W ogrodach Toskanii

W ogrodach Toskanii

Autorzy: Graham Lynne

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 154

Cena książki papierowej: 9.99 zł

cena od: 7.19 zł

Zara Blake projektuje ogród w posiadłości włoskiego bankiera Vitalego Roccantiego w Toskanii. Przystojny Włoch tak ją oczarował, że spędziła z nim noc, mimo tego że wkrótce ma wziąć ślub z bogatym biznesmenem. Zostają sfotografowani przez paparazzi i zaplanowane życie Zary rozsypuje się jak domek z kart. A ostateczny cios zadaje Vitale, zdradzając swoje prawdziwe intencje wobec niej i jej ojca?

Lynne Graham

W ogrodach Toskanii

Tłumaczenie:

Alina Patkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Vitale Roccanti, bankier z bardzo starej i arystokratycznej rodziny, otworzył przyniesioną przez prywatnego detektywa kartonową teczkę i przyjrzał się fotografii czterech osób siedzących przy stole. Grecki milioner Sergios Demonides podejmował Monty’ego Blake’a, Brytyjczyka, właściciela sieci hoteli Royale, wraz z jego piękną żoną Ingrid i ich córką Zarą. Zara, nazywana przez media Dzwoneczkiem ze względu na status celebrytki, o włosach ufarbowanych na srebrzystozłoty kolor i figurze elfa, miała na palcu pierścionek, który sprawiał wrażenie zaręczynowego. Najwyraźniej plotki o wykupie sieci Royale przez greckiego biznesmena oraz połączeniu obu rodzin małżeństwem były prawdziwe, choć nie wydano żadnego oficjalnego oświadczenia, zapewne ze względu na znaną niechęć Demonidesa do mediów.

Vitale zmarszczył brwi i jego szczupła, przystojna twarz stwardniała. Na widok uśmiechniętego, świetnie prosperującego Blake’a zbierało mu się na mdłości. Na krótką chwilę wrócił wspomnieniami do siostry, która utonęła, gdy miał trzynaście lat. Siostra była jedyną osobą, która prawdziwie go kochała, i jej śmierć pozostawiła go samego w nieprzyjaznym świecie. A teraz zbliżała się chwila, do której dążył od prawie dwudziestu lat. Blake miał wkrótce odnieść największy tryumf w życiu – zostać teściem potężnego Sergiosa Demonidesa i Vitale wiedział, że jeśli będzie czekał dłużej, to jego ofiara stanie się nietykalna.

Ale w jaki sposób udało się Blake’owi złapać na haczyk tak wielką rybę? Co ich łączyło oprócz faktu, że sieć hoteli Royale należała niegdyś do dziadka Demonidesa, o czym zresztą mało kto wiedział? Czy Blake zawdzięczał swój szczęśliwy los tylko opiewanym przez media urokom Zary, o której zresztą pisano, że mózg ma równie niewielki jak ciało? Czy mogło chodzić tylko o nią? Vitale skrzywił się pogardliwie. On sam nigdy nie stracił zdrowego rozsądku dla kobiety i przypuszczał, że pod tym względem Demonides jest do niego podobny. Gdyby udało mu się doprowadzić do zerwania zaręczyn, to może nie doszłoby do wykupu i Monty Blake, który rozpaczliwie potrzebował kupca na swoje hotele, popadłby w ruinę.

Vitale nigdy nie przypuszczał, że osobista zemsta stanie się dla niego tak ważna ani że uda mu się na tyle zbliżyć do ofiary, by ta zemsta stała się możliwa, był jednak przekonany, że Blake’owi należy wymierzyć sprawiedliwość. Czy kara nie powinna być adekwatna do przestępstwa? To nie była odpowiednia chwila na szlachetność, nie mógł sobie pozwolić na przestrzeganie granic przyzwoitości. Musiał zadać cios poniżej pasa, by ukarać człowieka, który zostawił jego siostrę i jej nienarodzone dziecko na łaskę żywiołu.

Vitale zawsze miał powodzenie u kobiet. Przyjrzał się uważnie fotografii Dzwoneczka i jego usta drgnęły. Nie miał nic przeciwko temu, by brzydko się z nią zabawić. Cierpienie podobno uszlachetnia. Córka Blake’a, z twarzą w kształcie serca i wielkimi niebieskimi oczami, niewątpliwie była piękna, ale wydawała się również płytka jak kałuża i z całą pewnością nie wyglądała na dziewicę. Zapewne będzie żałować utraty tak bogatego kandydata do ręki jak Demonides, Vitale jednak sądził, że podobnie jak jej matka, która również była ulubienicą mediów, ma skórę grubą jak nosorożec i serce z kamienia, toteż szybko pogodzi się z rozczarowaniem. A jeśli przy okazji trochę zmądrzeje, to może jej wyjść tylko na korzyść.

– Nie mogę uwierzyć, że zgodziłaś się wyjść za Sergiosa Demonidesa – powiedziała Bee i w jej zielonych oczach błysnęła troska.

Bee była tylko odrobinę wyższa od swojej przyrodniej siostry i choć miały tego samego ojca, zupełnie inaczej zbudowana. Zara wyglądała tak krucho, jakby mógł ją unieść byle wiatr, Bee zaś odziedziczyła po matce Hiszpance gęste czarne włosy, oliwkową cerę i kształtną, zaokrągloną figurę. Była dzieckiem z pierwszego małżeństwa Monty’ego Blake’a, które zakończyło się rozwodem, ale łączyły ją z Zarą bliskie i ciepłe relacje. Monty miał jeszcze trzecią córkę o imieniu Tawny, owoc pozamałżeńskiego romansu. Zara i Bee nie znały jej dobrze, bo matka Tawny wciąż żywiła urazę do ich ojca za to, jak ją potraktował.

– Dlaczego miałabym się nie zgodzić? – Zara wzruszyła szczupłymi ramionami. Bardzo lubiła Bee i nie chciała, by siostra martwiła się o nią, toteż starała się mówić lekkim tonem. – Znudziło mi się już bycie singielką i lubię dzieci.

– Jak bycie singielką może się komukolwiek znudzić? Przecież masz zaledwie dwadzieścia dwa lata i nie jesteś zakochana w Demonidesie! – zawołała Bee z niedowierzaniem.

– No, wiesz…

– Nie kochasz go przecież! Na litość boską, prawie go nie znasz! – upierała się Bee. Widziała Sergiosa Demonidesa tylko raz, ale wyostrzony zmysł obserwacji oraz przeglądarka internetowa ostrzegły ją, że jest to zbyt ciężki kaliber dla jej delikatnej siostry. Demonides, znany kobieciarz, był do tego zimny i wyrachowany.

Zara uniosła głowę wyżej.

– To zależy, czego się chce od małżeństwa. Sergios potrzebuje kogoś, kto zająłby się dziećmi.

Bee zmarszczyła brwi.

– Mówisz o tych trojgu dzieciach jego kuzynki?

Zara skinęła głową. Przed kilkoma miesiącami kuzyn Sergiosa i jego żona zginęli w wypadku samochodowym i jej przyszły mąż został prawnym opiekunem trójki ich dzieci. Demonides był budzącym respekt tytanem biznesu, armatorem, wiele podróżował i bardzo dużo pracował. Szczerze mówiąc – a w życiu Zary było bardzo niewiele osób, z którymi mogła być szczera – Sergios przestał ją onieśmielać, gdy wyznał, że potrzebuje żony tylko po to, by dać matkę dzieciom, które ma pod opieką. Zara sądziła, że odnajdzie się w tej roli.

Dzieci miały od sześciu miesięcy do trzech lat i w tej chwili były wychowywane przez służbę. Najwyraźniej nie czuły się dobrze w nowym domu. Sergios był bogaty i potężny; jego troska o dzieci wywarła na Zarze wrażenie. Sam pochodził z dysfunkcyjnej rodziny i chciał dla nich jak najlepiej, ale po prostu nie wiedział, co powinien robić, i był przekonany, że kobieta poradzi sobie tam, gdzie on czuł się bezradny. Zara ze swojej strony bardzo chciała wreszcie zrobić coś, z czego jej rodzice mogliby być dumni. Tragiczna śmierć jej brata bliźniaka Toma w wieku dwudziestu lat pozostawiła ziejącą pustką wyrwę w jej rodzinie. Zara uwielbiała brata i nie przeszkadzało jej nawet to, że Tom był faworytem rodziców; przeciwnie, cieszyła się, że jego sukcesy w nauce odwracały ich uwagę od jej porażek. Rzuciła szkołę średnią, gdy nie była w stanie poradzić sobie z egzaminami. Tom tymczasem studiował biznes na uniwersytecie i zamierzał pracować w firmie ojca, kiedy zdarzył się ten okropny wypadek i zginął na miejscu w swoim sportowym samochodzie.

Najsmutniejsze było to, że jej uroczy, odnoszący sukcesy brat w przeciwieństwie do niej spełniał wszelkie wyobrażenia rodziców o tym, jakie powinny być ich dzieci. Od dnia jego śmierci ojciec znacznie częściej wybuchał niekontrolowaną złością i Zara gotowa była na wszystko, by w jakikolwiek sposób zrekompensować rodzicom to, że Tom zginął, a ona wciąż żyła. Przez całe życie bezskutecznie walczyła o ich aprobatę i po śmierci Toma zastanawiała się, dlaczego to on umarł, a nie ona. Tom często mówił jej, że nie wykorzystuje swojego życia tak, jak mogłaby. Jego zdaniem nie powinna pozwalać, by kiepskie zdanie ojca o jej zdolnościach miało na nią tak wielki wpływ. W dniu pogrzebu brata obiecała sobie, że uczci pamięć o nim, starając się w przyszłości wykorzystać każdą możliwość uszczęśliwienia rodziców. Niestety, cała edukacja Zary miała ją przygotować do roli wzorowej żony bogatego człowieka, zatem mogła ich zadowolić, jedynie wychodząc za mąż za człowieka sukcesu. Ale dzieci w londyńskim domu Sergiosa poruszyły jej serce. Sama była kiedyś takim nieszczęśliwym dzieckiem i potrafiła zrozumieć ich uczucia. Patrząc na ich smutne twarzyczki, poczuła, że wreszcie może stać się dla kogoś ważna i zrobić coś dobrego. Sergios jej nie potrzebował, ale te dzieci tak. Była przekonana, że sprawdzi się jako matka; do tego się nadawała. W tej roli mogła nawet błyszczeć, a to znaczyło dla niej bardzo wiele.

Gdy zgodziła się wyjść za Sergiosa, ojciec po raz pierwszy w życiu spojrzał na nią z dumą. Poczuła się akceptowana i szczęśliwa; wiedziała, że nigdy nie zapomni tej chwili. Ojciec uśmiechnął się, poklepał ją po ramieniu i powiedział: „Dobra robota”. Ta chwila była dla Zary warta więcej niż milion funtów. Była też przekonana, że małżeństwo z Sergiosem da jej wolność – wolność od ojca, którego wybuchów gniewu wciąż się obawiała, ale również od duszących oczekiwań jej pięknej, wyrafinowanej matki o wielkich ambicjach towarzyskich, wolność od monotonii zakupów i spotkań z odpowiednimi ludźmi w odpowiednich miejscach, od egoistycznych mężczyzn, którzy traktowali ją jak kolejną zdobycz do łóżka. Miała nadzieję, że ta wolność pozwoli jej po raz pierwszy w życiu poczuć się sobą.

– A co się stanie, jeśli spotkasz kogoś, kogo pokochasz? – zapytała Bee po długiej chwili.

– Nic takiego się nie zdarzy – odrzekła Zara z wielką pewnością siebie. Przeszła przez etap złamanego serca jako osiemnastolatka i to rozczarowanie nauczyło ją, że mężczyźni nie są warci jej uczuć.

Bee jęknęła głośno.

– Zapomnij wreszcie o tym Julianie!

– Mnóstwo razy widziałam, jak mężczyźni potrafią się zachowywać, i teraz nie jestem już w stanie uwierzyć w miłość i wierność – stwierdziła Zara z cynicznym błyskiem w niebieskich oczach. – Wszystkim chodzi albo o pieniądze ojca, albo o przygodę na jedną noc.

– Przecież nigdy nie byłaś dla nikogo przygodą na jedną noc – zauważyła Bee sucho. Kolorowa prasa przypisywała Zarze całe stado kochanków, ale Bee doskonale wiedziała, że jej siostra pozostawała zupełnie obojętna na mężczyzn, których spotykała.

– Kto w to uwierzy? Sergiosa zresztą nic to nie obchodzi. Nie potrzebuje mnie pod tym względem. – Wolała nie dodawać, że ten brak zainteresowania był jej bardzo na rękę. Żadnemu mężczyźnie nie wierzyła na tyle, by wejść w fizyczny związek, ale o tak intymnych sprawach nie miała ochoty rozmawiać nawet z siostrą.

Na twarzy Bee pojawiło się jeszcze większe zdumienie.

– Boże drogi. Chcesz mi powiedzieć, że naprawdę zgodziłaś się na otwarte małżeństwo?

– Bee, nic mnie nie obchodzi, co Sergios będzie robił, dopóki będzie robił to dyskretnie. Jemu taki układ też odpowiada.

W oczach siostry błysnęła dezaprobata.

– Nic z tego nie wyjdzie. Jesteś zbyt uczuciowa, żeby wejść w tego typu związek w tak młodym wieku!

Zara uniosła głowę wyżej.

– Zawarliśmy układ. Sergios zgodził się na to, że będę mieszkała z dziećmi w Londynie i dopóki nie znajdę stałej pracy, będę mogła prowadzić firmę Edith.

Zdumiona tą informacją Bee potrząsnęła głową jeszcze bardziej krytycznie. Rodzice Zary zareagowali śmiechem, kiedy ich córka odziedziczyła po swojej ciotce Edith niewielką, lecz prężnie działającą firmę zajmującą się projektowaniem ogrodów. Blake’owie pogardliwie odnieśli się do pomysłu, że ich córka dyslektyczka mogłaby prowadzić jakikolwiek biznes, nie wspominając już o takim, który wymagał specjalistycznej wiedzy, pomimo tego że w ostatnich latach Zara, która zawsze podzielała zamiłowanie ciotki do pięknych ogrodów, skończyła kilka kursów projektowania zieleni. W domu wybuchły wielkie awantury. Zara odważyła się przeciwstawić snobistycznym, owładniętym manią kontroli rodzicom, odmówiła sprzedaży firmy i uparła się, że będzie ją prowadzić osobiście.

– Muszę mieć własne życie – powiedziała teraz z desperacją w głosie.

Bee zauważyła łzy w jej oczach i ze współczuciem wzięła siostrę za rękę.

– Oczywiście, że tak. Ale nie sądzę, by małżeństwo z Sergiosem miało ci w tym pomóc. Zamienisz tylko jedno więzienie na drugie. On będzie próbował zrobić z tobą to samo co rodzice. Proszę, przemyśl to jeszcze raz. On mi się nie spodobał i nie mam do niego zaufania.

Wyjeżdżając ze specjalnie przystosowanego domu, w którym Bee mieszkała ze swoją niepełnosprawną matką, Zara miała o czym myśleć. Wiedziała, że nie ma sensu wychodzić za mąż tylko po to, by zmienić coś w życiu, ale była przekonana, że jako przedsiębiorca i biznesmen Sergios znacznie lepiej niż rodzice zrozumie jej pragnienie, by prowadzić własną firmę. Zapewne będzie również szczęśliwszy, gdy jego żona będzie miała własne zainteresowania i nie będzie domagać się od niego nieustannej uwagi, a rodzice w końcu będą mogli być dumni, że ich córka jest żoną tak ważnego człowieka. Dlaczego Bee nie mogła zrozumieć, że to małżeństwo przyniesie korzyści wszystkim? Tak czy owak, Zara nie wierzyła, że jeszcze kiedyś się zakocha. Było to równie prawdopodobne jak to, że miałaby przespacerować się nago po ulicy. Miłość zmieniała ludzi w idiotów. Kontrakt małżeński odpowiadał jej znacznie bardziej.

Jej matka poślubiła mężczyznę, który przez cały czas miał jakieś romanse. Ingrid była Szwedką i w przeszłości pracowała jako modelka. Pochodziła z ubogiej rodziny i dlatego idealizowała męża, luksusowy styl życia oraz status społeczny, jaki jej dawał. Bez względu na to, co Monty Blake robił i jak często tracił panowanie nad sobą, Ingrid wybaczała mu i obwiniała siebie za jego wady. A za zamkniętymi drzwiami wady jej ojca stawały się przerażające – bardziej przerażające niż ktokolwiek mógłby podejrzewać.

Zaparkowała przy szkółce ogrodniczej, która była częścią firmy Blooming Perfect, i poszła do malutkiego biura. Rob, manager zatrudniony przez jej ojca, podniósł się z uśmiechem.

– Właśnie miałem zamiar do ciebie zadzwonić. Dostaniemy chyba zlecenie z zagranicy.

– Skąd? – zdziwiła się Zara.

– Z Włoch. Klientowi bardzo się spodobał jeden z ogrodów, które twoja ciotka zaprojektowała w Toskanii.

Zara zmarszczyła brwi. Mieli już wcześniej kilku potencjalnych klientów, którzy wycofali się, gdy usłyszeli o śmierci Edith.

– Powiedziałeś mu, że ciotka nie żyje?

– Tak. Powiedziałem, że robisz bardzo podobne projekty jak Edith, ale nieco bardziej współczesne – wyjaśnił Rob. – Nie zmienił zdania. Chce ci pokazać ogród i pokrywa wszystkie koszty. Zdaje się, że to jakiś deweloper, który odnowił dom i teraz chce się zabrać za ogród. Wygląda na to, że ten projekt wart jest kupę pieniędzy. To może być szansa, na którą czekałaś.

Pokazał jej notes z zapisanymi szczegółami. Zara spojrzała na notatkę z wahaniem. Czytanie zawsze przychodziło jej z dużym wysiłkiem, a pismo ręczne jeszcze trudniej było zrozumieć niż druk.

– Mój Boże, to wielka szansa – powiedziała grzecznie.

– Przepraszam, zapomniałem – mruknął Rob. Wyjął notes z jej rąk i przeczytał wszystkie informacje na głos.

Ponieważ pracowali razem, Zara musiała mu powiedzieć o swojej dysleksji. Rob zajmował się tym, czego ona nie była w stanie robić. Wciąż jednak czuła się upokorzona w chwilach, gdy nie była w stanie ukryć swojej ułomności. Przypominały jej się wtedy okropne szkolne czasy, gdy ojciec wciąż powtarzał, że jest głupia i szalał nad kiepskimi ocenami ze szkoły, utwierdzając ją w przekonaniu, że normalni ludzie potrafią pisać i czytać bez żadnych trudności. Zara wciąż nie mogła się pogodzić z myślą, że jest inna, i nie cierpiała przyznawać się do swojej dysleksji przed innymi.

Teraz jednak jej skrępowanie szybko minęło, zastąpione entuzjazmem. Miała przed sobą prawdziwie twórcze wyzwanie. Jeśli nie liczyć projektów, przy których pracowała razem z Edith, jej dotychczasowe doświadczenie ograniczało się do niewielkich miejskich ogródków z ograniczonym budżetem. Brakowało w jej portfolio dużego projektu. Pomyślała, że jeśli uda jej się stanąć na wysokości zadania, to zbuduje dla swojej firmy renomę bez konieczności odwoływania się wciąż do dzieł ciotki, a jadąc do Włoch, udowodni Sergiosowi i rodzicom, że poważnie traktuje swoją pracę. Może wtedy przestaną traktować jej firmę jak nieszkodliwe hobby.

– Zadzwoń do niego i ustal szczegóły – poprosiła Roba. – Polecę tam jak najszybciej.

Pojechała jeszcze sprawdzić stan prac przy dwóch aktualnych zleceniach. Jeden projekt posuwał się do przodu, a drugi stanął w miejscu, robotnicy natrafili bowiem na instalacje, o istnieniu których nie mieli wcześniej pojęcia. Uspokajanie klienta i znalezienie sposobu ominięcia problemu zabrało jej kilka godzin i dopiero po szóstej dotarła do swojego mieszkania, wydzielonego z domu rodziców. Wolałaby większą niezależność, ale nie chciała zostawiać matki samej z ojcem. Wiedziała, że w jej obecności Monty Blake przynajmniej stara się kontrolować swoje wybuchy złości.

Królik Fluffy czekał na nią przy drzwiach. Nakarmiła go i pogłaskała miękkie futerko. W dziesięć minut później pojawiła się Ingrid Blake, piękna, chuda jak wieszak kobieta, która zupełnie nie wyglądała na swoje czterdzieści trzy lata.

– Gdzieś ty była przez całe popołudnie? – zapytała niecierpliwie.

Na dźwięk jej ostrego głosu Fluffy szybko skrył się w swoim domku.

– Byłam w szkółce, a potem musiałam sprawdzić, jak idą prace przy projektach.

– W szkółce? Prace? – Ingrid skrzywiła się, jakby Zara zaczęła przeklinać. – Kiedy wreszcie skończysz z tymi bzdurami? Szkółka to tylko twoje hobby, a teraz najważniejszy jest ślub. Jest tyle rzeczy do ustalenia. Przymiarki sukni, catering, floryści… A to dopiero początek.

– Zdawało mi się, że zatrudniłaś organizatora ślubów, który ma się tym wszystkim zająć – odrzekła Zara spokojnie. – Przecież przychodzę na każde umówione spotkanie.

– Zara – powiedziała Ingrid z desperacją. – Nie udawaj głupszej, niż jesteś. Panna młoda powinna bardziej angażować się we własny ślub.

„Nie udawaj głupszej, niż jesteś”. Ten komentarz wciąż bardzo ją ranił i przywodził na myśl koszmarne szkolne lata.

– To bardziej twój ślub niż mój – stwierdziła. Organizacja tego wydarzenia nic jej nie obchodziła.

Ingrid oparła chudą dłoń na kościstym biodrze i popatrzyła na córkę ze złością.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Ciebie takie rzeczy interesują znacznie bardziej niż mnie. Nie chcę być niegrzeczna, ale mam ważniejsze sprawy niż to, czy będę miała welon naszywany perełkami czy kryształkami, a Sergiosa też nic to nie obchodzi. Nie zapominaj, że to jego drugie małżeństwo – zauważyła Zara łagodnie, starając się nie dolewać oliwy do ognia niezadowolenia matki.

Na szczęście w tej właśnie chwili zadzwonił Rob. Zapytał Zarę, kiedy może wylecieć do Włoch i poprosił, by poczekała przy telefonie, po czym zarezerwował jej lot za dwa dni. Ingrid nie miała cierpliwości czekać, aż córka znów będzie mogła poświęcić jej uwagę, i wyszła. Zara odetchnęła z ulgą, myśląc, że we Włoszech odpocznie od tej ślubnej histerii. Dla jej matki pozory i wygląd zewnętrzny zawsze liczyły się najbardziej. Nie mogła przejść do porządku dziennego nad tym, że doniesienia o serii romansów jej córki z wysoko postawionymi mężczyznami nie wypełniają co tydzień plotkarskich kolumn w gazetach tak jak wcześniej opisy ekscesów syna i jego kolegów w nocnych klubach, toteż zamierzała przynajmniej dopilnować, by ślub Zary stał się największym, najbardziej wystawnym i najszerzej komentowanym wydarzeniem sezonu.

Czasami Zara zastanawiała się, jak to możliwe, by tak niewiele łączyło ją z rodzicami. Odnalazła jednak pokrewną duszę w Edith, sześćdziesięcioletniej niezamężnej siostrze ojca. Obydwie kochały piękne ogrody i miały podobne, praktyczne podejście do wszelkich pozostałych spraw w życiu. Śmierć ciotki w kilka miesięcy po wypadku brata była dla Zary wielkim ciosem. Edith zawsze cieszyła się doskonałym zdrowiem i niespodziewany zawał serca wstrząsnął wszystkimi.

Ubrała się na podróż w bawełnianą spódnicę w kolorze khaki, beżową koszulkę i buty na niskim obcasie. Gęste jasne włosy spięła spinką na czubku głowy. Nałożyła również lekki makijaż, z obawy, że jej młody wygląd może nie wzbudzić zaufania klienta. Pierwsze wrażenie było bardzo ważne; nikt nie mógł wiedzieć o tym lepiej niż dziewczyna, którą w wieku czternastu lat uznano za głupią blondynkę. Wychodząc z samolotu na lotnisku w Pizie, pomyślała, że Tom byłby dumny z uporu i trudu, jaki włożyła w utrzymanie Blooming Perfect.

Na lotnisku czekał na nią kierowca w wielkim samochodzie z napędem na cztery koła. Przepiękne wiejskie krajobrazy, wzgórza porośnięte lasem i upstrzone porozrzucanymi tu i ówdzie średniowiecznymi miasteczkami, koiły jej nerwy, zszargane kłótnią z matką, która tuż przed jej wyjazdem znów próbowała wzbudzić w niej wyrzuty sumienia, niezadowolona, że Zara leci do Włoch na długi weekend.

– A co sobie pomyśli twój narzeczony? – wypaliła Ingrid.

– Nie mam pojęcia. Nie rozmawiałam z nim od paru tygodni, ale zostawiłam mu wiadomość, że nie będzie mnie przez kilka dni – odrzekła Zara spokojnie. Sergios nie miał zwyczaju kontaktować się z nią regularnie, a ona doskonale rozumiała, że traktuje ich małżeństwo jak biznes, a nie jak osobisty związek.

– Jest bardzo zajętym człowiekiem. – Ingrid natychmiast stanęła w obronie przyszłego zięcia.

– To prawda i nie sądzi, by musiał bez przerwy kontrolować, co robię. Ty też nie powinnaś tego robić. Już od dawna jestem dorosła.

Ingrid wydęła usta.

– Nie jesteś najbystrzejsza i sama wiesz, że czasami zachowujesz się zbyt impulsywnie.

Jadąc przez wzgórza Toskanii, Zara przypomniała sobie tę rozmowę i poczuła gorycz. Tylko raz w życiu zachowała się impulsywnie i gorzko za to zapłaciła. Choć minęły już cztery lata, wciąż robiło jej się niedobrze na wspomnienie upokorzenia, na jakie naraził ją Julian Hurst. Po tym wydarzeniu bardzo szybko dojrzała, ale choć nigdy więcej się tak nie zachowała, rodzice wciąż jej to wypominali.

Samochód zjechał z głównej drogi i zaczął się wspinać na strome zbocze. Zara skupiła uwagę na otoczeniu. Jeśli dom stał na wzgórzu, a na to wyglądało, z ogrodu powinien się roztaczać piękny widok. W końcu dostrzegła stary, kamienny budynek skąpany w słońcu późnego popołudnia i jej oczy rozjarzyły się zachwytem. Przed domem znajdowały się tradycyjne rabaty w kamiennych obwódkach. Sama willa była znacznie większa i bardziej imponująca niż Zara mogła się spodziewać. Na myśl o czekającym ją wyzwaniu poczuła entuzjazm.

Kierowca wyniósł z samochodu torbę z jej rzeczami. Drzwi domu otworzyły się i stanęła w nich ciemnowłosa kobieta po trzydziestce, ubrana w elegancki kostium.

– Signorina Blake? Witam w Villa di Sole. Mam na imię Catarina i pracuję dla signore Roccantiego. Będzie tu niedługo. Jak minęła podróż?

Wprowadziła ją do przestronnego holu z posadzką z jasnego piaskowca. Zara z uśmiechem postawiła torbę na podłodze. Świeżo odremontowany dom najwyraźniej był pusty i zaczęła się zastanawiać, gdzie spędzi noc. Gadatliwa towarzyszka oprowadziła ją po posiadłości. Willa miała ponad sto pięćdziesiąt lat i przechodziła właśnie elegancką modernizację. Pokoje powiększano i otwierano na światło dzienne, dobudowywano do nich wykwintne łazienki, posadzki wykładano naturalnym kamieniem. Wszystkie instalacje były zręcznie ukryte. Zara musiała przyznać, że efekt tej modernizacji jest imponujący.

Catarina nie potrafiła odpowiedzieć na żadne z jej pytań dotyczących ogrodu. Nie miała pojęcia, co jej pracodawca chciał z nim zrobić ani jaki przeznaczył na to budżet.

– Signore Roccanti jest bardzo wybredny – zauważyła tylko, gdy Zara podziwiała wspaniały widok na wzgórza porośnięte winnicami i gajami oliwnymi.

Dobry gust i mnóstwo pieniędzy, pomyślała Zara, słysząc stłumiony dźwięk potężnego silnika samochodu, który zatrzymał się przed domem. Catarina wymruczała pod nosem przeprosiny i wybiegła. Po chwili w holu wejściowym rozległy się ciężkie kroki. Zara podniosła wzrok i wstrzymała oddech. Słońce wpadające do środka przez okna oświetlało czarne włosy, długie rzęsy, twarz o klasycznych rysach i pięknie zarysowane usta. Właściciel willi był niezmiernie atrakcyjnym mężczyzną.

– Przepraszam, ale spotkanie się przeciągnęło. Przykro mi, że musiała pani na mnie czekać, signorina – powiedział uprzejmie, zatrzymując na niej spojrzenie.

– Mam na imię Zara. – Wyciągnęła rękę, próbując się na niego nie gapić.

– Vitale Roccanti. Zatem to ty jesteś bratanicą Edith? – zapytał, przypatrując jej się spod niedorzecznie długich rzęs, które jednak wcale nie nadawały mu kobiecego wyglądu. Od dotyku jego długich palców przeszył ją dreszcz. – Wybacz mi ten komentarz, ale z wyglądu zupełnie nie jesteś do niej podobna. O ile sobie przypominam, ona była dość wysoka.

– Znałeś Edith? – zdumiała się Zara.

– Mieszkałem w Palazzo Barigo z rodziną wuja, kiedy twoja ciotka projektowała tam ogród – wyjaśnił. Zatrzymał wzrok na jej szczupłej dłoni i zauważył, że nie nosiła pierścionka zaręczynowego.

Na wspomnienie kobiety, która nauczyła ją prawie wszystkiego, Zara rozluźniła się i na jej twarz wypłynął uśmiech.

– To bardzo piękny ogród. Jego zdjęcia znalazły się w wielu albumach.

Uśmiech sprawiał, że z bardzo ładnej dziewczyny zmieniała się w wyrafinowaną piękność. Zdjęcia nie kłamały, ale nie mówiły też całej prawdy. W świetle słońca jej jasne włosy błyszczały jak polerowane srebro, aksamitna cera była bez żadnej skazy, a oczy miały niezwykły fiołkowoniebieski odcień. Vitale przypomniał sobie, że lubi wysokie, ciemne i kształtne kobiety. Zara była drobna i smukła, jej piersi ledwo rysowały się pod koszulką, a mimo to wydawała się niezmiernie kobieca. Usta miała nieoczekiwanie pełne i różowe. Odetchnął głęboko, próbując opanować fizyczną reakcję. Nie spodziewał się, że uzna ją za tak pociągającą.

– Czy widziałaś już ogród?

– Nie. Catarina pokazała mi tylko dom. Jest oszałamiający.

Vitale przycisnął przycisk na ścianie i szklana ściana rozsunęła się, otwierając wyjście na taras. Poruszał się z cichym wdziękiem pantery. Miał szerokie ramiona, wąskie biodra i długie nogi. Nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Należał do mężczyzn, którzy wchodząc do pomieszczenia, natychmiast skupiają na sobie uwagę wszystkich. Nawet w tłumie wyróżniałby się z powodu wysokiego wzrostu, pewności siebie i wyrafinowania.

– Ogród powinien pasować do domu i musi tam być dużo miejsca do podejmowania gości – wyjaśnił.

– Widzę, że jest basen – zauważyła Zara. Basen miał co najmniej pięćdziesiąt lat i znajdował się na samym środku zarośniętego trawnika.

– Trzeba zbudować nowy, w jakimś miejscu, gdzie nie będzie stanowił centralnego punktu.

Zara próbowała się nie skrzywić, słysząc, że w projekcie ma się pojawić basen, koszmar wszystkich projektantów. W końcu każda praca miała swoje pułapki, a w tym ogrodzie było mnóstwo zakamarków, gdzie basen nie rzucałby się w oczy.

– Wybacz, ale muszę zapytać: czy zamierzasz tu mieszkać? Czy będzie tu mieszkać rodzina?

– Spróbuj stworzyć coś w rodzaju uniwersalnego ogrodu – odrzekł Vitale z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.

Zara poczuła się nieco głupio. Oczywiście, skoro właściciel był deweloperem, to zapewne zamierzał sprzedać dom i nie miał jeszcze pojęcia, kto w nim zamieszka.

Schodząc na taras, potknęła się na zniszczonych schodkach. Vitale podtrzymał ją za łokieć. Poczuła zapach cytrusowej wody kolońskiej. Musiała wymierzyć ogród i nanieść na plan wszystkie szczegóły, Vitale Roccanti nie wydawał się jednak szczególnie cierpliwym człowiekiem, który miałby ochotę stać i czekać, aż ona sporządzi notatki. Pomyślała, że zrobi to podczas następnej wizyty.

Od północnej strony ogród ciągnął się aż do skraju lasu, na południe jednak otwierał się na niesłychany widok. Vitale zauważył, że twarz dziewczyny rozjaśniła się, gdy popatrzyła na wzgórza, za którymi zachodziło słońce, spowijając drzewa złocistym blaskiem. Jej zwykłą powściągliwość zastąpił wyraz czystej radości. Była zupełnie inna, niż się spodziewał: nie próbowała z nim flirtować, nie chichotała i jeśli można było sądzić po jej stroju, nie sprawiała wrażenia rozkapryszonej królewny. Nie zauważył również makijażu i to wydało mu się jeszcze bardziej niezwykłe, przywykł bowiem do starannie umalowanych kobiet, które w jego obecności starały się jak najbardziej podkreślić swoją urodę.

Odwróciła się do niego plecami i jej niezwykłe fiołkowe oczy zalśniły na myśl o zadaniu, które na nią czekało. Rzeczywiście był to projekt marzeń.

– Jaka jest powierzchnia tego ogrodu?

Na widok twarzy w kształcie serca rozświetlonej dziecięcym entuzjazmem Vitale wstrzymał oddech. Per amor di Dio, pomyślał, ona jest doskonała.

– Jak okiem sięgnąć, ta ziemia należy do posiadłości. Kiedyś była to duża wiejska rezydencja – wyjaśnił. – Będziesz mogła wrócić tu jutro i obejrzeć wszystko dokładnie. Dostaniesz samochód do dyspozycji.

Napotkała spojrzenie jego oczu, głęboko osadzonych i otoczonych czarnymi jak noc rzęsami, i poczuła gęsią skórkę na ramionach.

– Dziękuję, to bardzo mi pomoże – odrzekła, próbując odepchnąć od siebie natrętne myśli o Julianie.

– Prego – odrzekł lekko i znów wprowadził ją do domu.

W holu Zara sięgnęła po torbę.

– Ja ją wezmę. – Vitale pochylił się nad torbą o ułamek sekundy wcześniej niż ona. Wyszła za nim na zewnątrz i poczekała, aż pozamyka drzwi. Otworzył drzwiczki czarnego lamborghini, wrzucił torbę do środka i wskazał jej fotel pasażera.

– Gdzie mam się zatrzymać? – zapytała, nerwowo wygładzając spódnicę, która naraz wydała jej się nieco za krótka.

– Ze mną. Mieszkam w wiejskim domu zaraz za wzgórzem. To będzie dla ciebie dobra baza. – Zatrzymał wzrok na jej drobnych kolanach i smukłych udach. Przez jego głowę przebiegały obrazy żywcem wyjęte z filmu dla dorosłych. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, co się z nim dzieje. Przecież nie był wygłodzony seksualnie. Seks pojawiał się w jego życiu równie regularnie jak spotkania biznesowe. Miał kochanki w wielu europejskich miastach – dyskretne, wyrafinowane kobiety, które nie oczekiwały od niego żadnych zobowiązań. W dobrze uporządkowanym życiu Vitalego nie było emocjonalnych scen ani nieporozumień i bardzo mu to odpowiadało. Nauczył się nie dbać o kobiety, a już z pewnością nie kochać ich. Niczego nie oczekiwał od ludzi i do nikogo nie miał zaufania. Jeśli nie miało się oczekiwań, to człowiek nie narażał się na rozczarowania. Życie nauczyło go, że ci, na których nam zależy, wyprowadzają się, umierają albo zdradzają. Samotność po takich doświadczeniach była jeszcze gorsza; bezpieczniej było nie czuć nic. To motto służyło mu dobrze i pozwoliło pokonać przepaść między ubóstwem a wygodnym życiem multimilionera, który z roku na rok zarabiał coraz więcej pieniędzy.

Tytuł oryginału: Roccanti’s Marriage Revenge

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2012

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2012 by Lynne Graham

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Życie są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-238-9496-4

ŚŻ – 496

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Angielska żona Święta z milionerem Pewnego lata w Atenach Od pierwszego wejrzenia - Tylko w Legimi możesz przeczytać ten tytuł przez 7 dni za darmo. Poślubić Greka Historia dla paparazzich 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy