Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony

Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony

Autorzy: Luca Caioli

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 288

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 26.18 zł

Kim jest 22-latek z fantazyjnym irokezem, który ma dać Brazylii szóste mistrzostwo świata?

79. minuta, na murawę stadionu w Gdańsku wbiega drobny chłopak z ubogich przedmieść São Paulo. Polscy fani Barcelony wstają z miejsc, nie mają wątpliwości, że są świadkami czegoś wyjątkowego. Na ich oczach zaczyna się nowa era w historii klubu – debiutuje nowa jedenastka w barwach Blaugrany: Neymar da Silva Santos Junior.

Miał zaledwie cztery miesiące, kiedy cudem wyszedł cało z tragicznego wypadku samochodowego. W 2006 roku był o krok od podpisania kontraktu… z Realem Madryt. Zrezygnował, aby w następnych latach zostać gwiazdą brazylijskiego Santosu – frekwencja na stadionie potroiła się, a sprzedaż koszulek wzrosła sześciokrotnie.

W Europie pozostawał postacią tajemniczą, rzadko oglądano jego występy, ale fama o jego piłkarskim geniuszu rosła z roku na rok. Po transferze do Barcelony skromnie zadeklarował, że przybywa do Europy tylko po to, by pomóc Leo Messiemu pozostać najlepszym na świecie.

Ale czy na pewno? Jest młodszy, niepokorny i zdaniem fachowców – lepszy technicznie. W Brazylii już okrzyknięto go następcą Pelégo.

Najpierw Neymar i Messi mają razem zdobyć najcenniejsze klubowe trofea dla FC Barcelony. Ale potem maksymalnie zdeterminowani staną naprzeciwko siebie podczas brazylijskiego mundialu.

Dedykuję Olmo, Lorenzo, Elvirze,

Aldzie oraz Tullio.

WSTĘP

Gdy w drugiej połowie sezonu 2012/13 Barcelona przegrywała najpierw z Realem Madryt w Pucharze Króla i Primera División, a później z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów, fani Barcelony debatowali nad koniecznymi zmianami w składzie. Dla wielu lekiem na całe zło miał być Neymar, czarujący w lidze brazylijskiej i składzie Canarinhos. Jednak to, co dla jednych było jego zaletą, dla innych stanowiło największą wadę – Neymar pozostawał zagadką. Nie wiadomo było, czy przystosuje się do europejskiego futbolu, czy nie okaże się czasem najdroższą wpadką Barcelony.

Inni wielcy Brazylijczycy przechodzili dłuższą drogę na szczyt. Zanim postawił na nich wielki klub, aklimatyzowali się w lidze holenderskiej czy francuskiej (jak Romário, Ronaldo czy Ronaldinho) albo choćby klubie z niższej półki w lidze hiszpańskiej (jak Rivaldo). Ryzyko zazwyczaj się nie opłacało – Robinho (choć sprzedany przez Real z zyskiem) co prawda gra w Milanie, a wcześniej występował w Manchesterze City, jednak nie zrobił takiej kariery, jakiej od niego oczekiwano. Nie otarł się nawet o spekulacje w sprawie przyznania Złotej Piłki. Również transakcje Barcelony bezpośrednio z rynku południowoamerykańskiego nie zachęcały do podejmowania takiego ryzyka. Zapomniany Keirrison wrócił do Brazylii bez nawet jednego spotkania w barwach Barcelony na koncie, przerzucany co sezon na wypożyczenie do innego klubu. Maxi López, choć miał mocne wejście w postaci bramki i asysty w meczu z Chelsea, również skończył na wypożyczeniu i w końcu odszedł z klubu.

Nic więc dziwnego, że nie wszyscy byli chętni na kolejne latynoskie eksperymenty w Barcelonie. Nastroje nieco poprawiły się już po ogłoszeniu transferu – w czasie Pucharu Konfederacji, w którym Neymar pełnił główną rolę w zespole zwycięskiej Brazylii, zwłaszcza w finale przeciwko swoim przyszłym kolegom z zespołu. Za swoją postawę otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju. Dziś culés już inaczej patrzą na nowy nabytek. Neymar rozegrał kilkanaście spotkań i zdaje się spełniać oczekiwania większości kibiców, widzących w nim godnego następcę Messiego. A przecież Brazylijczyk nie miał łatwo i nie mógł liczyć na taryfę ulgową. Od czasu swojego pierwszego spotkania w nowych barwach (w Gdańsku w meczu towarzyskim z Lechią) wszystkie oczy, jeśli akurat nie na Messim, skupione były na nim. I może właśnie to sprzężenie dwóch wielkich futbolowych magików paradoksalnie tłumaczy dobrą postawę Neymara.

Brazylijczyk przychodził do stolicy Katalonii jako zawodnik o statusie gwiazdy, wcale przecież nie nieskazitelnej – w rodzimej lidze często krytykowany był za zuchwałość i boiskową samolubność. Tymczasem w Barcelonie zaakceptował niepodzielne panowanie czterokrotnego zdobywcy Złotej Piłki, wykazując się zadziwiającą pokorą. Do tego stopnia, że niektórzy zaczęli komentować, że… za często chce asystować, zamiast wykańczać akcje. Jeśli już jednak zaczyna punktować, robi to niezwykle efektywnie (a przy tym i efektownie). Już w Superpucharze Hiszpanii jego gol przesądził o zwycięstwie Barcelony. Do tego dołożył bramkę w Gran Derbi, a co najważniejsze, świetną postawę podczas absencji Messiego. Coś, czego brakowało Barcelonie w sezonie 2012/13. Zwłaszcza mecze z Villarrealem (dwa gole) i Celtikiem (hat-trick) były pokazem najwyższego piłkarskiego kunsztu Neymara.

Czy można więc zaryzykować stwierdzenie, że kontuzja Messiego, wykluczająca go z gry na kilka tygodni, to najlepsze, co mogło się przytrafić Barcelonie? Po pierwsze, przydarzyła się w okresie, kiedy Barcelona nie gra najważniejszych meczów w sezonie, pokryła się ze świąteczno-noworoczną przerwą. Po drugie, jak wszyscy mają nadzieję, pozwoli Argentyńczykowi w spokoju i z dala od mediów się zregenerować, co może przynieść korzyść nie tylko Barcelonie w drugiej części sezonu, ale również reprezentacji Argentyny na nadchodzącym mundialu. Wreszcie po trzecie – pokazała, że messidependencia być może jest już przebrzmiałym tematem.

Zdaje się, że drużyna zaakceptowała Neymara. Już wie, że może mu zaufać w trudnych momentach, że Brazylijczyk potrafi przyjąć na własne barki dużą odpowiedzialność. Na pewno spora w tym zasługa nowego trenera, Taty Martino, wychowanego w duchu piłkarskim bliskim Barcelonie, ale niezwiązanego tiki-taką na śmierć i życie. Wielu twierdziło, że nie ma miejsca w składzie jednocześnie dla Neymara i Messiego, ale wydaje się, że szkoleniowiec Dumy Katalonii znalazł taką lukę – również w mentalności kibiców i samych piłkarzy. Przekonał ich do swojego pomysłu na drużynę, zdał egzamin z Gran Derbi, a Barcelona wciąż strzela najwięcej bramek w lidze, niewiele ich przy tym tracąc. Najskuteczniejszymi zawodnikami w drużynie są obie południowoamerykańskie gwiazdy, a Barcelona zdaje się mieć odpowiedź na każdą sytuację podczas meczu, nawet jeśli zaczyna od dwubramkowej straty, jak w spotkaniu z Getafe.

Z ostateczną oceną Neymara na pewno trzeba poczekać. Jeszcze nie wiemy, jak wytrzyma kondycyjnie cały rok, jak zniesie granie na pełnych obrotach przez dwa intensywne sezony przedzielone mistrzostwami świata. Póki co wszystko, czego dotyka, zamienia się w złoto. Jak się zachowa w obliczu porażki? Niekoniecznie gdy Barcelona przegra, ale jeśli Neymar zagra kilka słabszych meczów, nie strzeli ważnego karnego, usiądzie na ławce… Prawdziwa presja przyjdzie też po pierwszym wielkim sukcesie, kiedy Neymar naprawdę sięgnie szczytu i będzie się musiał na nim utrzymać. Na wiele pytań dostaliśmy już odpowiedź, ale zostało jeszcze równie dużo wątpliwości.

Jedno jest pewne. O Neymarze jeszcze będzie głośno.

Tomasz Lasota

Prezes Polskiej Penyi FC Barcelony Fan Club Barça Polska

PLAC CHARLESA MILLERA

Podkręcony wąs, rozwichrzona grzywka, biała koszula, krótkie czarne spodenki i piłka w dłoniach: to obraz, który na fotografiach z epoki – tych wykonywanych z błyskiem lampy i dymem z magnezji – przedstawia Charlesa Williama Millera.

Syn Johna, szkockiego inżyniera, który tak jak trzy tysiące innych Brytyjczyków pojechał do Ameryki Południowej, żeby konstruować tory, oraz Carloty Fox, Brazylijki o angielskich korzeniach. Charlie urodził się w dzielnicy Brás w São Paulo 24 listopada 1874 roku. W wieku dziewięciu lat zostaje wysłany na naukę do Europy, jak nakazywały reguły wyższych sfer społecznych. Opuszcza statek w Southampton i najpierw idzie do szkoły Banister Court, a później do internatu hrabstwa Hampshire. Banister to mała prywatna szkoła założona przez wielebnego George’a Ellaby’ego, w której miały się kształcić dzieci pracowników firmy Peninsular Steam Navigation. Kiedy Miller był uczniem, stanowisko dyrektora piastował Christopher Ellaby, syn wielebnego i wielki pasjonat futbolu. W Anglii ta piękna gra cieszy się już statusem oficjalnej: 26 października 1863 roku w Londynie powstał Angielski Związek Piłki Nożnej – Football Association, pierwsza piłkarska federacja na świecie, która ujednoliciła reguły gry. Ellaby, który w przeszłości był kapitanem szkolnej drużyny w Oksfordzie, potrafi zarażać swoich uczniów piłkarskim entuzjazmem. Charles Miller jest dobrym zawodnikiem i szybko zostaje kapitanem szkolnego zespołu. Jego młodzieńcza twarz i grzywka sprawiły, że otrzymał przydomek „Chłopczyk”. Mimo swojej fizjonomii zostaje świetnym środkowym napastnikiem, który czasami gra też na lewej flance. „To nasz najlepszy napastnik. Jest szybki, posiada błyskawiczny zwód i fantastyczny strzał. Zdobywa bramki z wielką łatwością”, zapewnia szkolna gazeta. Czterdzieści jeden goli w trzydziestu czterech meczach w barwach Banister Court, w tym trzy w trzech bratobójczych starciach z Kościołem Świętej Marii z Młodzieżowego Związku Piłki Nożnej, poprzednikiem Southampton Football Club, drużyny angielskiej Premier League. Miller prezentuje radosny i ofensywny styl gry, ma fantazję, dużą kontrolę nad piłką i kocha zwody, dzięki którym zostawia w tyle osłupiałych przeciwników. Dlatego mając siedemnaście lat, dostanie zaproszenie do gry w Corinthian FC Londyn, klubie stworzonym przez byłych piłkarzy z różnych angielskich szkół i uniwersytetów, aby zapobiec wyższości szkockiej myśli szkoleniowej. Corinthian to nazwa, która po latach, z dodatkiem w postaci końcówki „s” i pod auspicjami właśnie Millera będzie jednym z najsłynniejszych klubów z São Paulo. W 1894 roku, po zakończeniu studiów, Charlie wraca do Brazylii. W walizce wiezie dwie piłki firmy Shoot wyprodukowane w Liverpoolu – prezent od kolegi z drużyny – pompkę, parę butów piłkarskich, dwie koszulki (jedną z Banister i drugą ze Świętej Marii), a także gruby tom, stanowiący regulamin sporządzony przez Football Association.

Podobno podczas podróży Charlie nie przestaje trenować: drybluje między przeszkodami i pasażerami z jednej strony pokładu na drugą. Kiedy 18 lutego już w porcie Santos John – jego ojciec – pyta go, co sprowadza go z Anglii, Charles odpowiada: „Moje magisterium. Twój syn obronił pracę magisterską z futbolu z wyróżnieniem”. Angielsko-brazylijski dwudziestolatek rozpoczyna pracę, tak jak jego ojciec, w Firmie Kolejowej São Paulo i zapisuje się do São Paulo Athletic Club, założonego w maju 1888 roku przez brytyjskich kolonistów. Członkowie klubu grają w krykieta, a nie w futbol. Znają tę grę, ale nikt nie wykazuje zainteresowania uprawianiem jej. Charles Miller rozpoczyna swoją pracę „duszpasterską”. W klubie tłumaczy przyjaciołom i kolegom z pracy – wysokim urzędnikom kompanii gazowej, Banku Londyńskiego i kolei – zasady gry i podstawowe pojęcia, takie jak przerwa, rzut rożny, boisko i rzut karny, aż wreszcie udaje mu się zgromadzić grupę adeptów. Przekonuje ich do treningów na boisku Várzea do Carmo, wtedy znajdującym się między Luz i Bom Retiro, a dziś przy ulicy Gasômetro. Nie ma chyba tematu dotyczącego piłki nożnej, z którym nie zaznajamialiby się ci angielscy zapaleńcy. Jakiś czas później, w liście do swojego przyjaciela Alcino Guanaby z Rio de Janeiro, Celso de Araújo pisze:

Tam, w strefie Bom Retiro, grupa szalonych Anglików zatraciła się w czymś, co przypomina pęcherz wołowy. Z tego, co widzę, ogromną satysfakcję sprawia im, gdy ten żółtawy pęcherz trafia w prostokąt zrobiony ze słupków.

Sceptycyzm na bok, futbol zaczyna zyskiwać popularność wśród dżentelmenów Wspólnoty Brytyjskiej, aż wreszcie Millerowi udaje się zorganizować mecz. Jest 14 kwietnia 1895 roku. W Várzea do Carmo mierzą się dwie ekipy złożone z Anglików i Brazylijczyków: Koleje São Paulo i Kompania Gazowa. 4:2 wygrywa ekipa „kolejarzy”, z Millerem na czele, który strzela dwa gole. Widzów jest niewielu: to przyjaciele i pracownicy obu firm. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo to pierwszy oficjalny mecz piłkarski w Brazylii, który wyznacza datę narodzin tego, co okaże się później najbardziej popularną dyscypliną sportu w kraju. Wiadomo na pewno, że jeszcze przed powrotem Charliego do Anglii, między 1875 a 1890 rokiem, niektórzy pracownicy angielskich firm i brytyjscy marynarze rozgrywali mecze na ulicach i plażach Rio, a także to, iż planowali zorganizować spotkanie przed rezydencją księżnej Izabeli, regentki Imperium Brazylijskiego w imieniu don Pedro II. Pewne jest również, że w szkole Świętego Luisa z Itu jezuita José Montero rozpropagował wśród profesorów i uczniów grę zwaną bate bolão. Wiadomo też, że gry, takie jak futbol, uprawiane są w różnych szkołach religijnych i świeckich w São Paulo, Río de Janeiro i Río Grande do Sul. Mimo to dla Brazylijczyków właśnie Charles Miller jest ojcem futbolu. Chodzi o to, że oprócz rozegrania pierwszego historycznego meczu, Miller odegrał kluczową rolę w powstaniu klubu piłkarskiego São Paulo Athletic Club (SPAC) oraz w procesie utworzenia, 19 grudnia 1901 roku, pierwszej brazylijskiej federacji piłkarskiej: la Liga Paulista de Futebol, która rok później przyczyniła się do rozegrania pierwszych piłkarskich zawodów mistrzowskich. Mistrzostwa rozpoczęły się

3 maja 1902 roku, z pięcioma uczestniczącymi zespołami: São Paulo Athletic Club, Associação Atlética Mackenzie College, Sport Club Internacional, Sport Club Germânia i Clube Atlético Paulistano.

São Paulo Athletic Club zdominował pierwsze trzy edycje. Charles Miller, z dziesięcioma golami strzelonymi w dziewięciu meczach, zostaje królem strzelców mistrzostw w 1902 roku i zdobywa dwa gole w zwycięskim przełomowym finale przeciwko Paulistano. W biało-błękitnej koszulce w pionowe pasy albo w białej koszuli z czarnymi spodenkami i skarpetami klub z São Paulo triumfuje także w zawodach w 1903 roku, kolejny raz pokonując Paulistano. W następnym sezonie znowu zwyciężają, a Charlie zostaje współkrólem strzelców – z dziewięcioma bramkami – wraz z Boyesem, kolegą z drużyny. Miller dochodzi do perfekcji w trafianiu do siatki, raz nawet popisuje się prawdziwą kanonadą: dziewięcioma golami w 1906 roku w meczu przeciwko Sport Club de São Paulo. Gra w barwach SPAC aż do 1910 roku, gdy w Brazylii futbol uprawia już zarówno biała miejska młodzież, uosabiająca europejską nowoczesność, jak i młodzież z niższych warstw społecznych, dla której piłka nożna jest ucieczką od otaczającej ją beznadziejności. Przykładem popularności piłki nożnej jest tournée londyńskiego Corinthian Football Club. Angielscy piłkarze opuszczają pokład transatlantyku SS Amazon w Rio de Janeiro 21 sierpnia 1910 roku. Biorą udział w trzech spotkaniach przeciwko Fluminense i dwóm innym drużynom z Rio de Janeiro, każdy z tych meczów wygrywając zdecydowaną przewagą goli. Następnie podróżują do São Paulo, gdzie mierzą się z Palmeiras, Paulistano i 4 września ze SPAC. To jeden z ostatnich meczów, w którym bierze udział Charles Miller, ma już trzydzieści sześć lat. Spotkanie kończy się pogromem 8:2 dla Brytyjczyków, którzy imponują lawiną zdobywanych bramek również w pozostałych dwóch meczach. „Nie mogliśmy oczekiwać niczego innego – pisze w swojej książce dziennikarz Adriano Neiva da Motta e Silva, znany jako DeVaney. – Wszyscy wiedzą, że Corinthian jest drużyną profesorów futbolu, podczas gdy my w tej materii przypominamy niemowlaka z kciukiem w ustach”. Mimo to, niezależnie od kwestii piłkarskich, przyjazd angielskiej ekipy wywołuje nadspodziewanie duże zainteresowanie: rozpisują się o nim gazety, na wychodzących z hotelu Majestic zawodników czekają tłumy, które przede wszystkim gromadzą się też na stadionie, na którym odbywają się spotkania. „Widzowie oklaskiwali każdą akcję, a powietrze pachniało francuskimi perfumami. Mecze Corinthian to wydarzenia najwyższych lotów”, komentują w São Paulo. W tym samym 1910 roku Charles Miller zawiesza buty na kołku, żeby poświęcić się pracy w Poczcie Królewskiej; kilka lat później zakłada biuro podróży, łącząc tę pracę z funkcją angielskiego wicekonsula. Bierze ślub z Antonietą Rudge, sławną brazylijską pianistką, która porzuca go w latach dwudziestych dla poety Menottiego Del Picchii. Miller ma dwóch synów. Kontynuuje przygodę z futbolem jako sędzia, dyrektor sportowy i w końcu jako zwykły kibic. Charles William Miller umiera, mając siedemdziesiąt dziewięć lat, 30 czerwca 1953 roku. Widział, jak São Paulo zamienia się w metropolię i jak futbol, który wprowadził do kraju pół wieku wcześniej, przeradza się w wielką narodową pasję. Widział, jak Brazylia organizowała mistrzostwa świata, i cierpiał z milionami innych Brazylijczyków po największej porażce piłkarskiej jego kraju, zwanej Maracanazo1. Wspomnienia o Charlesie Millerze są ciągle żywe. W języku piłkarskim chaleira (od imienia Charles) jest terminem używanym na określenie gry wynalezionej przez Millera na początku XX wieku: kopanie piłki piętą, z jedną stopą ustawioną za drugą, żeby dryblować albo strzelać. To popularna gra w São Paulo. Dokładnie rok po śmierci Millera miasto nazwało jego imieniem plac, przy którym wznosi się Stadion Miejski Paulo Machado de Carvalho, bardziej znany jako Pacaembu, od nazwy dzielnicy. Obecnie jest to rozległy obiekt usytuowany w sercu São Paulo, z jednej strony formą przypominający grecki amfiteatr – zwieńczony wieżami, które rozciągają się ponad drzewami – a z drugiej konstrukcję w stylu liberty w kolorze kremowym, umiejscowioną na wzgórzu. Stadion został otwarty 27 kwietnia 1940 roku przez prezydenta Brazylii Getúlio Vargasa, w obecności burmistrza oraz architekta, Ademara de Barrosa. Mieścił siedemdziesiąt jeden tysięcy kibiców, a dziś – po przebudowie w 2007 roku – czterdzieści tysięcy.

Obiekt Corinthians jest prawdziwą chlubą i jednym z najpiękniejszych punktów widokowych w São Paulo. W jego wnętrzu, pod czterema filarami wejścia głównego, u stóp ogromnego zegara znajduje się Muzeum Futbolu. W siedemnastu salach, otwartych 29 września 2008 roku, znajdują się piłki, zdjęcia, filmy wideo, nagrania audio, przeróżne pamiątki, ciekawostki i statystyki z XX-wiecznej piłkarskiej historii Brazylii. Hilário Franco Júnior, mediewista, który odważnie pisał o futbolu (w książce A dança dos deuses: Futebol, sociedade, cultura), w taki sposób streszcza historię kraju i tej dyscypliny:

Na początku futbol był krytykowany jako coś błahego i bezużytecznego, jednak szybko przestał być sportem elit, żeby zamienić się w grę niższych warstw społecznych. Lata trzydzieste to pierwszy punkt zwrotny. W Brazylii, dzięki interpretacjom dokonywanym przez wielkich intelektualistów, takich jak Gilberto Freire, Paulo Prado i Sérgio Buarque de Holanda, pojawia się świadomość mieszania się kultur – rzeczywistości społecznej, w której żyją wspólnie Mulaci, Murzyni i Biali. Nie ma się czego wstydzić – i tak Mulaci grają najlepszy futbol, więc w porządku. Mundial w 1938 roku, turniej, w którym Leônidas da Silva – syn Portugalczyka i czarnoskórej Brazylijki – zostaje królem strzelców, naznacza moment rosnącej świadomości. Czarni i Mulaci, ci, których niektórzy chcieli wykluczyć z turniejów piłkarskich, wszyscy tam są. Drugim kluczowym momentem jest Maracanazo w 1950 roku, porażka z Urugwajem, którą dramaturg Nelson Rodrigues zdefiniował jako „Hiroszimę psychiczną”. To było to, ale także mocny sygnał do kontrataku zarówno dla całego brazylijskiego społeczeństwa, jak i dla klasy politycznej, która wierzyła w futbol ze względu na wybory. Dramat narodowy z 1958 roku został całkowicie zrekompensowany dzięki zwycięstwu Brazylii w Europie. W Paryżu dało się słyszeć pieśń, która mówi, że jesteśmy najlepsi na świecie. Dochodzi do wybuchu dumy narodowej. Od tamtego momentu poczucie niższości ustępuje miejsca poczuciu wyższości. Nie możemy kłaniać się nikomu, musimy być zawsze mistrzami, jak w 1962 i w 1970 roku. Ale to nie jest możliwe. Nadchodzi długa passa zwycięstw, lecz razem z nią dyktatura militarna, represje, tortury i zniknięcia przeciwników politycznych. Spojrzenie społeczeństwa na futbol się zmienia i mimo dwóch wygranych mundiali szerzyły się wątpliwości. W mojej opinii nadal jesteśmy pogrążeni w tamtej fazie. W dzisiejszych czasach Brazylia jest krajem, który wiele znaczy dla futbolu i posiada znakomitych zawodników, ale nie jest już krajem futbolu. Powstały inne potęgi piłkarskie i reszta reprezentacji też ma świetnych graczy. Brazylia chciała być krajem przyszłości i przez chwilę wydawało się, że przyszłość nadeszła, ale później powróciły trudności. Bo przyszłość nie posuwa się liniowo, lecz przybywa zygzakiem, porusza się w przód i w tył, między sprzecznościami i wahaniami. Jak futbol.

Po lekcji profesora równie biegłego w futbolu, co w średniowiecznych utopiach, czas zobaczyć, jak ta historia jest przedstawiona w Muzeum Futbolu. Dwie szkoły czekają na swoją kolej, żeby rozpocząć zwiedzanie muzeum. Chłopcy, hałaśliwi jak zwykle w tym wieku, zatracają się w meandrach stadionu i zatrzymują się przed interaktywną piłką, którą można strzelić karnego i zobaczyć, z jaką prędkością leci, albo zmierzyć się przy drewnianym stole do piłkarzyków, które nie odpoczywają nawet przez chwilę. Tuż po wejściu do muzeum wielki hol pozwala wyrobić sobie zdanie w kwestii, jak ważny jest futbol dla Brazylii: wielokolorowe akcesoria, najróżniejsze obiekty, flagi, transparenty, proporce (wąska flaga w kształcie trójkąta, którą umieszcza się między innymi na masztach statków jako znak rozpoznawczy lub ozdobę), plakaty, lalki, breloczki, gadżety, karykatury, gazety, zatyczki, dywany, podkładki pod myszki komputerowe. Zobrazowanie pełnej skali pasji kibiców. Mechaniczne schody prowadzą na pierwsze piętro, a naprzeciwko znajduje się Pelé, który wita gości w trzech językach.

Piłka kopnięta przez chłopca leci z jednego boiska na drugie, sygnalizując przejście do kolejnej sali. Ciemność. W górze unoszą się barokowe anioły. Legendarni piłkarze naturalnych rozmiarów dryblują, oddają strzały i poruszają się w powietrzu. Plakat głosi:

Jest ich dwudziestu pięciu, ale może być pięćdziesięciu albo stu, przecież byli twórcami futbolu – sztuki, którą uprawia się w Brazylii. Bogowie i bohaterowie, idole różnych pokoleń, którzy mogą być równie efektowni, co aniołowie ze swoimi skrzydłami; albo lepiej, ze swoimi stopami. Przenoszą nas na tereny, gdzie wyznaje się inwencję, poezję i magię gry. Prawdziwe anioły sztuki barokowej.

Anioły noszą imiona Sócrates, Gilmar, Carlos Alberto, Bebeto, Tostão, Garrincha, Ronaldo, Gerson, Rivelino, Didí, Vavá, Romário, Ronaldinho Gaucho. Paulo, chłopczyk, który poszedł do muzeum ze swoimi kolegami z klasy, raz po raz zerka na film, na którym Pelé w starciu z Ladislao Mazurkiewiczem – bramkarzem reprezentacji Urugwaju w półfinale mundialu w 1970 roku – jest o krok od strzelenia gola. Następnie przegląda długą listę Barokowych Aniołów, z uwagą patrzy na każde nazwisko, podnosi wzrok i mówi do przyjaciela: „Dlaczego nie ma Neymara?”. W końcu Neymar Junior nie dotarł jeszcze do tego futbolowego raju. Mimo to na zewnątrz stadionu, pod zimowym słońcem, najlepiej sprzedaje się koszulka właśnie z numerem dziesięć. Koszulka ostatniego brazylijskiego poety futbolu.

[1] Porażka z Urugwajem 1:2 w finale mistrzostw świata w 1950 roku na stadionie Maracana w Rio de Janeiro (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

Tytuł oryginału:

Neymar

Copyright © Luca Caioli 2014

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2014

Copyright © for the translation by Damian Juszczyk 2014

Redakcja – Izabela Pabisz-Zarębska, Kamil Misiek / Editor.net.pl

Korekta – Kamil Misiek / Editor.net.pl

Opracowanie typograficzne i skład – Joanna Pelc

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Luca Caioli cover photo credit – Elvira Giménez

Front cover photograph, back cover photograph and all photos inside the book © Getty Images / Flash Press Media

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I, Kraków 2014

ISBN EPUB 978-83-7924-133-0

ISBN MOBI 978-83-7924-134-7

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Wstęp

Plac Charlesa Millera

Poezja i proza

Mogi Das Cruzes

São Vicente

Praia Grande

100% Jezus

Liceum São Paulo

Santos

Ryby

Madryt

„Po puchar”

Pacaembu

Radość

Ayrton Senna

Potwór

Beatlemania

Doha

Rok 2011

„Remake”

Numery 11

NRJ

Wyjątkowy dzień

Maracaná

Artysta

„Dobry chłopak”

Barcelona

Posłowie

Kariera w liczbach

Bibliografia

Podziękowania

Przypisy

Strona redakcyjna

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ronaldinho. Uśmiech futbolu Luis Suárez Pistolet Ronaldo. Obsesja doskonałości Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana Zinédine Zidane. Sto dziesięć minut, całe życie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila