Misja: Europa

Misja: Europa

Autorzy: Edward Guziakiewicz

Wydawnictwo: self-publishing

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: PDF

cena od: 10.04 zł

Ta mikropowieść przenosi czytelnika w daleką przyszłość — do czasów zaawansowanej kolonizacji Układu Słonecznego. Akcja utworu toczy się w ponurym więzieniu o zaostrzonym rygorze na Europie, jednym z czterech dużych księżyców Jowisza. Trwają tam zakrojone na ogromną skalę prace adaptacyjne — z myślą o potrzebach przyszłych mieszkańców tego satelity. Warunki życia są jeszcze surowe.

Główna bohaterka, Gina, dostaje się za te rogatki cywilizacji, skazana bezlitosnym wyrokiem sądowym. Trafia na samo dno. Żeby przetrwać w zmaganiach z losem, musi zdecydować się na więzienną prostytucję. Jednak to tylko połowa prawdy. W rzeczywistości przybywa tam z odległej Ziemi ze ściśle tajną misją. I przybywa nie sama, chociaż o tym nie wie.

Znieruchomiał, kiedy ja ujrzał i omal nie zagwizdał z wrażenia.

Pokręcił z niedowierzaniem głową. Chciał coś powiedzieć, ale

ugryzł się w język. Wreszcie rzucił krótko:

— Idziemy!

Więźniów już nie dostrzegła, pociągnęli w dwóch kolumnach

do pracy, więc nikt oprócz dwóch strażników nie był świadkiem ich

nieoczekiwanej wyprawy. Kiedy usadowili się w minilocie, podał jej

delikatny damski naszyjnik.

— Włóż to! — polecił.

Nieszczególnie pasował i skrzywiła się pod nosem.

— Po co? — zapytała.

— Jest ze specjalnym chipem i blokuje impulsy identyfikatora

— niechętnie mruknął. — W osiedlu mają zabezpieczenia. Gdyby

któryś z tych tumanów usiłował tam uciec, błyskawicznie zajęłaby

się nim ochrona.

Ślizgacz oderwał się od ziemi, uniósł się i wartko pomknął nad

dachami szarych więziennych bloków. Nabrał prędkości. Później

przesuwał się pod nimi tylko zryty pomarańczowy grunt. Minęli

dwa małe lśniące jeziorka, w których odbijało się zachmurzone

brudnozielone niebo.

— Zapnij pasy! — ostrzegł ją Szkot. — Wychodzimy ze sztu-

cznego pola.

Wykonała jego polecenie.

— Ma taki mały zasięg? — zdziwiła się.

— To prowizorka — wyjaśnił. — Istna partyzantka. Każdy tu

się zabezpiecza w własnym zakresie. Cywile mają dość przyzwoity

emitor grawitacyjny, ale nie obejmujący Station 2. Nasz jest do kitu.

Mieliśmy awarie.

Dopływali do osiedla. Ciążenie wróciło do normy i wynosiło

znowu 0, 98 g. Zakonotowała sobie, że przelecieli nieledwie dwa

kilometry. Pojazd znalazł się w strefie pozornego horyzontu i znie-

nacka otoczenie się zmieniło. W ułamku sekundy wzrosło natężenie

światła. Odniosła wrażenie, że nagle znaleźli się na innej planecie.

Na czystym błękitnym niebie widniało teraz ziemskie słońce. Woko-

ło osiedla znaczyły się porosłe wirtualnymi lasami łagodne zielone

wzgórza.

23

— Nieźle się urządzili, nie?

— To fakt — odrzekła z podziwem. — Musiało to kosztować

krocie.

Kaprawy naczelnik bywał tu chyba częstym gościem, bo gład-

ko spłynął w dół, bez cienia wahania wybierając miejsce do lądo-

wania. Osadził ślizgacz na parkingu przed najwyższym świecącym

szkłem budynkiem. Napis wskazywał na to, że mieści się w nim

siedziba konsorcjum. Stało tu już kilka podobnych maszyn. Jeszcze

jedna tuż za nimi zgrabnie zeszła do lądowania, ale póki co nikt

z niej nie rwał się do wysiadania.

Z wdziękiem wyskoczyła na zewnątrz i ciekawie rozejrzała się

dokoła.

— O, rety! Mają tu trawniki i drzewka — zdębiała z wrażenia.

— Prawdziwe cyprysy.

— To wszystko paskudnie sztuczne — wyprowadził ją z błędu,

cedząc ze znawstwem. — Papierowo-plastikowe kwiaty jak w dwu-

dziestym wieku na strzelnicach. — Czuł się w jej towarzystwie od-

robinę skrępowany, ale zaraz pokonał onieśmielenie. Wziął głębszy

oddech. — Wejdziemy głównym wejściem — pokazał jej dłonią,

przełamując milczenie. — W mig pozałatwiam interesy, a potem

skoczymy do knajpki na najwyższym poziomie. Mają tam niezłe

żarcie. I świetne desery.

Poszli, pakując się w stronę oszklonych drzwi. Po kobiecemu

zajęła miejsce u jego boku. Musiała uznać, że należał do dosyć

przystojnych facetów, jednak nadal mroziło ją budzące respekt spoj-

rzenie jego groźnych oczu. Zło było złem. Kilka osób kręciło się w

holu. Strażnik z ochrony nie zwrócił na nich uwagi.

— Czwarte piętro — szepnął bardziej do swoich myśli niż do

asystującej mu laski. Winda ruszyła. Chwilę stali w skupieniu na-

przeciw siebie. — Pchamy się do działu handlowego — wyjaśnił,

zaglądając jej w twarz. — Tam pracuje mój koleżka.

Korytarz nie różnił się od innych. Sekretarka wpuściła ich bez

słowa. Siedzący za biurkiem w nowocześnie urządzonym gabinecie

młody szczupły Arab rozłożył szeroko ręce w geście powitania.

— O’Shea? Miło, że wpadłeś — rzucił. — A to?.. — zająknął

się, a jego twarz się zmieniła na widok dziewczyny.

24

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Przerwany lot Misja: Europa Genesis Banita Ekscytoza Przyloty na Ziemię 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piorun kulisty Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Każde martwe marzenie Ślepowidzenie Zabójcze maszyny Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu Zwrotnik Węży