu pozostawiał odpowiedzialność w naszych rękach. Od tej chwili każdy z nas miał możliwość analizowania przeciwnika, ponieważ „danie” było już gotowe. A piłkarze, którzy chcą zostać kiedyś trenerami, mają doskonały przykład tego, w jaki sposób trzeba wykonywać taką pracę.

Jak stwierdza Jorge Costa: – Jeśli nie wygrywaliśmy meczu, istniało tylko jedno usprawiedliwienie: na boisku nie wykazaliśmy się profesjonalnym podejściem.

– Największą nauką było zrozumienie, że należy pracować zawsze więcej, nigdy nie zwalniać i nigdy nie zaniedbywać szczegółów – konkluduje Diego Milito.

Metoda ta zapewnia komfort piłkarzom Mourinho i przysparza ogromnych problemów przeciwnikom. Cristiano Ronaldo wiele razy poczuł to na własnej skórze, kiedy musiał mierzyć się z drużynami prowadzonymi przez portugalskiego trenera.

Analizuje zachowanie przeciwników lepiej niż inni trenerzy. Zna słabe i mocne punkty wszystkich piłkarzy i drużyn. Oczywiście to widać na boisku. Piłkarze wychodzą ze świadomością, że znają rywala. Kiedy grałem przeciwko niemu, miałem duże problemy, żeby prezentować mój futbol. Cristiano Ronaldo

Determinacja Mourinho jest taka sama niezależnie od okoliczności. Nazwa przeciwnika nie usypia jego czujności. – Mecz pucharowy z drużyną z trzeciej ligi przygotowuje z taką samą powagą i tak samo szczegółowo jak w wypadku finału Ligi Mistrzów – zapewnia Jorge Costa.

Mourinho na każdą okoliczność ma więcej niż jedno rozwiązanie. Prezentuje piłkarzom przewidywalne scenariusze wraz z gotowymi rozstrzygnięciami. Vítor Baía wspomina bardzo konkretny przykład takiej ekstremalnej organizacji: – Przed jednym z meczów na Estádio da Luz doszedł do punktu, w którym wymienił skład Benfiki. Potem dodał, co się wydarzy, kiedy jako pierwsi strzelimy gola: „Wiecie, że kiedy Camacho przegrywa, wprowadza Šokotę, dlatego musimy się przygotować w taki sposób…”. Po czym kontynuował: „Teraz wyobraźcie sobie, że jeden z ich zawodników zostaje wyrzucony, w takim wypadku będziemy grać tak…”.

Zbieg okoliczności albo i nie, ale w tym meczu wydarzyło się wszystko, co wcześniej powiedział Mourinho: FC Porto strzeliło jako pierwsze (Deco w 36. minucie); pierwszą zmianą Camacho było wejście Tomo Šokoty w miejsce Zlatko Zahovicia w 46. minucie; Ricardo Rocha, środkowy obrońca Benfiki, został wyrzucony z boiska w 70. minucie. FC Porto wygrało 1:0.

Milito wspomina podobne zdarzenie ze spotkania przeciwko Chelsea, w 1/8 finału Ligi Mistrzów w sezonie 2009/10. Inter pojechał do Londynu z niewielką zaliczką, 2:1, osiągniętą w pierwszym meczu: – Przed rewanżem Mourinho był bardzo stanowczy: „Jeśli nie będziemy faulować w niebezpiecznych rejonach, jeśli nie stracimy goli po stałych fragmentach gry… wtedy nie tylko przejdziemy do następnej rundy, ale jeszcze wygramy mecz”.

I tak było. Inter faulował bardzo mało i wygrał 1:0 (gol Samuela Eto’o). Mecz idealny. – To są rzeczy, które głęboko w nas zapadają, ponieważ wydarzyło się wszystko, co on powiedział – dodaje Milito. To nie są czary, to praca. To nie jest szczęście, to organizacja.

– Wszystko, co robiliśmy na co dzień, związane było z rywalizacją, wszystko, co wykonywaliśmy na treningach, później działo się podczas meczów – podsumowuje Vítor Baía.

„INNY” TRENERSKI SZTAB

Sztab trenerski José Mourinho nie kończy się na asystentach, którzy towarzyszą mu podczas treningów. Istnieje jeszcze druga grupa – „niewidzialnych” profesjonalistów, szkolonych by śledzić wszystkie poczynania przeciwników. Są oni kimś w rodzaju tajnych agentów 007 portugalskiego trenera.

Zadaniem tej grupy jest zdobycie wszystkich możliwych informacji. Mourinho nie chce wiedzieć o żadnych trudnościach i nie zamierza przejmować się tymi sprawami. Dlatego właśnie koordynowanie tej pracy powierzył José Moraisowi. Co ciekawe, ten trener zaczynał karierę w Hiszpanii jako obserwator Atlético Madryt, a potem pracował w wielu krajach świata (Portugalia, Niemcy, Szwecja, Arabia Saudyjska, Jordania, Tunezja i Jemen) jako pierwszy trener, asystent albo skaut.

Aktualnie Morais koordynuje pracę sześcioosobowej grupy, w której są obserwatorzy, montażyści filmowi i projektanci graficzni. Mają za zadanie przygotowanie raportów i filmów wideo z informacjami na temat cech przeciwników, ich słabych punktów, aspektów, które trzeba przeanalizować i tym podobne. Każdy przeciwnik wymaga przynajmniej czterech obserwacji na żywo i dwóch kolejnych na wideo.

Proces szpiegowania nie kończy się jednak na meczach. Raporty uzupełniane są informacjami z gazet, obserwowaniem treningów, a nawet telefonami wykonywanymi do osób blisko związanych z przeciwnikami.– Bardzo często posługujemy się pracą wykonywaną na co dzień przez dziennikarzy, ponieważ jest to wiarygodne źródło informacji – opowiada José Morais. – Dowiadujemy się, o czym mówią w ciągu tygodnia, jak może wyglądać podstawowa „jedenastka”, o kontuzjach piłkarza A, B lub C, o tym, co robili na treningu i jaki był tego efekt. Także konferencja prasowa trenera trochę wyraża jego odczucia odnośnie zbliżającego się meczu… Wszystko to pozwala nam wyciągnąć wnioski na temat sposobu, w jaki przeciwnik może podejść do spotkania. Zawsze też znasz kogoś, kto zna kogoś innego, kto pośrednio może pomóc ci w zdobyciu informacji o jakimś piłkarzu albo drużynie. Na przykład, kiedy mamy mierzyć się z Benfiką i chcę się dowiedzieć czy dany piłkarz będzie grał, dzwonię do przyjaciela jego przyjaciela i ostatecznie zawsze udaje mi się zdobyć informację, na której mi zależy. Obserwowanie treningów jest bardziej skomplikowane, ponieważ nie zawsze mamy dojścia, a poza tym ja na przykład jestem już znany. Nie pójdę na trening przeciwników, bo mogą mnie rozpoznać. Zawsze jednak wysyłamy kogoś, kto może dyskretnie wykonać to zadanie.

Obecny asystent i człowiek odpowiedzialny za departament obserwacyjny Realu Madryt poznał José Mourinho w 2000 roku, kiedy ten był trenerem Benfiki. José Morais odpowiadał wówczas za drużynę B „czerwonych” i pamięta, że był pod ogromnym wrażeniem poziomu organizacji, jaki były asystent Louisa van Gaala w Barcelonie prezentował od pierwszego dnia pracy na Estádio da Luz. Znacznie wyższy niż poziom wszystkich pozostałych, których poznał w klubie.

Mourinho zwraca uwagę na wszystkie szczegóły, ponieważ wymagać czegoś od drużyny można tylko wtedy, gdy wszyscy pracują na tym samym poziomie. Bardzo często to on jest pierwszym, który pomaga w szukaniu w ostatniej chwili jakiejś informacji, mogącej później wpłynąć na przygotowywanie meczu. José Morais

W ciągu jedenastu lat obserwacyjny departament przeciwników José Mourinho uległ radykalnym zmianom. Portugalski trener bardzo wcześnie odkrył jak istotne jest w sztabie szkoleniowym z najwyższej półki posiadanie dobrego skautingu. Zrozumiał to podczas przygotowań do pierwszego meczu w roli głównego trenera, w Benfice. Przeciwnikiem była Boavista i, jak zawsze do tej pory, klub wysłał jednego z obserwatorów w celu sporządzenia raportu. W notatkach zapomniał on jednak wspomnieć o obecności Erwina Sáncheza, „zaledwie” najważniejszego piłkarza drużyny. José Mourinho bardzo zirytowało takie uchybienie, dla niego było to niedopuszczalne w takim klubie jak Benfica. Wobec tak poważnego błędu postanowił, już na zawsze, powierzyć odpowiedzialność za obserwację przeciwników swojemu sztabowi trenerskiemu pod jego kierunkiem. Także dlatego, że to zadanie portugalski trener znał jak mało kto – co jest owocem pracy w Barcelonie, kiedy był asystentem Louisa van Gaala.

W Benfice rozwiązał problem w sposób następujący: postanowił natychmiast zapłacić z własnej kieszeni komuś spoza klubu, lecz swemu zaufanemu człowiekowi, by ten zaczął przygotowywać raporty o przeciwnikach. Po tym zdarzeniu obserwacja rywali stała się dla Mourinho priorytetowa w kolejnych latach kariery.

Jeszcze w Benfice, posiłkując się informacjami zebranymi przez owego zaufanego współpracownika, to sam José Mourinho przygotowywał prezentacje piłkarzom. Carlos Mozer, wtedy jego asystent, wspomina, że „w szatni Benfiki była tablica na sztalugach, na której wszystkie dane o przeciwniku zapisywał na kilku gigantycznych rozmiarów kartkach”. Informacje były szczegółowe, dokładne i chirurgiczne. Te same zasady później mieli wdrażać jego współpracownicy – André Villas-Boas i José Morais – kiedy przejęli departament obserwacyjny.

W trakcie pracy w Benfice, i wcześniej w União de Leiria, przez dwa pierwsze lata kariery José Mourinho zwracał się do „wolnych” obserwatorów, żeby uzupełnić departament skautingu. Stabilizacja i rozwój nastąpił dopiero w 2002 roku, w FC Porto, wraz z dołączeniem André Villasa-Boasa. Klub miał już departament obserwacyjny, który nawet dość skutecznie funkcjonował, jednak Mourinho – za pośrednictwem Villasa-Boasa – dokonał małej rewolucji: radykalnie zmienił sposób obserwowania przeciwników, systematyzowania informacji oraz prezentowania wykonanej pracy.

W Interze Mediolan warunki były uboższe niż te, które portugalski trener ma obecnie w Realu Madryt. José Morais koordynował grupę czterech obserwatorów (wszyscy to freelancerzy), którzy oglądali przynajmniej cztery mecze przeciwnika i sporządzali raporty. Morais oglądał na żywo co najmniej jedno z tych spotkań i dokonywał syntezy wszystkich informacji w jednym dokumencie. W strefie wideo Inter miał zaledwie jednego montażystę. – Całą pracę graficzną i wprowadzenie tekstu wykonywałem sam – tłumaczy José Morais.

INDYWIDUALNE WIDEO

Wideo jest cennym narzędziem w pracy José Mourinho. To dzięki niemu w pierwszej fazie przygotowań trener poznaje przeciwników i szykuje odpowiednie zadania do pracy na boisku. – Piłkarze wykonują ćwiczenia z informacjami wynikającymi z przygotowanego wideo, ćwiczą strategie na mecz. To bardzo wyczerpujący proces, który pozwala jednak naszym graczom dogłębnie poznać rywala – mówi Rui Faria.

W drugiej fazie użyteczność wideo dociera do zawodników w sposób bezpośredni. Są przygotowywane szczegółowo, starannie, ale – jak wyjaśnia Rui Faria – również ze ściśle określonymi zasadami czasu trwania: – Filmiki, które pokazujemy naszym piłkarzom, nigdy nie są długie, maksymalnie dziesięciominutowe, żeby nie spowodować mentalnego zmęczenia. Z własnego doświadczenia wiemy, że po dziesięciu minutach trudno jest utrzymać koncentrację zawodnika. Wybieramy maksimum informacji, żeby utrzymać ich zmotywowanych.

Bardzo często, jak opowiada José Morais, to sam Mourinho edytuje materiał wideo pochodzący z uprzedniej obserwacji.

– To Zé decyduje czy używa wszystkiego, czy może są kwestie o mniejszym znaczeniu, które mogą zostać usunięte.

Dla każdego piłkarza, który choć trochę interesuje się futbolem i chce wygrywać, zawartość takiego filmu jest prawdziwym „parkiem rozrywki”. – Są wideo indywidualne. Na przykład obrońcy dostają nagrania z napastnikami, napastnicy z kolei nagrania z bramkarzami i obrońcami… Kiedy wychodziliśmy na boisko, odnosiliśmy wrażenie, że naszego przeciwnika znamy od lat – mówi Jorge Costa.

Pinto da Costa, prezes FC Porto, będący świadkiem pierwszego europejskiego triumfu Mourinho, potwierdza tę drobiazgowość: – Ślepo wierzyliśmy w to, że wygramy finał Pucharu UEFA przeciwko Celtikowi Glasgow, ponieważ wszystko było przygotowane z największą dokładnością. Z wielkim szacunkiem przechowuję do dziś tablicę z finału, na której Mourinho miał wszystko nakreślone – wzrost zawodników, pozycje, kto kogo kryje… Podarował mi ją wraz z dedykacją.

To właśnie dlatego, przed jakąkolwiek konfrontacją, José Mourinho jest najspokojniejszym człowiekiem na świecie.

Nawet przed ważnym i nerwowym meczem José zawsze był spokojny i zrelaksowany. Ale działo się tak tylko dlatego, że przygotowywał się do tego spotkania lepiej niż ktokolwiek inny. Kiedy przeciwnik dokonywał zmiany, on odpowiadał swoją, jeszcze lepszą. Był to owoc jego przygotowania, znajomości rywala i własnej drużyny. Peter Kenyon

Znamienne było rewanżowe spotkanie półfinału Ligi Mistrzów w sezonie 2009/10 z Barceloną na Camp Nou. W pierwszym meczu Inter pokonał Katalończyków 3:1 na San Siro, ale mimo to wynik był daleki od komfortowego. Stał się jeszcze gorszy, kiedy w 28. minucie pierwszej połowy czerwoną kartkę dostał Thiago Motta, zostawiając Inter w dziesiątkę. Można się było spodziewać godzinnej ofensywy na bramkę Júlio Césara w wykonaniu drużyny, którą wielu uważało za najlepszą na świecie. To, co dla kibiców Nerazzurri było końcem świata, dla piłkarzy Interu oznaczało zaledwie pokonanie jeszcze jednej przeszkody w drodze do sukcesu.

– Graliśmy już przeciwko Barcelonie w fazie grupowej i na Camp Nou przegraliśmy 0:2, ponieważ graliśmy źle. Kiedy wróciliśmy tam na półfinał, Mourinho wiedział dokładnie jak musimy zagrać, żeby awansować do finału. Wiedzieliśmy doskonale, co powinniśmy robić. Nie da się „oszukać go” dwa razy. Bardzo dobrze przygotował tamto spotkanie – mówi Diego Milito. José Mourinho potwierdza.

Przed półfinałem Ligi Mistrzów z Barceloną wraz z moimi asystentami spędziliśmy całą noc w ośrodku treningowym Interu, żeby pożerać wideo i przygotować się do meczu. José Mourinho

To dowód na to, że… Mourinho nie śpi.

CIENIE MOURINHO

Od samego początku wiernymi cieniami José Mourinho są dwaj mężczyźni: Rui Faria i Silvino Louro. Asystenci współpracują z nim już od ponad dekady, dzieląc mnóstwo triumfów, ale i wiele strapień. I także na barki ich dwóch w znacznej części spada organizacyjna obsesja José Mourinho.

Silvino podkreśla ciągłe wymagania trenera, nawet względem asystentów: – Zé jest bardzo wymagający wobec tych, którzy z nim pracują. Nikt nie może się zatrzymać ani rozluźnić. Musimy być ze wszystkim na bieżąco i codziennie stawać się lepszymi.

Trener bramkarzy był w zawodzie od dwóch lat, kiedy zaczął pracować z Mourinho, ale ostatniej dekady nie może porównać z niczym: – On zmienił mnie w trenera nieporównywalnie bardziej wykwalifikowanego, bez cienia wątpliwości.

Silvino i Mourinho znają się od dzieciństwa, z ulic Setúbal. Jest to relacja oparta na sympatiach osobistych, a nawet rodzinnych. Jednak nie dlatego łączy ich większe zawodowe zaufanie.

W przypadku Ruiego Farii jest inaczej. Poznali się w Barcelonie, kiedy Mourinho był asystentem Bobby’ego Robsona, a Faria pisał pracę magisterską ze sportu i edukacji fizycznej. Ówczesny student ukończył naukę w 1999 roku i ostateczną wersję pracy wysłał pod kataloński adres José Mourinho.

– Wysłałem ją do wielu trenerów, których znałem, a Mourinho jako jedyny zadzwonił, żeby mi podziękować i wyrazić opinię o mojej pracy – wspomina Rui Faria. Podczas tamtej rozmowy, pośród wielu komplementów, ówczesny asystent Robsona wypowiedział zdanie, które zapadło w pamięci Farii: „Zrób kurs trenerski, bo być może pewnego dnia będziesz ze mną pracował”.

Obietnica spełniła się po dwóch latach. Rui Faria był nauczycielem w szkole średniej, kiedy pewnego popołudnia zadzwonił telefon: „Jak wygląda twoja gotowość do pracy ze mną?”, zapytał Mourinho. Młody nauczyciel nie mógł w to uwierzyć. „Gdyby to ode mnie zależało, zacząłbym wczoraj! Powiedz mi kiedy i gdzie, a ja tam będę!”, odpowiedział Faria.

Następna dekada ukształtowała Ruiego Farię. Asystent jest najczystszym przykładem człowieka, którego José Mourinho uformował od stóp do głów. Sam Faria wyznaje: – Oczywiście, miałem umiejętności, swoją wartość, miałem potencjał, ale dla mnie wszystko było nowe. On miał już bogate doświadczenie i miał na mnie ogromny wpływ. Jest to jedna z jego najmocniejszych cech: ukształtować tego, kto z nim pracuje, żeby wykorzystywać pomysły i osiągać wyznaczone cele.

SKUPIENIE NA ZWYCIĘSTWIE

24 stycznia 2010. Do przerwy ligowego meczu Interu z Milanem było 1:0, po bardzo trudnej pierwszej połowie: Sneijder został wyrzucony, a Lúcio zobaczył bardzo wątpliwą żółtą kartkę. Sędziowanie pana Rocchiego było całkowicie przeciwko Interowi.

Postanowiłem pójść do szatni, a normalnie tego nie robię. Tamtego dnia jednak musiałem, ponieważ bałem się, że zrobi się zbyt nerwowo z powodu zaistniałych okoliczności i zachowania arbitra.

Otworzyłem drzwi do szatni i… kompletne zaskoczenie! Zamiast nerwowości i skarg pod adresem sędziego, spowodowanych wszystkim, co wydarzyło się na boisku, usłyszałem niesamowitą ciszę, niemal nierzeczywistą. Prawie na palcach przeszedłem przez korytarz, żeby zobaczyć co działo się w sali, w której byli piłkarze i Mourinho. On stał na środku, a zawodnicy siedzieli na swoich miejscach z absolutnym spokojem. José tłumaczył taktykę na drugą połowę, mówiąc – a jednocześnie rysując na czarnej tablicy – że postawa nie powinna się zmienić i, mimo iż jesteśmy w osłabieniu, nie pozwala na strach ani brak pewności siebie. Wskazując na manewry, które powinni wykonywać niektórzy piłkarze, Mourinho zwracał uwagę na wzrastający wysiłek, z jakim będą musieli sobie poradzić w konsekwencji osłabienia: „Staną się nerwowi, ponieważ nie będą mogli strzelić gola, grając przeciwko dziesięciu, a my to wykorzystamy, zdobędziemy drugą bramkę i wygramy”.

Mecz zakończył się wynikiem 2:0, tak jak przewidział. Pod koniec spotkania sędzia zdołał jeszcze wyrzucić Lúcio, pokazując mu drugą żółtą kartkę, i przez ponad pięć minut graliśmy w dziewięciu.

Tym, co w tej historii wywarło na mnie największe wrażenie, było zachowanie Mourinho w przerwie. Nie mówił ani słowa na temat kontrowersji z pierwszej połowy albo zachowania arbitra, wolał skupić się na meczu i sposobie, w jaki zawodnicy powinni się zachowywać, żeby wygrać. Naładował ich pozytywnie zamiast podnosić kwestie negatywne.

Ten wyjątkowy epizod, mówię szczerze, spowodował, że znacznie wzrósł mój szacunek do José Mourinho. To trener zawsze skupiony na wynikach, intensywnie szukający zwycięstwa.

Massimo Moratti

prezes Interu Mediolan

Tytuł oryginału:

MOURINHO – Nos Bastidores das Vitórias

Copyright © Nuno Luz 2012

Copyright © Luís Miguel Pereira 2012

Copyright © for the photos by Jorge Monteiro & José Mourinho

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Sine Qua Non 2013

Copyright © for the translation by Barbara Bardadyn 2013

Redakcja i korekta

Kamil Misiek, Tomasz Wolfke, Joanna Mika-Orządała

Opieka redakcyjna

Michał Rędziak, Przemek Romański

Skład

Radosław Dobosz

Projekt okładki i stron tytułowych

Paweł Szczepanik

Private photographs inside the book provided courtesy of José Mourinho

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani

w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie,

fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie,

ani odczytywana w środkach publicznego przekazu

bez pisemnej zgody wydawcy.

ISBN: 978-83-63248-79-6

www.wsqn.pl

www.facebook.com/WydawnictwoSQN

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

CR7. Maszyna Mourinho. Za kulisami zwycięstw 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila