Miłość i szacunek. O tym, czego w związku potrzeba jemu, a czego - jej

Miłość i szacunek. O tym, czego w związku potrzeba jemu, a czego - jej

Autorzy: Emerson Eggerichs

Wydawnictwo: Esprit

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 384

Cena książki papierowej: 29.00 zł

cena od: 15.35 zł

Jedna z najbardziej popularnych na świecie książek o związkach damsko-męskich. Dlaczego czasami wzajemne oczekiwania związanych ze sobą osób rozmijają się, i mimo najlepszych chęci wzajemna relacja zamyka się w błędnym kole stale powtarzanych problemów, kłótni i rozczarowań? Dr Emerson Eggerichs przekonuje, że przyczyną jest odmienna konstrukcja psychiczna mężczyzn i kobiet i związane z tym odmienne priorytety i oczekiwiania. Mówiąc skrótowo, mężczyzna oczekuje, że w związku otrzyma przede wszystkim szacunek, kobieta natomiast - liczy przede wszystkim na miłość. Jest to klucz i punkt wyjścia do rozwiązywania trudności w związkach, ponieważ zapominanie o tej podstawowej zasadzie nakręca spiralę negatywnych reakcji - mężczyzna, który czuje się nieszanowany, nie ma ochoty na wyrażanie miłości wobec żony; kobieta, której mężczyzna nie okazuje miłości, nie ma ochoty na respektowanie jego praw i okazywanie mu szacunku. I tak bez końca. Z błędnego kręgu wyjść można, uświadamiając sobie, że trzeba zmienić całe swoje nastawienie i poznając odmienność potrzeb drugiej osoby w związku.

Co­py­ri­ght © 2004 by Emer­son Eg­ge­richs

All Ri­ghts Re­se­rved.

This Li­cen­sed Work pu­bli­shed un­der li­cen­se.

Ty­tuł ory­gi­na­łu:

Love & Re­spect

The Love She Most De­si­res. The Re­spect He De­spe­ra­te­ly Ne­eds

Fo­to­gra­fia na okład­ce: © Ke­vin Do­dge/Cor­bis

Re­dak­cja:

BAR­BA­RA CHO­JOW­SKA

Re­dak­cja wy­daw­ni­cza:

KA­ZI­MIERZ BO­CIAN

ISBN 978-83-63621-53-7

Wy­da­nie I, Kra­ków 2013

Wy­daw­nic­two Esprit SC

ul. So­ro­ki 4/3, 30-389 Kra­ków

tel./fax 12 262 35 51

Księ­gar­nia in­ter­ne­to­wa: www.esprit.com.pl

biu­ro@wy­daw­nic­two­esprit.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

Podziękowanie

Wprowadzenie: Sama miłość to za mało

Część pierwsza

Błędny krąg1. Prosty sekret lepszego małżeństwa

2. Odszyfrowanie kodu komunikacji

3. Dlaczego ona nie chce szanować; dlaczego on nie chce kochać

4. To, czego mężczyźni najbardziej się boją, może napędzać Błędny Krąg

5. Ona boi się bycia popychadłem, on jest zmęczony „niepojmowaniem”

6. Ona nie chce być hipokrytką; on narzeka na brak szacunku

7. Ona myśli, że nie może mu wybaczyć; on mówi: „Nikt nie pokochałby tej kobiety”

Część druga

Ożywiający krąg8. C-O-U-P-L-E („Para małżeńska”): Jak przeliterować miłość do żony

9. CLOSENESS (bliskość) – ona chce, żebyś był blisko

10. OPENNESS (otwartość) – ona chce, żebyś się przed nią otworzył

11. UNDERSTANDING (zrozumienie) – nie próbuj jej „naprawiać”; po prostu słuchaj

12. PEACEMAKING (zgoda) – ona chce, żebyś powiedział „przepraszam”

13. LOYALTY (wierność) – ona musi wiedzieć, że jesteś oddany

14. ESTEEM (poważanie) – ona chce, żebyś ją szanował i chronił

15. C-H-A-I-R-S: Jak przeliterować szacunek dla twojego męża?

16. CONQUEST (zdobywanie) – zrozum jego pragnienie pracy i osiągnieć

17. HIERARCHY (hierarchia) – doceń jego pragnienie chronienia i utrzymywania rodziny

18. AUTHORITY (przywództwo) – doceń jego pragnienie służenia i przewodzenia

19. INSIGHT (wnikliwość) – doceń jego pragnienie analizowania i doradzania

20. RELATIONSHIP (związek) – doceń jego chęć przyjaźni na zasadzie partnerstwa

21. SEXUALITY (seksualność) – doceń jego pragnienie seksualnej bliskości

22. Krąg Ożywiający zadziała, jeśli ty zadziałasz

Część trzecia

Krąg Wynagrodzenia23. Prawdziwy powód miłości i szacunku

24. Uwierz, że prawda może cię wyzwolić

Podsumowanie Różowy i niebieski dają boską purpurę

Dodatek A Leksykon miłości i szacunku: Przypomnienie, co powiedzieć, zrobić i myśleć, by praktykować miłość i szacunek w twoim małżeństwie

Dodatek B Osobisty test miłości i szacunku dla mężów i żon

Dodatek C Jak poprosić partnera, aby spełnił twoje potrzeby

Dodatek D Co z wyjątkami od wzorca Miłości i Szacunku?

Dodatek E Gdy twój mąż jest pracoholikiem

Przypisy

Przypisy od tłumacza

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Sa­rze,

mi­ło­ści mo­je­go ży­cia,

któ­ra spra­wi­ła, że na­pi­sa­nie tej książ­ki

sta­ło się o wie­le prost­sze

Pa­nie, Two­je Sło­wo na­ka­zu­je,

by mąż „cie­szył się ży­ciem z nie­wia­stą,

któ­rą uko­chał” (Koh 9, 9)

Czy­ni­łem tak od 1973 roku,

czy­nię tak te­raz

i za­wsze będę tak czy­nił.

Podziękowanie

Za nie­zli­czo­ne go­dzi­ny, po­świę­co­ne pi­sa­niu i re­da­go­wa­niu ser­decz­nie dzię­ku­ję moim do­brym przy­ja­cio­łom, Frit­zo­wi i Jac­kie Ri­de­no­ur. Obo­je są dla mnie da­rem od Boga. Uchwy­ci­li wi­zję i nie po­zwo­li­li, aby zo­sta­ła za­prze­pasz­czo­na, po­mi­mo nie­sa­mo­wi­tej pre­sji cza­su. Bez nich ta książ­ka by nie po­wsta­ła. To oni byli dla mnie źró­dłem ra­do­ści.

Je­stem rów­nież nie­sa­mo­wi­cie wdzięcz­ny Bogu za wspar­cie mo­ich przy­ja­ciół z ro­dzin­ne­go Grand Ra­pids w Mi­chi­gan. Ko­cham i sza­nu­ję Dic­ka i Bet­sy De­Vo­sów, Ke­vi­na i Meg Cu­sac­ków oraz Jima i Bet­ty Bu­ic­ków. Wie­rzy­li w tę książ­kę od sa­me­go po­cząt­ku!

Na po­sie­dze­niu zor­ga­ni­zo­wa­nym przez Fo­cus on the Fa­mi­ly spo­tka­łem Mi­cha­ela Co­le­ma­na, pre­ze­sa In­te­gri­ty Me­dia oraz jego żonę, Je­an­nie. Mi­cha­el za­pro­po­no­wał, bym wziął pod uwa­gę moż­li­wość pu­bli­ka­cji tej ksiaż­ki w In­te­gri­ty Me­dia. Zgo­dzi­łem się! Po­zdro­wie­nia dla wspa­nia­łych pra­cow­ni­ków!

Fakt, że Fo­cus on the Fa­mi­ly spon­so­ru­je Love and Re­spect Mar­ria­ge Con­fe­ren­ce, jest wiel­ką za­chę­tą, a uzna­nie, ja­kim cie­szy się książ­ka, jest dla mnie po­wo­dem do dumy. Dzię­ku­ję dok­to­ro­wi Do­bso­no­wi i Do­no­wi Ho­de­lo­wi. Wie­rzę, że dzię­ki Wam do­trze­my z tą książ­ką do młod­szych i do star­szych czy­tel­ni­ków.

Je­stem rów­nież bar­dzo zo­bo­wią­za­ny Se­aly Yates, mo­je­mu agen­to­wi i praw­ni­ko­wi, oraz jego pra­cow­ni­kom. Rola, jaką ode­grał w ca­łym tym przed­się­wzię­ciu, jest nie­kwe­stio­no­wa­na. Poza tym jego we­so­ły śmiech i uśmiech­nię­ta twarz uprzy­jem­nia­ły każ­dą kon­wer­sa­cję.

Erin Swett, mo­jej asy­stent­ce, dzię­ku­ję za kom­pe­tent­ne pro­wa­dze­nie biu­ra w cza­sie, gdy zaj­mo­wa­łem się pi­sa­niem książ­ki. Je­stem wdzięcz­ny Bogu za jej umie­jęt­no­ści przy­wód­cze i ta­lent.

Wy­ra­zy sza­cun­ku dla za­rzą­du Love and Re­spect Mi­ni­stries. To Wa­sze de­cy­zje spra­wi­ły, że kon­ty­nu­owa­łem moją pra­cę; Wa­sze rady są nie­oce­nio­ne.

Dzię­ku­ję moim dzie­ciom, Jo­na­tha­no­wi, Da­vi­do­wi oraz Joy za po­zo­sta­nie z Mamą i ze mną. Było dla nas bło­go­sła­wień­stwem pa­trzeć, jak roz­po­wszech­nia­cie prze­sła­nie Mi­ło­ści i Sza­cun­ku. Dzię­ku­ję wam za uczy­nie­nie tej wi­zji Wa­szą wi­zją. Je­śli cho­dzi o Da­vi­da – wi­tam no­we­go człon­ka za­ło­gi!

Bra­wa dla mo­jej sio­stry – Ann, po­ma­ga­łaś mi za­wsze, kie­dy tyl­ko tego po­trze­bo­wa­łem. Dzię­ku­ję za zna­le­zie­nie tylu żar­tów dla mnie!

Dzię­ku­ję moim Ro­dzi­com, któ­rzy ode­szli już do nie­ba. Na zie­mi obo­je byli do­wo­dem tego, co Bóg może uczy­nić dla lu­dzi, któ­rzy otwo­rzą przed Nim swo­je ser­ca. Dzię­ku­ję Wam, Mamo i Tato, za wier­ność Bogu do koń­ca ży­cia.

Wdzięcz­ny je­stem rów­nież wszyst­kim tym, któ­rzy opo­wie­dzie­li mi swo­je hi­sto­rie o Mi­ło­ści i Sza­cun­ku w mał­żeń­stwie. Wa­sze świa­dec­twa nie tyl­ko po­mo­gą in­nym, ale rów­nież uczy­nią tę książ­kę bar­dziej przy­stęp­ną. Jak na­pi­sał wi­ce­pre­zes In­te­gri­ty Pu­bli­shers: „Li­sty, któ­re po­ja­wia­ją się w książ­ce, słu­żą nie tyl­ko zi­lu­stro­wa­niu przy­kła­dów, lecz tak­że sta­no­wią naj­waż­niej­sze frag­men­ty lek­tu­ry. Urze­ka­ją­ce”. Dzię­ku­ję.

Sara ani ja nig­dy nie do­wie­my się w do­cze­snym ży­ciu, jak wiel­ki wpływ mia­ła mo­dli­twa na­szych przy­ja­ciół. Ci, do któ­rych się zwra­cam, wie­dzą o tym. Po­kor­nie Wam dzię­ku­je­my. Za­cho­waj­cie nas w pa­mię­ci.

W fil­mie Ry­dwa­ny Ognia, przed­sta­wia­ją­cym ży­cie Eri­ca Li­del­la, bie­ga­cza olim­pij­skie­go, któ­ry od­mó­wił bie­gów w nie­dzie­lę, po­ja­wia się cy­tat z Bi­blii: „Uho­no­ru­ję tych, któ­rzy ho­no­ru­ją Mnie” (1 Sm 2, 30). Dro­gi Czy­tel­ni­ku, chciał­bym zło­żyć po­dzię­ko­wa­nia i uho­no­ro­wać Boga. Prze­sła­nie Mi­ło­ści i Sza­cun­ku po­cho­dzi z Jego ser­ca (Ef 5, 33). Ta książ­ka nie po­wsta­ła­by, gdy­by Bóg mnie nie oświe­cił. Choć przed­sta­wie­nie tych dwóch prawd jest nie­śmia­łą pró­bą nie­sie­nia do­raź­nej po­mo­cy two­je­mu związ­ko­wi, naj­waż­niej­sze praw­dy po­zo­sta­ją nie­zmien­ne – nie bar­dziej niż sam Bóg. Pa­nie, dzię­ku­ję Ci po­nad wszyst­ko.

Wprowadzenie

Sama miłość to za mało

Być może pa­mię­tasz pio­sen­kę Be­atle­sów All You Need Is Love [Wszyst­ko, cze­go po­trze­bu­jesz, to mi­łość]. Zu­peł­nie nie zga­dzam się z tym stwier­dze­niem. Obec­nie pięć na dzie­sięć mał­żeństw koń­czy się roz­wo­dem, po­nie­waż mi­łość to za mało. Oczy­wi­ście, mi­łość jest bar­dzo waż­na, zwłasz­cza dla żony, ale po­mi­ja­my po­trze­bę sza­cun­ku dla męża. Książ­ka ta trak­tu­je o tym, jak żona może wy­peł­nić swo­ją po­trze­bę by­cia ko­cha­ną, da­jąc swo­je­mu mę­żo­wi to, cze­go on po­trze­bu­je – sza­cu­nek. Oto hi­sto­ria pew­nej pary, któ­ra w samą porę od­kry­ła prze­sła­nie Mi­ło­ści i Sza­cun­ku:

Mój mąż i ja bra­li­śmy udział w kon­fe­ren­cji i „Mi­łość i sza­cu­nek w mał­żeń­stwie”. Kil­ka dni wcze­śniej znów prze­ży­li­śmy kry­zys i zde­cy­do­wa­li­śmy, że mamy dość i chce­my za­koń­czyć na­sze mał­żeń­stwo. Obo­je by­li­śmy zra­nie­ni, smut­ni, źli i przy­gnę­bie­ni. Na­wia­sem mó­wiąc, obo­je je­ste­śmy wie­rzą­cy, a ja pra­cu­ję przy ob­słu­dze pew­ne­go ko­ścio­ła.

Wcze­śniej spo­ty­ka­li­śmy się z do­rad­cą mał­żeń­skim, ale szcze­rze mogę po­wie­dzieć, że to Wa­sza kon­fe­ren­cja ura­to­wa­ła na­sze mał­żeń­stwo, a po­nad­to dała nam wię­cej in­for­ma­cji i na­uczy­ła nas stra­te­gii, o któ­rych nie wie­dzie­li­śmy po spo­tka­niach z do­rad­cą. Zde­cy­do­wa­li­śmy się pod­jąć ostat­nią pró­bę, ale mój mąż tak na­praw­dę nie wie­rzył w jej po­wo­dze­nie i nie­wie­le bra­ko­wa­ło, a nie wziął­by udzia­łu w kon­fe­ren­cji. Praw­dy, któ­re Bóg przed nami od­krył, są tak pro­ste, jak i do­nio­słe… To one roz­po­czę­ły pro­ces uzdra­wia­nia i zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ły na­sze mał­żeń­stwo. Gdy­by­śmy 30 lat temu wie­dzie­li to, co wie­my te­raz, mo­gli­by­śmy oszczę­dzić so­bie wie­lu bó­lów i roz­cza­ro­wań.

Po­zwól­cie mi tyl­ko po­wie­dzieć, że tam­tej so­bo­ty spę­dzi­li­śmy w swo­im to­wa­rzy­stwie naj­wspa­nial­sze po­po­łu­dnie i wie­czór od lat. Czu­li­śmy się, jak­by­śmy znów mie­li po 20 lat i byli za­ko­cha­ni. Emer­son, mogę Ci szcze­rze po­wie­dzieć, że nig­dy so­bie nie uświa­da­mia­łam, jak waż­ny był sza­cu­nek do mo­je­go męża.

Co owa ko­bie­ta i jej mąż usły­sze­li na kon­fe­ren­cji? Co zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ło ich mał­żeń­stwo? Co spo­wo­do­wa­ło, że dwo­je lu­dzi, w pią­tek go­to­wych na roz­wód, w so­bo­tę za­ko­chu­je się jak para ko­chan­ków? Ta książ­ka sta­no­wi za­pis tego, co usły­sza­ła tam­ta para. Ich świa­dec­two to tyl­ko je­den z ty­się­cy li­stów, no­tek i ust­nych opo­wie­ści, któ­re otrzy­ma­łem i któ­re po­ka­zu­ją, co może się stać, kie­dy mąż i żona zmie­nia­ją na­sta­wie­nie do swo­je­go mał­żeń­stwa.

Czy chcesz po­ko­ju? Czy chcesz być bli­sko swo­je­go mał­żon­ka? Czy chcesz zro­zu­mie­nia? Czy chcesz do­świad­czyć mał­żeń­stwa ta­kie­go, ja­kie ono po­win­no być? Wy­pró­buj Mi­łość i Sza­cu­nek!

Ta książ­ka jest dla każ­de­go: dla lu­dzi w kry­zy­sie mał­żeń­skim, dla mał­żon­ków pra­gną­cych roz­wo­du, dla mę­żów i żon, któ­rych obec­ne mał­żeń­stwo jest dru­gim z ko­lei, dla osób chcą­cych po­zo­stać w szczę­śli­wym mał­żeń­stwie, dla mał­żon­ków ży­ją­cych w związ­ku z oso­ba­mi nie­wie­rzą­cy­mi, dla roz­wod­ni­ków chcą­cych ule­czyć rany, dla sa­mot­nych żon, dla za­stra­szo­nych mę­żów, dla mał­żon­ków za­plą­ta­nych w ro­man­se, dla ofiar ro­man­sów, dla za­rę­czo­nych par, dla księ­ży i do­rad­ców po­szu­ku­ją­cych od­po­wied­nich ma­te­ria­łów.

Wiem, że obie­cu­ję wie­le, lecz nie od­wa­żył­bym się na to, gdy­bym nie wie­rzył, że to, o czym za­mie­rzam Wam opo­wie­dzieć, na­praw­dę dzia­ła. Po­ni­żej znaj­dzie­cie inne przy­kła­dy tego, jak bar­dzo zmie­ni­ły się mał­żeń­stwa, gdy żony i mę­żo­wie od­kry­li prze­sła­nie Mi­ło­ści i Sza­cun­ku i wpro­wa­dzi­li je do co­dzien­ne­go ży­cia:

Mi­nął rok od kon­fe­ren­cji o Mi­ło­ści i Sza­cun­ku. Było to naj­po­tęż­niej­sze prze­sła­nie do­ty­czą­ce mał­żeń­stwa, ja­kie ja i mój mąż kie­dy­kol­wiek sły­sze­li­śmy. Cią­gle po­wra­ca­my do za­sad, któ­rych na­uczy­li­śmy się pod­czas tam­te­go wy­jąt­ko­we­go week­en­du. Sie­dzi­my ra­zem na ka­na­pie i sto­su­je­my po­zna­ne stra­te­gie. Daje nam to ol­brzy­mią ra­dość – po­stę­po­wa­nie zgod­nie z wolą Boga i ob­ser­wa­cja, jak On nas bło­go­sła­wi.

Kil­ka dni temu zde­cy­do­wa­łam się po­wie­dzieć mo­je­mu mę­żo­wi, że go sza­nu­ję. Dziw­nie było wy­po­wia­dać te sło­wa, ale uda­ło się i re­ak­cja była nie­sa­mo­wi­ta! Za­py­tał mnie, dla­cze­go go sza­nu­ję. Wy­mie­ni­łam kil­ka po­wo­dów i za­uwa­ży­łam wi­docz­ną zmia­nę w nim.

Smut­no mi, że je­stem za­męż­na od 22 lat i do­pie­ro te­raz zro­zu­mia­łam prze­sła­nie Sza­cun­ku. Na­pi­sa­łam mo­je­mu mę­żo­wi dwa li­sty o tym, dla­cze­go go sza­nu­ję. Je­stem zdu­mio­na, jak to zmie­ni­ło jego spo­sób od­no­sze­nia się do mnie. Przez lata mo­dli­łam się, żeby mój mąż ko­chał mnie i mó­wił do mnie ję­zy­kiem mi­ło­ści. A kie­dy ja za­czę­łam mó­wić jego ję­zy­kiem, on od­po­wie­dział tym, cze­go ja chcia­łam.

Po­wyż­sze li­sty są ty­po­we – otrzy­mu­ję ich mnó­stwo co ty­dzień, a może na­wet co­dzien­nie, od osób, któ­re na­bra­ły mą­dro­ści, kie­dy zro­zu­mia­ły je­den klu­czo­wy wer­set Pi­sma Świę­te­go, któ­ry sta­no­wi pod­sta­wę tej książ­ki. Ża­den mąż nie bę­dzie miał w so­bie cie­płych uczuć, do­pó­ki uwa­ża, że jego żona nie do­ce­nia go jako czło­wie­ka. Pa­ra­dok­sal­nie, naj­głęb­sza po­trze­ba żony – po­trze­ba mi­ło­ści – jest osła­bia­na przez brak sza­cun­ku dla męża.

Zro­zum­cie jed­nak, pro­szę, że nie daję Wam go­to­wej re­cep­ty. Cza­sa­mi en­tu­zjazm, jaki mał­żon­ko­wie od­czu­wa­ją po na­szej kon­fe­ren­cji, słab­nie po kil­ku dniach lub ty­go­dniach, a oni zno­wu pod­da­ją się tym sa­mym sta­rym pro­ble­mom – Błęd­ne­mu Krę­go­wi. Ra­dzę wszyst­kim pa­rom, któ­re uczą się o sile Mi­ło­ści i Sza­cun­ku, by prze­pro­wa­dzi­ły sze­ścio­ty­go­dnio­wy test. W tym cza­sie mogą okre­ślić, jak da­le­ko za­szli oraz ile im jesz­cze bra­ku­je do mety.

Po­dróż do do­bre­go, sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce­go mał­żeń­stwa nig­dy się nie koń­czy, ale pod­czas trzech de­kad udzie­la­nia rad mał­żeń­skich od­kry­łem coś, co może zmie­nić, wzmoc­nić lub po­pra­wić każ­de mał­żeń­stwo. Na­zy­wam to Po­łą­cze­niem Mi­ło­ści i Sza­cun­ku, wspól­nie z moją żoną Sara pro­pa­gu­je­my tę ideę wzdłuż i wszerz Ame­ry­ki. Do­strze­ga­my Boga w tym wy­jąt­ko­wym po­łą­cze­niu istot, ja­kim jest mał­żeń­stwo. Wi­dzi­my to, gdy pra­cu­je­my nad na­szym wła­snym mał­żeń­stwem, za­uwa­ża­jąc Boże bło­go­sła­wień­stwo, kie­dy sto­su­je­my Po­łą­cze­nie Mi­ło­ści i Sza­cun­ku w na­szych kon­tak­tach.

Je­śli Ty i Twój part­ner wcie­li­cie w ży­cie ideę Po­łą­cze­nia Mi­ło­ści i Sza­cun­ku, moż­li­wo­ści po­pra­wy Wa­sze­go mał­żeń­stwa sta­ną się nie­ogra­ni­czo­ne. Pew­na żona na­pi­sa­ła:

Chcę po­wie­dzieć: UDA­ŁO MI SIĘ! Bóg wy­na­gro­dził mnie ob­ja­wie­niem po­tę­gi do­ce­nia­nia mo­je­go męża… To ob­ja­wie­nie… zmie­ni­ło wszyst­ko w moim mał­żeń­stwie – moje po­dej­ście, moje re­ak­cje, mój zwią­zek z Bo­giem oraz mo­je­go męża. To był ten bra­ku­ją­cy ele­ment.

Fak­tycz­nie – dla wie­lu par to sza­cu­nek jest tym bra­ku­ją­cym ele­men­tem ukła­dan­ki. Czy­taj da­lej, a wy­ja­śnię Ci, o co mi cho­dzi.

Część pierwsza

Błędny krąg

Na­pi­sa­łem tę książ­kę z de­spe­ra­cji, któ­ra za­mie­ni­ła się w in­spi­ra­cję. Jako pa­stor udzie­la­łem po­rad wie­lu pa­rom, ale nie mo­głem roz­wią­zać ich pro­ble­mów. Od żon sły­sza­łem głów­nie: „On mnie nie ko­cha”. Żony są stwo­rzo­ne do tego, by być ko­cha­ne, chcą mi­ło­ści i jej ocze­ku­ją. Wie­lu mę­żom nie uda­je się jed­nak speł­nić tych ocze­ki­wań. Jed­nak kie­dy stu­dio­wa­łem Pi­smo i udzie­la­łem po­rad, w koń­cu do­strze­głem dru­gą stro­nę rów­na­nia. Mę­żo­wie nie wy­ra­ża­li tego gło­śno, ale my­śle­li: „Ona mnie nie sza­nu­je”. Mę­żo­wie po­trze­bu­ją sza­cun­ku i ocze­ku­ją sza­cun­ku. Wie­lu żo­nom nie uda­je się speł­nić tych ocze­ki­wań. W efek­cie pięć na dzie­sięć mał­żeństw koń­czy się roz­wo­dem (i to rów­nież mał­żeństw chrze­ści­jań­skich).

Kie­dy zma­ga­łem się z tym pro­ble­mem, w koń­cu do­strze­głem po­wią­za­nie: bez mi­ło­ści z jego stro­ny, ona re­agu­je bra­kiem sza­cun­ku; bez sza­cun­ku z jej stro­ny, on re­agu­je bra­kiem mi­ło­ści. I tak w kół­ko. Na­zy­wam to Błęd­nym Krę­giem – mał­żeń­skim sza­leń­stwem, któ­re wię­zi ty­sią­ce par. W na­stęp­nych sied­miu roz­dzia­łach opi­szę, jak do­sta­je­my się w try­by Błęd­ne­go Krę­gu – i jak mo­że­my się z nich wy­do­stać.

Rozdział pierwszy

Prosty sekret lepszego małżeństwa

„Jak mogę na­kło­nić mo­je­go męża, by ko­chał mnie rów­nie moc­no, jak ja go ko­cham?” Oto pod­sta­wo­we py­ta­nie, któ­re przez dwa­dzie­ścia lat pa­stor­skiej po­słu­gi w cią­gle ro­sną­cym zgro­ma­dze­niu sły­sza­łem od żon przy­cho­dzą­cych do mnie po po­ra­dę. Żal ści­skał mi ser­ce, kie­dy pła­czą­ce ko­bie­ty opo­wia­da­ły swo­je hi­sto­rie. Wie­lo­krot­nie łzy spły­wa­ły mi po po­licz­kach, a jed­no­cze­śnie ro­sną­ce roz­draż­nie­nie to­wa­rzy­szy­ło my­ślom o mę­żach. Dla­cze­go nie po­tra­fią do­strzec, jaką krzyw­dę wy­rzą­dza­ją swo­im żo­nom? Czy ist­nie­je spo­sób, w jaki mógł­bym po­móc ko­bie­tom zmo­ty­wo­wać mał­żon­ków, aby je bar­dziej ko­cha­li?

Od­czu­wa­łem to wszyst­ko bar­dzo głę­bo­ko, po­nie­waż sam wy­cho­wa­łem się w nie­szczę­śli­wej ro­dzi­nie. Moi ro­dzi­ce roz­wie­dli się, kie­dy mia­łem rok. Na­stęp­nie po­bra­li się po­now­nie, ale kie­dy mia­łem pięć lat, do­szło do se­pa­ra­cji. Ze­szli się po raz ko­lej­ny, kie­dy by­łem w trze­ciej kla­sie, więc moje dzie­ciń­stwo wy­peł­nio­ne było krzy­ka­mi i cią­głym na­pię­ciem. Wi­dzia­łem i sły­sza­łem rze­czy, któ­re na za­wsze od­ci­snę­ły się na mo­jej du­szy, czę­sto pła­ka­łem przed za­śnię­ciem… Pa­mię­tam to uczu­cie głę­bo­kie­go smut­ku. Mo­czy­łem się do łóż­ka aż do 11 roku ży­cia, a dwa lata póź­niej zo­sta­łem wy­sła­ny do szko­ły woj­sko­wej, gdzie po­zo­sta­łem aż do jej ukoń­cze­nia.

Kie­dy przy­po­mi­nam so­bie, ile kon­flik­tów wstrzą­sa­ło ży­ciem mo­ich ro­dzi­ców, wi­dzę, gdzie tkwił po­wód. Nie­trud­no było za­uwa­żyć, że moja mama pła­ka­ła z bra­ku mi­ło­ści, a oj­ciec de­spe­rac­ko pra­gnął sza­cun­ku.

Mama uczy­ła akro­ba­ty­ki, ste­po­wa­nia oraz pły­wa­nia, co za­pew­nia­ło jej sta­ły wy­so­ki do­chód i umoż­li­wia­ło nie­za­leż­ność od za­rob­ków taty. Oj­ciec miał więc wra­że­nie, że mama mo­gła­by z po­wo­dze­niem po­ra­dzić so­bie bez nie­go, a ona też czę­sto da­wa­ła mu to do zro­zu­mie­nia. Po­dej­mo­wa­ła fi­nan­so­we de­cy­zje bez kon­sul­ta­cji z mę­żem, co spra­wia­ło, że czuł się nie­waż­ny. Ra­ni­ło go to, więc re­ago­wał bra­kiem mi­ło­ści. Był pe­wien, że mama go nie sza­nu­je. Tata czę­sto był zły z po­wo­du rze­czy, któ­rych dziś nie je­stem w sta­nie so­bie przy­po­mnieć. Mama sta­wa­ła się smut­na i po pro­stu wy­cho­dzi­ła z po­ko­ju. To na­pię­cie mię­dzy nimi bar­dzo wpły­nę­ła na moje ży­cie w dzie­ciń­stwie i we wcze­snym okre­sie doj­rze­wa­nia.

Jako na­sto­la­tek usły­sza­łem w Ewan­ge­lii, że Bóg mnie ko­cha, ma pla­ny wzglę­dem mo­je­go ży­cia oraz że po­wi­nie­nem pro­sić o od­pusz­cze­nie grze­chów, aby wpu­ścić Je­zu­sa do mo­je­go ser­ca i po­tem do­świad­czyć ży­cia wiecz­ne­go. Zro­bi­łem to i całe moje ży­cie zmie­ni­ło się, od­kąd zo­sta­łem Jego uczniem.

Po ukoń­cze­niu szko­ły woj­sko­wej zło­ży­łem po­da­nie do Whe­aton Col­le­ge, po­nie­waż wie­rzy­łem, że Bóg wzy­wał mnie do słu­że­nia Mu. Na sa­mym po­cząt­ku mo­je­go po­by­tu w Whe­aton moja mama, sio­stra i przy­rod­ni brat przy­ję­li Chry­stu­sa jako Zba­wi­cie­la. W mo­jej ro­dzi­nie za­cho­dzi­ły zna­czą­ce zmia­ny, ale bli­zny po­zo­sta­ły. Mama i Tato są te­raz w nie­bie, a ja dzię­ku­ję Bogu za ich zba­wie­nie. Nie ma w moim ser­cu roz­go­ry­cze­nia, tyl­ko ból i smu­tek. Wy­czu­wa­łem to jako dziec­ko i wy­raź­nie wi­dzę rów­nież te­raz, jak de­fen­syw­nie re­ago­wa­li na sie­bie moi ro­dzi­ce. Ich pro­blem po­le­gał na tym, że z ła­two­ścią ob­ra­ża­li sie­bie na­wza­jem, ale nie po­tra­fi­li do­ko­nać żad­nych zmian, któ­re wy­łą­czy­ły­by ich „mio­ta­cze ognia”.

Pod­czas po­by­tu w Whe­aton spo­tka­łem opty­mi­stycz­ną dziew­czy­nę, któ­ra nie­mal wno­si­ła świa­tło do każ­de­go miej­sca, w któ­rym się po­ja­wia­ła. Sara była naj­bar­dziej przy­jaź­nie na­sta­wio­ną, ko­cha­ną i al­tru­istycz­ną oso­bą, jaką kie­dy­kol­wiek spo­tka­łem. Zdo­by­ła ty­tuł Miss Sym­pa­tii Bo­one Co­un­ty w In­dia­nie. Była fan­ta­stycz­na – ko­cha­ła Boga i tyl­ko Jemu chcia­ła słu­żyć. Mia­ła cały ba­gaż smut­nych do­świad­czeń, spo­wo­do­wa­nych roz­wo­dem, któ­ry po­dzie­lił jej ro­dzi­nę, ale mimo to nie po­zwo­li­ła, by jej duch osłabł. Od­zna­cza­ła się nie tyl­ko atrak­cyj­no­ścią, lecz była też wspa­nia­łym przy­ja­cie­lem.

Je­an­so­wa „kurt­ka nie­zgo­dy”

Oświad­czy­łem się Sa­rze, kie­dy obo­je by­li­śmy jesz­cze w col­le­ge’u, a ona zgo­dzi­ła się zo­stać moją żoną. Jako na­rze­cze­ni mie­li­śmy wie­le oka­zji, by do­świad­czyć, jak mę­żo­wie i żony kłó­cą się prak­tycz­nie bez po­wo­du. Pod­czas na­szych pierw­szych wspól­nych świąt Sara ku­pi­ła mi je­an­so­wą kurt­kę. Otwo­rzy­łem pu­deł­ko, wy­cią­gną­łem kurt­kę i po­dzię­ko­wa­łem jej.

„Nie po­do­ba ci się” – po­wie­dzia­ła.

Spoj­rza­łem na nią za­kło­po­ta­ny i od­par­łem: „Po­do­ba mi się”.

Nie­wzru­szo­na, kon­ty­nu­owa­ła: „Nie, nie po­do­ba ci się. Nie je­steś pod­eks­cy­to­wa­ny”.

Skon­ster­no­wa­ny, po­wtó­rzy­łem: „Na­praw­dę, po­do­ba mi się”.

Od­pa­li­ła: „Nie­praw­da, nie po­do­ba ci się. Gdy­by ci się po­do­ba­ła, był­byś pod­eks­cy­to­wa­ny i bar­dzo byś mi dzię­ko­wał. W mo­jej ro­dzi­nie mó­wi­my: «O rany, do­kład­nie to chcia­łem do­stać!». Wi­dać en­tu­zjazm. Świę­ta to waż­ny czas i trze­ba to oka­zać”.

Sara i ja od­kry­li­śmy, że ci, „któ­rzy żyją w mał­żeń­stwie, cier­pieć będą udrę­ki…” (1 Kor 7, 28).

To była tyl­ko mała prób­ka tego, jak Sara i Emer­son re­agu­ją na pre­zen­ty. Sara po­dzię­ku­je dzie­sięć razy, je­śli coś ją wzru­szy. Po­nie­waż nie oka­za­łem ta­kie­go en­tu­zja­zmu, za­ło­ży­ła, że po­dzię­ko­wa­łem z grzecz­no­ści, a tak na­praw­dę mia­łem ocho­tę wrzu­cić kurt­kę do kon­te­ne­ra Ar­mii Zba­wie­nia. Była pew­na, że nie do­ce­ni­łem tego, co zro­bi­ła i że jej też nie do­ce­ni­łem. Je­śli cho­dzi o mnie, po­czu­łem się osą­dzo­ny, jak gdy­bym za­cho­wał się w nie­do­pusz­czal­ny spo­sób. Całe zaj­ście z kurt­ką było dla mnie wiel­kim za­sko­cze­niem. Pod­czas tego epi­zo­du, cho­ciaż wte­dy jesz­cze nie wie­dzie­li­śmy o tym, Sara po­czu­ła się nie­ko­cha­na, a ja nie­sza­no­wa­ny. Wie­dzia­łem, że Sara mnie ko­cha, ale ona z ko­lei za­czę­ła się za­sta­na­wiać, czy czu­łem do niej to samo, co ona do mnie. Jed­no­cze­śnie, przez jej re­ak­cję na moje „po­zba­wio­ne en­tu­zja­zmu” za­cho­wa­nie, po­czu­łem się, jak­by ona nie cał­kiem do­ce­nia­ła to, kim je­stem. Cho­ciaż o tym nie wspo­mi­na­li­śmy, uczu­cia by­cia nie­ko­cha­nym i nie­do­ce­nia­nym za­kieł­ko­wa­ły w nas.

Mo­żesz mieć ra­cję, ale nie pod­noś gło­su

Na przy­kład, Sara i ja bar­dzo się róż­ni­my, je­śli cho­dzi o in­te­rak­cje z ludź­mi. Sara jest bar­dzo bez­po­śred­nia, uwiel­bia roz­ma­wiać o wszyst­kim. Za­wsze, kie­dy spę­dza czas z ludź­mi, jest peł­na ener­gii. Ja mam ten­den­cję do ana­li­zo­wa­nia i re­agu­ję mniej emo­cjo­nal­nie. Ener­gię daje mi sa­mot­ne stu­dio­wa­nie. Kie­dy prze­by­wam z ludź­mi, za­cho­wu­ję się ser­decz­nie, ale mniej bez­po­śred­nio niż moja żona.

Pew­ne­go wie­czo­ru, kie­dy wra­ca­li­śmy z ka­me­ral­ne­go spo­tka­nia po­świę­co­ne­go stu­dio­wa­niu Bi­blii, Sara po­wie­dzia­ła mi o tym, co nur­to­wa­ło ją przez kil­ka ostat­nich ty­go­dni.

„Nu­dzi­łeś się na dzi­siej­szym spo­tka­niu” – po­wie­dzia­ła pra­wie ze zło­ścią. „Zra­żasz lu­dzi swo­im mil­cze­niem. A kie­dy już się ode­zwiesz, czę­sto mó­wisz coś nie­tak­tow­ne­go. To, co po­wie­dzia­łeś tej no­wej pa­rze, brzmia­ło nie­zręcz­nie”.

By­łem za­sko­czo­ny, ale pró­bo­wa­łem się bro­nić. „O czym ty mó­wisz? Sta­ra­łem się słu­chać lu­dzi i zro­zu­mieć, co mie­li na my­śli”.

Głos Sary pod­niósł się o kil­ka de­cy­be­li. „Mu­sisz spra­wić, by lu­dzie po­czu­li się swo­bod­niej”. (Znów kil­ka de­cy­be­li w górę). „Mu­sisz kon­cen­tro­wać się na nich” (pra­wie krzy­cząc). „A nie na so­bie sa­mym!”.

Przez kil­ka se­kund nie od­po­wia­da­łem, po­nie­waż by­łem za­sko­czo­ny nie tyl­ko tym, co po­wie­dzia­ła, lecz tak­że zmia­ną w jej gło­sie. Od­po­wie­dzia­łem: „Saro, może i masz ra­cję, ale nie krzycz”.

Sara wspo­mi­na­ła póź­niej, że ta sa­mo­cho­do­wa kon­wer­sa­cja zmie­ni­ła jej ży­cie. Mo­gła się nie my­lić w oce­nie mo­je­go po­stę­po­wa­nia z ludź­mi, ale spo­sób, w jaki prze­ka­za­ła mi swo­je spo­strze­że­nia, był gru­bą prze­sa­dą. Dzię­ki tam­tej roz­mo­wie uda­ło nam się roz­wią­zać wie­le pro­ble­mów w na­szym ży­ciu. My­ślę, że Sara po­pra­wi­ła się dzię­ki niej bar­dziej niż ja. Nie da­lej niż ty­dzień temu znów (lecz ła­god­nie) wska­zy­wa­ła mi, że po­wi­nie­nem być bar­dziej wzglę­dem ko­goś de­li­kat­ny. (Po po­nad trzy­dzie­stu la­tach pra­cy w dusz­pa­ster­stwie!)

Tam­ten epi­zod z wcze­snych lat na­sze­go mał­żeń­stwa za­siał wię­cej zia­ren, niż by­łem w sta­nie oce­nić. Wie­dzia­łem, że Sara mnie ko­cha i że jej wy­buch spo­wo­do­wa­ny był chę­cią po­mo­cy. Chcia­ła, bym do­ce­nił jej tro­skę i zro­zu­miał, że zro­bi­ła to z mi­ło­ści, ale efekt był taki, że po­czu­łem się nie­sza­no­wa­ny, za­ata­ko­wa­ny. Przez lata wal­czy­li­śmy z tym sa­mym pro­ble­mem. Ona wy­ra­ża­ła swo­je oba­wy od­no­śnie do cze­goś, na czym nie­do­sta­tecz­nie się sku­pia­łem („Czy od­dzwo­ni­łeś? Czy zo­sta­wi­łeś no­tat­kę?”). Ja sta­ra­łem się po­pra­wić, ale cza­sem do­pusz­cza­łem się za­nie­dba­nia, co ona od­czu­wa­ła jako prze­jaw nie­do­ce­nia­nia jej wy­sił­ków.

I wte­dy za­po­mnia­łem o jej uro­dzi­nach

Mi­nę­ło kil­ka lat, nad­cho­dzi­ły uro­dzi­ny Sary. Za­sta­na­wia­ła się, jak za­re­agu­ję – czy będę pa­mię­tał? Za­wsze pa­mię­ta­ła o uro­dzi­nach, a ja czę­sto za­po­mi­na­łem o ta­kich da­tach. Sama nig­dy nie prze­oczy­ła­by mo­jej rocz­ni­cy, po­nie­waż ko­cha­ła mnie głę­bo­ko. Za­sta­na­wia­ła się jed­nak, czy ja uczczę jej świę­to. My­śla­ła: Czy zaj­mu­ję w jego ser­cu tyle miej­sca co on w moim?

Nie mia­ła nic złe­go na my­śli. Po pro­stu sta­ra­ła się prze­wi­dzieć moje po­stę­po­wa­nie. Wie­dzia­ła, że za­po­mi­nal­stwo było dla mnie pro­ble­mem, i była zwy­czaj­nie cie­ka­wa. W ra­mach eks­pe­ry­men­tu ukry­ła wszyst­kie uro­dzi­no­we kart­ki, ja­kie do­sta­ła. Do­ko­ła nic nie przy­po­mi­na­ło o zbli­ża­ją­cych się uro­dzi­nach, więc po pro­stu ży­łem jak co dzień: stu­diu­jąc i my­śląc. W dniu jej uro­dzin ja­dłem lunch z przy­ja­cie­lem. Wie­czo­rem, pod­czas obia­du, Sara spy­ta­ła spo­koj­nie: „Więc Ray i ty świę­to­wa­li­ście dziś moje uro­dzi­ny?”.

Nie po­tra­fię opi­sać, co dzie­je się z ludz­kim cia­łem w ta­kim mo­men­cie. Czu­łem się tak, jak­by cała krew od­pły­nę­ła z ser­ca, spły­nę­ła do stóp, a po­tem na­gle ude­rzy­ła do twa­rzy. Jak mo­głem wy­ja­śnić coś ta­kie­go?

Chrzą­ka­łem i po­mru­ki­wa­łem, ale nie mo­głem wy­ja­śnić, jak mo­głem za­po­mnieć o jej uro­dzi­nach. Moje za­po­mi­nal­stwo było okrop­ne i wi­dzia­łem, że Sara czu­ła się zra­nio­na, ale jed­no­cze­śnie coś so­bie uświa­do­mi­łem: owszem, za­po­mnia­łem, ale nie zi­gno­ro­wa­łem jej uro­dzin spe­cjal­nie. Po­czu­łem się osą­dzo­ny – i słusz­nie. Jed­no­cze­śnie nie mo­głem opi­sać swo­ich uczuć jako po­czu­cia bra­ku sza­cun­ku. W tam­tych la­tach, kie­dy rzą­dzi­ły fe­mi­nist­ki, męż­czyź­ni nie mó­wi­li o bra­ku sza­cun­ku ze stro­ny ko­biet. By­ło­by to aro­ganc­kie, a w krę­gach ko­ściel­nych zo­sta­ło­by uzna­ne za strasz­li­wy brak po­ko­ry.

Czas mi­ło­ści i cza­sy sprze­czek

Lata pły­nę­ły, zo­sta­wia­jąc za sobą nie­wy­raź­ne wspo­mnie­nia z gło­sze­nia ka­zań, udzie­la­nia po­rad co­raz więk­szej licz­bie mał­żeństw. Sara i ja pra­co­wa­li­śmy nad na­szym mał­żeń­stwem, uczy­li­śmy się na­wza­jem od sie­bie i spę­dza­li­śmy ra­zem wie­le wspa­nia­łych chwil. Jed­nak okre­sy mi­ło­ści prze­pla­ta­ły się z gor­szy­mi okre­sa­mi – kłót­ni i sprze­czek. Po nich pra­wie za­wsze mo­dli­li­śmy się wspól­nie, pro­sząc Boga i sie­bie na­wza­jem o wy­ba­cze­nie. Ale co to ozna­cza­ło? W ja­kim kie­run­ku zmie­rza­ło na­sze mał­żeń­stwo? By­łem pa­sto­rem – oso­bą, któ­rej pła­co­no za by­cie „do­brym”. Jak mo­głem uspra­wie­dli­wiać swo­je po­tknię­cia?

W ży­ciu każ­dej pary co­dzien­nie po­ja­wia­ją się kon­flik­ty, któ­re Pi­smo Świę­te na­zy­wa: „li­sa­mi, ma­ły­mi li­sa­mi, co pu­sto­szą win­ni­ce” (PnP 2, 15)

Jak ktoś kie­dyś stwier­dził, w ży­ciu pro­ble­mem jest to, że jest ono zbyt „co­dzien­ne”. A Sara i ja nie­mal każ­de­go dnia iry­to­wa­li­śmy się swy­mi zły­mi na­wy­ka­mi, któ­rych nie po­tra­fi­li­śmy się po­zbyć. Jed­nym z mo­ich złych przy­zwy­cza­jeń było po­zo­sta­wia­nie mo­kre­go ręcz­ni­ka na łóż­ku. Przy­najm­niej raz w mie­sią­cu Sara mia­ła o to do mnie pre­ten­sje. Mniej wię­cej co trzy mie­sią­ce za­czy­na­łem za­po­mi­nać o mo­ich obo­wiąz­kach, za­nie­dby­wać pew­ne proś­by. Kie­dy żona mnie kry­ty­ko­wa­ła, na­pię­cie ro­sło, a ja re­ago­wa­łem na dwa spo­so­by: albo ją wi­ni­łem, albo szu­ka­łem wy­mó­wek.

Sara czę­sto kasz­le i oczysz­cza gar­dło. Na po­cząt­ku na­sze­go mał­żeń­stwa, kie­dy mo­dli­li­śmy się, iry­to­wa­ło mnie to. Jak mo­głem być tak dzie­cin­ny? Mo­dli­li­śmy się do Pana w nie­bie, a ja zaj­mo­wa­łem się czymś, na co nie mia­łem żad­ne­go wpły­wu. In­nym ra­zem żona chcia­ła, bym dzię­ko­wał Bogu, kie­dy aku­rat czu­łem się sfru­stro­wa­ny. Szcze­rze mó­wiąc, nie za­wsze chcia­łem dzię­ko­wać Bogu, ale czy spra­wia­ło, że by­łem mniej udu­cho­wio­ny? Kie­dy ona się fru­stro­wa­ła, nie na­ma­wia­łem jej do wy­chwa­la­nia Pana! Czy nie czy­ni­ło mnie to mniej kry­tycz­nym, a bar­dziej udu­cho­wio­nym?

Na­pię­cie jest spo­so­bem ze­rwa­nia ma­ski z sie­bie. Pod­czas kon­fron­ta­cji za­wsze czu­łem, że nie je­stem wy­star­cza­ją­co do­bry. A w przy­pad­ku ro­dzin­nych kon­flik­tów Sa­rze wy­da­wa­ło się, że nie jest ani do­brą żoną, ani do­brą mat­ką. Jak w przy­pad­ku wszyst­kich par, kon­se­kwen­cje tych na­pięć rzu­ca­ły się cie­niem na nasz zwią­zek. Rze­czy­wi­ście, ży­cie jest „ta­kie co­dzien­ne”.

Sara nie prze­pa­da za po­dró­żo­wa­niem, stu­dio­wa­niem i na­ucza­niem, po­nie­waż nie leży to w jej na­tu­rze, ale go­to­wa jest gdzieś po­je­chać, je­śli ma na tym zy­skać na­sza po­słu­ga. Ja nie zno­szę na­pra­wiać rze­czy, któ­re po­psu­ły się w domu, po­nie­waż nie mam do tego ta­len­tu. Za­zwy­czaj na­rze­kam, je­śli mu­szę coś na­pra­wić (dla­te­go za­wsze się z tym ocią­gam).

Kie­dy Bóg wy­ja­wił mi prze­sła­nie Mi­ło­ści i Sza­cun­ku, zro­zu­mia­łem Psalm 119, 130: „Przy­stęp­ność Two­ich słów oświe­ca i na­ucza nie­do­świad­czo­nych”.

Wy­ja­wiam te wszyst­kie małe „se­kre­ty” o mo­jej żo­nie i o mnie, by udo­wod­nić, że nie gło­si­my na­sze­go prze­sła­nia o mał­żeń­stwie z pie­de­sta­łu do­sko­na­ło­ści. Wal­czy­li­śmy na wie­lu fron­tach i bę­dzie­my wal­czyć, ale te­raz ro­bi­my to, wie­dząc, że mo­że­my wy­grać! Przez lata, po­wo­li, od­kry­li­śmy „se­kret”, któ­ry bar­dzo wpły­nął na na­sze ży­cie (i ży­cie in­nych mał­żeństw).

Se­kret „ukry­ty” w Li­ście do Efe­zjan 5, 33

Przez po­nad 20 lat mo­głem stu­dio­wać Bi­blię przez 30 go­dzin w ty­go­dniu. Zdo­by­łem ty­tuł dok­to­ra w dzie­dzi­nie stu­diów nad ro­dzi­ną i za­li­czy­łem fa­kul­tet z ko­mu­ni­ka­cji. Prze­sze­dłem mnó­stwo for­mal­nych tre­nin­gów, ale kie­dy to olśnie­nie z Pi­sma eks­plo­do­wa­ło w moim ser­cu w 1998 roku, by­łem zszo­ko­wa­ny. Do­słow­nie wy­krzyk­ną­łem: „Chwa­ła Panu!”. To spo­strze­że­nie po­twier­dzi­ło się póź­niej, kie­dy czy­ta­łem li­te­ra­tu­rę fa­cho­wą, i wy­ja­śnia­ło, dla­cze­go Sara i ja kłó­ci­li­śmy się. W koń­cu bar­dzo wy­raź­nie do­strze­głem, dla­cze­go żona cier­pia­ła na sku­tek mo­ich słów i czy­nów, tak jak mama cier­pia­ła przez mo­je­go ojca. Sara z ko­lei po­tra­fi­ła po­wie­dzieć rze­czy, któ­re cał­ko­wi­cie po­zba­wia­ły mnie spo­ko­ju, tak jak ro­bi­ła to moja mama.

Na czym po­le­ga więc ten se­kret? Wła­ści­wie nie jest to ża­den se­kret. Frag­ment Pi­sma, o któ­rym mó­wię, jest do­stęp­ny dla każ­de­go od oko­ło 2 ty­się­cy lat. W Li­ście do Efe­zjan Pa­weł pi­sze: „Mę­żo­wie ko­chaj­cie swo­je żony; żony, sza­nuj­cie swo­ich mę­żów”.

Oczy­wi­ście, czy­ta­łem ten wer­set wie­le razy. Wy­ko­rzy­sty­wa­łem go na­wet, gło­sząc ka­za­nia na ślu­bach. Ale nig­dy wcze­śniej nie do­strze­głem związ­ku po­mię­dzy mi­ło­ścią i sza­cun­kiem. Pa­weł ja­sno mówi, że żony po­trze­bu­ją mi­ło­ści, a mę­żo­wie sza­cun­ku. Kie­dy za­czą­łem dzie­lić się tym se­kre­tem – na se­mi­na­riach i kon­fe­ren­cjach – czę­sto sły­sza­łem od lu­dzi: „Ten zwią­zek mi­ło­ści i sza­cun­ku brzmi do­brze, Emer­son, ale czy nie jest to tro­chę teo­re­tycz­ne? My mamy praw­dzi­we pro­ble­my – fi­nan­se, seks, wy­cho­wa­nie dzie­ci…”.

Jak po­sta­ram się do­wieść w tej książ­ce, idea Po­łą­cze­nia Mi­ło­ści i Sza­cun­ku jest klu­czem do wszyst­kich pro­ble­mów mał­żeń­skich. Nie jest to tyl­ko miła teo­ryj­ka, do któ­rej do­rzu­ci­łem parę wer­se­tów z Bi­blii1. To, w jaki spo­sób mi­łość i po­trze­ba sza­cun­ku od­dzia­łu­ją na sie­bie, ma ol­brzy­mi wpływ na mał­żeń­stwo.

Jak Bóg ob­ja­wił zwią­zek mi­ło­ści i sza­cun­ku

Na po­cząt­ku, kie­dy wal­czy­łem nie tyl­ko o swo­je mał­żeń­stwo, ale rów­nież o mał­żeń­stwa in­nych lu­dzi, nie szu­ka­łem żad­ne­go „Po­łą­cze­nia Mi­ło­ści i Sza­cun­ku”. Uka­za­ło się ono samo, kie­dy za­sta­na­wia­łem się nad wer­se­tem 5, 33 z Li­stu do Efe­zjan. Tok mo­ich my­śli wy­glą­dał mniej wię­cej tak: „Mąż po­wi­nien oka­zy­wać mi­łość żo­nie, na­wet je­śli żona nie oka­zu­je mu sza­cun­ku, a żona po­win­na oka­zy­wać mę­żo­wi sza­cu­nek, na­wet je­śli on nie oka­zu­je jej mi­ło­ści”.

Jak do­tąd – zga­dza się. My­śla­łem więc da­lej: „Mąż wzy­wa­ny jest do ko­cha­nia żony, któ­ra nie oka­zu­je sza­cun­ku, a żona – do sza­no­wa­nia męża, któ­ry nie oka­zu­je mi­ło­ści. Nie moż­na uspra­wie­dli­wić męża, któ­ry mówi: «Będę ko­chał moją żonę, kie­dy ona oka­że mi sza­cu­nek», ani żony, któ­ra my­śli: «Będę sza­no­wać mo­je­go męża, kie­dy on oka­że mi swo­ją mi­łość»”.

Na tym eta­pie wciąż nie do­strze­ga­łem związ­ku mię­dzy mi­ło­ścią a sza­cun­kiem. Moja teo­ria wy­ło­ni­ła się, kie­dy Bóg uka­zał mi sil­ną więź, któ­ra ze­spa­la je w mał­żeń­stwie. Zro­zu­mia­łem, dla­cze­go tak trud­no jest ko­chać i sza­no­wać. Kie­dy mąż nie czu­je się sza­no­wa­ny, jest mu trud­no ko­chać żonę. Kie­dy żona czu­je się nie­ko­cha­na, z tru­dem przy­cho­dzi jej oka­zy­wa­nie sza­cun­ku mę­żo­wi.

Błęd­ny Krąg do­wo­dzi, że fak­tycz­nie „ […] zło jest głu­po­tą, a wiel­ka głu­po­ta – sza­leń­stwem” (Koh 7, 25).

W tym miej­scu do­zna­łem ob­ja­wie­nia, któ­re na­bra­ło sen­su naj­pierw dla mnie, a na­stęp­nie dla wie­lu in­nych lu­dzi. Kie­dy mąż nie czu­je się sza­no­wa­ny, wy­ka­zu­je na­tu­ral­ną skłon­ność do re­ago­wa­nia w spo­sób nie­ma­ją­cy wie­le wspól­ne­go z mi­ło­ścią. Kie­dy żona czu­je się nie­ko­cha­na, re­agu­je w spo­sób, któ­ry przez męża od­czy­ty­wa­ny jest jako brak sza­cun­ku.

Zwią­zek Mi­ło­ści i Sza­cun­ku jest ja­sny w ka­te­go­riach bi­blij­nych – tak samo jak nie­bez­pie­czeń­stwo, że ich po­łą­cze­nie może zo­stać nad­szarp­nię­te, a na­wet ze­rwa­ne. W tym punk­cie w moim ro­zu­mo­wa­niu po­ja­wi­ło się to, co na­zy­wam mo­men­tem „aha”: uświa­do­mi­łem so­bie, że obie re­ak­cje wy­zwa­la­ją się wza­jem­nie. W od­po­wie­dzi na brak mi­ło­ści ona prze­sta­je oka­zy­wać sza­cu­nek. W od­po­wie­dzi na brak sza­cun­ku on prze­sta­je oka­zy­wać mi­łość – i tak do znu­dze­nia. Tak na­ro­dzi­ło się po­ję­cie Błęd­ne­go Krę­gu.

Za­wsze, gdy tyl­ko ob­ja­śniam moją teo­rię, mę­żo­wie i żony w lot poj­mu­ją, na czym ona po­le­ga. Wie­dzą, że je­śli nie na­uczą się kon­tro­lo­wać Błęd­ne­go Krę­gu, kon­flik­to­we sy­tu­acje będą po­wta­rzać się nie­ustan­nie.

Dla uła­twie­nia po­da­ję krót­ki kon­spekt tre­ści książ­ki. Chcę po­móc pa­rom mał­żeń­skim:

Kon­tro­lo­wać Sza­leń­stwo (Błęd­ny Krąg);

Na­peł­niać się wza­jem­nie Mi­ło­ścią i Sza­cun­kiem (Oży­wia­ją­cy Krąg);

Cie­szyć się Na­gro­da­mi Do­bre­go Mał­żeń­stwa (Krąg Wy­na­gro­dze­nia).

Dla­cze­go mi­łość i sza­cu­nek są tak waż­ne?

Do­stać się w try­by Błęd­ne­go Krę­gu jest bar­dzo ła­two. Roz­po­znać, że w nim tkwisz, i opa­no­wać go, to dużo więk­szy pro­blem. Moż­na go jed­nak roz­wią­zać, je­śli mąż i żona na­uczą się, jak spro­stać pod­sta­wo­wym wy­ma­ga­niom mi­ło­ści i sza­cun­ku. Lu­dzie czę­sto mnie py­ta­ją: „Skąd masz pew­ność, że pod­sta­wo­wą po­trze­bą męża jest sza­cu­nek, a żony – mi­łość?”. Moja od­po­wiedź skła­da się z dwóch czę­ści.

Po pierw­sze, moje do­świad­cze­nie do­rad­cy i mał­żon­ka po­twier­dza tę praw­dę. To żony py­ta­ją: „Czy mój mąż ko­cha mnie rów­nie moc­no jak ja jego?”. Żona wie, że ko­cha męża, ale cza­sem za­sta­na­wia się, czy on ko­cha ją choć w przy­bli­że­niu rów­nie moc­no. Gdy więc w re­ak­cjach męża nie moż­na do­strzec śla­dów mi­ło­ści, od­po­wiedź żony jest jed­no­znacz­nie ne­ga­tyw­na. Jej zda­niem mąż po­wi­nien być bar­dziej wraż­li­wy i opie­kuń­czy. Nie­ste­ty, ty­po­wa re­ak­cja żony to na­rze­ka­nie i kry­ty­ko­wa­nie, ma­ją­ce na celu mo­ty­wa­cję mał­żon­ka. Me­to­da ta oka­zu­je się jed­nak rów­nie sku­tecz­na jak pró­ba sprze­da­nia ka­ste­tów Mat­ce Te­re­sie.

Z dru­giej stro­ny mąż nie za­da­je py­tań: „Czy moja żona ko­cha mnie rów­nie moc­no, jak ja ją ko­cham?”. Dla­cze­go? Po­nie­waż jest pe­wien jej mi­ło­ści. Czę­sto py­tam mę­żów: „Czy two­ja żona cię ko­cha?”. Od­po­wia­da­ją: „Oczy­wi­ście”. Wów­czas py­tam: „A czy cię lubi?”. Zwy­kle sły­szę: „Nie”.

W wie­lu przy­pad­kach nie­chęć żon jest od­bie­ra­na przez mę­żów jako brak sza­cun­ku, a na­wet po­gar­da. Zda­niem męż­czy­zny żona stop­nio­wo się zmie­nia: ze zgod­nej, wszyst­ko apro­bu­ją­cej ko­bie­ty, któ­rą była, gdy się po­zna­li, w cze­pia­ją­cą się wszyst­kie­go oso­bę. Tak więc mąż de­cy­du­je, że zmo­ty­wu­je żonę do oka­zy­wa­nia sza­cun­ku po­przez nie­oka­zy­wa­nie jej mi­ło­ści. Me­to­da rów­nie sku­tecz­na jak pró­ba je­cha­nia sa­mo­cho­dem bez pa­li­wa.

Jesz­cze bar­dziej prze­ko­nu­ją­co brzmi to, co w Li­ście do Efe­zjan mówi się o pod­sta­wo­wej po­trze­bie mi­ło­ści u ko­bie­ty i sza­cun­ku u męż­czy­zny: mąż musi ko­chać swo­ją żonę jak sie­bie sa­me­go, a żona musi sza­no­wać męża. Czy moż­na być bar­dziej do­słow­nym? Pa­weł nie su­ge­ru­je, on prze­ka­zu­je sło­wa Boga. W do­dat­ku grec­kie sło­wo ozna­cza­ją­ce mi­łość to aga­pe – mi­łość bez­wa­run­ko­wa. W po­zo­sta­łych frag­men­tach sil­nie pod­kre­śla się fakt, że mąż za­słu­gu­je na bez­wa­run­ko­wy sza­cu­nek. Chrze­ści­jań­scy mał­żon­ko­wie nie po­win­ni ro­zu­mieć tego ustę­pu w na­stę­pu­ją­cy spo­sób: „Mę­żo­wie, ko­chaj­cie swo­je żony bez­wa­run­ko­wo; żony, sza­nuj­cie swo­ich mę­żów, tyl­ko je­śli na to za­słu­ży­li”. Wszyst­kich po­win­ny obo­wią­zy­wać te same za­sa­dy. We­dług świę­te­go Paw­ła sza­cu­nek oka­zy­wa­ny mę­żo­wi jest rów­nie waż­ny jak mi­łość oka­zy­wa­na żo­nie.

Inny au­tor tek­stu bi­blij­ne­go zga­dza się z Paw­łem w kwe­stii sza­cun­ku na­leż­ne­go mę­żom. Apo­stoł Piotr pi­sał, zwra­ca­jąc się do żon, że je­śli mę­żo­wie ich są nie­po­słusz­ni Sło­wu Bo­że­mu: „Tak samo żony niech będą pod­da­ne swo­im mę­żom, aby na­wet wte­dy, gdy nie­któ­rzy z nich nie słu­cha­ją na­uki, przez samo po­stę­po­wa­nie żon zo­sta­li [dla wia­ry] po­zy­ska­ni bez na­uki” (1 P 3, 1–2). Piotr zde­cy­do­wa­nie mówi o bez­wa­run­ko­wym sza­cun­ku. Mę­żo­wie, o któ­rych wspo­mi­na, są albo let­ni­mi chrze­ści­ja­na­mi, albo nie­wie­rzą­cy­mi, któ­rzy nie są po­słusz­ni Sło­wu, a więc rów­nież Je­zu­so­wi. Bóg nie jest za­do­wo­lo­ny z ta­kich lu­dzi, oni nie „za­słu­gu­ją” na sza­cu­nek żon. Jed­nak Piotr nie wzy­wa ko­biet do od­czu­wa­nia sza­cun­ku; wzy­wa je do oka­zy­wa­nia sza­cun­ku. Nie cho­dzi tu o mę­żów za­słu­gu­ją­cych na sza­cu­nek; cho­dzi o żony chęt­ne do trak­to­wa­nia mę­żów z sza­cun­kiem, bez żad­nych wa­run­ków.

Jesz­cze ostat­nie sło­wo: ro­bie­nie cze­goś, kie­dy tak na­praw­dę nie masz na to ocho­ty, jest bez­ce­lo­we. To­też do tego frag­men­tu na­le­ży po­dejść z wia­rą. Bóg chce, by sza­cu­nek do mę­żów był me­to­dą po­zy­ski­wa­nia owych męż­czyzn dla Nie­go. Kie­dy mąż otwie­ra się przed Bo­giem, czy­ni to tak­że przed swo­ją żoną. A ża­den męż­czy­zna nie po­czu­je mi­ło­ści do ko­bie­ty, któ­ra spra­wia wra­że­nie, że nie do­ce­nia go jako czło­wie­ka. Klu­czem do zdo­by­cia mi­ło­ści męża jest więc oka­zy­wa­nie mu bez­wa­run­ko­we­go sza­cun­ku.

Sza­cu­nek – wy­jąt­ko­wa ce­cha tej książ­ki

W wie­lu pu­bli­ka­cjach trak­tu­ją­cych o mał­żeń­stwie pod­kre­śla się wagę mi­ło­ści męża do żony, wy­jąt­ko­wą ce­chą tej książ­ki jest idea oka­zy­wa­nia bez­wa­run­ko­we­go sza­cun­ku mę­żo­wi przez żonę. Moja teo­ria jest pro­sta, ale jed­no­cze­śnie tak po­tęż­na, że w 1999 roku zde­cy­do­wa­łem się po­rzu­cić sta­no­wi­sko pa­sto­ra i za­jąć się sze­rze­niem idei o mi­ło­ści i sza­cun­ku na pe­łen etat. Od tego cza­su Sara i ja po­dzie­li­li­śmy się na­szym prze­sła­niem z ty­sią­ca­mi mał­żeństw i nie­ustan­nie otrzy­mu­je­my po­twier­dze­nie, że zna­leź­li­śmy się na wła­ści­wej ścież­ce. Wszyst­kie żony, któ­re spo­ty­ka­my, chcą, by jej mę­żo­wie do­ce­ni­li mi­łość, jaką ich da­rzą i od­wza­jem­ni­li się ta­kim sa­mym uczu­ciem. My sta­ra­my się gło­sić, że naj­lep­szym spo­so­bem oka­zy­wa­nia mi­ło­ści mę­żo­wi jest re­spek­to­wa­nie go w za­uwa­żal­ny dla nie­go spo­sób. To sza­cu­nek spra­wia, że mąż od­czu­wa mi­łość żony, sza­cu­nek zaś wy­zwa­la w nim to uczu­cie.

Książ­ka ta po­ka­zu­je siłę bez­wa­run­ko­wej mi­ło­ści i bez­wa­run­ko­we­go sza­cun­ku. Je­śli Ty i Twój mał­żo­nek/Two­ja mał­żon­ka uży­je­cie tych po­tęż­nych na­rzę­dzi, mo­że­cie oca­lić bo­ry­ka­ją­ce się z pro­ble­ma­mi mał­żeń­stwo albo zwią­zek, do któ­re­go za­kra­dła się nuda i ru­ty­na. Je­śli Wa­sza re­la­cja jest do­bra, mo­że­cie ją jesz­cze ulep­szyć. Sara i ja by­li­śmy do­bry­mi part­ne­ra­mi, jesz­cze za­nim od­kry­li­śmy pro­sty se­kret, o któ­rym trak­tu­je ta książ­ka, ale te­raz je­ste­śmy o wie­le lep­szym mał­żeń­stwem.

O ile lep­szym? Czy osią­gnę­li­śmy stan mał­żeń­skiej nir­wa­ny i wszyst­ko jest wspa­nia­le? Nie sa­dzę. Wciąż przy­tra­fia­ją się nam sy­tu­acje, kie­dy bra­ku­je mi­ło­ści lub sza­cun­ku. Wciąż zda­rza nam się wpa­dać try­by Błęd­ne­go Krę­gu – jak wszyst­kim in­nym pa­rom. Ale pod­ję­li­śmy de­cy­zje, któ­re zmie­ni­ły kie­ru­nek, w któ­rym zmie­rza­ło na­sze mał­żeń­stwo. Gdy­by tyl­ko moi ro­dzi­ce to od­kry­li… Sara i ja zna­czą­co zre­du­ko­wa­li­śmy ilość przy­pad­ków, w któ­rych na­ra­że­ni by­li­śmy na uwię­zie­nie w Błęd­nym Krę­gu, i czę­sto po­tra­fi­my za­trzy­mać jego ruch, za­nim na do­bre się za­cznie.

Co więc było tą zmie­nia­ją­cą ży­cie de­cy­zją, któ­rą obo­je pod­ję­li­śmy? Ja po­sta­no­wi­łem uwie­rzyć, że nie­oka­zy­wa­nie mi sza­cun­ku nie jest za­mia­rem Sary. Cza­sem trud­no ją znieść, ale nie ma złych in­ten­cji. Wiem, że sza­nu­je mnie jako czło­wie­ka. Ona zaś zde­cy­do­wa­ła się uwie­rzyć, że moje ko­men­ta­rze i na­sta­wie­nie, któ­ry­mi cza­sem ją ra­nię, nie świad­czą o bra­ku mi­ło­ści. Wie, że ko­cham ją moc­no, z głę­bi ser­ca i że był­bym zdol­ny umrzeć za nią. Jak więc to wszyst­ko dzia­ła? Po­słu­żę się przy­kła­dem ja­jek i ręcz­ni­ków.

Sara nie moze po­wstrzy­mać się od po­sy­py­wa­nia ja­jek pie­przem

Sara lubi pieprz na jaj­kach. Ja nie. We­dług niej ja­jecz­ni­ca lub jaj­ka sa­dzo­ne mu­szą być po­kry­te gru­bą war­stwą pie­przu. Od cza­su na­sze­go ślu­bu Sara set­ki razy przy­go­to­wy­wa­ła mi jaj­ka i za każ­dym ra­zem uży­wa­ła mnó­stwa pie­przu, cho­ciaż wie, że tego nie lu­bię. Do­sze­dłem jed­nak do wnio­sku, że nie robi tego, bo nie sza­nu­je mo­je­go zda­nia. Znam ją. Po­tra­fi z fru­stra­cją mru­czeć (po po­pie­prze­niu jaj­ka po raz ko­lej­ny): „Do ni­cze­go się nie na­da­ją bez pie­przu”.

Cho­ciaż je­stem zmie­sza­ny, nie uwa­żam, że Sara robi to ce­lo­wo, by mnie roz­draż­nić. Wiem, że my­śli o in­nych rze­czach. Włą­cza się jej au­to­pi­lot, kie­dy przy­pra­wia przy­go­to­wy­wa­ne dla mnie jaj­ka. Mó­wię jej set­ki razy: „Pro­szę, nie po­sy­puj pie­przem mo­ich ja­jek”. Gdy­by mnie na­praw­dę sza­no­wa­ła, czy nie słu­cha­ła­by tego, co mó­wię? Czy moją na­tu­ral­ną re­ak­cją nie po­win­na być eks­plo­zja gnie­wu? Zwłasz­cza, że sy­tu­acja po­wta­rza się w kół­ko? Czy nie po­wi­nie­nem zwąt­pić w jej do­bre in­ten­cje? Czy to wszyst­ko nie udo­wod­ni­ło­by mi, że je­stem nie­waż­ny dla mo­jej żony?

Je­stem jed­nak w sta­nie in­ter­pre­to­wać za­cho­wa­nie Sary w znacz­nie mniej ne­ga­tyw­ny spo­sób, po­nie­waż zde­cy­do­wa­łem, że nie kie­ru­je nią brak sza­cun­ku. Przy­ją­łem to za pew­nik i tak samo zro­bi­ło wie­lu in­nych męż­czyzn. Je­den z nich na­pi­sał:

Od­kry­cie, że moja żona kie­ru­je się tyl­ko do­bry­mi in­ten­cja­mi, było wspa­nia­łe. To smut­ne, że źle zro­zu­mia­łem jej ser­ce… o wie­lu rze­czach nie mia­łem po­ję­cia. Od­kry­łem na przy­kład, że moja żona prze­cho­dzi­ła de­pre­sję. Uświa­do­mie­nie so­bie tego zmięk­czy­ło moje ser­ce, za­czą­łem się za­sta­na­wiać, czy to moż­li­we, że ona nie wy­czu­wa mo­jej mi­ło­ści, mimo że mam do­bre in­ten­cje.

Ten mąż zro­zu­miał. Pod­jął wła­ści­wą de­cy­zję i ty tak samo mo­żesz po­stą­pić.

Emer­son nie po­tra­fi od­kła­dać rze­czy na miej­sce

Zo­sta­wiam mo­kre ręcz­ni­ki gdzie po­pad­nie. Za­po­mi­nam o krom­ce chle­ba po­zo­sta­wio­nej na ku­chen­nym bla­cie. Nie rażą mnie uchy­lo­ne drzwicz­ki sza­fek. Zo­sta­wiam otwar­te książ­ki na pod­ło­dze w sa­lo­nie. Oczy­wi­ście mam wy­mów­kę: je­stem in­te­lek­tu­al­nie za­ab­sor­bo­wa­ny. Jak to okre­śla Sara: „On za­wsze my­śli”. Cza­sem uświa­da­miam so­bie, co ro­bię, a cze­go nie ro­bię. Spo­glą­da­jąc na ku­chen­ne szaf­ki, za­uwa­żam, że więk­szość z nich jest otwar­ta. My­ślę: „Dla­cze­go nie za­mkną­łem drzwi­czek, gdzie był mój umysł?”. Albo zo­sta­wiam ręcz­ni­ki na pod­ło­dze sy­pial­ni, za­miast po­wie­sić je w ła­zien­ce. (Na­wia­sem mó­wiąc, to wła­śnie dla­te­go po­sta­no­wi­li­śmy nie przej­mo­wać się dro­bia­zga­mi, by nie wy­wo­ły­wać na­pię­cia. Kie­dy Sara ma­cha ręcz­ni­kiem przed moją twa­rzą, uśmie­cham się i mó­wię: „Co za zbieg oko­licz­no­ści! Wła­śnie mia­łem pod­nieść ten ręcz­nik!”).

Nie zro­zum­cie mnie źle – nie je­stem flej­tu­chem. Ale moją żoną jest Sara – uoso­bie­nie schlud­no­ści, czy­sto­ści i po­rząd­ku, a ja nie do­ra­stam do jej stan­dar­dów. Moja żona nie jest per­fek­cjo­nist­ką, ale my­śli bar­dzo lo­gicz­nie. Po co zo­sta­wiać ręcz­nik na łóż­ku, sko­ro w ła­zien­ce cze­ka na nie­go spe­cjal­ny ha­czyk? Po co zo­sta­wiać szaf­ki ku­chen­ne otwar­te, sko­ro za­wia­sy dzia­ła­ją w obie stro­ny? Po co zo­sta­wiać książ­ki na pod­ło­dze, sko­ro usta­wie­nie ich z po­wro­tem na re­ga­le zaj­mu­je kil­ka se­kund?

Ale Sara nie do­szła do wnio­sku, że moje za­cho­wa­nie ozna­cza pró­bę igno­ro­wa­nia jej zda­nia lub iry­to­wa­nia jej. Wie, że wciąż za­sta­na­wiam się nad róż­ny­mi za­gad­nie­nia­mi i włą­cza mi się wte­dy au­to­pi­lot. Cho­ciaż mó­wi­ła mi set­ki razy: „Pod­nieś rze­czy, któ­rych uży­wa­łeś, i odłóż je na miej­sce”, czy nie po­win­na mieć pra­wa do wy­ra­że­nia gnie­wu? „Gdy­byś mnie ko­chał, słu­chał­byś mnie”. Czy nie po­win­na mieć pra­wa wy­ty­ka­nia mi mo­ich wad? Osta­tecz­nie to do­pro­wa­dzi­ło­by ją do kon­klu­zji, że nie dbam o nią, że nie jest dla mnie waż­na.

Jed­nak Sara po­tra­fi oce­nić mnie w bar­dziej po­zy­tyw­nym świe­tle, po­nie­waż zde­cy­do­wa­ła się uwie­rzyć, że moim ce­lem nie jest by­cie nie­czu­łym i bez­tro­skim. Pod­ję­ła tę de­cy­zję, po­dob­nie jak wie­le in­nych żon. Pew­na za­męż­na od po­nad 30 lat ko­bie­ta po­wie­dzia­ła:

Kie­dy co­fam się my­ślą w prze­szłość, wi­dzę, jak lek­ce­wa­żą­co się za­cho­wy­wa­łam. On jest z na­tu­ry mi­łym i współ­czu­ją­cym czło­wie­kiem, bar­dzo to­wa­rzy­skim i go­to­wym do nie­sie­nia po­mo­cy… to czło­wiek o na­praw­dę do­brym ser­cu, któ­ry po pro­stu zgrze­szył w ży­ciu, tak jak każ­dy… uświa­do­mi­łam so­bie, że być może moje ocze­ki­wa­nia były zbyt duże.

Inna żona do­da­je:

Od sa­me­go po­cząt­ku na­sze­go mał­żeń­stwa po­strze­ga­łam go jako kon­tro­le­ra, któ­ry nie słu­chał mo­ich uwag i nie oka­zy­wał żad­nych uczuć. Za­czę­łam więc re­ago­wać zgryź­li­wo­ścią i roz­go­ry­cze­niem. Te­raz za­czy­nam od­kry­wać jego ser­ce i wi­dzę, jak wie­le szko­dy wy­rzą­dzi­ły moje sło­wa.

Więc rów­nież żony zro­zu­mia­ły tę pro­stą praw­dę. Pod­ję­ły de­cy­zje, któ­re zmie­ni­ły ich po­dej­ście, i Ty też tak mo­żesz zro­bić.

Zga­dza się, Sara i ja mamy swo­je wady. Błęd­ny Krąg tyl­ko cze­ka, ale mo­że­my go kon­tro­lo­wać dzię­ki związ­ko­wi mi­ło­ści i sza­cun­ku. Wie­my, że to dzia­ła, a ja chcę po­dzie­lić się z Wami in­for­ma­cją, jak dzia­ła i dla­cze­go. Pierw­szym kro­kiem jest zro­zu­mie­nie, jak mę­żo­wie i żony ko­mu­ni­ku­ją się ze sobą.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Miłość i szacunek. O tym, czego w związku potrzeba jemu, a czego - jej 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu