Lambro - powstańca grecki. Powieść poetyczna w dwóch pieśniach

Lambro - powstańca grecki. Powieść poetyczna w dwóch pieśniach

Autorzy: Juliusz Słowacki

Wydawnictwo: Armoryka

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 3.25 zł

Jak to określa sam poeta: Lambro jest to człowiek, będący obrazem naszego wieku, bezskutecznych jego usiłowań, jest to wcielone szyderstwo losu, a życie jego jest podobne do życia wielu mrących ludzi, o których przyjaciele piszą, czym być mogli, o których nieznajomi mówią, że nie byli niczym. Utwór opowiada o greckim bohaterze walk wyzwoleńczych żyjącym w XVIII wieku. Wcześniej walczył, w powieści zaś jest ukazany jako osoba niezdolna do czynu i doznająca klęski. Powieść charakteryzuje ukryta struktura autobiograficzna; podstawą jej napisania był upadek powstania listopadowego, a także świadomość Słowackiego, że nie udało mu się bezpośrednio wziąć w nim udziału. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Lambro)

Juliusz Słowacki

Lambro - powstańca grecki

Powieść poetyczna w dwóch pieśniach

_____

Armoryka

Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak

Na okładce: Theodoros Vryzakis (1814–1878), Biskup Germanos błogosławi sztandar Wielkiego Powstania Narodowego 1821. (1865),

(licencja public domain), źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Epanastasi.jpg

(This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law, including all related and neighboring rights).

Copyright © 2014 by Wydawnictwo „Armoryka”

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel +48 15 833 21 41

e-mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-7950-296-7

Pieśń pierwsza

...Should we again provoke

Our stronger, some worse way his wrath may find

To our destruction; if there be in hell

Fear to be worse destroy'd...

Milton

I.

Falo błękitna, kołysz łódkę Greka,

Niech mu po morzu ściele księżyc złoty

Ścieżki obłędne, niech przed nim ucieka,

Gdy po tej drodze puści żaglów loty;

Kołysz go, falo, i łódkę Majnoty

W samotną morza obłąkaj krainę,

I tam mu powiedz: „Ja nosiłam floty

Na moich skrzydłach aż pod Salaminę;

Płynęłam taką, jaką dzisiaj płynę”.

W Archipelagu zanieś go ostrowy.

Tam góry chmurą owiane błękitną,

Na górach kolumn potrzaskane głowy;

Nad nimi wiecznie kwitnie laur różowy,

Pomarańczowe drzewa wiecznie kwitną

I śniegiem kwiatów zasypują gruzy.

A ludzie — cierpią, że umrzeć nie śmieli;

Twarz ich boleści rysem naznaczona.

Gdyby tu błysnął dawny wzrok Meduzy,

Gdyby ci ludzie, jak są, skamienieli,

Ileż by nowych posągów przybyło,

Łamanych wiecznym bólem Laokona.

Tu nad pomników i ludzi mogiłą

Księżyc posępny płynie co wieczora.

Gdy góry światłem błękitnym przeniknął,

Mgły zasłonami doliny ośnieżył,

Szuka posągów, które widział wczora,

Do których twarzy wiekami przywyknął;

Blady — jak starzec, co na ziemi przeżył

Zagasłe, mrące co dnia dzieci koło;

Gdy wszyscy padną, gdy ostatni padnie,

Tak ma wiekami wyniszczone czoło,

Że się nie chmurzy żalem ani bladnie,

I nikt cierpienia z twarzy nie odgadnie.

II.

Archipelagu wysp wieniec różowy

Lekkich kaików przerzynają wiosła.

Jak dawne nimfy, tak dziś te ostrowy,

Przed tureckimi uciekając gwałty,

Odmienne pierwszym biorą na się kształty.

Jak niegdyś Dafne w liść lauru porosła,

Tak dzisiaj Hydra zielona laurami.

Ipsara skalnym błyszczy stroma brzegiem,

Podobna córce głazowej Tantala,

Gdy pod nią śnieżna rozbija się fala,

Wiecznie od czoła wieńczonego śniegiem

Kryształowymi upłakana łzami.

Ipsarskie miasto, jak dłutem snycerza

Ze skał ciemnego łona wydobyte,

Barwy ma szare, od tła nieodbite

I lasem masztów na poły schowane.

Gdzieniegdzie lekka minaretów wieża

Niesie pod niebo szczyty ołowiane.

Tam rzędy okien, od łuny zachodu

Jak mnogie lampy rozpalone, drżące,

Co chwila bladsze, co chwila gasnące,

Już zaszły mrokiem — ale szczyty grodu

Długo złociste miały słońcem dachy.

Pieśń druga

I.

Już noc zapada w korsarza kabinie,

Zalana falą szyba bursztynowa

Coraz ciemnieje; jak w piekła krainie

Mrok był ognisty i cisza grobowa,

Piekło to było… i te same słowa,

Co na piekielnej wypisane bramie,

Tu z pierwszym wiatrem na wchodzących wieją;

Bo kto tu wejdzie, żegna się z nadzieją.

Tu myśl starzeje w przeciągu godziny;

Gdy się nad głową grzmiąca fala łamie,

Gdy huczą płótna, jęczą starte liny,

Choćbyś wrażenia powiązał łańcuchem,

To się rozprysną — ogarnąć nie mogą

Ruchu, co ziemi wydaje się ruchem,

Pojęty tylko jednym zmysłem — trwogą.

Jest ktoś w kabinie — bo chociaż wśród cienia

Nie widać kształtu żyjącej istoty;

Lecz słychać często ciężkie odetchnienia.

Ktoś w tym się grobie musiał zamknąć żywy.

Jeżeli czuwa, to ma myśl zgryzoty;

Jeżeli zasnął, to ma sen straszliwy.

II.

Paź wszedł…

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Pieśń pierwsza

Pieśń druga

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Balladyna Kordian Król Duch. Le Roi-Esprit. Poème inachevé Wiersze Lambro - powstańca grecki. Powieść poetyczna w dwóch pieśniach Król Duch 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Nauka w kuchni #SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji